Hip Hop,News

„Pamiętam skąd jestem, mimo popowej płyty”. Smolasty wraca do korzeni w… rapowym singlu!

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

„Pamiętam skąd jestem, mimo popowej płyty”. Smolasty wraca do korzeni w… rapowym singlu!

Smoła właśnie wjechał z nowym singlem, który promuje jego nadchodzący projekt. Nowy mixtape ukaże się jeszcze w grudniu i wiemy o nim na pewno tyle, że artysta zerwie na nim ze swoją popową stylówką…

Jak sam napisał w mediach społecznościowych, w popie póki co zrobił już, co się dało i zamyka ten etap. Oznacza to, że Smolasty wraca do połączenia rapu i R&B, z czego na samym początku jego kariery, w czasach „Mr Hennesy”, go kojarzyliśmy. Jak przyznał, o klipie takim jak „Tyson Fury” myślał conajmniej od roku.

I rzeczywiście, zwłaszcza jeśli popowe lovesongi, z których Norbert ostatecznie zasłynął, nie przypadały Wam do gustu, istnieje szansa, że w przypadku „Tyson Fury” będzie inaczej. Smolasty również częściowo odpowiadał za jego produkcję, a w kawałku nawiązującym do angielskiego pięściarza i mistrza świata wagi ciężkiej, komentuje swoje początki. O czym wspomina, kiedyś „robił tylko bity dla najlepszych z podziemia”, czyli Kaza Bałagane (pamiętacie „Lot022?”) i bardzo tęskni za mniej salonowym życiem. My w sumie też.

„Salonowe dziewczyny są ciekawsze tylko z wierzchu/Gdziе są moje ziomalki, z którymi piłem Fresco?/Chcę żyć na poziomiе i być blisko ulicy/Pamiętam skąd jestem, mimo popowej płyty”

fot. kadr z klipu „SMOLASTY – TYSON FURY prod. USL (Official Music Video)”, YouTube.com/Smolasty

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
#FreeBobbyShmurda nie podziałało. Raper posiedzi jeszcze w więzieniu
Bobby Shmurda - Hot N*gga (Official Music Video)

Możecie nie wiedzieć, kim jest Bobby Shmurda, bo kariera tego rapera zatrzymała się 6 lat temu, gdy trafił do więzienia. Jego przypadek można porównać jednak do tego z czym boryka się Bonus RPK. Choć akurat do skazania go było więcej podstaw, niż w casusie Polaka, za jego wolnością też opowiada się cała scena. Również nasi rodzimi raperzy domagają się jego wypuszczenia i choć w pewnym momencie wydawało się, że Bobby jednak wyjdzie wcześniej, to jeszcze trochę posiedzi sobie w kryminale.

Bobby to raper, który w 2014 zaczął zdobywać wielką popularność, głównie za sprawą swojego sztandarowego hitu „Hot Ni**a”, do którego nawiązywał zresztą nawet Szpaku w „Huśtawce” chillwagonu, co później wywołało niezłą aferę. Shmurda zapowiadał się na rapera, do którego utworów bujać mógłby się cały świat, ale jego kariera wyhamowała piętą, gdy aresztowała go policja. Oskarżono go o nielegalne posiadanie broni, handel narkotykami i domniemane morderstwa, które podejrzewano na podstawie słów z jego utworów, także z wyżej wspomnianego szlagieru. W 2016 roku, po kilku epizodach w areszcie, Shmurda w ramach ugody przystał na 7 lat więzienia.

Uznano jednak, że czas, który wcześniej spędził w areszcie będzie się wliczał w ten wyrok, więc odbębnić musiał kolejne 5 lat. Jego prawnik, Alex Spiro, który zresztą zajmował się później sprawą 6ix9ine’a, twierdził jednak, że Bobby może wyjść już po 3,5 roku za dobre sprawowanie. Nie spełniał jednak ku temu warunków, gdyż w trakcie swojej odsiadki popełnił w więzieniu kilka wykroczeń. Zapowiadano jednak, że w tym roku raper może opuścić zakład karny, bo jego przedstawiciele starali się o zwolnienie warunkowe. Jak podaje TMZ, sąd odrzucił jednak ich wniosek, przez co Bobby pozostanie w więzieniu do grudnia 2021 roku.

Tym samym możemy spodziewać się kolejnej części wysypu wersów o uwolnieniu Shmurdy i nawiązań do jego twórczości. Kobik już dziś na swoim Instastory umieścił wymowną, wspierającą rapera grafikę, a jakiś czas temu w koszulkach z hashtagiem #FreeBobbyShmurda chodzili członkowie Gangu 2115. Przynajmniej Bobby ma nieco więcej czasu na dopracowanie muzyki, którą miał wydać tuż po wyjściu z więzienia. Oby tylko znów nie wpędziła go ona za kratki…

fot. kadr z klipu „Bobby Shmurda – Hot N*gga (Official Music Video), TouTube.com/BobbyShmurda”

Zostaw komentarz

Hip Hop,Wywiad
Rizi Beizeti: Gdyby ktoś mi powiedział, że rapuję jak Quebo, miałbym niedosyt [Wywiad]
Rizi Beizeti

Riziego kojarzyć można z popularnego singla „Blokboi”, którym wbił się na scenę jesienią 2018 roku zaraz po podpisaniu kontraktu z Sony. Uwagę przykuł przede wszystkim swoim charakterystycznym, europejskim i wszechstronnym stylem. 27 sierpnia premierę miał jego debiutancki mixtape „B4 Crash”. Jak wskazuje tytuł, jest to dopiero przedsmak tego, co wkrótce Rizi nam zaserwuje…

Jak się czujesz po premierze?
Właśnie napisał do mnie ziomek, który jest managerem i bookerem. Zapytał, czy dzisiaj celebruję i opijam mixtape, a ja na to: „Stary, ja opijam smutki. Wiesz, myślałem, że będą miliony, że to się wszystko zmieni”. Mam niedosyt, duży niedosyt. Chyba jest to kwestia tego, że tyle na tę premierę czekałem, że zanim ten materiał wyszedł, to już zdążyłem się nim przejeść.

Myślałeś, że kiedy nadejdzie ten dzień, to gwałtownie wszystko się zmieni?
Kurczę, powiem ci, że częstotliwość wypuszczania numerów ostatnio była na tyle niska, że już trochę mnie to zaczęło irytować. Byłem więc przygotowany, że nie będzie takiego „bum”, ale cały czas miałem nadzieję, że coś pójdzie szerzej. Najgorsze jest to, że drugą płytę mam już nagraną i teraz znów będę czekał, aż wyjdzie.

Jednak jeśli działasz na swoim, puszczasz sobie numer, kiedy ci się podoba, to wychodzi tak bardziej naturalnie. A tu jestem uzależniony od wytwórni – ona musi przebić się przez całą papierologię… Potem to się tak rozciąga w czasie, a ja jestem bardzo niecierpliwą osobą.

Dlaczego w takim razie zdecydowałeś się na kontrakt z Sony, wielką wytwórnią niezwiązaną z rapem?
Wiesz, to było takie dziecięce marzenie. Zawsze śledziłem amerykańską scenę i ten Warner, Sony czy Universal – to brzmiało tak dumnie. Myślałem, że jak podpiszę kontrakt z którąś z nich, to następnego dnia wstanę i będę zupełnie inną osobą, będę miał inne życie.

I nie masz?
Ludzie z mojego otoczenia mówią: „Zobacz, gdzie byłeś rok czy półtora roku temu. Nie miałeś żadnego singla ani tych 50 czy 100 tysięcy wyświetleń, a teraz masz tu 1,5 miliona, tam pół”. I to się jakoś zbiera, ale na mnie osobiście nie robi to takiego wrażenia. Na tyle powoli to przychodzi, że przestałem to dostrzegać.

Zacząłeś nagrywać w wieku 15 lat. Jak wspominasz tamte czasy?
Najlepiej wspominam ten przeskok z domu do studia. To było takie „wow”, jak na klipach. Wchodzisz, ktoś cię realizuje… Ta cała otoczka wokół – fajnie. W domu na pewno czułem się luźniej, bo mogłem robić, co mi się podoba i nawet jak coś brzmiało chu*owo, to tylko ja to słyszałem, nie krępowałem się. W studio zawsze masz gdzieś z tyłu głowy: „kurczę, a jak nie trafię w dźwięk albo coś się nie spodoba?”. 

Skąd właściwie wziął się twój pseudonim?
Nie wiem, dlaczego i do tej pory się zastanawiam, ale od dzieciństwa mówili na mnie Ryży. Gdy wyjechałem do Anglii, ludzie nie umieli tego wypowiedzieć. Zostaliśmy więc przy Rizim. Ziomek zawsze mówił na mnie Rizi Beezy, a że Beezy kojarzy się z Białasem, to mówię: „a to sobie zrobię Beizeti” – takie sylabowane i tak już zostało. Chociaż jak teraz szliśmy tutaj do ciebie, to się zastanawialiśmy, czy nie zostawić samego „Rizi”. To jednak ludziom najbardziej zapada w pamięć.

Ale czy „Rizi” nie kojarzy się trochę z Rezim – youtuberem?
Kilka osób nawet pisało o Rezim w komentarzach pod moimi klipami. Ale wiesz, jak ma mi to dać nowych słuchaczy, ponieważ ktoś wejdzie, bo po myśli, że to on, to ja nie mam nic przeciwko. (śmiech)

Wychowywałeś się na starej szkole hip-hopowej?
Tak, do tej pory dużo jej słucham i powiem ci, że mam sporą kolekcję płyt, w której może z pięć stanowią polskie albumy, które w dodatku wyszły może po 2015 roku, i które dostałem od rapujących ziomków. A tak większość to lata 90., same amerykańskie.

Nie słuchałeś polskiego rapu?
Jako 9, 12-latek wychowywałem się głównie na polskim rapie, ale później usłyszałem Tupaca, Dr. Dre i już poszło. Gdy zacząłem słuchać zagranicy, trudno było mi się przestawić. Może ze względu na to, że też jestem Polakiem i polskiego rapu słucham nie jako fan, tylko jako gościu, który robi to samo. Zamiast się tym ekscytować czy delektować, z automatu zacząłem tę muzykę oceniać.

Staram się, żeby moja muzyka nie brzmiała po polsku, szczególnie, że na nowej płycie chcemy mieć zagranicznych gości; chcemy, żeby była ona trochę bardziej świeża. To znaczy nie wiem, czy jest jakiś polski rap, który brzmi typowo po polsku, bo jednak przede wszystkim czerpiemy z zagranicy.

Zdradzisz, kogo możemy się spodziewać?
Na razie nie, bo jak coś nie wypali, to potem będę musiał się tłumaczyć tak, jak z moich terminów premier. (śmiech) Gadamy z kilkoma osobami z Wielkiej Brytanii. Właśnie wczoraj mi odpisali na maila, że się dogrywają, także jest mega zajawka. Chociaż wiadomo, że dla nas jest to coś wielkiego, ale w drugą stronę to już tak nie działa.

Wróćmy do polskiego brzmienia – ostatnio z Tomkiem z redakcji zastanawialiśmy się, w jaki sposób można byłoby je scharakteryzować. Potrafiłbyś?
Kurczę, brytyjskie jest łatwo – grime i ten specyficzny akcent. Niemieckie też poznasz, chociaż myślę, że Polska, Niemcy czy w ogóle słowiańskie kraje mają podobny vibe i nadal tak naprawdę jest to mieszanka wszystkiego, co jest dookoła. My bardziej czerpiemy, niż robimy coś swojego, ale nie wiem, czy to jest złe. Wielu artystów ma swój styl, choć jest to styl zaczerpnięty zza Oceanu czy z Europy.

Myślisz, że z czasem pewne cechy się wyklarują?
Chyba nie. Jednak jeśli kogoś porównasz do polskiego rapera, jest to troszkę taka ujma. Gdyby ktoś mi powiedział, że rapuję jak Quebo, miałbym niedosyt, ale gdyby porównał mnie do rapera ze Stanów czy z Wielkiej Brytanii… To ci już daje taki, kurczę, prestiż. To jest chyba taki kompleks polskości, tak mi się wydaje. Zawsze doceniamy bardziej coś, co jest zagraniczne.

Mimo, że polska kultura jest bardzo ciekawa i na przykład PRO8L3M fajnie to wykorzystuje.
Jasne, że tak. Tylko myślę, że nie jest to wyłącznie kwestia muzyki, ale również innych produktów. Samochody, ubrania – zawsze to, co zagraniczne jest lepsze niż nasze. Chociaż może powoli się to zmienia.

Którą europejską rapową scenę najbardziej lubisz?
UK. Mieszkałem tam, więc może to też jakiś sentyment, ale chyba najbardziej utożsamiam się z nią. Jest tam multum graczy, ale na pewno na uwagę zasługują pionierzy, czyli Skepta, Wiley, Kano, Slowthai, który zdobywa teraz mega popularność, Octavian. Francuską scenę też lubię, ale nie tę typowo uliczną, tylko takie spokojne vibe’y, płynące, jak PNL czy MMZ.

Twoja muzyka jest bardzo gitarowa. Jak myślisz, dlaczego rock wraca i sięgają po niego raperzy?
Może teraz znowu zaczyna się era buntu. Ja się wychowałem na Blink-182 i akurat takie klimaty są mi bardzo bliskie. MGK-em, który teraz wypuszcza cały punkowo-rockowy album, jaram się totalnie. Sam chciałbym się nauczyć grać, ale jestem strasznie niecierpliwy i myślę, że to nie przyjdzie tak prędko.

Chciałbyś nagrać taką zupełnie nierapową płytę?
Mam kilka takich numerów, ale kiedy je puszczam, to ludzie nie do końca są do nich przekonani. Chodzi o to, że nie jest to stricte rapowe. Dla mnie to nie musi mieć łatki „rap” czy „trap”. Ja sobie eksperymentuję, dlatego kolejny album będzie totalnie mieszanką wybuchową.

No właśnie, czego dokładniej możemy się po nim spodziewać?
Będzie tam turboprzekrój – od jakichś The Weekndowych klimatów, po grime. Na pewno będzie jakiś mocny banger, no i oczywiście dam ze dwa, trzy, cztery numery takie gitarkowe, bo jednak od tego ciężko mi odejść. Jak słyszę gitarę, to już wiem, że na 90% ten bit mi siądzie.

Poprzedni album praktycznie cały nagrywałem w obecności mojego managera. On zawsze był w studiu, słuchał i potem stwierdzaliśmy, że coś jest fajne, a coś nie. Ten album nagrywałem sam, prawie nikt go nie słyszał. Jestem więc ciekawy, jak moi ludzie na to zareagują, co powiedzą i czy nie będą w szoku. To będzie taki przeskok, jak z „Blokboia” na „XD”.

Będziesz jeszcze nagrywał takie kawałki jak „Blokboi” albo „Dakar”?
Tak, były już nagrane ze dwa-trzy mocniejsze numery, bo też kilka osób zawsze mnie pyta, czy będzie coś grubszego. Starałem się, żeby „B4 Crash” był spójny melodyjnie. Zawsze bałem się przy tworzeniu albumu, że nigdy nie uda mi się tego osiągnąć. Czerpię z tylu rzeczy, bo tyle rzeczy mi siada, że ciężko jest mi potem brnąć w jeden vibe. W przypadku tego mixtape’u jakoś mi się udało i myślę, że jak już ci siądzie jeden numer, to trudno, żeby reszta ci nie siadła.

Pojawiły się spekulacje, że będziesz w chillwagonie. Wiemy, że nie. Widzisz siebie w ogóle w takim składzie?
Myślę, że dałoby mi to więcej, bo jednak to goście, którzy mają jakiś prestiż i osiągnęli już pewien pułap. Każdy jest tam jakimś odrębnym pierwiastkiem, więc jeśli byłbym w chillwagonie, to dalej robiłbym muzykę taką, jaką robię. Nie zmieniałbym się po to, aby robić to, co chłopaki.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz