Felieton

O co chodzi z March Madness?

Politolog Na Rapie -
Felieton - - Dodane przez Politolog Na Rapie

O co chodzi z March Madness?

Marcowe szaleństwo dobiegło końca. Virginia wygrała koszykarski turniej drużyn akademickich, który od lat wczesną wiosną elektryzuje (nie tylko) Amerykanów. W czym tkwi jego fenomen? Przedstawię Wam kilka najciekawszych wydarzeń z tegorocznej edycji, które pomogą zrozumieć miłość, jaką Amerykanie darzą NCAA.

Najpierw jednak o samej formule. W turnieju bierze udział 68 drużyn zrzeszonych w National Collegiate Athletic Association (NCAA). To z nich, po dramatycznym turnieju (wygrany przechodzi dalej), ogłaszany jest mistrz kraju. Drabinka podzielona jest na cztery regiony: East, Midwest, South i North. W pierwszym mogliśmy obejrzeć min. legendarne Duke pod wodzą jeszcze bardziej legendarnego trenera Krzyzewskiego. To w tej drużynie występuję przyszły numer 1. draftu – Zion Williamson, fascynujący pod każdym względem zawodnik, którego (jeżeli nie jesteście na bieżąco z koszykówką) możecie kojarzyć z TEJ SYTUACJI, która była niezłą próbą dla sportowego giganta – Nike. Midwest to z kolei gigantyczne organizacje jak np. North Carolina, Kentucky czy Kansas. To w tym regionie jest zdecydowanie najwięcej zawodników, którzy mają szansę na karierę w NBA. Na południu, znalazła się za to mistrzowska Virignia (zwyciężyła po raz pierwszy w historii), która w swoim regionie była rozstawiona z pierwszym numerem (jak widać nieprzypadkowo). Na zachodzie jednym z faworytów była z kolei Gonzaga. Drużyna, która w zeszłym roku zagrała w finale March Madness, a ogromną rolę w jej sukcesie odegrał nasz rodak Przemysław Karnowski.

Milion dolarów (rocznie) od Warrena Buffeta

Kochamy typować i zakładać się. W 2017 roku, CNBC podało dane dotyczące typowań przebiegu turnieju. Z 18,8 mln bracketów, jedynie 18 przewidziało skład fazy Sweet Sixteen. W tym roku w fazie Elite Eight, mieliśmy już tylko jedną poprawnie wypełnioną tabelę. To nie zraża jednak do dobrej zabawy, przy której można nieźle zarobić nie robiąc ze swojej strony nawet symbolicznej inwestycji. Wystarczy pracować w Berkshire Hathaway, firmie której CEO jest jeden z najbogatszych ludzi na świecie i wielki fan NCAA – Warren Buffet. Pierwsza nagroda to milion dolarów rocznie na życie dla osoby, która idealnie wytypuje fazę Sweet Sixteen. Jako że prawidłowe wytypowanie jest niesamowicie trudne, Buffet postanowił ufundować nagrodę pocieszenia. „Pechowcy” mogą liczyć na 100 000 $ za najlepsze wyniki w pierwszych dwóch rundach.

Innym popularnym fanem typowania March Madness jest Barack Obama, który swoje wybory publicznie ogłasza od 2009 roku. Od tamtego momentu dwa razy miał rację co do zwycięzcy – w 2009 r. i w 2017 r. Jeżeli chodzi o kobiety, wybierał poprawnie aż 5 razy na 9 ostatnich turniejów.

Do gier!

Tabelki wypełnione, więc możemy rozsiąść się w fotelach, a szczęściarze na krzesełkach (miejsca na halach potrafią osiągać zawrotne kwoty). March Madness ze względu na formułę (one and done) jest naprawdę niesamowicie emocjonujące i dostarcza masę wrażeń. Liczne comebacki, game winnery czy pojedynki przyszłych gwiazd NBA, każdego dnia turnieju osładzają życie fanom koszykówki. Chociaż kibice Auburn słodycz czuli tylko przez chwilę. Na sekundę przed końcem meczu wybiegli z hali ciesząc się ze zwycięstwa swojej drużyny. Nie zauważyli jednak, że sędzia gwizdnął faul przy rzucie za trzy punkty. Kyle Guy z Virginii nie pomylił się przy żadnym z rzutów i to oni przeszli dalej. W Auburn została zgaga.

Gracze Virginii z sercem w gardle grali co najmniej trzy razy. Wyobraźcie sobie, że wygrali:

  • Po dogrywce spotkanie z Purdue, w którym na 3,8 sekundy (mając piłkę na swojej połowie) przegrywali 2 punktami,
  • Wspomniany mecz z Auburn,
  • Mecz z Texas Tech, w którym na 14,8 sekundy przed końcem tracili 3 punkty.

Dwoił i troił się również wspomniany na początku Zion Wiliamson, jednak on nie dostał aż takiego wsparcia od kolegów. Co najmniej dwukrotnie tylko dzięki jego zimnej krwi w końcówce Duke udało się przejść dalej. Osobną historią jest to, że w turnieju nieco zgasł RJ Barett. Zawodnik, o którym jeszcze rok temu mówiło się, że to on może być zawodnikiem bardziej gotowym na NBA niż atletyczny freak – Zion. Do obejrzenia wybrałem dla Was highlighty ze spotkania, w którym przyszły gwiazdor NBA musiał zmierzyć się z doskonale broniącym obręczy i mierzącym aż 2,29 m Tacko Fallem.

Mieszkańcy i zawodnicy Virginii jeszcze przez kilka dni będą chodzić chwiejnym krokiem. Dla wielu jest to jedyny taki moment w karierze, ponieważ znakomita część z nich nie zrobi kariery w koszykówce. Będą jednak mieli na co podrywać dziewczyny, opowiadać dzieciom, a później wnukom. Jedną z takich osób jest Kyle Guy, zawodnik, który raczej nie jest materiałem na gracza NBA, ale może zrobić niezłą karierę w Europie. Póki co, zostaje w NCAA i zobaczymy, czy za rok znów będzie tak świecił na parkietach jak w ostatnim miesiącu.

Fot. Phil Roeder from Des Moines, IA, USA

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Lil Nas X jak Django. Raper z fanbazą… kowbojów?

Do ciekawych przemyśleń nastrajają najnowsze dźwięki wielkiej epopei, jaką jest wdarcie się utworu “Old Town Road” na pierwsze miejsce listy Billboard Hot 100. Numer zaczął iść viralem pod koniec ubiegłego roku, a teraz – przez jeden mały niuans – skłania także do debat na tle rasowym. Czy czarnoskóry raper może trafić do białych kowbojów? God damn!

Lil Nas X zdecydowanie wiedział, co robi, nagrywając numer o jeździe konno, kiedy wszyscy grali w Red Dead Redemption 2 (gra zarobiła 725 mln dol. w TRZY DNI). Utwór jest prosty, ma chwytliwy podkład i refren, ale przede wszystkim jest niesamowicie lekki, co w czasach, w których większość twórców “spina” wokal, jest odświeżające. Może dlatego odnoszę wrażenie, że ten kawałek to dowcip, który przypadkowo stał się hitem. Więcej o powstaniu numeru – TUTAJ.

Numer poszedł viralem. Instagram, Tik Tok, wreszcie YouTube. Dyrektorzy programowi stacji radiowych zwariowali. Część z nich ripowała kawałek z internetu, żeby tylko móc go puścić. Kawałek trafił też na listę Billboardu w gatunku country.

Opalony kark

Trafił i… został usunięty. Jak potem tłumaczył Billboard, utwór nie spełniał wszystkich warunków bycia kawałkiem country. Część hip-hopowego środowiska potraktowało to jednak inaczej – jako atak rasowy.

Dobrym argumentem był casus Taylor Swift, której numery czasami ciężko sklasyfikować do jakiegoś konkretnego gatunku i Billboard… nie ma z tym problemu, pozwalając wokalistce śmigać po kategoriach.

Jak dowiedział się Rolling Stone, w tej sytuacji znaczący jest również obecny wydawca Lil Nas X’a, czyli Columbia Records. Władze oficyny miały wyrazić sprzeciw wobec pomysłu na umieszczanie utworu w kategorii country, bo… Lil Nas X nie zostałby zaakceptowany przez hip-hopowych fanów mając powiązania z odbiorcami country.

Whitey, please…

Otóż, drogie Columbia Records, nie sądzę. Faktycznie – niestety fakt, że Lil Nas X jest czarnoskórym raperem może być kontrowersyjny w świecie muzyki zdominowanej przez białych wykonawców i białych odbiorców (czasami ze zbyt mocno opalonymi karkami). Jednak utrwalanie takiego stereotypu jest krzywdzące zarówno dla wykonawcy, jak i dla gatunku w ogóle. Podobne zdanie miał ojciec Miley Cyrus (ktoś jeszcze pamięta o tej pani?), który… dograł się do remiksu “Old Town Road”, przyjmując niejako Lil Nas X’a do rodziny country.

W całej tej historii istotny jest jeszcze jeden motyw. Już mamy rapera, który robi country i odnosi sukcesy. Mowa oczywiście o Yelawolfie. Trudno znaleźć lepszy przykład country-rapu, a tak właśnie Lil Nas X określił swoją piosenkę!

Umówmy się – historycznie rap jest muzyką czarnoskórych, country białych. Wychodzi na to, że słuchacze rapu chętniej przyjmą białasa z Alabamy niż słuchacze country czarnoskórego rapera. Mówimy o USA, więc fanbase obu gatunków jest potężny. A może to tylko sztuczne podziały tworzone przez Billboard i Columbia? Pierwsze miejsce na liście Billboard Hot 100 czegoś dowodzi. Czy ktokolwiek tego chce czy nie.

fot. kard z wideo “Lil Nas X “Old Town Road” Official Lyrics & Meaning | Verified”, youtube.com/Genius

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Gotujemy z FLVWLXSSem Kali –”30 KMH”

Ponad 45 milionów wyświetleń na YouTube? Robi wrażenie, co? Kali mocno uderzył z kawałkiem “30 KMH”, ale moc tego uderzenia w dużej mierze zależy także od siły napędowej wielu hitów, czyli… od bitu.

W kolejnej odsłonie naszego cyklu “GOTUJEMY Z” Flvwlxss pokazuje, jak skonstruował ten bit fortecę. – Fuzja old-schoolowego samplowania i nowoczesnej perkusji daje bardzo ciekawy efekt i jednocześnie nowoczesną stylistykę – mówi producent.

Przekonajcie się sami, jak Flvwlxss ogarnia produkcję. Kiedy dogrywa bas? Dlaczego warto łączyć stare techniki z nowoczesnymi? Czego nie uzyskamy na prostych wtyczkach VST? Zapraszamy!

Zostaw komentarz