Felieton,Hip Hop

Nowy numer Cardi B, „WAP”, wstrząsnął nie tylko środowiskiem. Dlaczego musimy rapować o seksie?

Klementyna Szczuka -
Cardi B WAP
Cardi B WAP
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Nowy numer Cardi B, „WAP”, wstrząsnął nie tylko środowiskiem. Dlaczego musimy rapować o seksie?

Świeży kawałek Cardi B, który zaraz po „Press” jest drugim zwiastującym jej nadchodzący album, ożywił dyskusję na temat przyzwoitości w kobiecym rapie. „WAP” („Wet-Ass Pussy”), pierwsza współpraca raperki z Megan Thee Stallion, to symbol wyzwolenia seksualnego czy prymitywizmu?

Tekst utworu jest bardzo seksualny. Nic dziwnego więc, że trudno było przejść obok niego obojętnie, tym bardziej w czasach, w których kobiety wciąż muszą walczyć o swoją pozycję, nie tylko w hip-hopie. Cardi B do krytyki zwłaszcza ze strony konserwatywnych środowisk, z jaką spotyka się regularnie za swoje bezkompromisowe linijki, odniosła się w ostatnim wywiadzie dla Apple Music. Zwróciła uwagę na to, że ci, którym przeszkadzają jej teksty, jednocześnie nie wspierają raperek takich jak Noname czy Rapsody, które w swojej twórczości poruszają ważne, społeczne tematy.

„Ludzie kłamią. Ludzie będą mówić, że nie lubią lasek i nie lubią tego pussy talku. Ludzie to kochają”

Sama Rapsody natomiast o Cardi B wypowiada się bardzo ciepło i w rozmowie z Talibem Kweli powiedziała m.in., że raperka z Bronksu tworzy wartościową muzykę, ponieważ jest świadoma tego, co robi. Przy tym zaapelowała, aby nie naskakiwać na inne artystki tylko dlatego, że decydują się na daną formę sztuki. O tym, choć w kontekście polskiej sceny, pisał już na naszych łamach Kajetan – dlaczego kobiety analogicznie do mężczyzn miałyby nie pozwalać sobie na taką samą, co oni swobodę? Chyba tylko dlatego, aby swoim kosztem nie odbierać niektórym (i częściowo samym sobie) złudnego poczucia bezpieczeństwa, jakie daje nam funkcjonowanie w patriarchalnym modelu społecznym.

Oczywiście, już od jakiegoś czasu granice wyznaczane są coraz śmielej. Ale muszą być wyznaczane dalej, skoro kawałki pokroju „WAP” wciąż wzbudzają tyle emocji (przecież już w latach 90. z otwartości seksualnej znana była na przykład Lil Kim), a sytuacje takie jak TA się powtarzają. Nowy numer Cardi B stał się jednym z jej najpopularniejszych utworów i najpopularniejszym Megan Thee Stallion, wykręcając – po tygodniu, w chwili pisania tego artykułu – ponad 82 milionów wyświetleń.

Znajdujemy się teraz w przełomowym momencie. Choć tegoroczne wydarzenia nie napawają optymizmem, to, co dzieje się w kulturze, jest ważne, aby dokonać progresu. On jest choćby potrzebny, aby wzmocnić pozycję kobiet w społeczeństwie i pozbyć się ograniczających nas schematów.

fot. kadr z klipu „Cardi B – WAP feat. Megan Thee Stallion [Official Music Video]”, YouTube.com/Cardi B

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Który rocznik XXL Freshmen po latach poradził sobie najlepiej?
Kodak Black, 21 Savage, Lil Uzi Vert, Lil Yachty & Denzel Curry's 2016 XXL Freshmen Cypher

Dla tych, którzy są mniej zaznajomieni z amerykańską sceną, XXL Freshmen to tamtejszy odpowiednik, a w zasadzie inspiracja Młodych Wilków Popkillera. Edycji było już 13 i w zasadzie w każdej z nich możemy znaleźć kogoś, kto później osiągnął sukces. Ale w którym roku takich zawodników było najwięcej?

Pomyślałem o tym, gdy tylko zobaczyłem skład tegorocznych Freshmenów. Wygląda on bowiem niezwykle imponująco i zrzesza raperów, którzy już na swoim koncie mają hity, które wygenerowały miliony wyświetleń i może tylko nieco mniej pieniędzy. Jest znany z viralowego „What’s Poppin” Jack Harlow, mający już za sobą imponujący debiutancki album NLE Choppa, czy chociażby Polo G, którym za oceanem już zachwycają się tak, jakby był uznanym artystą, a nie ledwie wchodzącym do mainstreamu raperem. Nie możemy też zapominać, że w składzie jest też Pop Smoke, który jeszcze przed swoją śmiercią przyjął zaproszenie do akcji. Oprócz wyżej wspomnianych nawijaczy kilku, jeśli nie wszyscy, ma szansę na ustabilizowanie swojej pozycji w mainstreamie. Czy będzie ich więcej niż tych z 2016 roku?

To właśnie ekipa sprzed czterech lat powinna być uznana za najbardziej udaną edycję, gdyż niemalże wszyscy w niej zebrani artyści wciąż w satysfakcjonujący siebie i ich fanów sposób wydają projekty, na których koszą też niemały hajs. Kto więc był w tamtym składzie? Z tych najbardziej popularnych należy wymienić Lil Yachty’ego, Lil Uziego Verta, Kodaka Blacka czy 21 Savage’a. Te ksywy obiły się o uszy każdemu, kto choć trochę orientuje się w temacie amerykańskiej sceny rapowej, a artyści do których one należą wciąż tworzą albumy, które osiągają imponujące wyniki sprzedażowe i na listach przebojów. Lil Yachty wydał przecież niedawno „Lil Boat 3”, a Lil Uzi Vert „Eternal Atake”. Na najnowsze projekty pozostałej dwójki fani czekają z ogromną niecierpliwością.

via xxlmag.com

Poza nimi w składzie było też kilku artystów, którzy dziś nie robią może takiego szumu, ale mają ustabilizowaną pozycję i bardzo wierny oraz trwały fanbase. Chodzi tu o Denzela Curry’ego, Andersona .Paaka czy Lil Dicky’ego. Poza nimi w składzie byli jeszcze G Herbo, Dave East i Desiigner. Dwaj pierwsi w tym roku już wydali lub wydadzą swoje albumy i wciąż działają prężnie, choć z nieco mniejszym pogłosem od wszystkich wyżej wspomnianych. Na niemoc twórczą długo cierpiał Desiigner, który stał się niestety więźniem swojego opus magnum, czyli „Pandy”. Ostatnio wydał jednak krótką EPkę pt. „Diamonds Forever”, która może zapowiadać większe rzeczy. Mamy więc dziesiątkę wciąż tworzących i ogólnie rzecz biorąc całkiem spełnionych artystów, którzy mają przed sobą jeszcze wiele lat na scenie. Co za rocznik!

fot. kadr z klipu „Kodak Black, 21 Savage, Lil Uzi Vert, Lil Yachty & Denzel Curry’s 2016 XXL Freshmen Cypher”, YouTube.com/XXL

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Margaret i jej „antyrap”. Dlaczego potrzebujemy kawałków takich jak „Reksiu”?

„Reksiu” Margaret na feacie z Otsochodzi wyszedł przedwczoraj (12 sierpnia) i zapowiada czwarty album artystki. Muzycznie od jakiegoś czasu porusza się ona bardziej w około hip-hopowych klimatach, a w lutym tego roku założyła własną wytwórnię płytową. Margaret i Gaja Hornby Records idą w dobrą stronę, a my opowiemy Wam, dlaczego.

Rap zwykle jest autotematyczny. Rapuje się o sobie: co mam, ile tego mam, co robię, czego chcę, ewentualnie co widziałem (ale to tylko w przypadku  naprawdę zaawansowanego storytellingu). A przy tym często bywa monotematyczny, mitomański, a nawet toksyczny. Generuje dodatkową presję. Nie zawsze, w zasadzie obecnie coraz rzadziej, ale wciąż, jeżeli zapytamy kogoś o motywy przewodnie w rapie, będą nimi: hajs, drogie samochody, łańcuchy i dragi. Jest więc trochę jak małe dziecko. Kiedy rodzice pytają: „kim chcesz być w przyszłości?”, odpowiada: „będę bogaty”. Jednak dorastając, zamiast chcieć „jak najwięcej”, godzimy się z tym, że sukcesem będzie mieć na własność coś niewyszukanego, ale wystarczającego.

I tutaj pojawia się Margaret ze swoim tekstem o „prostym życiu bez kompleksów”. Bez misternie konstruowanego wizerunku kogoś, kto ma dużo, ale chce jeszcze więcej i to właściwie w każdej dziedzinie życia. Bo czasami (a w rapowym środowisku zdecydowanie częściej) naprawdę ciężko odpuścić i po prostu odpocząć.

Wszystko gra

Jeżeli ktoś powie, że to Młody Jan skradł ten kawałek, nie będę się z nim kłócił. Ale mnie Otsochodzi w „Reksiu” ani nie zachwycił, ani nie rozczarował. Margaret ma pewne siebie i nieco zadziorne, ale niekoniecznie pretensjonalne i aroganckie flow. Forma i treść do siebie pasują, bo są lekkie i nienachalne. A wszystko to na przyjemnym podkładzie, którego twórcą jest „Kacezet”. Lirycznie jednak „Reksiu” jest o wiele ciekawszy. Aż chciałoby się przytoczyć klasyka, „zero potrzeb”. I może zabrzmiało to jak żart, ale ten „antyrap” w wykonaniu Margaret to coś, czego życzyłbym sobie w mainstreamie zdecydowanie jak najwięcej. Potrzebujemy zresztą (kolejnej) kobiety-raperki, która opowiadając o kobiecej seksualności stanie w kontrze do „robiącego je na podłodze” sami-wiecie-którego-rapera.

Chcę proste wiejskie życie jak miał Reksiu/Mała buda, ale własna i bez stresu/Ćwiczę formę, ale robię to bez dresów/Bardzo polecam seks zamiast fitnessu/Bez kompleksów

„Reksiu”

Teledysk do „Reksia” jest zwyczajnie dobry i ma ten „filmowy” vibe. Z ciekawie skonstruowanymi kadrami, klimatycznymi lokacjami i odpowiednio wykorzystanym ruchem kamery, który służy czemuś więcej niż nadaniu dynamizmu kolejnymi cięciami (mowa tu chociażby o scenie wyjścia poza lustro w 26 sekundzie). Znalazła się też pływająca w jeziorze wielka, gumowa kaczuszka. Krótko mówiąc: dzieje się. A za wszystko odpowiedzialny jest Mac Adamczyk.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz