Felieton,Hip Hop

PRO8L3M: Równe chłopaki. (Znów) recenzujemy „Widmo”

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

PRO8L3M: Równe chłopaki. (Znów) recenzujemy „Widmo”

Recenzja „Widma” wisiała nade mną z całym bagażem, jaki niesie za sobą słowo, które warszawski duet wybrał na tytuł płyty. Głównie dlatego, że miałem poważny problem z tym, że PRO8L3M zapowiadał album bardzo dyskusyjnymi numerami – o „Interpolu” pisałem tutaj, o „Ev’ry Night” „Jak Disney” tu.

Single wywołały u mnie postawę najbardziej dociekliwego gryzipiórka w temacie. Czekałem na album i byłem gotów doczepić się najmniejszego odstępstwa od wysokiej klasy lotu, który zapewniał nam dotychczas warszawski zespół. Na szczęście kwestie brzmieniowe dane było mi sprawdzić przed premierą, o czym pisałem tutaj, i trochę mnie uspokoiły. Dałem się przekonać, że single są odstępstwami od całości, że są jakoś dziwnie inne z jakiegoś określonego powodu.

Kiedy wybiła godzina premiery, skorzystałem z jednego z serwisów umożliwiających kupno digitalu i pobrałem album na komputer, by potem wypalić go na płytę i wrzucić na kolumny. Traf chciał, że program ustawił mi playlistę inaczej niż jest w oryginale. Zauważyłem to, kiedy materiał już w połowie zgrał się na krążek i stwierdziłem, że w sumie… czemu nie? Że to może być ciekawy eksperyment. Zwłaszcza, że „normalny” tok numerów pamiętałem z Outpostu.

Moja tracklista ułożyła się następująco:

1. National Geographic
2. Pirelli
3. 112
4. VI Katastrofa
5. Interpol
6. Widmo
7. Rotterdam
8. Jak Disney
9. USB
10. Prawdy nie mówi nikt
11. Crash test
12. Monza
13. To nie był film ft. Artur Rojek

„Jak Disney” skipuję przy każdym odsłuchu, stąd skreślenie (u Politologa chyba też wkrótce wyleci dzięki mojemu przebiegłemu zagraniu z ewrynajt). Wybaczcie panowie, ale ten numer ma się nijak do reszty. I już pal sześć tę Mandarynę, bo to po prostu jedyny numer, który wydaje mi się zbędny. Jest klasycznym mózgojebem z prostymi patentami i choć rozumiem koncepcję, to nie rozumiem potrzeby umieszczania go na płycie. Chyba że chodziło o to, żeby Steez był na niej wokalnie, bo fakt, że występuje jedynie tutaj (ale za to ze zwrotką), początkowo mnie dziwił.

Cała reszta materiału wchodzi pięknie i – co ciekawe – w powyższej kolejności, w moim odczuciu, lepiej niż w przewidzianym.

Steez postawił na spójne, mroczne i – nie umiem uciec od tej analogii – warszawskie brzmienie. Choć muszę przyznać, że początkowo odchudzenie podkładów (a zwłaszcza perkusji) mnie zdziwiło, to Steez tak kieruje aranżem numerów i przeplotką wykorzystanych środków, że w jego decyzjach nie widzę przypadku – widzę odwagę. W takim „Pirelli” płaskie, chłostające werble zostają zastąpione przez clapy, by zaraz wrócić, a stopy powoli zaczynają się intensyfikować. Pod koniec numeru Steez wykonuje absolutną woltę klimatyczną i uprawia swoją syntetyczną symfonię w asyście fragmentu zwrotki Kosiego z „Jeden” JWP. Może to jest jakiś pomysł? Wziąć zwrotki kolegów po fachu, umieścić na nowych bitach i zaprząc Oskara do dopisania kolejnych zwrotek? Z reinterpretacjami nie ma problemów:

Zresztą, Oskar do takich mariaży chyba ma skłonność, bo „To nie był film”, z gościnnym udziałem Artura Rojka, będący duchowym spadkobiercą (sequelem/prequelem?) kawałka Myslovitz o tej samej nazwie, również pokazuje bardzo rzadką i ciekawą zręczność Oskara i Steeza. Rojek idealnie pasuje jako drugi, nieco paranoidalny wokal, a sam podkład fantastycznie prowadzi nas przez narrację (ten syntetyczny „akordeon” w refrenie!).

Nie będę rozpisywał się na temat każdego numeru, bo to już zrobił Politolog i z grubsza zgadzam się ze wszystkim. Natomiast nieco inaczej typuję highlighty płyty, bo dla mnie „National Geographic” to numer jeden, „VI Katastrofa” na miejscu drugim, a podium zamyka „USB”. W tych kawałkach jest wszystko to, za co uwielbiam PRO8L3M. Zarówno pod względem produkcyjnym, jak i tekstowo-wokalnym.

A właśnie: Oskar bardzo się na „Widmie” rozwinął. Operowanie głosem przeszło ciężką szkołę – to słychać. Pióro posłusznie kreśli ostre i celne strofy, a wielokrotne sypią się z rękawów. Jedyne co jakby zniknęło, to ciężar onelinerów. Tych jest zwyczajnie zbyt mało (a „towar w owocach skitrany jak Francuzi w okopach” narobił apetytu). Oskar niejako porzucił ciężar tekstowy kawałków na rzecz ich strukturyzacji i całościowego wydźwięku. To może niektórym przeszkadzać. Taka „Monza” to przecież przepiękna zabawa podziałami rytmicznymi i igranie z bitem w tak ujmujący sposób, że ilekroć słucham tego numeru, to widzę, jak Oskar uśmiecha się, nawijając refren. I ja też się uśmiecham, choć numer tekstowo jest powtórką z rozrywki (jak <nie>stety większość płyty).

Dla niektórych fanów ta płyta to 100/100. Steez kładzie pod perkusję bas, który dociska do gleby. Oskar leci wysoko nad miastem i serwuje wrzutki z nocnego życia. Czego chcieć więcej?

No właśnie. Dla niektórych płyta to zawód, bo formalnie jest postęp (czy może krok w bok?), ale treściowo dalej najtlajf (a nawet lekkie emo opcje w stylu „Łobuz kocha mocniej” w „112”). Dla mnie to jest definicja stylu chłopaków i być może w innym wydaniu bym się zżymał, ale tutaj młócę cały materiał i jestem zadowolony. To jest PRO8L3M, więc ocena nie mogła być inna. Dla mnie 83/100. Widmo widzę wyraźnie.

PS: Zresztą chłopakom raczej nie przeszkadza rozbrat dotychczasowej publiki. Grunt, że po powyższych wyznaniach nie muszę wypier*alać. Do przeczytania!

Instagram

fot. okładkowe z „PRO8L3M – Rotterdam”, youtube.com/nigdystopTV

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Wspólny kawałek W.E.N.Y. i Kaza Bałagane to klapa?

W poprzednim roku byliśmy świadkami kilku zaskakujących kolaboracji na polskiej scenie rapowej. Wystarczy wspomnieć chociażby featuring Peji u Young Multiego. Ten rok może nie zaskoczył (póki co) słuchaczy tak mocno, ale właśnie dostaliśmy kolejne ciekawe połączenie.

Hip Hop,News
Polski rap w teamie Coke

Zgaduj, zgadula - czyli nowa kampania amerykańskiego koncernu z udziałem polskich gwiazd. Jakich? Właśnie o to się wszystko rozchodzi. Do reklamy marka zaprosiła piątkę polskich artystów. Odgadnięcie ich nazwisk jest zadaniem fanów.