News,Ranking,Wyróżnione

Kogo najczęściej słucha się na Spotify? Mamy ranking!

Anna Cecocho -
News,Ranking,Wyróżnione - - Dodane przez Anna Cecocho

Kogo najczęściej słucha się na Spotify? Mamy ranking!

Za nami już pierwszy dzień wiosny, co oznacza, że do końca marca już bliżej niż dalej. Można więc zacząć podsumowywać. Jesteście ciekawi kto był najczęściej wybieranym wykonawcą w tym miesiącu na Spotify w kategorii „Polski Hip-Hop”? My znamy odpowiedź i przygotowaliśmy dla Was Top 20 najbardziej słuchanych artystów właśnie z tej kategorii. Ranking został stworzy na podstawie danych m.in. z lutego 2019 roku oraz na podstawie streamów.

Chyba nikogo nie zdziwi jeśli powiemy, że przoduje Taco. Nie jest to zresztą nagłe zwycięstwo. Raper utrzymuje się na szczycie listy już od 2018 roku (o tym za chwilę). Co ciekawe, dwójka pozostałych tegorocznych laureatów Fryderyków, wcale nie depcze mu po piętach. PRO8L3M zajął 7. miejsce, zaś O.S.T.R. – stara wyga rapu – dopiero 13. Wyjadacza prześcignęli tacy newschoolowi młodzieńcy jak Young Igi, czy Bedoes. Dodatkowo z życiowymi i głębokimi tekstami Adama wygrały niewymagające mocniejszych przemyśleń kawałki Malika Montany. Mogło Was nieco zaskoczyć również 9. miejsce Tymka. Raper w rankingu pokonał takie postaci jak Białas czy Jan-Rapowanie. A jak już o Janku mowa, to wspomnimy o jego producencie – Nocnym. Tak, on też załapał się na listę, mimo że nie rapuje. Co jeszcze bardziej zaskakujące – Kubi Producent też jest w zestawieniu! I to na 3. miejscu! Dwóch producentów na 20 artystów. Zaskoczeni? My troszkę. Topkę zamyka PlanBe. Młody raper, który w marcu już na ten moment może pochwalić się liczbą 298 142 słuchaczy.
Wszystkie pozostałe liczby podane w rankingu z łatwością znajdziecie na profilach artystów na Spotify.

No, ale to nie koniec rankingów. W kategorii „Polski Hip-Hop” mamy również podsumowanie roku 2018. Niestety tu dokładnych liczb Wam nie podamy. Polityka Spotify zabrania udostępniać te dane. Ale mimo wszystko ranking warto przeanalizować. Niby raperzy podobni, a jednak trochę się tu pozmieniało. No dobra -nie pierwsze miejsce. Jak wspominaliśmy wyżej – Taco trzyma pozycję i nic nie wskazuje na to, żeby łatwo chciał oddać koronę. Ale już z jego partnerem z Taconafide bywało różnie. Na przykład w lutym tego roku Quebo spadł na czwarte miejsce, by drugie ustąpić Kubiemu Producentowi. Potem jednak wrócił do formy.

Swoją drogą, w podsumowaniu 2018 roku, Kubi Producent jest jedynym producentem na liście. Chapeau bas, Kubi. Co jeszcze może Was zdziwić w tym rankingu? Możliwe, że wysokie miejsce Young Igiego. Na pewno należy je łączyć z premierą jego płyty „Konfetti”, wydanej pod koniec roku. No i KęKę – 15. miejsce. Wydawałoby się, że raczej nie pojawi się w topce. A jednak! Listę z 20 lokatą zamyka zaś Young Multi. To dla młodego rapera zdecydowanie dobry wynik i może się nim chwalić. Na pewno dużo bardziej niż ostatnim miejscem w rankingu ilości użytych unikatowych słów.

I co, zdziwiły Was wyniki? A może tak właśnie obstawialiście? My przyznajemy, że momentami przeżyliśmy niemałe zaskoczenie. Jeśli Wy nie, to zajrzyjcie do naszych tekstów o najdroższych outfitach raperów albo o najdroższych teledyskach. Tu to dopiero można zbierać szczękę z podłogi.

Fot. z klipu „Wyrosłem Na Blokach” [youtube]

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,Wyróżnione,Wywiady
„Artysta” pasuje do wielu ludzi – Wini i wywiad, cz. 1

Wywiad z Winim to wyzwanie – na wielu płaszczyznach. Ta pierwsza narzuca się samoistnie: zrób wywiad z kimś, kto sam przeprowadza je w niespotykanym i zaskakującym formacie. Ta druga wynika z geografii – Szczecin jest z Warszawą skomunikowany… kiepsko. Czekało mnie 7 godzin podróży w jedną stronę. W pociągu bez WARSu. Wstałem o 5.00, o 6.00 wyszedłem z mieszkania. Pociąg miałem kilka minut przed 7.00. Musiałem być pewny, że się wyrobię. Wyrobiłem się. Chwilę po 14.00 dotarłem na miejsce. Wini czekał pod dworcem w swoim kultowym, białym BMW. – No ładnie – pomyślałem, dopalając pierwszego papierosa tego dnia.

