Felieton,Hip Hop

Niema fabuła z gośćmi na dokładkę. Soulpete „Noir Fiction” [RECENZJA]

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Niema fabuła z gośćmi na dokładkę. Soulpete „Noir Fiction” [RECENZJA]

Słabość do produkcji Dusznego Piotra mam od lat, choć w różnych okresach swojej działalności stawiał na różne patenty. Czasami mocniej ingerował w elektronikę, czasami zupełnie pomijał dogrywane rzeczy i operował wyłącznie samplami. Czasem ciął je i trzymał krótko. Czasem pozwalał się rozlać po podkładzie. Perkusję umiał zrobić punktową, ale potrafił też rozdmuchaną, okrągłą. W każdej sytuacji potrafił coś wybrać z szerokiego wachlarzu chwytów. Dlatego kiedy słucham „Noir Fiction” mam wrażenie, że jedną z cech tego albumu jest bycie czymś na kształt portfolio. Tym bardziej osobliwego, że producent opowiada nam tą płytą historię, choć nie usłyszymy narratora. Raperzy na projekcie się znaleźli, ale w opcji bonusowej – co ważne, wszyscy wywiązali się z zadania bardzo ślicznie, choć najbardziej zaskakująco i w punkt poleciał RAU.

Soulpete zabiera nas w piękną, melancholijną, trochę utytłaną przyziemnością i brudem miasta, podróż. Kiedy myślę o instrumentalnach na „Noir Fiction”, myślę o pomieszczeniach. Myślę o barach, o ulicach, wnętrzach samochodów, o parkietach i o sypialniach, o zaułkach i suterenach (zdarzy się również nieco futurystyczny przelot). Każdy z numerów na trackliście odpowiada za odrębną lokację, a wspólnie tworzą nam interesującą przestrzeń, po której porusza się fabuła – fabuła, co ważne, dla każdego słuchacza rysująca się zapewne nieco inaczej. Nieco, bo jednak bity są na tyle obrazowe, że obrazów w określonej tonacji nie unikniemy, a co jakiś czas dostaniemy skicik wycięty zręcznie z jakiegoś filmu.

Trackliście należy się osobne zdanie. Albo dwa. Tytułami poszczególnych kawałków są personalia postaci z filmów noir, z komiksów (trafia się ukłon w stronę „Sin City” Franka Millera), ale też rzeczywistych osób jak np. reżyser Edward Cahn.

Szczęście w nieszczęściu

Dobrze się stało, że materiał ujrzał światło dzienne. Gdybać można, czy dobrze, że w takiej formie. Soulpete ujawnił niedawno, że wcześniej instrumentale trafiły choćby do Włodiego, ale ten nie był zainteresowany większą ich liczbą. Po przesłuchaniu „Noir Fiction” można podrapać się po głowie, bo takich bitów w Polsce (i w ogóle) często się nie słyszy. Z drugiej strony Włodi niechcący dał nam coś ciekawego. Mianowicie wartość dodaną bez wkładu własnego. Te instrumentale z raperami byłyby już podporządkowane określonym kierunkom myśli, wersom, założeniom tekstowym. Teraz są wolne i mogą swobodnie towarzyszyć nam w wycieczkach po własnych przemyśleniach.

A może jednak?

Swego czasu Alchemist wypuszczał beat-tape’y, które składały się z instrumentali, na których powstawały rozmaite numery. Dostawaliśmy pełne wersje podkładów w długości odpowiadającej docelowym utworom. Na „Noir Fiction” numery są dosyć krótkie, co można roboczo potraktować, jako „teasery” bitów. Życzyłbym sobie, żeby Soulpete rozpoczął rewolucyjny ruch i opychał słuchaczom instrumentalne płyty, z których potem wykonawcy wybierają swoje typy i wykupują od producenta całe bity z aranżami. Skoro przy Alchemiście byliśmy (jesteśmy?), to spora część bitów na „Noir Fiction” nosi znamiona jego wpływu. Jest to o tyle intrygujące, że Alc jest producentem właściwie niepodrabialnym, a kilka strzałów z końcówki „Noir Fiction” mogłoby zawstydzić jego poczucie estetyki. Mogłoby, i być może to robiło, zawstydzić wielu polskich raperów, bo nawinąć coś niepretensjonalnego i zwyczajnie dobrego na tych produkcjach tak, by nie sprzeniewierzyć ich klimatu, byłoby sztuką.

Koniec końców dobrze, że dostaliśmy to wydawnictwo. Soulpete niby nie musi nic nikomu udowadniać, ale to chyba nawet przyjemniej, kiedy ktoś taki znowu udowodni, że nie musi. Autorski sznyt, bardzo dobre ucho do sampli i zabiegów aranżacyjnych. Proszę państwa, proszę się częstować!

fot. kadr z wideo „SOULPETE – NOIR FICTION [LP]”, youtube.com/SORAW RECORDS

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Lil Wayne otwiera konopną działalność. Marihuana nowym kołem zamachowym biznesu?

Kiedyś marihuana była dla raperów używką, na którą głównie przeznaczało się pieniądze, a zarobić na niej można było tylko nielegalnie. Teraz staje się potężnym narzędziem do mnożenia hajsu i to całkowicie zgodnie z prawem. Powoli zaczyna mieć to znaczenie również dla rodzimych hip-hopowców, ale o tym za chwilę, bo przyczynkiem do powstania akurat tego tekstu był Lil Wayne. Raper postanowił, żeby poza paleniem marihuany wziąć się również za jej produkcję.

Hip Hop,News
Internet zwariował. Popek najbardziej szalonym raperem na świecie

Polski rap coraz bardziej ochoczo wchodzi na rynek międzynarodowy. Naszych artystów coraz częściej można usłyszeć na zagranicznych trackach, więc nie możemy dziwić się, że ich ksywy są rozpoznawalne także w innych krajach. Zastanawialiście się kiedyś, kto jest najbardziej znanym polskim raperem poza granicami naszego kraju? Quebo? A może Sokół? Czy jednak Żabson? Okazuje się, że żaden z nich, gdyż według amerykańskiego portalu "Noisey" jest to Popek. Mało tego, Polak zyskał chlubny tytuł najbardziej szalonego rapera na świecie.