Felieton,Hip Hop

Rap w czasach zarazy

Damian Kaźmierczak -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Rap w czasach zarazy

Dzisiejszy felieton zacznę od parafrazy tytułu filmowego – To nie jest czas dla starych ludzi. Myślę, że większość wie lub domyśla się, skąd taki pomysł na wstęp. Jednak spokojnie, co prawda poruszę najbardziej dominujący temat w mediach, ale nie będę się bawił w żadne analizy medyczne. Zajmę się natomiast zagadnieniem (może) lekko absurdalnym z dzisiejszej perspektywy. Z drugiej strony, jeszcze kilka tygodniu temu, epidemia również wydawała się w Polsce nieprawdopodobna. O czym więc będzie mój felieton? O koncertach raperów w czasie globalnej epidemii.

Ban na rap (i nie tylko)

Jak zapewne większość już z was wie, imprezy masowe zostały w naszym kraju zawieszone na okres około miesiąca. Co to oznacza dla branży muzycznej? To samo, co prawie dla każdej innej – duże straty finansowe, które z każdym kolejnym tygodniem będą tylko rosły. Prawnikiem nie jestem, ale z tego co się zorientowałem, to wydarzenia poniżej tysiąca osób mogą się dalej odbywać. Dlatego jeśli raper nie nazywa się: Taco, Quebonafide czy Sokoł to wciąż jeszcze może zarabiać hajs na koncertach. Jednak część z polskich raperów już zapowiedziała, że ich najbliższe koncerty zostaną odwołane i przeniesione na późniejsze terminy, m.in. Bedoes.

View this post on Instagram

fot. @magdalenawdziekowska

A post shared by @ bedoes2115 on

Nie wszyscy raperzy jednak będą mogli (lub chcieli) bez odgórnego przymusu odwoływać swoje występy. Dla tzw. drugiej albo trzeciej ligi rap-gry, te kilka koncertów może stanowić główne środki utrzymania i codziennego funkcjonowania. Inni jak np. Kartky, uznali że pier*olą nakazy i zakazy i dalej będą koncertować. No cóż, jak się nie dba nawet o swoje zdrowie i najbliższych, to trudno uznać, że zadba się o zdrowie obcych osób.

Przechodząc do meritum mojego dzisiejszego felietonu, koncerty online, co wy na to? Z perspektywy „na dziś” wydaje się to niedorzeczne, głupie, ale jeśli tzw. „kwarantanna” potrwa dłużej (oby nie) to nie zdziwię się, jeśli środowisko pójdzie w tą stronę. Pewnie taki ruch nie wyjdzie ze strony : Sokoła, Taco, Peji, ale ci bardziej „internetowi” raperzy, albo zgrywuski jak Tede, no „lot może być wysoki” u nich.

Jak to mogłoby wyglądać? W kwestii zbierania hajsu raczej prosto, odbiorca wykupuje bilet na transmisje i może oglądać koncert w domowym zaciszu. Dla niektórych raperów to byłoby zapewne zbawiene jakby mogli dawać koncerty online z… No właśnie z jakiego miejsca? Koncert z ich domów, ze studia, czy z małej hali? Może ten aspekt zostawię już wam do przemyśleń, jak mogłoby to wyglądać.

To wszystko brzmi jak odcinek serialu sci-fi, ale coraz mniej rzeczy mnie zaskakuję i serio nie zdziwiłbym się, gdyby to poszło w taką stronę. Oczywiście trzeba trzymać kciuki, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło i kraj/świat wrócił do normalności, ale jeśli ten okres się przedłuży, to część branży raczej nie będzie się biernie temu przyglądać. Szczególnie, że uczniowie i studenci jakoś ten swój wolny czas będą musieli zagospodarować, a wiadomo kto jest głównym odbiorcą większości polskich raperów.

A jakie jest wasze zdanie? Uważacie, że jest jakiś ułamek szansy na taką wizję, którą dziś tu stworzyłem?

