Hip Hop,News

Niepublikowany wywiad 2Paca! Raper m.in. o dorastaniu, ojcu, kokainie i pracy w pizzerii!

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Niepublikowany wywiad 2Paca! Raper m.in. o dorastaniu, ojcu, kokainie i pracy w pizzerii!

Wiedzieliście, po kim Tupac odziedziczył swoje imię i nazwisko? Albo że zanim został raperem, przez miesiąc pracował w pizzerii, i jak przyznał we właśnie opublikowanym przez MTV News wywiadzie z 1995 roku, dobrze wspomina ten czas, bo kiedy był głodny, w każdej chwili mógł zjeść pizzę i przynosić ją do domu?

Miałem tylko dwie prace w swoim życiu. Pierwsza była w Round Table Pizza (…) Ta praca była idealna, bo kiedy byłem głodny, jadłem dodatki z pizzy ludzi. Było tam wszystko, wyobrażasz to sobie?

Rozmowa z Tabithą Soren została nagrana 27 października i był to pierwszy wywiad, jakiego udzielił raper po wyjściu z więzienia. Opowiada w nim on także o swoim dorastaniu, początkach kariery, o tym, jak się zmienił oraz o swoich planach na przyszłość.

Jak mówił Tupac, jako dziecko był cichy, wycofany, dużo czytał, pisał poezję i pamiętnik, dużo czasu spędzał, oglądając telewizję. Opowiedział także o tym, jak przez dwa tygodnie zajmował się handlem narkotykami, ale jak stwierdził, to zajęcie nie było dla niego.

Nie wiedziałem, jak to robić. Sprzedaję, ktoś nie zwraca mi pieniędzy, a ja na to: ‘Okej’

Nigdy też nie próbował kokainy, dlatego, że jego matka – Afenia była od niej uzależniona, a mężczyzna, którego Pac uważał za ojca, zmarł w wyniku jej przedawkowania. Tupac opowiadał także o swoim biologicznym ojcu, którego nie znał, ale któregoś dnia, jakiś mężczyzna odwiedził go w szpitalu i stwierdził, że wygląda jak on, i że jego dzieci wyglądają jak on, ale raper nigdy nie zrobił testów krwi, bo było to dla niego zbyt przerażające.

Nigdy nie zrobiłem testów krwi. Mężczyzna, którego uważałem za mojego ojca, który potwierdził, że nim był, zmarł.

Całość wywiadu możecie zobaczyć tutaj:

fot. kadr z filmu “Tupac Growing Up Poor, His Raise to Fame & His Future (1995) | MTV News, youtube.com/MTV News

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Małach: “Wierzę, że nadejdzie taki dzień, że ludzie się jorgną, co ma jakość, a co nie” – Czy coś musi być efektem ciężkiej pracy, by było dobre?

Małach, choć jeszcze do niedawna musiał się wraz z Rufuzem borykać z tym samym problemem, z którym przez lata męczyli się Solar z Białasem, udowodnił nam ostatnim solowym albumem, że nie tylko jest wartościowym solowym artystą, ale też bardzo wszechstronnym. Warszawski raper w końcu nie tylko nawija, ale również robi bity, a potem wszystko aranżuje. Słysząc jego numery, łatwo jest wyczuć, że są dopracowane i włożono w nie wiele wysiłku (i zajawki!). Dlatego też nie możemy dziwić się, że tak irytują go sukcesy prostszych i płytszych projektów, o czym wspomniał w najnowszej Flintesencji.

“Jeśli coś takiego odnosi większy sukces, niż moje rzeczy, to jestem tym bardziej sfrustrowany” – mówi Małach nawiązując do projektów, które się sprzedają, pomimo tego, że brakuje im jakości. Raper zaznacza też, że bardzo łatwo byłoby mu zrobić coś tandetnego, ale nie tworzy takich utworów. “Co ja wtedy powiem swoim fanom?” – kwituje swoją wypowiedź artysta. Na koniec dodaje, a w zasadzie to życzy sobie i innym twórcom, że wypracowany materiał kiedyś na dobre przezwycięży chwytliwy banał. “Wierzę, że nadejdzie taki dzień, że ludzie się jorgną, co ma jakość, a co nie” – zdradza.

