Felieton,Hip Hop

Pewny strzał? Recenzujemy „One of the Best Yet” Gang Starr [Trzy Grosze]

Klementyna Szczuka -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Pewny strzał? Recenzujemy „One of the Best Yet” Gang Starr [Trzy Grosze]

Nikt chyba nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek usłyszymy nowy materiał od tego legendarnego duetu. W ramach naszego wspólnego, nieregularnego cyku „Trzy Grosze” postanowiliśmy zatem redakcyjnie skonfrontować nasze opinie i odpowiedzieć na pytania, które stawialiśmy od kilku tygodni.

[Trzy Grosze] Klementyna

Chciałoby się napisać, że album skonstruowany z pośmiertnych wokali, wzbogacony w dodatku o taką liczbę gościnek, budzi wiele obaw. Jednak opublikowane przed premierą single „Family and Loyalty” oraz „Bad Name” (a zwłaszcza ten pierwszy, na którym dograł się J. Cole) wydawały się gwarancją tego, że w dniu premiery nie będziemy zawiedzeni. Sprawdziło się – „One of the Best Yet” to moim zdaniem świetne ukoronowanie dyskografii duetu.

Album nie został stworzony w celach komercyjnych. Za całą produkcję odpowiedzialny był DJ Premier, który zresztą w ostatnim wywiadzie opowiedział o tym, że w studiu znajdowała się urna z prochami Guru, a podczas pracy wykonywał dość osobliwe rytuały. Wykupione od DJ Solara nagrania zmarłego rapera zostały więc przez Premiera wyjątkowo zręcznie poskładane. Udało mu się przenieść nowojorski, brudny, a jednocześnie tak przejrzysty klimat na dzisiejsze realia, przez co materiał brzmi zupełnie naturalnie, a przede wszystkim bezpiecznie znajomo. Już w „The Sure Shot (Intro)” słyszymy na przykład linijki z singlowego „DWYCK” z „Hard to Earn”, ale także nawiązania do wielu innych klasyków Gang Starr, jak choćby „Mass Appeal”, „Work”, „Full Clip” albo właśnie, jeden z osobiście moich ulubionych, „Skills”.

„Gang Starr duelin’ again, watch as we do it again”

„Skills”, „The Ownerz” (2003)

Przy tym istotne jest to, że większość gości stanowią artyści blisko związani z grupą od ich pierwszych materiałów (o czym pisałam TU). Ich partie są eleganckim uzupełnieniem zwrotek Guru i w żadnym wypadku nie dominują, a jedynie umacniają poszczególne kawałki. Takim punktem jest na przykład „Hit Man” z mocnym, nisko wybrzmiewającym bitem, na którym Q-Tip serwuje zabawny, charakterystyczny refren. Jedynie rythmh’n’bluesowe „Get Together”, w którym pojawili się Ne-Yo oraz Nitty Scott wydaje się od całości nieco oderwane, bo też bardziej współczesne. Zagranie to jest jednak uzasadnione, jeśli przypomnimy sobie „Nice Girl, Wrong Place” z „The Ownerz”, w którym duet również uciekł w podobne, soulowe klimaty.

[Trzy Grosze] Kajetan

Piękna podróż do przeszłości okraszona gościnkami, które brzmią, jakby poskładano je… również gdzieś w tamtym okresie. Koronnym przykładem jest zwrotka Royce’a, która korzysta z bardzo wiekowych patentów na rozkładanie rymów, a zaczyna się od chyba najprostszego porównania, jakie mogliśmy usłyszeć w tym roku od tego rapera („Underground, I might as well record in the sewer”). W ogóle Royce brzmi tu jak wczesny Black Thought, ale to insza inszość.