Foto. Instagram/sentinobln

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Na pierwszy rzut ucha: Lil Yachty ft. Drake & DaBaby – Oprah’s Bank Account

Nowy album Lil Yachty’ego, „Lil Boat 3”, jak poinformował raper, jest już skończony i ukaże się niebawem. Będzie to jednocześnie zamknięcie trylogii, na którą składa się jego debiutancki mixtape i drugi oficjalny longplay. Lil Yachty końcu opublikował także pierwszy singiel z nadchodzącej płyty. Oprócz mocnego featuringu, to, czym nas zaskoczył, to przede wszystkim niecodzienny koncept… Zobaczcie sami.

Tytuł nawiązuje do znanej amerykańskiej prezenterki i programu „The Oprah Winfrey Show”, który prowadzi, a w refrenie pada znamienne…

You look as good as Oprah’s bank account

Muzycznie kawałek miał być utrzymany w stylu nagrań z 2016 roku. Jest więc wyjątkowa melodyjność, miękkie flow oraz momentami śpiew. Za produkcję zresztą i tym razem odpowiadał EarlOnTheBeat, czyli stały współpracownik Lil Yachty’ego. To także pierwszy raz, kiedy słyszymy obok rapera Drake’a, podobnie jak DaBaby’ego. Obydwaj wypadają bardzo ładnie. Flow i głos ostatniego z nich stanowi do całości kontrast, a DaBaby równie ładnie leci na bardziej rozbudowanych podkładach. Wnosi też do w końcu dość długiego kawałka więcej dynamiki. Co ciekawe, pierwotnie w utworze udzielić miała się Lizzo…

Wysłałem to jej i nie chcę powiedzieć, że jej się nie spodobał, bo ona nigdy nie odpisała (…) rozumiem, że ludzie są zajęci. I wtedy zapostowałem snippet na moim finsta. Drake obserwuje moje prywatne konto (…) zareagował w stylu ‚Yo, this is dope’, co mnie zaskoczyło

Do kawałka wypuszczone zostało 9-minutowe wideo, w którym Lil Yachty przebrany za Ophrę Bophrę gości na swojej kanapie Drake’a, a później samego siebie, z którym na wizji gotuje. Ostatni, już poza studiem, pojawia się DaBaby. Raperzy odpowiadają na pytania dotyczące ich samych oraz ich muzyki, jednocześnie siebie samych parodiując. Lil Yachty rozegrał więc to świetnie. Obejrzyjcie poniżej drugi klip do kawałka i zobaczcie, jak wyglądały przygotowania do programu!

fot. genius.com

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Na pierwszy rzut ucha: Schafter ft. Young Igi – Swimming Lessons

Schafter ogłosił niedawno, że już wkrótce możemy spodziewać się od niego czegoś nowego. I tak, zgodnie z zapowiedzią, do sieci wleciał właśnie jeszcze gorący kawałek z Young Igim. To kolejny dowód na to, że Wojtek nie wypada z gry i potrafi odnaleźć się zarówno w progresywnych brzmieniach, które zaserwował na świetnym „Audiotele”, jak i klasycznych szlagierach. Ale to chyba nas nie dziwi!

„Swimming Lessons” to zdecydowanie braggowy kawałek. W końcu już pierwsze jego linijki opierają się na grze słów i ich nieodpowiedniej wymowie: „Nie chcę żony, ja chcę Beyoncé/To nie welon, tylko Vlone”. W refrenie natomiast mimo, że Schafter tłumaczy, że wcale nie chodzi mu o drip, przekonuje swoją pewnością siebie. A tytuł oraz refren nawiązują do kawałka Olivera Francisa „Wwaavvyy”, w których raper nawija: „I’m so wavy, I could give you swimming lessons”.

Nauczę ją pływać jeszcze, jeszcze, jeszcze dziś/Sam nie umiem pływać, ale dam ci swimming lessons

Young Igi więc bardzo dobrze się tu odnajduje i sam ładnie żongluje follow-upami. Po używkach widzi jak Salvador Dali, dziewczyna, o której wspomina jest jak Hallie Berry i to ta na gali, oraz podobnie jak Otso, odnajduje nowy kolor w muzyce. W kontekście Schaftera również powinniśmy to odczytać. W utworze słychać także jego inspiracje Michaelem Jacksonem, a nawet charakterystyczne dla piosenkarza „ah”. Zatem wierzmy, że rzeczywiście wkrótce młody Wojtek wejdzie tam jak Pi’erre Bourne. Tam, czyli nie tylko do restauracji.

fot. genius

Zostaw komentarz