Lifestyle,Wyróżnione,Wywiad

Pan Pawłowski: Czuję się lepiej na scenie, niż w życiowych sytuacjach [Wywiad]

Mikołaj Michalak -
Pan Pawłowski
Pan Pawłowski
Lifestyle,Wyróżnione,Wywiad - - Dodane przez Mikołaj Michalak

Pan Pawłowski: Czuję się lepiej na scenie, niż w życiowych sytuacjach [Wywiad]

Arkadiusz Pan Pawłowski – pionier polskiej sceny wrestlingowej, ceniony komik, streamer oraz konferansjer FAME MMA. Jedno z najgłośniejszych nazwisk polskiej sceny szeroko rozumianego showbiznesu. Opowiedział o tym, jak znalazł się w miejscu, w którym jest dzisiaj oraz jakie cechy charakteru pozwoliły mu osiągnąć taki sukces.

Zajmowałeś się wieloma rzeczami w swoim życiu. Skąd zainteresowanie tyloma różnymi dziedzinami?
Wielu mówi, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego i jeśli robi się wiele rzeczy, to wszystko jest po łebkach. Nie zgadzam się z tym. Podejmowałem i podejmuję się wielu nowych wyzwań i zawsze daję z siebie 110%. Żyję po swojemu, robię to, co chcę, jest wiele dziedzin, którymi się pasjonuję i nie ograniczam się w niczym – dzięki temu każdy nowy dzień jest inny od poprzedniego. Nigdy się nie nudzę, a w ostatecznym rozrachunku klaruje się, co sprawia mi najwięcej radości, satysfakcji, korzyści.

Powiedz mi, proszę, jak się zaczęła twoja przygoda ze sceną.
Od zawsze uwielbiałem być w centrum uwagi, rozmawiać z ludźmi, robić show i naturalnie przeniosło się to na scenę. Nigdy nie czułem tremy. To mój żywioł. Wystarczyło mi tylko dać mikrofon. Zawsze obstawiałem wszystkie szkolne wydarzenia, apele, jasełka. To jest dla mnie bardzo naturalne, zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że czuję się lepiej na scenie niż w takich zwykłych, życiowych sytuacjach.

Czy od zawsze wiedziałeś, że chcesz dążyć do tego, co dzisiaj robisz?
Nie miałem jasnej wizji tego, do czego chciałem dążyć. Wiedziałem jedno – chcę robić coś, co będzie sprawiało, że będę szczęśliwy i będę się tym mógł dzielić z ludźmi. Z wykształcenia jestem magistrem amerykanistyki. Język angielski jest mi równie bliski jak język polski. W obecnych czasach to już nie język obcy, to język świata. Znajomość angielskiego otworzyła przede mną wiele potencjalnych ścieżek kariery. Tuż po studiach pracowałem jako lektor i tłumacz. Zajmowałem się m.in. przekładami książek. Jestem pewien, że mógłbym to robić do dziś i zarabiać na tym sensowne pieniądze, ale czułem, że to nie to. Muszę mieć ujście dla mojej kreatywności, muszę rzucać swoimi sucharami, być sobą. Na którymś etapie postawiłem wszystko na jedną kartę – będę robić coś, co kocham, najwyżej nie będę miał za co jeść. Dziś nie żałuję, a jak zapewne widać na zdjęciach, nie głoduję. (śmiech)

Jak wyglądały twoje początki?
To jest zawsze proces, choć wielu ludzi myśli, że Pawłowski się najpierw urodził, a już na drugi dzień prowadził FAME MMA czy występował w Polsacie. Początki zawsze są trudne i w 90% przypadków nie ma drogi na skróty. Trzeba ciężko pracować. W mojej branży opiera się to głównie na ciągłym byciu w trasie i występach dla publiczności na terenie całej Polski. Swoją przygodę ze sceną rozpocząłem w 2009 roku i zanim przyszło mi występować przed publicznością liczącą kilkanaście tysięcy widzów, często grywałem dla kilku bądź kilkunastu osób w zadymionych piwnicach czy małych klubikach. Mainstreamowy sukces przyszedł stosunkowo niedawno. Wspominam ten czas z rozrzewnieniem. Jestem niezwykle nostalgiczną, sentymentalną bestią i bardzo sobie cenię te doświadczenia i wspomnienia. Te miejsca, te kameralne występy, ci ludzie – to wszystko ma swój niepodważalny urok i klimat.

Jak uważasz, jakie umiejętności, cechy charakteru czy też czynniki zewnętrzne pozwoliły ci zajść tak daleko? Wiele osób mówi w takich przypadkach o szczęściu.
Naturalnie, szczęście na pewno odgrywa tu sporą rolę. Ktoś cię poleci, znajdziesz się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Ale szczęściu można pomóc. Nie wierzę, że to ono stoi za każdą karierą. Myślę, że podstawą w dążeniu do sukcesu jest wytrwałość. Jeśli będziesz się starać, nie poddasz się i zawalczysz o to, by dojść do upragnionego celu – zajdziesz daleko. Brzmię teraz trochę jak coach: „Jeśli uwierzycie – zwyciężycie”. Już niedługo poradniki Kołcza Arka w księgarniach. (śmiech)

Widzisz u siebie jakieś naturalne predyspozycje do tego, czym się zajmujesz? Podczas występów stand-upowych, czyli konferencji FAME MMA na pewno ważna jest umiejętność improwizacji.
To prawda. Jest to umiejętność, która się bardzo przydaje, tym bardziej, że w mojej branży zawsze dzieje się coś niespodziewanego. Ludzie często pytają mnie, czy można nauczyć się szybkich ripost, czy da się trenować błyskotliwość. Moim zdaniem można, ale tylko do pewnego stopnia. Można się wyrobić, wypracować warsztat, ale pojawia się sufit, którego nie można przebić bez wrodzonego talentu. Łatwo to zrozumieć na przykładzie koszykówki. Są zawodnicy, którzy mają 210 cm wzrostu. To daje im naturalną przewagę i lepsze predyspozycje do tej dyscypliny. Nie jest to, oczywiście, nie do przeskoczenia (śmiech), bo każda reguła ma wyjątki i zawodnicy typu Muggsy Bogues czy Nate Robinson dzięki swojej determinacji udowodnili, że wszystko jest możliwe. Ale zarówno start, jak i sufit jest dla każdego inny i w mojej opinii podobnie jest w kwestiach scenicznych czy właśnie w odbijaniu piłeczki w konfrontacjach słownych.

Takich jak z Kasjuszem Życińskim?
Na przykład. Zaczęło się od niewinnego suchara, które uwielbiam rzucać, a Don Kasjo to podchwycił. Musiałem odpowiedzieć, bo jestem człowiekiem, który broni swoich racji i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Cała sytuacja została mocno napompowana przez internet. Ludzie doszukują się konfliktu i dramy, przewidują nasze spotkanie w oktagonie. Absurd! Jeszcze po konferencji rozmawiałem z Kasjuszem i nikt do nikogo nie miał żalu. Jest to człowiek z dużym dystansem, który nie boi się wyrażać swojego zdania. Należymy do tej samej wytwórni muzycznej. Może nie jesteśmy przyjaciółmi, ale myślę, że mogę go z czystym sumieniem nazwać kolegą.

Cieszę się, że to mówisz. Wróćmy jeszcze na chwilę do twoich występów. Co czujesz, gdy stajesz przed tysiącami ludzi?
Uwielbiam to. Jestem w swoim żywiole. Nie ma tremy, nie ma strachu, jest cudowna adrenalina i chęć zebrania energii od widowni, by za chwilę oddać im jej jeszcze więcej. Po prostu wspaniałe uczucie. Nie mogę się doczekać kolejnych wydarzeń z publicznością na żywo.

Od niedawna otworzyłeś się na coś nowego, czyli gry komputerowe i streamowanie. Możesz o tym opowiedzieć?
Od listopada rozpocząłem swoją przygodę na Twitchu. Nie miałem wcześniej styczności z tą platformą, chciałem spróbować czegoś nowego. Już od pierwszego streama pojawiło się wiele sympatycznych twarzy, które są ze mną do teraz. Niektórzy nawet awansowali na status moderatora. Streamy dały mi możliwość wyjścia do ludzi w czasie pandemii, czyli coś czego mi niezwykle brakowało. Uwielbiam ludzi. Podczas pandemii usychałem w czterech ścianach. Teraz świetnie się bawię z widzami. Organizuję konkursy, gram w gry, które lubię. Ludzie zamawiają suchary, wygrywają nagrody, gadamy o wszystkim i o niczym. Jedyne, co mi przeszkadza, to fakt, że streamowanie jest bardzo czasochłonne. Doba jest zawsze za krótka.

Pytanie do Gracza Pawłowskiego – czy czekasz na jakieś tytuły ze sceny gamingowej?
Szczerze mówiąc, nie ma tytułu, na który bardzo czekam. Gram głównie w gry sportowe i bijatyki. FIFA, UFC, Tekken, Mortal Kombat, WWE – to moje klimaty. Na pewno sprawdzę wszystkie nowe części, które się pojawią. Szczególnie czekam na nowe gry wrestlingowe, bo te najnowsze ciężko uznać za udane.

Czujesz się spełniony?
Lista osiągnięć rośnie, ale wciąż czuję, że jestem na początku drogi. Jestem cholernie ambitny i stawiam sobie coraz to nowsze, wyższe cele. Głowa pełna marzeń i planów, a kolejne potężne projekty są na horyzoncie. Szczerze wierzę, że najlepsze dopiero przede mną!

fot. kiwiportal.pl

Zostaw komentarz

Udostępnij
Rap
„Benz Dealer” wreszcie wyszedł! Posłuchaj i przy okazji pomóż!
黄道 // 2. BENZDEALER2017

Choć o legendarnym utworze "Benz Dealer" Quebonafide z gościnnym udziałem Tommy'ego Casha mówi się już od kilkunastu miesięcy, wielki szum wokół tego numeru narobił się dopiero ostatnio. Sam Kuba nęcił swoich fanów niewiele mówiącymi, ale intrygującymi podpowiedziami na social mediach, a na YouTubie, zaczęły pojawiać się dziwne kanały, które rzekomo miały numer promować.

Lifestyle
Andiamo – dlaczego musicie zapamiętać tę nazwę?

To właśnie oni stoją za klipem do „Żaru” PRO8L3M-u i Moniki Brodki. Andiamo to duet zajmujący się reżyserią i produkcją filmową, tworzą go Michał Więckowski i Mateusz Erdmann. Zajmują się produkcją różnych form wizualnych, od reklam, przez dokumenty, aż po teledyski. To właśnie te ostatnie zasługują na szczególną uwagę, bo ostatnimi czasy, ilekroć Andiamo bierze udział w produkcji klipu, robi się o nim głośno.