Samochód Winiego to mobilne centrum dowodzenia, o czym przekonałem się dosyć szybko. Ledwo wyjechaliśmy z terenu dworca i szef StoProcent wybrał numer w pokładowym komputerze:
– Dzień dobry, tutaj Winicjusz, wy działacie normalnie, czy jak to u was jest?
– Chciałam otworzyć, ale strasznie zimno.
– Czyli nie działacie?
– Jak się zrobi ładna pogoda, to od środy otworzę, ale dzisiaj nie.
– Dziękuję, do widzenia. Dobra, jebać to, pojedziemy na makaron.

Czy to jest tak, że jak gdzieś dzwonisz, to Cię znają?
Wiesz co, nie. W niektórych miejscach mnie znają. Poza tym mam taki zwyczaj, że po prostu się przedstawiam. Czasami imieniem i nazwiskiem, czasami tylko imieniem. W niektórych miejscach mnie znają, bo tam po prostu jem. Skoro byłem tam trzydzieści razy, to powinni mnie znać.

A w innych miejscach w Szczecinie? Znają Cię poza gastronomią i środowiskiem hip-hopowym? Chociażby w tym teatralnym, artystycznym?
Nie wiem tego. Tak naprawdę nie znam dużo ludzi. Może ktoś mnie zna, może nie, cholera to wie.

Zadaję to pytanie z tego względu, że obecnie buduje się sporo nowych osiedli, powstają nowe ulice. Może nazwiskami zasłużonych raperów czy aktywistów hip-hopowych powinno się je nazywać?
Gdyby moim nazwiskiem, to bardzo bym się cieszył, bo próżność w człowieku zawsze jest. Natomiast jeśli chodzi o hip-hopowca, to zależy, jak to rozumieć. Zakrawa to wręcz na pytanie filozoficzne, bo ono się sprowadza do jednej rzeczy. Ludzie mówią tak: „Jestem fanem tego i tego”. Uważam, że to jest bardzo niewłaściwe stwierdzenie. Powinni być fanami dzieła jakiejś osoby: muzyki, rzeźby, filmu. Czym jestem starszy, tym dochodzi do mnie coraz więcej smutnych wniosków na temat świata. Jednym z nich jest to, że – jak to ujął ważny filozof – „wiem, że nic nie wiem”. Znam ludzi po 10, 20 lat i myślałem, że ich znam. Nie znam ich, to są zwykłe szmaty i k*rwy, a myślałem że to świetni ludzie. My, ludzie, potrzebujemy wzorców i one są oparte o dzieło danej osoby. Ktoś pisze piękne wiersze czy piękne piosenki, ale w momencie, kiedy wystawiamy pomnik jemu, jako osobie, to prawie zawsze może to być niewłaściwe i nietrafione. Z tego względu, że ludzie ludzi nie znają, a ludzie w większości są do dupy.

Jest to powiedzenie, żeby lepiej nie poznawać swoich idoli.
Tak, uważam, że bardzo słuszne. Chyba że jesteś na tyle stary, że wzbijesz się ponadto, że ktoś napluł ci na mordę i go nie lubisz, ale lubisz jego piosenki. Zazwyczaj jednak będzie ci się gorzej słuchało tych piosenek. Natomiast raperzy, tak jak i artyści, a właściwie nie tylko artyści, to często nie są fajni ludzie. A dlaczego? Otóż ostatnio doszedłem do wniosku, że nie ma to związku z byciem artystą, a z człowiekiem samym w sobie. Ukułem taką mądrość – jest takie pytanie, jak ocenić człowieka i jego zachowanie, kiedy najlepiej to zrobić. I większość ludzi odpowie, że jak jest bieda i ciężko.

Według przysłowia.
Dokładnie. A uważam, że to jest absolutnie niewłaściwa ocena sytuacji. Ponieważ jak jest bieda i ciężko, to większość ludzi da dupy, takie 99,9%. Spie*dolą coś, bo to są zwierzęce odruchy. Jak pchniesz psa i on cię drapnie, to on nie chciał drapnąć, ale to bezwarunkowe. Tak naprawdę ludzi się ocenia, kiedy jest dobrze, wyku*wiaście dobrze. Wtedy nie ma żadnego powodu, żeby być ku*wą, szmatławcem, frajerem, i tak dalej.

Ciebie coś takiego spotkało?
Mnie to spotyka non-stop! Wtedy widzisz klasę człowieka. Kiedy jest bogaty, zamożny, udało mu się. Dlatego nie dotyczy to artystów, ale powiem dlaczego się mówi o artystach. Bo na nich ta zajebistość może spaść z dnia na dzień, a ten proces jest dodatkowym źródłem zwariowania.

fot. Magda Patocka

Czyli jeśli ktoś staje się nagle – albo nawet nie nagle – zamożny, to staje się powoli bucem? Albo ten proces przyspiesza i staje się szybko?
Szybciej. Ludzie, którzy dochodzą do swojej zamożności, czy innych rzeczy będących wymiarem szczęścia, powoli, wolniej się dostosowują i zmiana nie jest diametralna. W świecie sztuki bywa tak, że spada to znienacka. Robiłeś w gównie 10 lat i nagle robisz super piosenkę. Od razu dzwoni do ciebie kolega, który cię nie widział 10 lat i już masz mieć płyty do podpisania dla całej rodziny i ch*j wie kogo. Nagle ci, którzy byli niemili, są mili. Nagle kobiety, dla których byłeś nieatrakcyjny seksualnie, chcą uprawiać z tobą seks. I teraz okazuje się, jakim jesteś człowiekiem. Wszystko zależy od tego, jak na to zareagujesz. Okej, wyr*chasz te laski, ale nie będziesz im ubliżał i traktował jak gówno, bo pamiętasz, że jeszcze niedawno nie chciały się bzykać. Weźmiesz tę przyjemność z życia, ale nie zapomnisz o tym, że nie jesteś żadnym jeb*nym superDNA, którego pożąda każda samica. Po prostu oszukałeś system.

Po prostu dostałeś supermoc, ale to nie oznacza, że…
…możesz na innych pluć, dokładnie. Że, okej, jestem bardzo bogaty, ale to nie znaczy, że pan, który w hotelu otwiera mi windę, to jest frajer i nie jest wart tego, by powiedzieć mu „dzień dobry”.

Mimo że dzień wcześniej mogli Cię nie przyjąć do pracy na jego stanowisko.
Może, a może pójdziesz do pudła i będziesz siedział z tym gościem w jednej celi! A on jest dwa razy większy i będzie cię gnoił. Będziesz chciał mu gacie prać? Te sytuacje w życiu…

…się bardzo szybko odwracają.
Tak. Wydaje ci się, że jesteś najlepszą małpą, a po prostu ci się wydaje. Dlatego ludziom często od tego odpi*rdala. Dlatego, wracając do pytania, nie wiem. Wielu artystów, których znam to pie*doleni szmaciarze i nie nadałbym żadnej ulicy ich imienia, bo zasługują na absolutną pogardę. Natomiast stworzyli dobre rzeczy, nie wiem k*rwa, może ich piosenkom powinno się stawiać ulice. <śmiech> A może po prostu im? Tylko fajnie by było, żeby ludzie pamiętali, że oni są symbolem, a nie sobą.

Jesteś za rozgraniczeniem sztuki od wykonawcy? Oglądasz film Romana Polańskiego i Ci się podoba, choć z tyłu głowy masz niewygodne sprawy?
Absolutnie jestem za tym rozgraniczeniem. Kiedyś było takie powiedzenie w rapie, słyszałem to od wielu raperów, że wolą posłuchać kogoś, bo może nie jest jakiś dobry, ale jest k*rwa prawdziwy. Tamten udaje gangstera, a ten jest prawdziwym gangsterem.

Ty sam chyba jarałeś się Tekashim przez jakiś czas?
„Jarać” to za duże słowo. Sprawdziłem parę klipów i stwierdziłem, że z tych nowych rzeczy, to on faktycznie bardziej mi się podoba niż cała masa tych Lil ch*j wie co. Ale widzisz, on przesadził. Okazało się, że poszedł w rzeczy, w które pójść nie powinien. Lubię przesadę w sztuce, jeden z artystów tak mi kiedyś powiedział, że sztuka polega na przerysowaniu sytuacji. Dzięki temu możesz pokazać ludziom, jaki coś ma wymiar. Jak im to opowiesz mocnymi słowami, to dopiero do nich dociera, z czym mają do czynienia. Jak to samo powiesz im milutko, piździutko, to dojdzie do takiej sytuacji, jak użycie sformułowania „aneks Krymu”. Nie. Przyszliście, wzięliście k*rwa kawał ciężkiego metalu, wj*baliście komuś w ciało, żeby zdechł, jeździliście i mordowaliście ludzi, stawialiście stare panie w szeregu, żeby stanowiły wasze tarcze. Jesteście sku*wysynami, bydlakami i ścierwami, tak powinno się to nazywać!

A na arenie politycznej mówi się dyplomatycznie – aneks.
Tak! „A cóż to za nowe fantastyczne słowo? Nikt go do końca nie zna, brzmi jak…”

…jakby ktoś przyszedł, podpisał papierek i nagle Krym był rosyjski.
Tak! A tak nie było! Dlatego jestem wyznawcą sztuki hardkoru, w której rzeczy należy przerysowywać. A nawet nie przerysowywać, tylko nazwać tak wulgarnymi i podłymi słowami, żeby to dotarło do tego małpiego łba, że nie ma do czynienia z niczym miłym, tylko ze sku*wysyństwem i nazywajmy je „sku*wysyństwem”! Czy powiedzmy ktoś „rozminął się z prawdą”, nie! Jesteś łgarzem, zaj*banym w mordę kłamcą, a nie rozminąłeś się z prawdą.

Jasne. Osłabianie pojęć, żeby to było łatwiejsze do przełknięcia.
Tak. Dlatego lubię taką sztukę, która jest dosadna. Niektórzy takiej nie lubią, dlatego że nie lubią w ogóle dosadnych rzeczy i lubią żyć w świecie mitu. Większość tworzy mity. O co mi chodzi? Stary, na przykład liżę tyłek dziewczynie. Przecież to jest mit, że ja jej liżę dupę lub p*zdę! To co stamtąd wychodzi, to nawet mi przez myśl nie chce przejść ku*wa, ale w trakcie, kiedy to robię, to buduję sobie mit, że to jest najzajebistsze miejsce na świecie i ja po prostu chcę włożyć tam cały łeb i po prostu ku*wa oddychać jej dupą czy p*zdą, bo to kocham, i feromony, inne zwierzęce rzeczy, krzyczą do mnie „liż to!”. Ale potrzebuję zbudowania pewnego mitu, żeby się nie porzygać.

Potrzebujesz kontekstu.
Kontekstu, ale też właśnie mitu – mitu idealnej kobiety, która jest święta, piękna i nie jest zwykłym, ohydnym zwierzęciem, z którego wyłazi ohydztwo.

Kiedy tak mówisz o tej narracji hardkorowej, to przypomina mi się, że Twoja ostatnia płyta była jednak mniej hardkorowa niż poprzednie.
Może, ale tak naprawdę moja ostatnia płyta nie była płytą, tylko zbiorem piosenek. Trochę wstyd mi to nazwać płytą, ponieważ ona nie spełnia żadnych warunków płyty. Nie gram koncertów i nie liżę dup.

To nie znaczy, że to nie jest płyta.
Dla mnie to znaczy. Widzisz, to jest tak, że ja nie jestem raperem. Wielu raperów powie Ci to samo, bo to jest szpanerskie i fajne, żeby o tym pi*rdolić. Że się jest ponad to, że ktoś tam jest kreatorem mody, bo założył jakiś T-shirt, który wszyscy nosili sto lat temu.

Albo performerem.
Albo performerem, albo artystą – choć akurat słowo „artysta” jest na miejscu dla wielu ludzi.

Mnie się wydaje, że uległo pewnemu wytarciu.
Zależy co uważasz. Ja uważam, że nie jest tak mocnym słowem, jak inni uważają, że jest. Sąsiadka, która mieszka koło moich rodziców, jest artystką, układa bukiety kwiatów i od czasu do czasu lubi namalować obraz. Ona ma duszę artystyczną i jest artystką, ma potrzebę tworzenia. A to, że to nie będzie wystawione w Luwrze i nie wszyscy będą się nad tym spuszczać? J*bać to, nie każdy musi być najlepszy na świecie albo dostrzeżony.

To jak nazwiesz tych najlepszych na świecie? Geniuszami?
Różnie. To są geniusze, ale też fuksiarze. Ilu jest super artystów nieodkrytych? Wracając do pytania – ja nie jestem raperem, bo uważam, że do tego trzeba spełnić pewne warunki. Powinieneś mieć dużo fanek, które chcą chodzić do łóżka. Powinieneś grać koncerty. Powinieneś działać na tłumy, coś powinno się dziać. To jest bycie raperem. Najlepiej gdybyś wchodził w relacje z innymi, kogoś kochał, kogoś nienawidził, prowadził swoje szalone życie rapera. A ja go k*rwa nie prowadzę. To, że sobie zebrałem parę piosenek z jakiegoś przedziału czasowego i pozwoliłem sobie podzielić się nimi z jakimś „szerszym gronem”, to nie znaczy, że to jest płyta. Dla mnie płyta powinna być rzeczą przemyślaną, więc w tych kategoriach patrząc, możliwe, że właściwie nigdy nie wydałem żadnej płyty. Powinna być promocja, żeby to sprzedać. Nie mówię o jakości tej płyty i o tym, że fajne są płyty konceptualne, bo nie muszą być, może 15 oderwanych od siebie piosenek, ale ja po prostu zrobiłem zbiór piosenek, który w swojej bezczelności pozwoliłem sobie nazwać płytą.

