Hip Hop,Wywiad

Przemysław Kaca: Otaczający nas świat uczy niemyślenia [Wywiad]

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,Wywiad - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Przemysław Kaca: Otaczający nas świat uczy niemyślenia [Wywiad]

Wydawałoby się, że w rapie nie powinniśmy szukać wzorców. W końcu wielu osobom hip-hop kojarzy się wyłącznie z wulgarnością, przestępczością i brakiem tolerancji, ale Przemysław Kaca udowadnia, że wcale tak być nie musi. Jako pomysłodawca projektu Hip-Hop Druga Szansa, wykorzystuje tę kulturę do realizacji działań edukacyjno-profilaktycznych w placówkach oświatowych i resocjalizacyjnych. Jest także autorem publikacji popularnonaukowej „Hip-hop jako narzędzie resocjalizacji młodzieży” oraz artykułów naukowych. Zawodowo pracuje jako koordynator rodzinnej pieczy zastępczej w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku.

Hip-hopem zainteresowałeś się dopiero na studiach. Jaki wcześniej miałeś do niego stosunek?
Zdecydowanie za późno zajarałem się kulturą hip-hop. (śmiech) Wprawdzie jako nastolatek słyszałem pojedyncze utwory rapowe, jednak nie przemawiały do mnie. Nie zagłębiałem się zbytnio w ich przekaz. Wolałem słuchać zespołów takich jak Perfect, Kult, Lady Pank czy Republika. Nie pasował mi ani ówczesny ubiór raperów, ani forma wykonywania utworów.

Jak zmienił się twój odbiór tej kultury?
Początkowo z kumplami słuchaliśmy rapu podczas jazdy samochodem i na imprezach, domówkach. Wtedy spełniał on dla mnie funkcję rozrywkową. Bity bujały, była energia. Później zacząłem dostrzegać wiele wartości takich jak rodzina, przyjaźń, autentyczność czy lokalny patriotyzm, które płynęły z tekstów. I to mnie pochłonęło. Nie ukrywam jednak, że to właśnie moi podopieczni zarazili mnie hip-hopowym bakcylem. Poznając kolejne utwory, wsiąkałem w tę kulturę coraz bardziej. Stało się to również moim głównym zainteresowaniem naukowym. Moja praca dyplomowa na studiach nt. roli hip-hopu w kształtowaniu postaw i zachowań młodzieży przerodziła się w wydanie książki popularnonaukowej „Hip-hop jako narzędzie resocjalizacji młodzieży”, a później powstał projekt „Hip-hop Druga Szansa”. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez hip-hopu.

Jakiego rapu słuchasz?
Przede wszystkim takiego, który wnosi coś konstruktywnego do mojego życia. Interesuje mnie głównie polski hip-hop. Paluch, KęKę, Kali, Pezet, O.S.T.R., Sokół, Peja, donGURALesko, Szpaku – ich katuję non stop, ale słucham oczywiście wielu artystów. W podziemiu również można znaleźć ludzi ze świetnym przekazem.

Nieobce jest mi też rockowe brzmienie i muzyka bluesowa. W ostatnich miesiącach z dużą częstotliwością wraz z córeczką słucham także piosenek typu „Baby Shark” czy „Pieski małe dwa”. Co najlepsze, kilka minut po przebudzeniu wymachuje ona rączkami w kierunku wieży, po włączeniu muzyki – ogromna radość. Bardzo często leci tam KęKę.

Jakiego hip-hopu słuchają twoi podopieczni?
Wydaje mi się, że każdy z nich odnajduje takiego rapera, z którym może się utożsamiać, ale to przede wszystkim ci, którzy znają niepisany kodeks funkcjonowania na ulicy, są dla moich podopiecznych ważni.

Fakt, że dla wielu młodych osób istotne są wartości takie jak autentyczność, braterstwo, lojalność, przyjaźń jest bardzo budujący. Odnaleźć je można u artystów, którzy w dzieciństwie nie mieli lekko – spotkali się z uzależnieniem, przemocą czy problemami z prawem i pomimo otrzymywanych kopów od życia, zmienili swoje dotychczasowe nawyki, zbudowali nową tożsamość.

