Hip Hop,News,Wyróżnione

Rap Nokaut: VNM i W.E.N.A w jednej furze. Kto wygrał i dlaczego? [Relacja]

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop,News,Wyróżnione - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Rap Nokaut: VNM i W.E.N.A w jednej furze. Kto wygrał i dlaczego? [Relacja]

Rap Nokaut jest pierwszym na tę skalę wydarzeniem, wprowadzającym formułę „battle rap” na amerykańską modłę, w Polsce. Wcześniej próbował zrobić to Theodor organizując m. in. bitwę 3-6’a z Tombem, ale nie doszła do skutku. Natomiast impreza w warszawskim klubie Iskra przejdzie do historii z kilku powodów.

Obecność DJ’a Pete’a i niemieckiej strony przedsięwzięć tego typu to jedno, ale co naprawdę było orzeźwiające, to hip-hopowa frywolność znana głównie z początków tego typu imprez w Polsce. Iskra stała się prawdziwą jaskinią osobowości i charyzmy (bądź jej braku). Po pierwsze, na starcie, tłum rozruszali kompletnie niespodziewani Jakonn i Kopek, którzy w pewnym momencie przywołali na scenę mistrza WBW – Rybę. Chłopaki odwalili show, który mógłby służyć za pełnoprawny koncert za co należą się wielkie brawa. Mops i Siwydym, którzy prowadzili cały event, wyglądali, jakby nie do końca panowali nad żywiołem, który wpadł im w ręce.

W pewnym momencie trzeba było jednak przerwać radosne podrygi i zacząć działać zgodnie z ramami imprezy – początek miał polegać na wyłonieniu osoby, która wygra cypher i w kolejnej edycji zmierzy się ze zwycięzcą walki Filipek VS Bajorson.

Eliminacje

Na pierwszy ogień poszli Nostradamus i Preston. Zawodnik nr.1 kombinował całkiem nieźle – miał wcześniej napisane wersy, którymi starał się być jednocześnie błyskotliwy i chamski. Niestety dało o sobie znać za słabe obycie z majkiem. Preston wygrał pojedynek celnymi pociskami i kontaktem z publiką.

Kolejni byli Milan i Radar. Ten pierwszy zaskoczył krzyczanym flow i naprawdę mocno przemyślanymi wersami. Było wyraźnie słychać, kiedy był to freestyle, a kiedy pre-made’y (nagłe pojawienie się wielokrotnych rymów), ale w tym kontekście nie było to rażące – w końcu to battle rap na amerykańską modłę. Radar, choć miał flow, nie mógł się równać z nawałnicą ze strony Milana.

Pojedynek Ryby z Kopkiem był bratobójczą walką, ale o ile Kopek przypominał 3-6’ścia z najlepszych lat, to Ryba był maszyną do celnych ripost z nieśmiertelnym auto-hype’owaniem w postaci „dobra, dobra, dobra, dobra (…)” – co przy okazji zjadało mu zwykle dwa wersy z wejścia, które dopuszczało cztery.

Po tej walce Mops zapytał Winiego, czy dotychczasowe starcia w ogóle zasługują na to, żeby krzyknąć „Essa!”. – To jest takie 3/4 Essy – odpowiedział Wini, zagrzewając zawodników do walki.

W kolejnej potyczce zmierzyli się Jakonn i Robson. Tutaj nie było specjalnego zaskoczenia – Jakonn bez problemów przebił przeciwnika.

Przyszedł czas na starcie Ryby i Milana – gości, którzy dotychczas zrobili właściwie najlepsze wrażenie. Milan zmienił podejście i zamiast wykrzykiwać wersy w kierunku rywala, punktował na chłodno. Była to pierwsza walka, w której jury uległo presji publiki. Skończyło się dogrywką, którą wygrał… Milan. Po fakcie zapytałem go o przygotowania. Przyznał, że cała bitwa była konkretnym celem na jego drodze i przygotowywał się do niej, choć zmiany głosu – których nie omieszkałem nie zauważyć – były spontaniczne.

Filipek VS Bajorson

Pierwsza bitwa wieczoru, na którą czekali wszyscy, okazała się być niesamowicie satysfakcjonująca. Filipek odrobił lekcje i leciał fantastycznie zaprojektowanymi pociskami – to prawdopodobnie pierwsza i ostatnia potyczka tego zawodnika, w której nie usłyszeliśmy „jestem Filip, mam masę skilli” itp.

Z kolei Bajorson mocno wygrywał od strony performance’u i niewymuszonej formy. Słowa lały się naturalnie, a pierwsza połowa wejścia była całkowicie spontaniczna. W tym świetle trochę dziwi głos publiki – wygrał Filipek, ale przecież w tej konwencji battle rapu, to Bajorson zwyciężył całym emploi. To pokazuje, jak nieobeznani jesteśmy jeszcze z tą formułą.

VNM vs W.E.N.A

Wudoe był w spotach promocyjnych kreowany na… przegranego, co tu dużo mówić. Wini mówił o nim per „samobójca”. Pozwalało to sądzić, że mamy do czynienia z ustawką, a W.E.N.A pokaże pazur i precyzyjnie wykończy Venoma kombinacjami wielokrotnych rymów.

Tak się jednak nie stało. VNM zrobił ze sceny swoją dziwkę i wirtuozersko rozjeżdżał rywala, podczas gdy Wudoe dukał niezborne panczlajny niegodne autora „Wyższego Dobra”. Po bitwie rozmawiałem z raperem, bo szalenie ciekawiło mnie to, dlaczego wypadł aż tak słabo. – Cała ta bitwa odbyła się w zajebistej formie, ale ja zapomniałem trzeciej zwrotki i… wygrał lepszy – skwitował. O odczucia zapytałem również Venoma, bo jego sceniczna energia w tej formie przypomniała mi, dlaczego swego czasu Hollow Da Don wygrał z Joe Buddenem. Postanowiłem zapytać o to VNMa. – Nie oglądałem bitwy Joe vs Hollow. Ja po prostu taki jestem na scenie, przychodzi mi to łatwo – podsumował i właściwie nie ma tu nic do dodania. VNM czuł się na scenie doskonale. Aplauz publiki z pewnością dodawał mu sił, ale panczlajny w stronę Weny były tak precyzyjnie poskładane, że kilkukrotnie łapałem się za głowę.

Koniec końców VNM zgarnął 20 tysięcy złotych… i wsiadł do samochodu razem z Wudoe, odjeżdżając z eventu. Wygrał lepszy, ale to był tylko sport. Bo przecież panowie znają się nie od dzisiaj, co wiemy m. in. STĄD. I tak powinno być. Co działo się na scenie, zostaje na scenie.

Z wydarzenia nie było streamów, ale będziecie mogli zobaczyć co nieco, już wkrótce, na kanale Rapnews.pl.

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
PRO8L3M VS Schopenhauer [Raper VS Klasyk]

Serwus! Przed Wami czwarty odcinek "Raper VS Klasyk". Odcinek dosyć szczególny, bo pod lupę bierzemy duet, i to duet MC/Producent. Wynika to z tego, że naszym zdaniem od pewnego czasu prezentuje wspólną wizję i konsekwentnie utrzymuje ten klimat po równo w warstwach tekstowej i muzycznej. W pierwszym odcinku postawiliśmy na zestawienie Wojtka "Sokoła" Sosnowskiego i Stanisława Wyspiańskiego. W drugim w koleżeńskie szranki stanęli Piotr "Ten Typ Mes" Szmidt i Charles Bukowski. W trzecim przyrównaliśmy Adama "Łonę" Zielińskiego do Wojciecha Młynarskiego. Dzisiaj w nieco posępnej atmosferze spotyka się PRO8L3M i Arthur Schopenhauer! Dlaczego tak? Bo Oskar i Steez83 na swoich płytach prezentują swoistą fenomenologię melanżu i życia na krawędzi. Wydaje nam się, że Arthur z uznaniem pokiwałby głową.

Felieton,Hip Hop
Cringe tygodnia vol. 12: Peja i rozwinięcie skrótu G.O.A.T.

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady.