Hip Hop,Ranking

Ponad trzy tuziny raperów w jednym numerze? Rekordy branży [infografika]

Damian Kaźmierczak -
Hip Hop,Ranking - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Ponad trzy tuziny raperów w jednym numerze? Rekordy branży [infografika]

Posse cut jest rodzajem kawałka hip-hopowego z udziałem czterech lub więcej raperów występujących kolejno po sobie. W taki sposób opisuje posse cuty Wikipedia powołując się na książkę “How to Rap: The Art & Science of the Hip-Hop MC” Paula Edwardsa. Nie do końca zgodzę się z tą definicją. Dla mnie posse cut zaczyna się w momencie, gdy liczba raperów jest dwucyfrowa. Przy założeniu, że wystarczy tylko czterech hiphopowców, wyszłoby nam, że co druga piosenka Trzeciego Wymiaru jest posse cutem, a Wu-Tang Clan nagrywa wyłączenie takie utwory.
W Stanach historia posse cutów sięga jeszcze lat osiemdziesiątych, w Polsce za pierwszy tego typu utwór można uznać kawałek “Wspólna scena” z 1997 roku. Dziś przedstawię Wam listę polskich numerów z największą ilością raperów na jednym tracku. Selekcja dotyczyła (poza dwoma wyjątkami) numerów, które trafiały na płyty. Dlatego odrzuciłem z góry wszystkie kawałki z cyklu “Wizji Loklanej”.

Patrząc na powyższą infografikę, warto zadać sobie pytanie: “Czy ilość równa się jakość?

W przypadku tracku White House, zaprosić 41(!) raperów na jeden kawałek, tak żeby utrzymali równy poziom, jest sprawą praktycznie niewykonalną. Już odbiegając od umiejętności poszczególnych raperów, to słuchanie jednego utworu, trwającego 18 minut, może być meczące. Jeśli już zapraszamy aż tylu raperów, warto dać taki bit/bity, które będą trzymały słuchacza, nawet gdy nawijać będą słabi MC’s. W przypadku “Posse-cut” White House ten warunek nie został spełniony. W połowie tracku, tylko patrzyłem, ile jeszcze do końca numeru.

Zapraszając aż tylu raperów, warto zadać sobie pytanie, czy lepiej obracać się w jednym klimacie czy też próbować eksperymentować z rożnymi stylami. W przypadku numerów “U nas na śródmieściu”, “Reprezentuje siebie” czy “Zemsty nadejdzie czas 2”, mamy jasno określony uliczny klimat. Wszystko jest ze sobą spójne i przeznaczone dla słuchacza o określonych muzycznych preferencjach. Porównując te trzy kawałki, dochodzimy po raz kolejny do prostej zasady, że liczy się przede wszystkim jakość. W kawałku Bez Cenzury mamy 26 raperów, ale mimo tego numer nie męczy ucha, a jak wchodzi Pyskaty lub Ero to pragniesz zrobić repeat. Natomiast w tracku z mixtapu “Prosto”, hiphopowców jest prawie dwa razy mniej, ale już po połowie masz ochotę wyłączyć ten numer.

Na pochwały zasługuję Wini, który zaprosił 19 kompletnie rożnych raperów i to naprawdę zagrało. “Nienawidzę raperów” to jedyny kawałek, gdzie obok siebie mogli pojawić B.R.O. i Żurom czy VNM i Psycho Stach. Jedni zrobili to bardziej technicznie, drudzy praktycznie dukali, ale wszystko się ze sobą łączy i te dziesięć minut tracku kompletnie się nie dłuży.

Osiemnastu raperów mogliśmy usłyszeć zarówno w numerach: “Najsilniejsi przetrwają” oraz “A pamiętasz jak?”. Gdyby nie to, że w drugim utworze również występuje dużo znakomity raperów, napisałbym że zajawka przeważyła tutaj skillsy. Kawałek na bicie DJ Premiera to bragga, gdzie należałoby wyciąć kilka najlepszych zwrotek, a o reszcie zapomnieć. Jest tam Mes, Quebo, Dwa Sławy, Chada, mniej znani raperzy jak Joteste, ale nie słychać tutaj większej współpracy, każdy rapuje na swoje konto.

W “A pamiętasz jak?” mamy oldschoolowy beat, które nawiązuje do równie oldskulowego kawałka i dawnych czasów. Brzmi to naprawdę dobrze i spójnie, kiedy pierwszy raz usłyszałem ten numer był efekt “wow”. Większość raperów naprawdę dała radę, nawet członkowie Trials X, którzy od dawna są na raperskiej emeryturze. Lepiej stworzyć posse cut na pewien z góry określony temat, a nie robić go na zasadzie braggi, gdzie każdy rzuca po osiem wersów.

Na koniec najstarszy w zestawieniu posse cut – “I moje miasto złą sławą owiane”. Z jednej strony Peja i jego uliczne ziomki, z drugiej przyszłe gwiazdy hiphopolo, a gdzieś pomiędzy nimi Hans z 52 Dębiec. Poznański hymn, którego sukces wiele razy próbowano powtórzyć, ale dalej kawałek z płyty “Na legalu” jest w tej kwestii numero uno. W “I moje miasto…” brakowało tylko Gurala, ale specjalnie dziwić to nie może, gdyż sam utwór jest dissem na DonGuralesko i jego ekipę “kuzynów”. Tutaj możecie obejrzeć koncertową wersję tego kawałka. Za 2 lata będzie 20-lecie “Na legalu”, może wszyscy panowie jeszcze raz staną obok siebie na scenie?

Jakie jest wasze zdanie na temat posse cutów? Lubicie numery z tyloma raperami obok siebie? Jeśli tak, to napiszcie nam w komentarzach na Facebooku o swoich ulubionych posse cutach.

Foto. klip “White House Records x 71 – Posse Cut (wrocławska kolaboracja)”/youtube/White House Records

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Funkcjonariusz CBŚ fanem Belmondo!

Belmondo spotkał się z fanami w studio StoProcent. Jednym z nich jest… funkcjonariusz CBŚ! Clickbait? Niekoniecznie. To zależy, co uznacie w tym wszystkim za prawdę, bo Belmondo i Wini przygotowali dla słuchaczy coś specjalnego. Właściciel StoProcent o współpracy wspomniał już przy okazji wywiadu z reprezentantem Mobbyn. Teraz doczekaliśmy się efektu.

Real Bullshit Talking to karuzela, na którą warto wsiąść samemu i przeżyć to, co panowie dla nas przygotowali. Może trudno Wam w to uwierzyć, ale opowiadanie o tym, co tu się dzieje, będzie autentycznym spoilerem. To od Was zależy to, czy ogarniecie z czym je się ten specjał. Dlatego, jeśli jeszcze nie widzieliście – obejrzyjcie – a potem, przeczytajcie dalej.

SPOILER ALERT – NIE WIDZIAŁEŚ? NIE CZYTAJ DALEJ

Ej, bez beki – tu naprawdę będą spoilery, więc nie psuj sobie zabawy.

Okej, po pierwsze – promocja dropu nowej odzieży w ten sposób jest absolutnie wariackim pomysłem, ale w mojej opinii się sprawdza.

Po drugie – mamy tu ewidentny format “zebrań fanów w studio” (które robili chociażby Pezet czy Wena). Na początek wjeżdża głuchoniemy fan, Adrian, który lubi oglądać klipy Mobbyn i kręcić flipy na desce. Potem poznajemy jego dziewczynę, Alinę, która przyznaje: – Szalenie lubię słuchać Belmondziaka tak, żeby Adrian tego nie słyszał.

Mocno? Dalej mamy przecież komornika sądowego, który musi dorabiać jako barman i…. wisienkę na torcie – funkcjonariusza CBŚ, który na co dzień słucha Chopina (czasem trafi się Bach), ale luzuje go Belmondo. – Jak wstaję rano “dzień dobry” jest codziennością. (…) Belmondziak w moim sercu wyrył się jak woda, która drąży skałę – mówi.

Im dalej w las, tym bardziej zaczynamy czuć w tym coś dziwnego. Moment, w którym Belmondo łapie Alinę za tyłek, by się z nią przywitać jest szokujący. Tylko że chwilę potem bohaterka dosłownie sika z wrażenia.

Czwarta ściana zdaje się być przebita i dochodzi do nas, że cały film był żartem, karykaturą takiej formy promocji. Funkcjonariusz CBŚ Jarosław S.? Przypadek czy celowe nawiązanie do “Masy”? Jednocześnie w całym tym wariactwie jest Belmondo, który snuje dosyć ciekawą historię o muzycznej edukacji na początku swojej drogi, dźwiękach maszyn w porcie i szumie morza.

Tak się robi promocję. Jeśli jesteście łasi na odzież, która jest efektem współpracy StoProcent/Mobbyn, to powiniecie ją TUTAJ.

fot. kadr z wideo “Real Bullshit Talking – Belmondo”, youtube.com/stoprocentTV

Zostaw komentarz

News,Streetwear
Star Wars, Air Jordan, Y3: premiery nadchodzącego tygodnia

Koniec kwietnia (i majówkę) rozpoczynamy kolejnymi ciekawymi premierami sneakersów (i ciuchów). W programie m.in. kultowa para Nike w wydaniu na lato, następne filmowe kolabo (o poprzednim mogliście przeczytać tydzień temu) i designerskie kolaboracje Adidasa.

Zostaw komentarz