News

Rihanna pozywa własnego ojca

Anna Cecocho -
Rihanna
Rihanna
News - - Dodane przez Anna Cecocho

Rihanna pozywa własnego ojca

Ponoć z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Coś na ten temat mogłaby powiedzieć Rihanna. Właśnie domaga się od swojego ojca odszkodowania w wysokości 75 milionów dolarów.

Jak donosi TMZ, prawnicy Rihanny złożyli pozew do sądu federalnego przeciwko jej ojcu – Ronaldowi Fenty. Okazuje się, że w 2017 roku mężczyzna, razem ze swoim partnerem biznesowym, Mosesem Joktanem Perkinsem, założył ”Fenty Entertainment” – firmę zajmującą się promowaniem i rozwojem talentów. Wykorzystał przy tym znak handlowy ”Fenty”. Rihanna jednak była znacznie szybsza od ojca i używała go już od jakiegoś czasu, jako znaku swoich przedsięwzięć biznesowych – m.in. marki kosmetycznej ”Fenty Beauty” oraz ”Savage x Fenty”.

Do akcji wkroczyli więc prawnicy. W pozwie pełnomocnicy Rihanny napisali o dochodach pozyskiwanych przez firmy trzecie niezwiązane z artystką. Twierdzą również, że Ronald oraz Moses fałszywie reklamowali się jako jej przedstawiciele. Co więcej – w 2017 roku mieli też próbować zabookować na nią 15 koncertów w Ameryce Łacińskiej. Mieli otrzymać za to wynagrodzenie w wysokości 15 milionów dolarów. Rzecz jasna – bez jej zgody.

Zanim sprawa trafiła do sądu, artystka wielokrotnie zwracała się do ojca o zaprzestanie działalności. Jednak i on, i Moses ignorowali jej pisma. ”Fenty Entertainment” przynosiło zbyt dobre dochody. W związku z tym Rihanna domaga się 75 milionów dolarów odszkodowania. Chce również, by ”Fenty” było znowu wyłącznie jej znakiem handlowym.

Fot. Zdjęcie z klipu ”Wild Thoughts” [youtube]

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton
Książę Kapota – „co to za gówno”?

Mój przyjaciel Michał nie jest na bieżąco z polskim rapem. Jego miłość do polskiego hip-hopu zatrzymała się gdzieś pomiędzy wersami „tupiesz nóżką w każdy weekend”, a „była, była moim ideałem”. Co prawda był jeszcze jeden wyjątek od reguły – „Love your life” Mesa (możliwe, że ze względu na lokalny patriotyzm i to, że klip był kręcony przez zielonogórską ekipę), ale gdy jechaliśmy na letni melanż, to w schowku zielonego Jaguara chował się tylko pognieciony digipack Soboty.

Uznałem, że powinien poznać twórczość Księcia Kapoty, bo to bardzo podobny klimat do wczesnego Soboty (niezły rym, huh?) i wysłałem mu „Casino”. W odpowiedzi otrzymałem krótkie, ale jakże treściwe „yyy co to za gówno”?

Michale,

Otóż jest to bardzo gorące gówno, które śmiało można wyróżnić jako jedno z największych odkryć minionego 2018 roku.

Prawdziwość jest jednym z najbardziej wyświechtanych sloganów w polskim rapie, ale przekornie to właśnie od niej chciałbym zacząć. Tytułujący się mianem księcia raper „siedział”. I to nie raz! A to już i tak o co najmniej dwa razy więcej niż większość raperów, która nawija o trudach życia na ulicy. Oczywiście, nie jest to jeszcze odpowiedź na Twoje pytanie, ale będę starał się Tobie pokazać, jak bardzo różny od reszty sceny jest Kapota i dlaczego zasługuje na to, by dać mu drugą szansę.

Dobrze wiesz jak często powtarzasz mi, że nie chcesz być celebrytą. W tej historii jest bardzo podobnie. Książę Kapota nie miał parcia na szkło, zwyczajnie zapieprzał w cholernie trudnej branży, jaką jest gastronomia. Przez lata przewinął się przez wiele kuchni i często, by znieść trudy tej pracy, sięgał po biały proszek. To ważne, że mówi o tym otwarcie. Właściwie, to po co miałby ściemniać? A jednak w Polsce raperzy dalej wierzą, że lepiej jest kreować się na kogoś, kim się nie jest.

