Felieton,Hip Hop,Wyróżnione

Przyczółek zdobyty! Relacja z PRO8L3M OUTPOST

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop,Wyróżnione - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Przyczółek zdobyty! Relacja z PRO8L3M OUTPOST

Dziennik pokładowy samobieżnej maszyny relacjonującej K4j3tan Sz3vvczyk. Wolumin 83. Temperatura na zewnątrz ujemna. Stan podzespołów dobry. Lekki uszczerbek ceramicznych żeber i zmęczenie odczuwane w bionicznych nogach. Misja wykonana. Informacje zebrane.

Halo… Baza? Słyszycie mnie? 050403450435340534405340545050450345503534054034503450345045053450545 mam problem z kalibracją, chwila 434543535345345345-345-3469346-94694-6346496345353454rtno56n56n56oi4n5p45np24pm4po4m34 jestem, teraz powinno być dobrze. Raz, dwa, raz – zaczynam.

Wizja i Fonia

Na miejsce przybyłem punktualnie. Razem z innymi użytkownikami ustawiłem się w kolejce. Ta szła wartko. Niektórzy rozgrzewali się napojami wyskokowymi, inni palili śmieszne papierosy. Ja zapaliłem standardowego, żeby nikt mnie nie rozpoznał. Wokół kręciły się postaci z mniejszego i większego szołbizu. O jakiejś 18.20 udało mi się przekroczyć drzwi do starego, industrialnego budynku.

Warszawa 1984 2019

Po krótkiej wspinaczce po schodach przywitał mnie korytarz pełen rysunków i napisów mocno nawiązujących do idei wielkiego brata. Użytkownik Orwell by się ucieszył. Z głośników uderzał mocny, mroczny bit w klimacie czegoś, co uznałbym za syntetyczną symfonię. Zakasałem rękawy – jeśli ten bit jest na płycie, to jesteśmy w domu. Przechodziłem przez kolejne pomieszczenia, a zewsząd uderzała atmosfera rodem z „Se7en” Finchera. Szybko jednak zmieniła się w coś w rodzaju pierwszego „Bladerunnera” i refnowskiego „Neon Demon” – Korytarz z neonów, wyświetlana na płótnie animowana tancerka go go. Dalej pomieszczenie z animacją płonącego człowieka, który niewzruszenie trwa w tym procesie, lecz nie widzimy, kim jest. Jedynie płomienie rysują sylwetkę postaci. Potem strefa z alkoholami: Ballantines i Brooklyn Brewery. Patrząc po innych użytkownikach – whisky wygrało, bo można było płacić kartą. Wreszcie cyfrowe zegary. Takie większe wersje tych, które na filmach przyczepione są do bomb. W najważniejszej sali, której sufit przecinały czerwone lasery rodem z „Mission Impossible”, uwagę zwracało pomieszczenie będące miksem klatki Faradaya z pokojem weneckich luster.

Odsłuch

O 19.00 rozpoczął się odsłuch. W klatce Faradaya zaczął się pokaz animacji. Bas zatrząsł budynkiem, a Oskar zaczął śpiewać. Tak, śpiewać. Płytę otwiera „Prawdy nie mówi nikt” – antysystemowa ballada, na podkładzie, który gniecie żebra. Jak jest tekstowo, trudno ocenić, wokal tonął pod tsunami basu, który na dobre wyłączył mój sensor rozumienia tekstu. Mogłem skupić się jedynie na flow. Nie ulega jednak wątpliwości, że numer zmiótł dotychczasowe single pod względem klimatu i brzmienia.

Kolejny numer, czyli „Rotterdam”, to już mocny strzał w pysk. Oskar sunie po bicie precyzyjnie i ostro. Perkusja niesie go w melanż. Znowu melodyjny refren, który przywodzi na myśl Flary. To miłe skojarzenie i zachęciło do nadstawienia uszu.

„USB” wita nas wokalnym, krótko ciętym samplem. Potem to już artyleria hihatów i gęsty aranż. Oskar jest wyborowym strzelcem, trzyma się narowistego bitu z pewnością i precyzyjnie snuje nawijkę. Bas tłucze mi to, co zostało z żeber, a z kurtki robi pelerynę. Mam nadzieję, że przeżyję do końca płyty.

Czwarty numer to dobrze znane ewrynajt „Jak Disney”. O tym pisałem już TUTAJ. Co ciekawe, w kontekście poprzedzających numerów znajduje swoje miejsce i może się podobać, ale wciąż uważam, że to mocno dyskusyjny singiel. Swoją drogą to pierwszy numer na płycie, na którym w ogóle słyszymy Steeza.

Kolejny numer („Crash test”) zaczyna się dosyć niepozornie. Oskar opowiada historyjkę na oszczędnym, ale bardzo ładnie zarysowanym bicie. Refren poprzedza spitchowany w górę kobiecy wokal. Wchodzi perkusja, Oskar nuci. Bas zaczyna się nade mną pastwić. Hej, Steez, zrozumiałem! Nie kop leżącego.

Następnie… pika samochód, Oskar gada z jakąś panną i jedziemy z utworem „Monza”. Znowu sampel wokalny, tym razem męski. Ciekawe flow Oskara. Znowu chuja rozumiem z tekstu. Zapomniałem już o basie, po prostu płynie mi w żyłach. Wyłapuję jakiś jeden panczlajn na zasadzie 'moja panna coś tam, twoja panna coś tam' i nie wiedzieć czemu – szeroko się uśmiecham. Refren z potencjałem koncertowym, sporo powtórzeń. Outro na ciętym samplu wokalnym, tym razem znowu kobiecym.

„To nie był film” wypełniają cykacze i… ARTUR ROJEK wchodzi jak król i wymienia się z Oskarem wersami! To jest naprawdę imponujące i na swój sposób rewolucyjne. Co prawda wymianki między raperami nie są novum, ale napisanie spójnego kawałka na tej zasadzie z jednym z najzdolniejszych wykonawców w Polsce? Kłaniam się w pas i wybaczam Steezowi zniszczenie żeber.

’Gdy patrzę na auta, to widzę rozjebany hajs' zaczyna „National Geographic” Oskar. Tutaj bas mi odpuszcza, słyszę tekst, jest dobrze, choć mam wrażenie, że… już to słyszałem. Od tego samego rapera. Płytę temu. Niemniej bardzo solidny numer. Mógł być singlem. Zresztą w tym momencie zyskuję świadomość, że wszystko mogło być singlem poza singlami. Błogosławię odpuszczony bas, Oskar pięknie surfuje po bicie. Zauważam, że bujam głową. Ćwiczę kark. Jest dobrze.

Chamski syntezator wybija mnie z rytmu, żeby zaraz schować się pod melodią. To „Pirelli”. Oskar wchodzi na bit powoli, rozciąga każde słowo, to jeszcze raper czy już jednoosobowa parada wojskowa? Ucinam myśl, bo Oskar zaczyna szalone double tempo. Lot jest wysoki, siłuję się z basem, żeby wyrwać choć wers. Przegrywam.

Przerywnik z długim cutem ze zwrotki Kosiego z „Jeden” JWP i lecimy w kolejny numer (swoją drogą na początku płyty jest sporo cutów z innego członka Jaśnie Wielmożnych Panów – Erosa).

Bladerunnerowy bit i Oskar z nonszalancką nawijką w stylu 'co mi zrobisz?'. Tak zapowiada się „112”. Piękny klimat. Ładne, przeciągnięte smagnięcia syntezatora. Zaczynam rozumieć brzmieniowy koncept tej płyty.

Wreszcie wchodzi bit, który słyszałem w korytarzu! Mroczny, metaliczny bandyta. Nazwa kawałka wymowna – „VI katastrofa”. Oskar nawija, że 'już nie będzie jak wcześniej', celowo wyjmuję z kontekstu, bo po prostu się zgadzam. Ten krążek to krok naprzód dla warszawskiej grupy. 

Zaczyna się „Interpol”, o którym pisałem TUTAJ i dzisiaj z ręką na sercu potwierdzam to, co przewidywałem na końcu tekstu. W kontekście całej płyty ten numer jest potrzebny.

Na zakończenie „Widmo”. Cóż, nie wiem czy to najlepszy closer dla takiej płyty, ale kto wie. Oskar nuci 'że nie ma odpowiedzi'. A ja nie mam pytań.

Granica przesunięta

Płyta brzmi na bardzo spójną i jeśli treściowo trzyma poziom, to zdecydowanie przebija legalny debiut chłopaków! Obawiałem się mocno. Obawy zostały rozwiane. Zobaczyłem i usłyszałem widmo. Klimat jest ciężki, zimny i bardzo warszawski. Forma Oskara jest najlepsza w dotychczasowej karierze. Raper robi co tylko zechce, choć niektórych mogą odstręczyć śpiewane partie. Teraz jasnym jest, że „Ground Zero Mixtape” rzeczywiście był poligonem dla warszawskiego duetu. Jeśli wersy będą błyszczeć, jak flow, to jestem spokojny. To będzie najlepsza płyta w dorobku zespołu. A teraz idę opatrzyć żebra. Ała.

Zostaw komentarz

Udostępnij
News,Streetwear
Spinacz i zgnieciona puszka. Za te breloczki zapłacisz około 1000 zł

Jeśli odczuwacie potrzebę otaczania się markami wszędzie i w każdej sytuacji, to Virgil Abloh wyszedł Wam naprzeciw. Tym razem inspiracją stał się biurowy niezbędnik.

Felieton,Hip Hop
„Jechać czy nie jechać”? – Maryla Rodowicz ma problem z Nicki Minaj

Maryli Rodowicz nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest na tyle barwną postacią, że zna ją chyba każdy i chyba każdy - nawet jeśli dziś się tego bardzo wstydzi - gdzieś tam kiedyś tupnął nóżką albo przynucił do jej kawałka puszczonego w radio czy na winylu z domowej kolekcji. Co tu dużo mówić: Królowa polskiej sceny. Nicki Minaj przedstawiać nie trzeba tym bardziej, zwłaszcza tu. Raperka, dziewczyna, klasa. Co je łączy? Powiecie, że nic. Nieprawda! Otóż to, że ta pierwsza idzie na koncert tej drugiej. W dodatku będzie go relacjonować.