Hip Hop,News

Pastor Kanye West! Raper prowadzi… niedzielne posługi

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop,News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Pastor Kanye West! Raper prowadzi… niedzielne posługi

“I made Jesus Walks, I’m never going to hell” – nawijał kiedyś Yeezy. Widocznie nie jest do końca pewien swoich zasług, bo poszedł o krok dalej. Zresztą, nie zrobił tego w pojedynkę.

O co chodzi? Kanye prowadzi cykl spotkań pod nazwą “Sunday Service”. Nie mają one formy zwyczajowej mszy, a są raczej czymś w rodzaju… hołdu dla Boga poprzez muzykę? Raperowi towarzyszy chór gospel, a on sam wykonuje przeróbki swoich hitów właśnie w konwencji pieśni religijnych.

Z nagrań, które masowo zaczęły pojawiać się w internecie, bije pozytywna atmosfera. Wszyscy na biało i Kanye, jako muzyczny pastor i dyrygent z kolorowymi włosami. Czy podczas niedzielnych spotkań doczekamy się jakichś zajawek z nadchodzącego albumu “Yandhi”? Cóż, tego nie wie nikt, bo póki co, West “ogranicza się” do zapodawania znanych szlagierów w nowych aranżacjach.

Cholera, gdybyśmy byli autorami numeru, który wywołuje tyle pięknych emocji, to też byśmy nie wierzyli, że trafimy do piekła:

Jesus Walks

A zaczęło się od… Kim Kardashian. Żona chicagowskiego rapera zapowiedziała cykl spotkań na początku tego roku.

Na same zbory (?) przychodzą różni ludzie związani z Kanye i wytwórnią GOOD Music. Był już Kid Cudi, była 070 Shake, a także CyHi The Prynce.

Inicjatywa bardzo ciekawa, choć nie do końca wiemy, czy ma w ogóle coś konkretnego na celu. Wygląda na to, że Kanye i najbliżsi po prostu chcą miło spędzić czas, przy okazji chwaląc Boga. To co? Czekamy na pojawienie się Lecrae na trackliście “Yandhi”? Na Tau raczej nie ma co liczyć.

fot. kadr z klipu “Kanye West – POWER”, youtube.com/Kanye West

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Ruby vs Kali: Przed całą Polską wyzywam cię na solo

No dzieje się. Wczoraj pisaliśmy dla was o beefie Filipek vs Tomb. Chwilę wcześniej o Szpaku i Bezczelu, którzy – chociaż formalnie nie rozwiązali sporu – chyba zbliżają się do jego końca. Dziś na arenę wchodzi kolejny duet gladiatorów : Ruby i Kali. Let’s get ready to rumble!

I to dosłownie. Ruby bowiem – chyba biorąc przykład z Bezczela – zamiast walki na słowa, proponuje Kalemu pięści. O pięści zresztą poszło. Przed konferencją FAME MMA 3 (odbędzie się w łódzkiej Atlas Arenie 30 marca), na której pojawił się Ruby, Kali dał znać światu, że nie podoba mu się, że Ruby  wciąż utrzymuje, że jest z Ganja Mafii (w której to zresztą razem nagrali kilka płyt). Żeby wyrazić swój sprzeciw, wrzucił na swój instagram fotkę, taką oto:

To, jak można się było domyślić, niedługo pozostała ona bez odpowiedzi: “Został sam w GM, nagle po roku sobie przypomniał, że odszedłem z GM. Nigdzie się nie posługuję określeniem “Ganja Mafia” i wstyd mówić ludziom, jak traktowałeś “ekipę” – napisał o Kalim Ruby.

Pomiędzy muzykami padło jeszcze kilka ciepłych słów, które można skróci∂ do: Ruby zarzucił Kaliemu hipokryzję na rap-scenie, a Kali Rubemu, że owa scena zawsze musiała się go wstydzić. Dzisiaj Ruby znów odpowiedział Kaliemu w sieci, zamieszczając kolejną relację na instagramie:

Napisał:

„Po pierwsze sprowokowałeś tym postem i tym poniżającym zdjęciem. Twoi fani będą za Tobą ale normalni ludzie widzą, że pod publikę mnie zaatakowałeś. Zero argumentów bo jak zwykły frajer nie potrafiłeś zadzwonić. Napisałem przed tym śmiesznym filmikiem, że nie posługuję się nazwą Ganja Mafia a Ty mi zabraniasz??? Ludzie Cię już dawno rozkminili. Później mówisz, że życzysz mi powodzenia… Jesteś człowiekiem bez  honoru i przed całą Polską wyzywam Cię na solo. Nie bądź tchórz i się nie broń wspólnikiem bo zawsze za jego plecami. Co to ku*wa ma być, że Ty mi odpowiedź z kolegą nagrywasz. Powtarzam nie bądź ci*a i sobie to wyjaśnimy w cztery oczy. Miałeś odwagę zrobić zaczepkę, miej odwagę by stanąć do solówki. Ja jestem sam”

Jaki będzie finał? Robimy zakłady? 