Okej, ale co w takim razie ma jakość? Czy mamy prawo powiedzieć o jakimś dziele, że jest dobre tylko wtedy, gdy jest efektem ciężkiej, wielogodzinnej pracy? Z jednej strony można odnieść takie wrażenie. W końcu często słyszymy prostsze melodie okraszone jeszcze prostszymi tekstami, które zdobywają rzesze fanów. Z resztą, takich przypadków możemy szukać nie tylko w rapie. Nickelback przebijał pod względem nakładów dużo ambitniejsze od siebie kapele, choć ich hity oparte były na kilku tych samych akordach. Przykładami możemy jednak sypać nawet wtedy, gdy wyjdziemy poza granice muzyki. W kinach dużo więcej zarobi wypełniony prostackim humorem i tekstami przesączonymi wulgaryzmami film Patryka Vegi, niż uznana przez krytyków produkcja, która ma potem szanse na Oscara.

Z drugiej strony mamy inny istotny czynnik, który świadczy o jakości. Są nim emocje. KęKę sam w kawałku “Pora mówić nara” przyznaje, że kiedyś udostępniał numery, które marnie brzmiały i całe trzeszczały, a i tak każdy się jarał. Radomianin braki w skrupulatności nadrabiał wtedy czystym przekazem i emocjami. Pewnie między innymi dlatego Małąch z Rufuzem zaprosili go później do kawałka “Grunt”. To jednak nie jedyny przykład i na pewno nie największy. Jay-Z rzekomo w 10 minut napisał zwrotkę do kultowego już utworu z Beyonce “Crazy in love”. Nie potrzebował na to kilku godzin, a efekt końcowy był dobry, bo wyszło to prosto z serca.

Ocenianie twórczości nie jest, nigdy nie było i raczej też nie stanie się zero-jedynkowe. Wpływa na nią zbyt wiele czynników, które dla różnych osób mają inną wartość. Są ludzie, którzy docenią wielogodzinny trud Małacha czy nie ustępującego mu pod tym względem Gedza, ale musimy zrozumieć tych, którzy uwielbiają dzieło artysty, który naprędce wpadł do studia, bo akurat coś wpadło mu do głowy.

fot. kadr z klipu “MAŁACH/RUFUZ – GRUNT feat. KęKę prod. FLAME/MAŁACH”, YouTube.com/MałachRufuzOfficial

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Krzysztof Gonciarz wyjaśnia scenę! Od Bedoesa do Szpaka

Swego czasu śledziłem poczynania najsłynniejszego polskiego YouTubera w Japonii, Krzysztofa Gonciarza, potem nieco odbiłem, ale z szeregu odcinków “Zapytaj Beczkę” zapamiętałem, że pewne odniesienia do krajowego hip-hopu się pojawiały i Gonciarz, choć może nie być niesamowitym zajawkowiczem na tym punkcie, ogarnia, co ma być ogarnięte. Tym razem pokusił się o generalizację postawy młodych raperów, którzy odnieśli sukces i przyznaję, że jest to w sposób niezwykle smutny, niezwykle adekwatne.

Skąd ksywy w nagłówku? Może być ich więcej: Białas, Taco Hemingway, Quebonafide, Young Multi, Żabson, <wstawcie sobie dowolnego rapera, który w mniej więcej rok przeszedł drogę z “nigdzie” do “gdzieś wysoko”>. Sukces w tej branży nieodzownie wiąże się ze zmianą narracji w kawałkach i bierze się to z diametralnej zmiany poziomu życia i w ogóle mindsetu. Sięgnijmy za ocean – Drake, Kendrick Lamar, Eminem, <wstawcie sobie dowolnego rapera, który w mniej więcej rok przeszedł drogę z “nigdzie” do “gdzieś wysoko” >. Nic dziwnego w tych zmianach nie ma, ale każdorazowo tak samo… nużą. N-ta płyta n-tego artysty o tym, że jak mu się udało, to już nie może normalnie wyjść na jedzenie – skąd my to znamy? Albo że nauczyciele w niego nie wierzyli, a on dał radę i patrzcie! Temat znany od Sobotażu po solówki Białasa.