Wpływasz na gust swoich podopiecznych?
Trudne pytanie. Uważam, że nie i nawet do tego nie dążę, ale na pewno duże znaczenie mają zasady zaszczepione przez opiekunów, a także grupa rówieśnicza. Realizując działania „Hip-hop Druga Szansa”, staram się motywować młodzież do odnajdowania swoich pasji oraz współtworzenia kultury hip-hop; ukazuję alternatywne i konstruktywne formy spędzania czasu wolnego, zachęcam do pomagania sobie. Staram się im wpoić, że każdemu należy się szacunek, niezależnie czy jest to nauczyciel, pielęgniarka, prezes banku, kasjerka czy osoba bezdomna.

Większość ludzi jest zdania, że raper nie powinien być autorytetem. Ty raczej się z tym nie zgodzisz?
Jednym z moich obecnych autorytetów jest właśnie KęKę. Dodaje mi motywacji w codziennych zmaganiach, bo to człowiek nakierowany na pracę u podstaw oraz zmianę w życiu. Każdy z nas powinien mieć bliski kontakt z wartościowym głosem, który będzie ciągnął cię w górę.

A co jeśli tego autorytetu nam zabraknie?
Wtedy zostaniesz w otoczeniu wyjałowionym z wartości. Nie byłbym sobą, gdybym nie odwołał się do stanowiska prof. Lecha Witkowskiego, z którym miałem zajęcia na studiach: nie ma kryzysu autorytetu, jest kryzys jego potrzeby. Młodzież, z którą rozmawiam, bardzo często nie potrafi wskazać go w życiu. Najczęstszą reakcją jest wtedy wzruszenie ramionami, czyli „wyje*ani”. To smutne i niepokojące. Sławomir Mrożek ostrzegał, że największym zagrożeniem dla przyszłości nie jest totalitaryzm, ale dominacja pół i ćwierćinteligentów.

Myślisz, że obserwujemy już tego konsekwencje?
Życie bez autorytetów, według mnie, zbliża nas do tego bardzo szybko. Obecnie społeczeństwo zdominowane jest płytkimi i banalnymi postawami, oraz zachowaniami, które nie wymagają myślenia. To od nas zależy, czy staniemy się zakładnikiem mediów i internetu, a ten jest „bronią obosieczną” – albo uratuje, albo zabije. Oczywiście to ja decyduję, w jaki sposób poprowadzę swoje życie.

W jaki?
Wierzę w siebie, nie czekam na jutro, nie oglądam się na ludzi, zrywam toksyczne kontakty. Myślę także o swoich bliskich i z szacunkiem podchodzę do drugiego człowieka. I w końcu szukam autorytetów, nie wstydzę się tego.

A co jeśli nasz ulubiony raper ma na nas zły wpływ? Podobno Juice WRLD-a do spróbowania linu miał zainspirować Future, który zresztą tak jak Juicy J, przeprosił publicznie za promowanie narkotyków w swoich tekstach.
Na pewno artysta, tak jak każdy człowiek, powinien liczyć się ze słowami kierowanymi do fanów, ale nie można czuć się odpowiedzialnym za zachowanie innego człowieka. Chyba że mówimy o celowym nakłanianiu czy przymuszaniu do konkretnego zachowania. To ty jesteś jedyną osobą, która bierze odpowiedzialność za swoje życie. 

Uważam, że nie powinniśmy obciążać innej osoby, szczególnie w przypadku współczesnych autorytetów. Każdy człowiek ma prawo do popełnienia błędu, więc nie może być tak, że autorytet będzie kierował moim życiem. Wtedy mogę się zawieść. Ale mogę traktować go jako lampę i lustro – czasami będzie oświecał drogę, wskazując kierunek, a czasami pomagał w dostrzeżeniu swoich problemów. Słowo klucz to „pomoc”, nie „wyręczenie”.

Zajmujesz się przede wszystkim hip-hopem, który promuje moralne wartości. Co w takim razie z raperami, którzy nawijają o drogich ciuchach i dupach?
Niezależnie gdzie jesteś, jesteś człowiekiem, więc nakładanie masek i udawanie jest słabe. Warto wziąć życie za bary, stawiając na odpowiedzialność i dobro swoich bliskich. Praca nad sobą, kształtowanie siebie, rozwój oraz dążenie do zmiany – osobiście jestem fanem takiego przekazu i lubię przede wszystkim teksty mówiące o czymś, takie, z których można czerpać. Nigdy nie pociągały mnie te kładące na piedestale ciuchy, loga i dupy. Nie jestem zwolennikiem tego, co błyszczy, nie lubię pozerstwa ani sztucznej przewózki. Są raperzy, dla których kobieta to „suka” czy „szmata” i to smutne, że ma to tak szeroki i dobry odbiór. Zbliżamy się do tego, o czym mówił Mrożek – pokolenia ćwierć- i półinteligentów.

