Wywiad

„Niedługo nie będzie już miejsca na sztuczny pop”. Martina M o tym, jak hip-hop zmienia polską scenę [WYWIAD]

Klementyna Szczuka -
Martina M
Martina M
Wywiad - - Dodane przez Klementyna Szczuka

„Niedługo nie będzie już miejsca na sztuczny pop”. Martina M o tym, jak hip-hop zmienia polską scenę [WYWIAD]

Z kim moglibyśmy porozmawiać o scenie około hip-hopowej w Polsce i we Francji, jeśli nie z nią? Martina M od dwóch lat mieszka w Paryżu. Dorastała, słuchając czarnych brzmień, a jako nastolatka nagrywała kawałki z polskimi raperami, m.in. z Sokołem i Tym Typem Mesem. Teraz Martina M powraca do korzeni.

Czy polska scena soul/r’n’b w ogóle istnieje?
Smutna konstatacja panów z wytwórni jest taka: „Weź z tym r’n’b, Polacy mają kwadratowe biodra”. A ja w to nie wierzę. Kiedy byłam w gimnazjum, było Sistars i SOFA, ale SOFA kopiowała Sistars, więc wychodziło na jedno. Potem długo, długo nic. Scena soul/r’n’b nigdy specjalnie nie istniała w Polsce, ale mam wrażenie, że ta muzyka odradza się za każdym razem, kiedy hip-hop wraca do łask.

Mówiło się o niej trzy lata temu, kiedy debiutowała Rosalie. Teraz na około hip-hopową muzykę rzuciła światło Margaret.
To prawda. Tylko to, co robi Margaret klasyfikowałabym jako urban pop, czyli pop inspirowany czarnym brzmieniem, rapem. Ale tak naprawdę wszystko wywodzi się z korzeni czarnej muzyki – z bluesa, funku, r’n’b, soulu, gospel; jest oparte na synkopie, frazach call-and-response.

Myślisz, że urban pop w Polsce nie jest chwilową modą?
Już Natalia Szroeder publikuje pierwszy singiel po długiej przerwie. Widzę, że jest ubrana w Marine Serre, więc podejrzewam, że na pewno nie będzie to nic innego, jak urban pop. Myślę, że to jest kierunek, który na długo u nas zagości. Żyjemy w czasach social mediów, każdy każdego podgląda i jest w stanie wyczuć brak autentyzmu. Niedługo nie będzie już miejsca na sztuczny pop, w którym ktoś napisał tekst komuś, kogo nawet nie poznał. Każdy epatuje prywatnością, dlaczego miałoby być inaczej w muzyce? Ludzie chcą mięsa. Chcą usłyszeć, jak jest, co cię boli i dlaczego. A ta muzyka to daje.

Co sądzisz o tym, że coraz więcej popowych artystek w Polsce inspiruje się czarnym brzmieniem i nagrywa z raperami? Wiele osób jest do ich muzyki nastawiona negatywnie.
Ja w ogóle lubię taki inkluzywny dyskurs – bycie na tak, cheerowanie innych, więc totalnie się jaram, że Margaret znalazła nowy kierunek. Uważam, że w tekstach jest bardzo autentyczna. MaRina – spoko, też moim zdaniem jest to jej najbardziej autentyczny album do tej pory. Super, że dziewczyny zaczynają mówić szczerze, że to są teksty, w których w końcu maczają palce.

Natomiast nie ukrywam, że uśmiechnęłam się, gdy słuchałam „Romantic Psycho” i Quebo rzucił wers, że widzi, jak Natalia Szroeder „odkrywa” Fugees [„TĘSKNIĘZASTARYMKANYE” – przyp. red.]. Mnie Fugees ukształtowało. Jill Scott, Angie Stone, Erykah Badu, cała czarna muza – to jest kultura, na której wyrosłam, mieszkając w Polsce. Mając 16 lat, nagrywałam numery z Sokołem i Pono dla TPWC, z Mesem, więc dla mnie to, co robię dzisiaj nie jest nowością czy gonitwą za trendem, tylko powrotem do korzeni, okraszonym elektroniką i inspirowanym współczesnym rapem.

Planujesz wydać wkrótce epkę lub album?
Chciałabym. Na pewno będą single, bo taki był mój zamysł, gdy podpisywałam kontrakt z Sony, ale jest szansa, że te numery zbiegną się już niebawem w większą całość. Strasznie się jaram tym, że w rapie jest taka konsekwencja wydawnicza. Słuchacz jest karmiony muzą i dzięki temu ma się z nim super kontakt. Widzę to już po tych trzech utworach. Ludzie pytają mnie, kiedy pojawi się kolejny.

Właśnie wypuściłaś singiel „Paryż”, do którego teledysk nagrywałaś w Warszawie, z Koozą. Dlaczego tutaj?
Tak się złożyło, że Paryż jest od dwóch lat obecny w moim życiu prywatnym. Obok tego miasta nie da się przejść obojętnie, zwłaszcza mieszkając tam i robiąc sztukę, muzykę. Miałam do niego mieszane uczucia. Paryż znałam wcześniej, ale po prostu kiedy tam jesteś, rzuca ci się w oczy ten dualizm – z jednej strony splendor i bogactwo, z drugiej bieda, brud i brut. Chciałam te moje emocje przenieść na polski grunt i wywołać je w Polakach.

W klipie połączyłam moją osobę z miejscówkami, w których wyrastałam, i które kojarzą mi się z takim polskim brutem. Chciałam pokazać ten słodko-gorzki kontrast. Mona Lisa, którą przywożę też go ucieleśnia. Ja po prostu za wszelką cenę próbuję sobie to poukładać. Urodziłam się w Warszawie i moje serce jest totalnie warszawsko-polskie. Ale myślę, że jak odejmiesz z tego numeru „o Paryż”, mogłaby być to jakakolwiek stolica europejska.

Niedawno podpisałaś także kontrakt z francuskim Publisherem. Co to oznacza?
Są dwa rodzaje praw artystycznych: wykonawcze i autorskie. Kiedy podpisujesz kontrakt z wytwórnią, pozbywasz się części praw wykonawczych do utworu, ale prawa autorskie zawsze są przy tobie. Taka Edyta Górniak, która nie pisze swoich tekstów ani muzyki, tylko wykonuje, zarabia tylko na prawach wykonawczych. Publisher zajmuje się tymi, którzy piszą, tworzą. Stara się, żeby twoje utwory przynosiły jak najwięcej zysku – były zsynchronizowane z reklamami, serialami, filmami z tytułu praw autorskich.

Wielu artystów w Polsce dąży do tego, aby wyjść ze swoją muzyką zagranicę. Ty też masz taki plan? 
Bardzo bym chciała zrobić coś na Francję i nawet mogę zdradzić, że ostatnio napisaliśmy jeden numer po francusku. Jeszcze nad nim pracuję. Ale na razie zdecydowanie skupiam się na Polsce. 

Kontrakt z Publisherem był raczej ze względu na to, że chciałam poznać ludzi z francuskiej branży muzycznej, żeby zacząć robić tam muzykę. Jeśli mieszkam w Paryżu, łatwiej mi pracować z producentami stamtąd, niż wracać specjalnie do Polski, aczkolwiek to też się dzieje.

Jak wygląda scena około hip-hopowa we Francji?
O wiele lepiej niż w Polsce. Pewnie dlatego, że we Francji jest o wiele większa różnorodność kulturowa. Kojarzysz taką wokalistkę, która nazywa się Aya Nakamura? Ma taki numer „Djadja” i ma też numer ze Stormzym. Ona teraz rozwala system, ma miliardowe wyświetlenia. Jest totalny takeover około hip-hopowej muzyki na francuskich salonach. Rap ma się świetnie – Orelsan, Lomepal, Roméo Elvis – on jest akurat Belgiem.

Mam wrażenie, że u nas muzyka musi być zdefiniowana konkretnie – ta robi r’n’b, ta rap a ta pop. We Francji natomiast wszystko jest bardziej przemieszane, nikt nikogo tak nie klasyfikuje. Na przykład Eddy de Pretto, który jest raperem-gejem, nawija o swoich przeżyciach na takich instrumentalnych bitach i jest to wypadkowa variété, czyli takiej klasycznej francuskiej piosenki i rapu.

To w ogóle jest kolejny krok. Naprawdę, przysięgam ci, kolejny wielki ktoś z rapu w Polsce to będzie ktoś o orientacji homoseksualnej.

fot. Bogna Goślińska

Zostaw komentarz

Udostępnij
Rap
Mata powraca, j**** TVP i komentuje zamieszanie wokół „Patointeligencji”!
Patoreakcja

Mata powraca w świetnym stylu. Jego najnowszy kawałek, "Patoreakcja", trwa prawie sześć minut, a i tak pewnie zabrakło trochę miejsca na rzeczy, które młody raper z Warszawy chciałby nam jeszcze przekazać. Matczak jeb*e TVP, pije wodę sodową i opisuje swoje przeżycia po wypuszczeniu "Patointeligencji".

Rap
Nie możemy tego przemilczeć. Nasze pierwsze wrażenia po odsłuchu „Fight Club” PRO8L3M-u
fight club pro8l3m

Na właściwą recenzję przyjdzie jeszcze czas. W końcu jest to album, który jeszcze przed premierą wzbudził wiele kontrowersji i zarzutów, nad którymi trzeba się poważnie zastanowić. Tymczasem zebraliśmy garść pierwszych spostrzeżeń dotyczących najnowszego wydawnictwa PRO8L3M-u. Porozmawiajmy o „Fight Club”.