Dalej – podkreślanie tego, że serca słuchaczy zdobyło się szczerością. O tym wspomina nawet Paluch w kontekście Szpaka w wywiadzie udzielonym Maciejowi Dobkowiczowi:

Jaram się. 40 tygodni na OLiSie z debiutem. (…) Wypełnione sale, mnóstwo fanów, co więcej powiedzieć. Ludzie są mega zajarani, oddani, czują tę szczerość, która od niego bije w numerach. Duże pokłady emocji i bólu słychać w tych kawałkach i dlatego się to przyjmuje, bo to jest naturalne.

Gonciarz oczywiście podaje nam tę mieszankę “the best of wygranko żyćka” z przymrużeniem oka, ale ja całkiem serio widzę w tym pewien stygmat, który widnieje na obliczu branży i raperów, którzy wpływają na jej kształt. Jak ożywcze byłoby usłyszenie płyty wykonawcy, który odniósł sukces i po prostu… nie porusza tego tematu? Pewnie, na palcach jednej ręki możemy policzyć raperów, którzy olewają temat, ale z drugiej strony nie są aż w takim boomie swojej kariery. Wyjątkiem mogą być PRO8L3M i Sokół. W pierwszym wypadku koncept kryminalnego fantasy zupełnie nie potrzebuje do tego typu tematów. W drugim są to naturalnie wplecione części narracji, nigdy nie wysunięte do refrenów (nawet w takim “Z tobą” marki są rzucone być może przede wszystkim dla zbudowania klimatu, a nie pustego branddropingu).

Jakie życie taki rap

Pewnie, ta wspomniana wcześniej szczerość, to główny walor tej muzyki, ale Gonciarz zwraca uwagę na poważny problem związany z pewnym rozdzieleniem tematyki sukcesu od swojej “prawdziwości”. Zauważmy, że kiedy raper wystrzeli (sic!), to wówczas nawinie nam o tym, ale raczej odwołując się do resentymentu związanego z tym, że kiedyś był nigdzie. Kiedyś był tam, gdzie teraz jest… słuchacz. W związku z tym dalej można się w jakiś sposób z nim utożsamiać i w dalszym ciągu można nabijać mu portfel. W poczuciu, że jest w jakimś sensie naszym głosem, choć tak naprawdę jest już w zupełnie innej galaktyce.

Swego czasu sporo osób zarzucało Peji hipokryzję, bo jak można skandować hasło “reprezentuję biedę”, kiedy właściwie jest się już zarobionym. Tylko tutaj chodziło o coś innego, bo sam slogan sygnalizował pochodzenie Księcia Jeżyc (tego określenia też używam nieprzypadkowo). Nie było tam sytuacji, kiedy Peja, mając pieniądze, wciąż nawijałby, że nie ma na bułki. Oczywiście mógł nawijać o tym, że ktoś nie ma – i tu wracamy do patentu z resentymentem. Będąc raperem, który już ma pieniądze, wciąż można rapować o świecie bez pieniędzy, co automatycznie znajdzie odbiorców.

Jakie życie taki rap, ale czy chodzi tu o życie rapera czy może słuchacza? Oceńcie sami.

PS: Gonciarz nie sypie ksywkami w filmiku. Paradoksalnie nie trzeba.

fot. kadr z wideo “Co mówią RAPERZY NOWEJ FALI (feat. Młody Gon)”, youtube.com/Zapytaj Beczkę

Zostaw komentarz