Czy uważasz, że to dobrze, że w hip-hopie coraz częściej mówi się o depresji i innych problemach psychicznych?
Aż ciarki mnie przeszły. Na pewno jest to potrzebne w dzisiejszych czasach. Mamy zresztą do czynienia z pogarszającą się kondycją psychiczną młodzieży w Polsce. Coraz więcej jest prób samobójczych i samobójstw, gier i wyzwań w internecie, które w połączeniu z autoagresją i samookaleczaniem prowadzą do prób odbierania sobie życia. Przygnębiający jest również obraz stanu polskiej psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej. Oferowana przez państwo pomoc jest niewystarczająca i znikoma. 

Jakie Twoim zdaniem są tego przyczyny?
Samotność młodych ludzi, a przede wszystkim rozluźnienie więzi z rodzicami. Zdecydowanie za mało czasu z nimi spędzamy, a rolę „edukatora” przejął smartfon z dostępem do internetu. Media społecznościowe i aplikacje wygryzły rozmowy face to face. Niepokoją mnie też zasady, a niekiedy ich brak, wpajane w domach rodzinnych. Przykre jest to, że dorośli tak rzadko używają wobec swoich dzieci słów niezmiernie dla nich istotnych: „kocham cię” czy „jesteś dla mnie ważny”. 

Obok tego osamotnienia, kluczowa jest również presja połączona ze stresem narzucana przez dorosłych, rówieśników, szkołę, media społecznościowe. A jak widać, hejt w sieci zbiera ogromne żniwo. Nie każdy ma psychikę ze stali, więc myśli samobójcze i zachowania autodestrukcyjne mają miejsce coraz częściej. Pojawia się wtedy chęć ucieczki, również w dopalacze czy inne używki.

Jak myślisz, w którą stronę dalej może to zmierzać?
Obserwując zmieniające się trendy muzyczne w hip-hopie obawiam się, że w niewłaściwym kierunku. Odwołując się do Palucha, w dzisiejszych czasach stalowe wartości można wywalić na złom, wszystko rdzewieje. Do neta wrzucić można wszystko i wiele syfu się przyjmuje, a wynika to też z tego, że słuchaczowi coraz częściej nie chce się myśleć, analizować. Otaczający świat uczy nas niemyślenia i próżności. I tak też jest w muzyce. Musi błyszczeć, szeleścić, wyśmiewać i ubliżać. Wtedy słuchacz jest spełniony.

fot. Łukasz Lisek

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Czy chillwagon chciał zwrócić uwagę na problemy biednych Tajów? [Przeinterpretacja #1]

Sporo piosenek w obecnych czasach nie traktuje o niczym konkretnym, bo to z założenia kawałki do dobrej zabawy. Ambitniejszy przekaz uniemożliwiałby beztroską radość płynącą z brzmienia. Tylko czy aby na pewno tak jest w przypadku każdego, bujającego hitu? Co, gdyby pogrzebać dużo głębiej, dokopując się do interpretacji, którą ciężko dojrzeć nawet pod lupą? Sam się nad tym zastanawiałem, dlatego postanowiłem poszukać odpowiedzi na to pytanie. Rozglądając się za nią, zauważyłem na przykład, że popularny „thailive”, to opowieść o niekiedy dramatycznych warunkach życia mieszkańców Tajlandii. Nie wierzycie? No to patrzcie.

Borixon w jednym z rozpoczynających kawałek wersów nawija: „moje okno nie z Windowsa/ moi ludzie nie chcą patrzeć przez nie, chcą zapalić jointa”. Ojciec chillwagonu ma tu tak naprawdę na myśli niemalże apokaliptyczny krajobraz, który ujrzeli w Tajlandii, który widać chociażby w kadrze za Żabsonem. Bieda za oknem jest tak duża, że nie da się na to patrzeć, a chęć zapalenia jointa przychodzi wtedy sama, by dzięki niemu przenieść się w jakieś przyjemniejsze miejsce. Nie mniej wymownym jest refren, który jest w zasadzie jedną, prostą maksymą. „Nie ma na to bata”. Bat to waluta w Tajlandii, więc ta linijka mówi nam o tym, że Tajowie nie mają absolutnie żadnych pieniędzy, nawet tego jednego, rzeczonego bata.

Im dalej brniemy w tekst, tym opowieści o tragicznym poziomie życia w Tajlandii jest więcej. Qry w swojej zwrotce rzuca na pozór nic nie znaczącą onomatopeją: „Tatarata, thailive”, która jest jeszcze akompaniowana przez odgłosy wystrzałów. Wydawać by się mogło, że to po prostu jakaś błaha, trapowa nawijka, ale tak naprawdę rzuca nam to nowe światło na ogromną przestępczość, która panuje w tamtym kraju. Życie Tajów jest z nią bezpośrednio powiązane, stąd „thailive” niejako złączone z odgłosami strzałów. Tę tezę potwierdza zresztą Zetha w swojej zwrotce nawijając: „Znowu jestem ponad prawem, thailive”.

Bardzo merytorycznie do sprawy zobrazowania problemu Tajów podchodzi ReTo. Raper nawija przecież : „Tajki/ które nie zawsze palą, a mają przy sobie fajki”. Na pierwszy rzut ucha to dobra rada odnośnie ladyboyów, ale tak naprawdę chodzi o stan gospodarki w tym kraju. Jest ona oparta na hodowlach różnych roślin, głównie kukurydzy, manioku, trzciny cukrowej i właśnie tytoniu. Jest on tam przez to bardzo powszechnie dostępny. Tajki stać więc na fajki, oczywiście skręcane własnoręcznie, a nie kupowane w sklepach, ale nie mają już funduszy na choćby zapalniczkę, by sobie je zajarać. Będą więc prosiły turystów, jak w tym przypadku ReTo, by zostały przez nich poratowane ogniem.

P.S. Po przeczytaniu tekstu należy skonsultować się z własnym humorem i dystansem, gdyż tekst nie ma na celu zdyskredytowania niczyjej wizji lub twórczości.

fot. kadr z klipu „chillwagon – thailive”, YouTube.com/chillwagon

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Nagrali razem numer, a mogliby płytę! #1

Ile razy mieliście tak, że słuchaliście numeru i pomyśleliście: kurde, ale ich wspólna płyta byłaby dobra. Z pewnością nie raz. W tej mini serii przedstawimy potencjalne duety, które miałyby szansę namieszać. A na przykładzie TACONAFIDE wiemy, że jest to możliwe.

Jan Rapowanie – Szpaku

Tak jak czeka się na brudne serca w Wigilię (obyśmy się w końcu doczekali), tak teraz, swoją tradycję wypuszczania numeru 24 grudnia, zapoczątkowała ta dwójka. Słuchając najpierw płyty Janka, a potem Szpaka, od razu słychać, że brzmią zupełnie inaczej. Kompletnie inne flow, klimat, liryka, no generalnie wszystko. Dlatego tym bardziej zaskakujące jest jak dobrze dogadują się we wspólnych numerach. Ciekawy kontrast, który dobrze przyjął się wśród słuchaczy. Może te kilka wspólnych numerów przerodzi się w jakiś dłuższy projekt. Z pewnością byłby to ciekawy album.

Quebonafide – Kukon

Po wspólnym numerze na „Romantic Psycho (Japan Edition)” [RECENZJA TUTAJ] tłum domaga się więcej. Nic dziwnego, świetnie brzmi ten kawałek. Quebo sam wspominał, że jest fanem rapu Kukona, więc możemy być pewni, że to nie ostatnia kolaboracja tej dwójki. Oby tylko nie trzeba było na to czekać kolejnych lat. Kukon dopiero wchodzi do mainstreamu, a już ma wyrobioną markę. Jego styl rapowania dobrze komponuje się z tym szefa QueQuality, ale z tego numeru. Bo jednak nie wyobrażam sobie numeru tej dwójki, na którym Quebo nawija jak w np. „SZUBIENICAPESTYCYBROŃ”.

Sarius – Gedz

Obu panów łączą koneksje z BOR, ale nie tylko. Po prostu świetnie razem brzmią na bicie. Szkoda, że tak mało ich wspólnych numerów jest w sieci. Połączenie wyczucia muzycznego Gedza i charyzmatycznego flow Sariusa, to musiałoby się udać. Z pewnością byłby to różnorodny projekt. Przez bangerowe numery, po te refleksyjne i emocjonalne. Sarius pokazał swój przekrój możliwości rapowych na poprzednich albumach, a Gedz od zawsze aspirował w czołówkę pod względem brzmienia. Życzę sobie, aby powstała ich wspólna płyta.

fot. instagram.com/quebahombre

Zostaw komentarz