To ciekawe co mówisz, bo w mojej opinii ta płyta jest jedną z ciekawszych, jakie słyszałem ostatnio, a słucham wszystkiego, co wychodzi w Polsce.
Dziękuję. Jest mi bardzo miło, ale ku*wa, widzisz, ona nie spełnia założeń płyty. Tu nie chodzi o moją skromność, ja po prostu staram się realnie patrzeć na świat. Czym jestem starszy, tym bardziej go analizuję. Przychodzą do mnie młodzi ludzie i mówią: „Wini, sprawdzisz moje kawałki?”, a ja mówię do nich: „jestem, k*rwa, dawaj, k*rwa, rapuj”, „nie no, wyślę ci te kawałki”, „spie*dalaj!” – nie, ja nawet nie mówię „spie*dalaj”, a powinienem – mówię do nich: „nie, dziękuję”. Niedługo chyba zacznę mówić po prostu: „wypie*dalaj, ośle jebany. Jak śmiałeś do mnie nie rapować, kiedy dałem ci tę szansę?”. Jestem wydawcą odpowiedzialnym nie za nie wiadomo ile sukcesów, ale coś tam stworzyłem i jeśli ktoś uznaje, że chce mi wysłać kawałek, to znaczy, że docenia mój autorytet. Jeśli staje przed nim szansa, żeby zaprezentować możliwości na żywo, a prezentuje mi frajerską bajeczkę o tym, że jesteś nieśmiały i się wstydzi…

…to jak chce grać koncerty…
…jak chce grać koncerty i być raperem?! Jak śmie zawracać mi dupę jakąś frajerską piosenką? Sram na nią i wykładam na nią lachę. Nie jest raperem i nie ma do tego energii. Niech ją najpierw zbuduje i dopiero próbuje, a jak nie, to niech wypie*dala.

Tak było z Kabe, że przyszedł i zarapował?
Stary, Kabe rapuje jak ku*wa maszyna, jak karabin. Jak mu powiesz: „puść swój kawałek”, to będzie ci rapował ten kawałek, jak będzie leciał, potem puści swoje bity, jeżeli uzna, że jest jakikolwiek sens prezentowania ci swojej muzyki, a potem sam będziesz go prosił, żeby przestał, bo musisz iść do domu na obiad!

Czyli jest po prostu maszyną.
Tak, tak, tak! Tym, czym raper jest! Teraz będziemy wydawali bardzo mało raperów i zrobimy odwrotnie niż robiliśmy dotychczas. Będziemy robili bardzo mało rzeczy i będziemy je robili bardzo dobrze.

Pokazał to ostatni klip.
Dopiero zobaczycie. Teraz zyskałem nową energię. Rzuciłem wszystko i jestem na drodze leczenia ze wszystkiego. Będziemy stawiali na jakość. Nie będzie ku*wa żadnych akcji w stylu robienie czegoś dużo. Dla nas cztery płyty w roku to jest za dużo. Powinniśmy robić jedną, może dwie.

Dalej rap czy coś innego?
Myślę, że wokoło tej muzyki, bo to jest zaje*ista muza. To jest bardzo płynna rzecz, bo jest rodzaj śpiewania, który dalej nazwę ci rapem. Jak ostatni singiel Kabe właśnie.

On jest jednak dalej bardziej rapowy.
Tak, ale był taki zespół przy którym to zrozumiałem – nazywał się Lost Boyz. Oni rapowali na granicy śpiewania, ten rap był bardzo melodyjny, ale dalej wiedziałem, że to hip-hop. A jak przyjdzie ku*wa Bon Jovi czy Sting, to nie będzie dla mnie nigdy rap.

Jasne, to będzie po prostu rapujący Sting.
Tak, bo on nie jest z tego środowiska. On nie był na tych imprezach, nie stał na ulicy z tymi ludźmi, nie rapował, nie brał tych używek, albo nie był przy tych, którzy brali. Nie jest tym.

Nie wydaje Ci się, że ten podział zupełnie się zdezaktualizował?
Nie uważam tak. Są wielkie dyskusje czy jakiś youtuber powinien rapować czy nie. Dla mnie to zależy. Śmiem twierdzić, że jedni z tych małolatów żyli tą muzyką od dawna, a niektórzy robią po prostu hity. Każdy ma prawo zrobić sobie rapowy kawałek. Niech zrobi sobie go Krzysztof Ibisz i Sting. Nie będę krzyczał, żeby Sting zdechł, bo c*uj mnie to obchodzi, po prostu nie będę słuchał tej piosenki. Dla mnie to nie będzie rap ani hip-hop, taki prawdziwy, poj*bany, jakiego ja słucham.

Czego w takim razie słuchasz? Na przykład w samochodzie?
Bardzo dużo rzeczy, choć w samochodzie niestety dużo radia. Lubię bardzo TokFM, choć nie lubię ich politycznego podejścia. Są potwornie prokomunistyczni i prożydowscy. Bardzo nie podoba mi się, kiedy ktoś jest w jedną mańkę. Oni zawsze, kiedy trzeba roz*ebać komucha, to będą go bronić, a jak PiS coś wymyśli, to zawsze będzie złe. Nie lubię partii PiS, żeby było jasne, ale k*rwa…

Chodzi Ci o to, żeby to było racjonalne i trzeźwe spojrzenie na politykę.
Tak, no k*rwa. Są takie przykłady, że PiS wyjdzie z czymś dobrym, a tamci: „nie, to k*rwa jest złe!”. Poza tym to brechtanie z patriotyzmu w nieskończoność. Jest taki program, w którym brechtają się z wierszy patriotycznych. Rzygać mi się chcę. To jest jak kawał opowiadany setny raz. No tak, napisał ktoś kurwa głupi wiersz, ile z tego można? A oni przy tym dochodzą. Są strasznie cyniczni. Nie lubię tego. Natomiast są tam doskonałe programy o świecie. Fajne wywiady z ciekawymi ludźmi. Coś o książkach, o fizyce kwantowej, o psychologii. Ostatnio ogromne wrażenie zrobił na mnie program o leczeniu chorób psychicznych. Okazało się, że medycyna rozwija się z dnia na dzień, ale w psychiatrii właściwie nie ma postępów i rozważa się leczenie ludzi środkami psychoaktywnymi. Dlaczego? Bo finalnie nie zmieniają niczego. Ktoś ma fazę, a potem to się wypie*dala z organizmu, ale przez doświadczenie zmieniają się pewne rzeczy.

Daje się komuś jakiś psychoaktywny specyfik, on ma lot i podczas tej fazy coś sobie przepracowuje, a potem to zostaje wypłukane z jego organizmu?
Tak! Nie chcę kogoś obrazić, ale powiedziałbym, że w wielu przypadkach, choć nie we wszystkich, depresja to jest jakieś użalanie nad sobą. Słuchaj, znam parę osób, które były w depresji i podobno ja przesadzam.

Też mi się tak wydaje. Są różne stadia tej choroby.
Może, może. Ja byłem w depresji i mój brat cioteczny także. On był w dużo większej depresji niż ja. Ja się wyleczyłem ze swojej dosłownie w jedną noc – właśnie pewnym doświadczeniem i zrozumieniem pewnych faktów. Ta przypadłość w wielu przypadkach sprowadza się do jednej rzeczy: „Jestem ch*jowy, nic nie warty, nic mnie dobrego nie czeka na tym świecie”.

To jest to przemyślenie.
Nie, to jest to dlaczego ludzie mają depresję. Większość ludzi, których znam, ma kompleksy, że: „jestem brzydka, coś tam”.

No właśnie, kompleksy. Czyli tak może nie być.
Nie, właśnie tak jest! Jesteś ku*wa brzydka! A ty masz małego chu*a! A ty jesteś głupi!

Chodzi mi o to, że ktoś ma potencjał, ale w niego nie wierzy.
Może ma, a może ma inny. Masz małego chu*a, to liż p*zdę! Jesteś brzydka, to gotuj dobrze i bądź miła, jeśli chcesz kolesia, bo brzydkie też mają miłość! Rozejrzyj się – nawet ładnego chłopaka mają czasami. Wcale nie dlatego, że są bogate. Może są miłe, może dobrze się ru*hają? Może robią fajne perwersje? A nie tylko leżą i czekają, bo są takie śliczne.

Zmierzasz do tego, że depresję można wyleczyć zdając sobie sprawę ze swoich wad? Znaleźć zalety i na nie postawić?
Na przykład. Albo zrozumiesz, że świat taki jest. Że jedni są lepsi, a drudzy gorsi. Jedni mają wszystko, drudzy nic, nie ma nic po równo. Jednym Bóg dał wszystko, innym nic nie dał. Albo zsumujesz ilość swoich orgazmów, uśmiechów i pozytywnych doznań, kiedy wąchasz kwiatki i Twoje parametry w organizmie wybijają do góry, i będziesz z tego korzystać ile się da…

…albo się będziesz użalać.
Albo się będziesz użalać i nie będziesz nic mieć z tego życia! Jeżeli zrozumiesz tę jedną rzecz, to zrozumiesz, że może warto żyć. Albo idź sobie pier*olnij w łeb i przestań innym je*ać humor.

Ty tak miałeś? Stwierdziłeś, że albo rozpie*dolisz albo c*uj?
Tak. Ja tak stwierdziłem w jedną noc. Co mnie, k*rwa, obchodzi przejmowanie się? Chciałem robić muzykę, ale twierdziłem, że może nie mam talentu, a tamto, a sramto, a jestem starszy, a gdzie ja pasuję, a nie jestem przystojny, a nie jestem fajny, i powiedziałem sobie – k*rwa, ale jak to robisz, to sprawia ci to przyjemność czy nieprzyjemność? – a sprawia mi to wyje*aną przyjemność, kiedy robię muzykę. Co może mnie złego spotkać? Że ktoś powie: „hej, Wini! Jesteś beznadziejny, nie rób tego” – ma prawo do takiej decyzji, „hej, Wini! Gruba świnio, zdechnij” – ma prawo do takiej opinii. Chce ją wyrazić publicznie i pokazać światu, jakim jest podłym i płytkim, nieszczęśliwym człowiekiem? Niech wyrazi. Nawet nie skasuję komentarza, niech pokaże światu, jaki jest zje*any. Tak naprawdę tą opinią nie wyraża zdania o mnie, tylko o sobie.