P.S. Aha, zapomnielibyśmy. W międzyczasie zmontował się jeszcze taki oto filmik:

fot. Kali/Instagram

Zostaw komentarz

News,Streetwear
Klasyka vs industrializm: dwa podejścia Abloha do projektowania

Od ogłoszenia Virgila Abloha dyrektorem kreatywnym Louis Vuitton minął już prawie rok. Obaw, czy Amerykanin poradzi sobie w świecie “wysokiej mody”, nie brakowało. Jak pokazują wyniki finansowe, Louis Vuitton (a w zasadzie całe LVMH) radzi sobie jednak lepiej niż kiedykolwiek. Dziś przyjrzymy się dwóm różnym podejściom do projektowania Virgila – we wspomnianym LV i jego własnej marce, Off-White.

Nie jest tajemnicą, że główną inspirację dla Virgila stanowi codzienność odbita w rzeczach, na które na zazwyczaj nie zwracamy uwagi. Narzędzia codziennej pracy milionów – zarówno tych pracujących fizycznie, jak i tych, którzy obowiązki wykonują zza biurek. Przemysłowe motywy uwidaczniają się najmocniej kultowych już paskach Industrial, stanowiących obowiązkowy element każdej kolekcji Off-White.

O ile ostatnio Abloh skupia się trochę bardziej na estetyce biurowej, tak przemysł z kolekcji Offa nie znika. Wręcz przeciwnie – przybiera coraz to nowe formy. Do sprzedaży trafiły właśnie metalowe sygnety z wytłoczonym logo, imitujące… stalowe nakrętki. Wielu z Was pewnie stwierdzi, że to już “too much” – i w sumie rozumiemy zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę cenę – 269 dolarów (1030 zł) w oficjalnej dystrybucji.

Teraz Louis Vuitton. Nowe kolekcje obfitują w mnóstwo akcesoriów, zaczynając od luksusowych słuchawek, przez świecącą w ciemności klasyczną torbę Keepall, na Jendze za prawie 10 tysięcy złotych kończąc. Jak łatwo było się domyślić, Virgil nie dostał w LV zupełnie wolnej ręki. Jego obecność – co oczywiste – to próba wyciągnięcia ręki do młodszych konsumentów, której poddał się francuski dom mody. Jest zdecydowanie bardziej kolorowo niż w kolekcjach Kima Jonesa i bardziej “ulicznie”, jednak przy jednoczesnym zachowaniu dziedzictwa brandu. Monogram wciąż pozostaje ważnym elementem, choć w formie, którą bardziej konserwatywni (starsi) klienci mogą odebrać jako profanację (i takich głosów nie brakowało).

Ale Jenga, torby i słuchawki to nie wszystko – już w kwietniu do sprzedaży trafić ma specjalna wersja kredek w zwijanym, wykonanym z cielęcej skóry etui z motywem (a jakże) monogramu. Cena? 900 dolarów, czyli około 3400 zł. Pomysł dość nietypowy, patrząc na starsze kolekcje LV.

Szukając wspólnego mianownika, łączącego prace Abloha dla LV i Off-White, chyba wskazalibyśmy odwagę. Off przestaje być już kojarzony z brandem zarezerwowanym dla czternastolatków i coraz śmielej poczyna sobie na wybiegach. Mocno eksponowane dotąd loga zaczynają ustępować miejsca tailoringowi, zabawie kontrastami i inspiracji sztuką. Louis Vuitton by Virgil Abloh to zaś odwaga prezentowana w coraz śmielszych próbach zmiany wizerunku marki, dostosowującej się do naszego pokolenia, przy jednoczesnym staniu na straży dziedzictwa. I tu, naszym zdaniem, leży główna różnica. Kolekcje dla Louis Vuitton to być może rzecz mocno przełomowa, jak na tradycje LV, okej. Brakuje w nich jednak ducha prawdziwego Abloha. Tego, o którym wspomnieliśmy na początku tekstu – inspirowanego codziennością i rzeczami, które nas otaczają.

Tyle o ubraniach i akcesoriach. A jeśli macie ochotę na buty ze stajni Off-White, to sprawdźcie listę dziesięciu najdroższych i najtańszych par z kolaboracji Virgila i Nike.

fot. Off-White/Louis Vuitton/.END

Zostaw komentarz