Jednak co było nagrane, to było nagrane – tutaj ważne jest, jak DJ Premier po latach odnalazł się w starych klimatach. A odnalazł się nadzwyczaj dobrze, a takie „Lights Out” z M.O.P., to kosmicznie dobry podziemny banger. To, co dzieje się w refrenie jest jakimś automatycznym zaproszeniem do skakania przez samochody. „Take Flight” przypomina produkcje z „Rewind: Deja Screw” Blaq Poeta, a „Hit Man” z Q-Tipem (swoją drogą chyba mój ulubiony kawałek) automatycznie namawia do zginania karku. Jeszcze ten refren, o którym wspomniała już Klementyna. W ogóle cieszy, że gościnki są… no właśnie, gościnkami. Nie zdarza się, że goście zjadają gospodarza. Są jedynie kolejnym elementem układanki.

[Trzy Grosze] Michał

Zwykle jestem dosyć negatywnie nastawiony do pośmiertnych albumów, dlatego również do tego konkretnego podchodziłem ze sporą dawką sceptyczności. W większości przypadków wychodzi bowiem, że taki projekt to zwyczajny skok na kasę, który w minimalnym stopniu odzwierciedla to, co artysta mógłby przedstawić, gdyby żył. W tym przypadku jest jednak zgoła inaczej. Cały album to piękny hołd dla Guru, który nie dość, że brzmi tak, jakby pewnie brzmiał gdyby wciąż z nami był, to jeszcze ma dogranych artystów, których prawdopodobnie sam by wybrał. Kompozycję albumu pięknie uzupełniają interlude’y, które dają nam nie tylko chwilę odpoczynku od ciężkich bitów i mocnych zwrotek, ale również zadumy (jak w przypadku „Keith Casim Elam”). Wyżej wymienionych czynników, od których wypada na chwilę odsapnąć jest przecież na tej płycie mnóstwo. Trudno się zresztą dziwić. To w końcu prawdziwy rap.

fot. kadr z klipu „Gang Starr – Family and Loyalty (feat. J. Cole) [Official Video]”, youtube.com/Gang Starr

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Eminem o Rihannie: Też bym ją uderzył

Ostatnimi czasy bardzo powszechnym zjawiskiem są snippety nowych kawałków. Dzięki social mediom raperzy mogą promować swoje utwory, udostępniając ich fragmenty, choć czasem, ze względu na wycieki, dzieje się to nawet bez ich wiedzy. Nie uniknął tego również sam Eminem. Urywek jego nowego numeru wyciekł i został udostępniony na Reddicie. Znów nie obyło się bez kontrowersji, jak w przypadku fragmentu utworu nagranego z Joynerem Lucasem.

Tym razem nie chodzi jednak o kwestie homofobii, a przemocy domowej. Mało tego, Eminem nie porusza tego tematu, by wesprzeć ofiary takich sytuacji, a, w tym wypadku, konkretnego oprawcę. W udostępnionym fragmencie możemy usłyszeć tekst: „Of course I side with Chris Brown, I’d beat a bitch down too.”

Trudno zgodzić się z Eminemem, bo przecież brzydzimy się jakąkolwiek formą przemocy. Mathers musi więc liczyć się z tym, że ten wers odbije się szerokim echem i może bardzo negatywnie wpłynąć na odbiór jego nadchodzącej twórczości. Szokowanie nie jest dla niego niczym nowym, ale ten przypadek wydaje się być jednak trochę „za bardzo”.

Smaczku całej sprawie dodaje jeszcze fakt, że Eminem wielokrotnie współpracował z Rihanną. Mają na koncie trzy kolaboracje, które ukazywały się zarówno na wydawnictwach wokalistki, jak i rapera. Warto dodać, że afera z Chrisem Brownem i Rihanną miała miejsce w 2009 roku, czyli przed nagraniem, któregokolwiek ze wspólnych kawałków. Czyżby Eminem nie miał wtedy jeszcze wyrobionego zdania na temat tej sytuacji? A może po prostu schował je do kieszeni, by nagrać utwory, które dobrze się przyjmą? Więcej, w dissie na MGK’a, Eminem stwierdza, jakoby między nim a RiRi było coś więcej – w końcu miał zostawić jej malinki po ostatnim spotkaniu.

Temat Chrisa Browna i Rihanny nie jest zresztą poruszany tylko przez Eminema. Absolutnie nie jest to tabu, a raperzy często po niego sięgają, opowiadając się po różnych stronach, choć Chino XL w ramach gościnnej zwrotki u Tech N9ne’a w kawałku „Sickology 101” akurat nie wydaje żadnego werdyktu, a jedynie porównuje swoje linijkowe punche do tych fizycznych, którymi wokalista potraktował swoją ówczesną partnerkę: „Try to follow how every punchline hits/ Like Chris Brown’s fist to the face of Rihanna”. Zdecydowanie i negatywnie są za to ustosunkowani do tego tematu polscy raperzy. Ten Typ Mes w kawałku „A psa byś przytulił” nawija: „A on pobił dziewczynę i chodzi dumny […] Ten jego nowy wizerunek dla mnie wciąż jest brudny”. Nie oszczędza go również Taco Hemingway, który na swoim najnowszym albumie, w numerze „Leci nowy Future”, raczy nas wersem: „Nawet zatańczę, gdy leci Chris Brown/ Rano wstyd, bo to śmieć, co dziewczynie w pysk dał”. Choć słowo „pysk” może niekoniecznie współgra z „dziewczyną”, to możemy to Fifiemu wybaczyć. Przynajmniej nie pochwala samego faktu.

fot. kadr z klipu „Eminem – Rap God (Explicit) [Official Video]”, YouTube.com/EminemMusic

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Drake zacznie zarabiać na marihuanie

Miękkie narkotyki to w rapie temat tak powszechny, jak niedopieczona bułka do hot doga w Żabce. Wielu artystów z różnych stron świata nawija o użytkowaniu używek (sic!), a niektórzy nawet o tym, że nielegalnie je rozprowadzali, co na przykład dla takiego Małolata i Bonusa RPK okazało się zgubne. Już niedługo o sprzedawaniu marihuany będzie mógł również nawijać Drake, z tym, że on nie będzie musiał martwić się, że ktoś zapuka mu butem do drzwi o 6 nad ranem.

Kanadyjczyk rusza bowiem z nowym biznesem. Otwiera firmę o wymownej nazwie „More Life”, nawiązującej zresztą do jednego z jego albumów. Będzie się zajmowała wytwarzaniem i sprzedażą leczniczej marihuany oraz produktów z nią związanych. Artysta w dość lakoniczny sposób zaprezentował markę na swoim Instagramie.

View this post on Instagram

@morelife

A post shared by champagnepapi (@champagnepapi) on

To jednak nie jedyna forma promocji. Prezenterka jednej z kanadyjskich telewizji, Dina Pugliese-Mirkovich przyznała, że Drake wysyła pewnym osobom niespodziewane przesyłki z kwiatami, które jednocześnie przedstawiają jego nową działalność. Sama pochwaliła się takim podarunkiem i gorąco zachęciła do zainteresowania się tym biznesem.

Drake rozkręca się powoli, ale można spodziewać się sporego rozmachu. Nie jest jednak jedynym, który podejmuje się legalnej sprzedaży marihuany. Raperzy robili to już wcześniej i to nawet w Polsce. Ganja Mafia od jakiegoś czasu produkuje i sprzedaje susz CBD, ponieważ na rozprowadzanie THC, którym już może handlować Drake, nie pozwala im jeszcze państwo. Niemniej jednak Kali i spółka robią to w sposób bardzo profesjonalny. Sam artysta potwierdzał również, że będą się w tym kierunku rozwijać, w miarę liberalizacji przepisów. Myślicie, że Drake będzie produkował równie dobre geesy?

fot. kadr z klipu „Drake – In My Feelings”, YouTube.com/Drake

Zostaw komentarz