Pokazuje swój poziom.
Tak! Bo ktoś może napisać, że nie podoba mu się moja piosenka. Że nie mam do tego wokalu. Spoko. Ale mnie to sprawia przyjemność. Sprawia mi też przyjemność branie kokainy i prostytutki. Ale z ich usług nie korzystam, bo się boję chorób, a kokaina źle działa na moje serce. Nie widzę, żeby robienie muzyki na coś źle działało. Kiedy siedzę w studiu, to jestem szczęśliwy. Kiedy przychodzi mi do głowy tekst, który mnie rozbawia, to chcę go nagrać.

Mówiłem, że Twoja płyta mi się podobała. Bo była świeża tekstowo. Czy to nie jest tak, że przez to, że nie jesteś pełnoetatowym raperem, to nie masz swoistego wyje*ania? Nie musisz się liczyć z opinią fanbazy. Możesz napisać coś, co jest kontrowersyjne albo skłania do myślenia. Coś co nie jest przeźroczyste.
Tak, ale powiem ci tak – zacząłem nagrywać po trzydziestce. Dzisiaj gadam z młodymi ludźmi i mówią mi, że rapują dłużej niż połowa ich życia, a mają 18 lat! K*rwa, jaki jest poziom ich nauki? Przecież oni się w tym rodzą, a mi do głowy by nie przyszło, że to można robić. Ile mi psychicznie zajęło ogarnięcie tego. Jeśli chodzi o teksty, to gdybym był pełnoetatowym raperem, to myślę, że pisałbym jeszcze gorsze.

Jeszcze bardziej doje*ane i po bandzie?
Jeszcze bardziej po bandzie i przede wszystkim walczyłbym chamsko ze sceną. Nienawidziłbym wszystkich raperów, nie bujał się z nimi i wchodził we wszystkie możliwe beefy. Pomijam temat sceny z tego względu, że – tak jak ludzie – raperzy do pewnych rzeczy się nadają, a do pewnych nie. Najczęściej nadają się do ćpania i chlania. Do wszystkiego innego raczej się nie nadają. Część sceny po prostu mnie obrzydza i uważam ją za okropną. Nie będę tego komentował, bo zarabiam w tym pieniądze i nie potrzebuję wojny z nikim. Nie jestem raperem, jestem producentem odzieży, spełniam różne funkcje. Nie potrzebuję wchodzić w konflikty.

Jesteś też wydawcą.
Dokładnie. Gdybym był tylko raperem i miałbym na tym zarabiać pieniądze, byłbym młodszy, to wchodziłbym w te wszystkie konflikty. Nie byłbym pier*olonym wydawcą nikogo innego poza sobą, bo wolałbym wymyślać sobie klipy niż innym. Byłbym dużo bardziej dobitną osobą i, k*rwa, na byciu kontrowersyjnym można bardzo dużo ugrać!

Można też stracić.
Można, ale ja bym szedł po bandzie, robiłbym sobie z innych jaja. Skoro moją siłą miałoby być w tym momencie moje słowo, to dlaczego nie posłużyć się nim jak bronią? To zwierzę w lesie jest chore, więc ja je zarżnę, bo będzie roznosiło swoją chorobę, a ja nie chcę, żeby w lesie panowała jego choroba.

Bo jesteś królem lasu.
Bo jestem k*rwa królem lasu i będzie tak, jak ja chcę!

Kojarzysz takiego gościa jak Legendarny Afrojax?
Tak, ale nie jaram się jego muzyką, bo nie lubię jego flow i brzmienia. Wiem, że jest zabawny. Nie znam dobrze jego twórczości, ale wiem że nie jest to głupie i gówno warte. Że potrafi powiedzieć coś od serca i ja jak najbardziej oddaję honory, ale muzycznie mi to nie podjeżdża. Sto razy bardziej lubię Eminema. On też jest po bandzie, ale jego głos i wszystko mnie rozpie*dala.

Jasne. Tam wszystko jest na miejscu – głos, technika, rymy…
…ale nie muzyka! Słabą ma muzę. K*rwa mać, jak słyszę jego bity, to nie mogę uwierzyć.

Wszystkie czy z ostatnich płyt?
Nie, nie z ostatnich, tam też są fajne. Czasami są. Jego głos i flow mnie rozpie*dalają, ale podkłady nie. Jak ja bym chciał, żeby zrobił płytę z Pharrellem Williamsem!

Ale takim z The Neptunes, takim z NERD, z jakim Pharrellem?
Takim, jak on potrafi być funkowy. Z doskonałą perkusją i funkowym brzmieniem. Chciałbym, żeby ta płyta nazywała się „Funky White Boy”. Taką płytę chciałbym usłyszeć! Gdybym był producentem, to szukałbym jego wokali i robił funkowe przeróbki! Bo nie lubię jego bitów – tych, które wybiera. Czasami aż myślę: „k*rwa, naprawdę taki bit wybrałeś?”. Świetnie to wyszło przy beefie z Machine Gun Kellym. MGK wybrał kozaka, a Eminem wybrał takie coś, że pomyślałem: „naprawdę? To? C*uj, mogłeś to nagrać a capella”.

Nie sądzisz, że to był wybór podyktowany tym, by pokazać, że sam skill wystarczy, a bit jest tylko podkładką?
Może i tak. Oczywiście jestem za Eminemem i o wiele bardziej go lubię, bo podsumował to jednym wersem – „You dress better, I rap better” – i c*uj, nie ma o czym mówić, aczkolwiek MGK wybrał dużo lepszy bit. On mnie buja, on mnie rusza. Do takiego bitu chciałoby mi się rapować, a do bitu Eminema nie chciałoby mi się rapować. A tak to powinno działać, że słuchasz tej muzy i bach! masz pomysł na refren.

Czy dobór bitów u raperów nie wynika czasem z tego, że każdy ma swój wewnętrzny rytm?
Oczywiście. To co ja bym chciał nie oznacza, że Eminem ma tak robić. On ma mieć w dupie to, co ja bym chciał.

W tym momencie Wini ponownie wybiera numer telefonu z konsoli w desce rozdzielczej… Do kogo zadzwonił? Tego dowiecie się z drugiej części wywiadu. O TUTAJ.

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
„Jestem lepszy od 2Paca”. Kto tym razem? Kodak Black

To zdanie regularnie pojawia się w mediach. Rok do roku któryś z raperów przeżywa chwile samouwielbienia i określa się lepszym raperem od 2Paca bądź Notoriousa. Tym razem przewózkę uskutecznił Kodak Black.

„Take some Big and some Pac and you mix ’em up in a pot/Sprinkle a little Big L on top, what the fuck do you got?” – nawijał kiedyś Eminem, pokazując że uważa, jakoby on i 50 Cent grali w tej samej lidze, co powyższe legendy. Czysta bragga – porównywanie się do ikon to nic nadzwyczajnego. Co najwyżej może być śmieszne, jeśli ktoś robi to nieudolnie. Co innego, gdy ktoś uznaje się za lepszego. Tu już trzeba mieć ciężkie podstawy. „So when Weezy says that he’s better than Jay Z/Please be that just subliminally/Means he thinks Jigga’s the best/And that he’s the only one up in that league, see” – wyjaśniał w innym miejscu Eminem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy do swojej przewózki dorabia się zbędną ideologię, a Kodak w tym aspekcie szczególnie się nie popisał. „Jestem lepszy od 2Paca, bo żyję tym, o czym nawijam. On jest legendą tylko dlatego, że umarł” – uzasadnia raper z Florydy w wideo na Instagramie.

Niqqa, please

Przewózka przewózką, ale stwierdzenie o tym, że 2Pac jest legendą, bo umarł, to jedna z większych wtop w tym roku. Charlemagne pewnie przyznałby tytuł „Donkey of the day”.

Kiedyś było takie powiedzenie w rapie, słyszałem to od wielu raperów, że wolą posłuchać kogoś, bo może nie jest jakiś dobry, ale jest, k*rwa, prawdziwy. Tamten udaje gangstera, a ten jest prawdziwym gangsterem.

Dokładnie tak powiedział mi kilka dni temu w WYWIADZIE Wini. Kodak świetnie się w ten sposób postrzegania wpisuje. Nie zmienia to jednak faktu, że absolutnie nie łączy się to z kwestią bycia lepszym od 2Paca. Zresztą, Kodak uważa, że jest także na poziomie Notoriousa i Nasa. Ręce opadają. Gdyby to było stricte bragga, to nikt nie miałby z tym problemu, ale ten raper naprawdę w to wierzy. Zresztą – Kodak jest gościem, który potrafi nagrać kawałek, w którym podrywa koleżankę po fachu (w tym przypadku Young M.A.), choć ta otwarcie mówi o tym, że jest lesbijką.

Jeśli to jest przykład, że nawija o tym, czym żyje, to chyba nie ma się czym chwalić. Tym, że ma się długą historię konfliktu z prawem za sprawą… napaści seksualnych – też raczej nie. Ktoś tu się mocno pogubił i chyba najlepiej będzie to spointować wersami J. Cole’a:

Had a long talk with the young nigga Kodak
Reminded me of young niggas from ‚Ville
Straight out the projects, no fakin’, just honest
I wish that he had more guidance, for real

fot. kadr z klipu „Kodak Black – Pimpin Ain’t Eazy [Official Music Video]”, youtube.com/Kodak Black

Zostaw komentarz