Felieton,Hip Hop

Przedstawiamy trzy rapowe kanały na polskim YouTubie, które powinniście obserwować!

Patryk Grzybicki -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Patryk Grzybicki

Przedstawiamy trzy rapowe kanały na polskim YouTubie, które powinniście obserwować!

YouTube w obecnych czasach to nie tylko portal do magazynowania i oglądania filmów, ale różwnież miejsce rozrywki, kultury, a nawet pracy. W tym popularnym na całym świecie serwisie znajdziemy materiały o każdej tematyce. Nie zabrakło również rapu. Oczywiście nie mam tu na myśli wrzucania utworów i kanałów wytwórni, ale łączenie bycia youtuberem z kontentem rapowym.

Poważny Kanał

Czterech młodych śmiałków obrało sobie typowo rapowy kontent i tak oto tworzą swój „Poważny Kanał”. W chwili obecnej zgromadzili ponad 91 tysięcy subskrypcji. Na kanale znajdziemy różne serie, które dotyczą polskiej sceny rapowej. Najpopularniejszą z nich jest „Jaka to melodia”, w której to twórcy po fragmentach utworów odgadują jaka jest to piosenka. Podobnie jak w znanym, telewizyjnym progamie, ale tu do odgadnięcia są tylko numery rapowe. Ponadto chłopaki na swoim kanale tworzą różne parodie znanych kawałków, prezentują unboxingi preorderów czy rapowe bingo. Warto sprawdzić, ponieważ dla fanów rapu naprawdę może być to ciekawy kanał!

REMI

Pamiętam ten kanał jeszcze pod inną nazwą. Seria „Rap w prawdziwym życiu” zrobiła naprawdę wielką robotę i fajnie się oglądało kompilacje życiowych sytuacji z fragmentami znanych, polskich numerów rapowych. Oprócz innych filmów, które nagrywane są na tym kanale, w tematyce rapowej znajdziemy również serię „Typowy Raper”, gdzie twórcy w zabawny sposób pokazują zachowania, życie czy proces twórczy raperów – oczywiście z przymróżeniem oka. Z niecierpliwością czekam jednak na kolejną część „Rapu w prawdziwym życiu”.

lajtowoo

Twórcy tego kanału również są znani z serii „Rap w prawdziwym życiu” jednak robią to na swój sposób. Utworów nie zabraknie dla nikogo, a my zawsze będziemy mieli więcej filmów do oglądania. Tu jednak podoba mi się konwencja sytuacji życiowych, w których wykorzystywane są fragmenty z kawałków rapowych, jednak gdy one się kończą, występujące osoby wypowiadają swoje kwestie, które rymują się do usłyszanego wcześniej wersu. Jak dla mnie to wielki plus, a jednocześnie wywołuje większy uśmiech na twarzy. Ponadto lajtowoo nagrywają ciekawe serie, które opowiadają o typowych zachowaniach niektórych osób, z którymi mamy do czynienia na co dzień np. „Typowy influencer z Instagrama”, „Typowy kierowca” czy temat, który ostatnio dotyka wszystkich, czyli „Typowa kwarantanna”. Jednak „Rap w prawdziwym życiu” to coś, czego zastąpić się nie da!

fot. kadr z filmu „OTSOCHODZI – JAKA TO MELODIA 🎵 CHALLENGE”, YouTube.com/Poważny Kanał

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Kabe, Gedz, Megan Thee Stallion i włoskie „Romantic Psycho”, a to tylko kilka premier, które musicie dziś sprawdzić!
YouTube.com

Jesień to najintensywniejszy wydawniczo okres w rapie. Skutecznie zaspokaja głód nowej muzyki, który powstaje latem, bo przecież samymi letniaczkami się człowiek nie naje. Są jednak takie dni, że można się wręcz przejeść, a niektóre smaczniutkie kąski przez to nawet ominąć. Dziś na przykład jest taki dzień, ponieważ zarzucono nas premierami albumów nie tylko z Polski, ale i całego świata. Żebyście więc nie ominęli niczego jakościowego, spieszymy Wam z pomocą.

Polska

Najbardziej wyczekiwaną premierą tego dnia w naszym kraju był nowy krążek Kabe. „Mowgli” miał ustabilizować pozycję artysty na scenie i po singlach już można było stwierdzić, że to zrobi. Połączenie ulicznych klimatów zaprezentowanych chociażby w „Nike Air Max” z niezwykle chillową odsłoną rapera zaprezentowaną w hitowym „Nad Ranem” czy „Fefe” miało spore zadatki na sukces. Sprawdźcie, czy w waszym mniemaniu go odniosło!

Polscy słuchacze rapu zacierali rączki także na inny album, który miał dziś swoją premierę. To „Stamina” Gedza, która według samego autora, który stwierdził to na jednym z letnich koncertów, jest najlepszym i najbardziej dopracowanym projektem w jego twórczości.

Poza tą dwójką z nowym albumem wyszedł dziś także B.R.O., który posłuch ma może nieco mniejszy od wyżej wymienionych panów, ale posiada przy tym przyzwoitą grupę wiernych fanów, którzy na pewno z płyty „Next Level 3” będą zadowoleni.

A to i tak nie wszystko, bo polska rapgra na dziś przygotowała jeszcze wyjątkową niespodziankę – prawdziwą gratkę dla wszystkich tych, którzy lubią umawiać się na 4.20. Po 7 latach od powstania tego krążka, wreszcie ujrzał światło dzienne. Mowa o „The Rolling Joints” Araba, o które fani musieli dopraszać się latami. Opłacało się.

Zagranica

Jakiś czas temu pisaliśmy Wam, dlaczego warto czekać na „While The World Was Burning” SAINt JHN’a. Efekt jego pracy wreszcie ujrzał światło dzienne i jest wypełniony oczkami puszczanymi w stronę fanów poprzednich projektów. Nie oznacza to jednak, że nowi słuchacze się tym nie zachwycą. Sprawdźcie sami.

W Ameryce zamieszania narobiła też dzisiaj Megan Thee Stallion. Raperka wreszcie wydała swój pierwszy, długogrający album i kompletnie się z nim nie szczypała, bo jest on wypełniony mocnymi treściami, a zaczyna się od numeru „Shotz Fired”, opowiadającego sytuację z postrzeleniem raperki przez Tory’ego Laneza. Zaciekawieni?

Z kolejnym albumem do fanów wyszedł też już dobrze znany w USA Jeezy. Swoich słuchaczy uraczył sequelem dobrze przyjętego wcześniej krążka. Czy „Recession 2” spełniło oczekiwania?

To było w Stanach, ale Europa też nie ma prawa czuć się gorzej. Wielka Brytania żyje dziś bowiem albumem najlepiej zapowiadającego się artysty z klasycznego dla Wysp nurtu, grime’u. Zresztą, nie bez powodu Yizzy nazwał swój nowy krążek „Prince of Grime”. Sprawdźcie, czy zasłużył na ten tytuł.

Najlepsze na koniec. Ten album był wyczekiwany we Włoszech niczym „Romantic Psycho” u nas, a może i nawet bardziej. Zresztą Quebo z jego autorem ma już na koncie przynajmniej jeden kawałek. Mowa tu o Sferze Ebbaście, który wrzucił w nocy swoje „Famoso”. Wśród gości między innym znaleźli się Future i J Balvin. Robi wrażenie. Rozbił bank?

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz

Felieton
Polskie (slowed + reverb) to bardzo niedoceniony trend, który powinniście poznać
slowed and reverb

Żyjemy w kulturze partycypacji (czyli po prostu aktywnego brania udziału w tworzeniu internetowych treści), a user-generated-content często nie odstępuje jakością profesjonalnym produkcjom. Jakiś czas temu pisałem o oddolnej twórczości fanów przejawiającej się mashupami tworzonymi na bazie piosenek Kanyego Westa. Dzisiaj przyjrzymy się niesłusznie niedocenionym utworom polskiego nurtu produkcji (slowed + reverb), które zasługują na znacznie większy rozgłos.

(Slowed + reverb)

Z uwagi na to, że zazwyczaj to właśnie w takiej postaci, czyli nawiasie dopisanym po tytule utworu, oznacza się powyższe remaki, będę stosował taką właśnie pisownię.

(slowed + reverb) to nic innego, jak spowolnienie utworu (slowed) często idące w parze ze sztucznie dodanym pogłosem, symulującym m.in. reakcję pomieszczenia na dany dźwięk (reverb). Nie zagłębiając się w techniczne szczegóły – nie brzmi to zbyt wyrafinowanie. Mimo to, wielokrotnie okazuje się, że tego typu edycja nadaje utworom nowy wydźwięk, a kawałki z gatunku (slowed + reverb) zestawione ze swoimi pierwowzorami stanowią zupełnie odrębne dzieło sztuki.

Osobiście wyróżniam trzy rodzaje przeróbek typu (slowed + reverb). Po pierwsze, nieudane (o których oczywiście nie zamierzam wspominać). Po drugie, udane, ale zaskakujące, bo będące remakami utworów, które z pozoru w ogóle do tego przerabiania się nie nadają. Po trzecie, te trafione w punkt, przy których mamy wrażenie, że ich pierwowzory powstały po to, aby skończyć jako (slowed + reverb).

Triumf za oceanem, w Polsce niekoniecznie

Co ciekawe, remaki zagranicznych utworów w stylu (slowed + reverb) cieszą się sporą popularnością. W momencie powstawania tego tekstu przeróbka utworu „Space Cadet” Metro Boomina i Gunny ma na YouTubie ponad 16 milionów wyświetleń, a „Bliding lights” The Weekenda prawie pięć i pół. Poza nimi świetnie radzą sobie kawałki m.in. twenty one pilots, XXXTenteciona, Post Malone’a, Billie Eilish, Lil Uzi Verta i Kanye Westa.

W polskiej części YouTube największym uznaniem cieszy się „Pastempomat”. Wprawdzie jest utwór, który nie ma w tytule wspomnianej przeze mnie frazy (slowed + reverb), ale nie ma wątpliwości co do tego, że idealnie wpisuje się w definicję tego typu przeróbek. Ten remake należy do grupy tych, których pierwowzory wydają się być idealne pod (slowed + reverb). Oryginalny „Pastempomat” Dawida Podsiadły kryje w sobie ogromne pokłady nostalgii i chęci eskapizmu.

Dobrze obrazuje to kierunek, w jakim w Polsce poszedł ten trend – zamiast współczesnych utworów przerabianych w klasyczny sposób, polski internet uciekł właśnie w stronę gorzkiej nostalgii i smutku spod znaku „doomer anthem”. Zamiast utworów choćby Taco Hemingwaya, Schaftera i Maty, dominują kawałki Dżemu, Lady Pank i Myslovitz. W dużym skrócie pokazuje to, że polska nisza tego typu przeróbek została zagospodarowana przez nieco starsze pokolenie (za doomerów można uznać ludzi po dwudziestym roku życia, wkraczających w świat płacenia rachunków, niesatysfakcjonującej pracy i życia na własną rękę).

Wynika z tego, że polska fala utworów (slowed + reverb) nie została jeszcze właściwie zagospodarowana i nie zdążyła jeszcze trafić do właściwego grona odbiorców. Dzieła takie, jak poniższy remake „ZTM” Taco Hemingwaya pozwalają mieć nadzieję na to, że ta nisza wkrótce się rozrośnie.

fot. kadr z „Pastempomat – Polski Doomer / Polish Doomer”, YouTube.com/Krzysiu Rowerzysta

Zostaw komentarz