Wracając do naszego bohatera, rap pojawił się sam i bardzo naturalnie. Patryk zaczął dorabiać sobie także jako kierowca Ubera, a z czasem wozić też na koncerty warszawskich raperów. Wtedy padła sugestia, że powinien spróbować coś nagrać. I nagrał. Utwór z miejsca spotkał się z bardzo dobrym odbiorem i dziś ma już ponad 100 tysięcy wyświetleń.

Potencjał, który tkwił w 33-letnim, niedoszłym wówczas, raperze, pomogli wykorzystać bardziej doświadczeni koledzy. Zaopiekował się nim przede wszystkim Diox i to on pomógł mu rozwinąć się w muzycznym fachu. Kapota zaczął regularnie nagrywać i wypuszczać kolorowe klipy, a na featuringach zaczęli pojawiać się coraz bardziej rozpoznawalni goście. Jest już kolega z Wrzeciona – Malik Montana, a za chwilę będzie jeszcze znienawidzony przez Ciebie Tede oraz Ten Typ Mes, którego akurat darzysz szacunkiem. Oglądając teledyski widać jak bardzo raper bawi się tym, co przyszło mu robić i jak to wszystko jest dla niego niewymuszone.

Ta historia dobrze pokazuje, że nigdy nie można mówić o tym, że najlepsze już się wydarzyło. Kapota przez zupełny przypadek został raperem i teraz swoim charakterystycznym głosem nawija na radosnych afrotrapowych bitach o tym, co robił, robi i będzie robić. Normalny chłopak, żaden odmieniec. I chyba dlatego budzi we mnie taką sympatię. Liczę, że dasz mu drugą szansę, zanim to ja bezczelnie podłączę się pod system audio w Twoim aucie.

Bartek

Fot. Melo U Kapoty / Książę Kapota / Youtube

Zostaw komentarz

Hip Hop
Ted Bundy i Freddy Krueger: dlaczego raperów jarają seryjni mordercy

Zdemoralizowani, często chorzy psychicznie, aspołeczni, wściekle przebiegli, kierowani sobie tylko znanym motywem – seryjni mordercy. Dlaczego tak fascynują raperów?

Oczywiście na wstępie należy zaznaczyć, że owszem, seryjni mordercy ogólnie fascynują ludzi, szczególnie muzyków, a raperów to już w ogóle. Ten LINK odsłoni przed Wami powszechną skalę zjawiska.

Zabójcze TOP3

Zobaczmy, jak plasuje się podium wyjętych spod prawa, do których nawiązują raperzy. Liczby w nawiasie to ilość utworów, w których znajduje się do nich nawiązanie. Eminem oczywiście wspomniał o każdym z nich przynajmniej raz.

  1. Jeffrey Dahmer (22) (z czego 4 Eminem)
  2. Eric Harris i Dylan Klebold (8) (z czego 5 Eminem)
  3. Ted Bundy (7) (z czego 1 Eminem)

Nie braliśmy pod uwagę tych z seryjniaków, których upodobał sobie tylko jeden wykonawca (np. Necro nawiązał do Charlesa Mansona w aż pięciu utworach), Skupiliśmy się na tych, którzy są popularni wśród jak największej liczby zespołów i (/lub) solistów.

Co więcej, to nie jest lista wszystkich kawałków, jakie oscylują wokół tych nazwisk. Nie ma tam wydawnictw niezależnych i całej masy mikstejpów. Popularnych numerów z mordercami między wierszami jest mniej więcej 30. Ogólnie może być ich nawet ponad 100 (!), a to daje 5 albumów gęsto obsadzonych nawiązaniami do różnej maści zwyrodnialców.

Tak, w tym klasyku też mamy nawiązanie. Konkretnie do Davida Berkowitza.

Mój idol to pedofil, gwałciciel i morderca

Bones widzi podobieństwo między sobą, a Ericiem Harrisem, jednym ze sprawców masakry w Columbine.

Niezdrowa ciekawość pcha nas do studiowania historii zbrodni tak brutalnych, że zdających się być zręcznym wymysłem specjalistów od kina grozy. Dlaczego tak jest?

  1. Skrajne emocje, które budzą takie historie są dostępne dla wszystkich, niezależnie od wykształcenia i gustu.
  2. Często są to sprawy powszechnie znane i nagłośnione przez media, więc rezonują z większą liczbą odbiorców niż coś niszowego.
  3. Z tematem seryjnych morderców nieodłącznie związane jest poczucie tajemnicy i czegoś surowo zabronionego.

Ludzie, do których nawiązują raperzy z całego świata, są winni straszliwych zbrodni. Dopuszczali się gwałtów niezależnie od wieku i płci ofiar i mordowali z zimną krwią. Często popełniali zbrodnie tak niewyobrażalne, że, paradoksalnie, nie wzbudzają one już przerażenia (swoisty efekt wyparcia). Co więcej, tłumaczymy sobie, że zdarzyły się “gdzieś tam” i “kiedyś tam”, nie widząc, że miały miejsce w pobliżu, “tu i teraz”.

Raper, sięgając po nazwisko znanego mordercy, w mig może skonstruować sugestywny wers. Jedno nazwisko potrafi załatwić więcej niż tysiąc słów. Podobnie jest z nawiązaniami do bohaterów horrorów – weźmy na przykład Jasona Voorheesa z “Piątku 13”, Hannibala Lectera z serii książek i filmów, czy Freddy’ego Kruegera z “Koszmaru Z Ulicy Wiązów”.

Eminem jako Hannibal Lecter? Czemu nie.

Przemoc i seks dźwignią handlu

Niestety, w obecnym krajobrazie medialnym, największy kapitał zbija się na tragediach. Budzą sprzeciw opinii publicznej – wszyscy chcą się do nich odnieść, dostarczają wspólnego “wroga”.

Niekwestionowanym mistrzem odnoszenia się do spraw bieżących jest Eminem. Często zarzucano mu zresztą, że robi to ciut za szybko (vide wers o Robinie Williamsie w “Vegas”, czy wersy w “The Ringer” nawiązujące do Kali Brown, kobiety więzionej przez mordercę).

Zdaje się, że wyczucie czasu ma tu duże znaczenie, bo wspomnienie Kuby Rozpruwacza nie wydaje się już dzisiaj być czymś nadzwyczajnym. Granice wciąż są przesuwane. Pytanie: “czy to dobrze?” to zupełnie inna kwestia.

Zwróć na mnie uwagę, jestem tylko raperem

Jak najłatwiej znaleźć się w światłach reflektorów? Dzięki kontrowersji. Czasem trudno nie odnieść wrażenia, że to, że raperzy lubują się w nawiązaniach do brutalnych morderców, wynika także z kalkulacji. Zwykle – wyjąwszy Eminema – raperzy nawiązują raczej do znanych spraw sprzed wielu lat. Rzadko znajdziemy w tekstach odwołania do czegoś, co jest aktualne (np. wydarzyło się w danym roku). Zapewne dlatego, że wykonawcy obawiają się reakcji publiki albo nagle zaczyna im się to wydawać… niesmaczne.

Taniec z diabłem w świetle księżyca

Kontrowersja jest sexy. Zdecydowanie wie o tym PiH, który swego czasu przodował na naszym podwórku w najbardziej przegiętych nawiązaniach. Porównywał seks ze sobą do stosunku z Hitlerem, nawijał o trzymaniu “f***a w zębach Eriki Steinbach“, a nawet prowadził dialog z narzędziem zbrodni.

Eminem bezpardonowo (i bezprecedensowo) opisał zabójstwo swojej dziewczyny, jej nowego partnera i jego dziecka w utworze “Kim”, a Kool G Rap nagrał bujający hymn… o biciu kobiet (24 lata temu!).

Jeszcze w 2012 roku KRS-One próbował wmówić ludziom, że słowo “bitch” to akronim od “Because I take charge here” albo “Because I totally challange you”.

Jak nawija Eminem w zamieszczonym powyżej kawałku “Framed”:

I think I can explain
I ain’t murdered nobody
I know these words are so nutty
But I’m just here to entertain

Przemoc i seks częścią popkultury

Widzimy to na każdym kroku. Weźmy filmy pełnometrażowe, czy seriale – i te fikcyjne, i oparte na faktach. Od “Milczenia Owiec” po “Mindhuntera”. Kino przeszło długą drogę, rap również. Jedno się nie zmienia – fascynacja tym, co mroczne, co niedopuszczalne, co karygodne, a jednocześnie… tak bardzo interesujące. Rap zawsze był blisko ludzi, nic dziwnego, że odnosi się także do tych mrocznych sfer naszej wyobraźni.

fot. kadr z klipu “Eminem – Framed”, youtube.com/EminemMusic

Zostaw komentarz