Felieton,Hip Hop

Shia LaBeouf, Drake i Childish Gambino dali radę. Wiemy, jak rapuje Sebastian Fabijański!

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Shia LaBeouf, Drake i Childish Gambino dali radę. Wiemy, jak rapuje Sebastian Fabijański!

Chance The Rapper stwierdził, że Shia LaBeouf jest jednym z najlepszych freestylowców na świecie. Wśród rapujących nie-raperów z pewnością – wśród nawijaczy w ogóle? Chance, obudź się, bo się… wiadomo. Coś jednak jest na rzeczy, bo w warunkach studyjnych sprawdziło się już kilku aktorów – pomijając takie stare historie jak Will Smith czy Mark Walhberg, możemy mówić o Aubreyu Grahamie (Drake) czy Donaldzie Gloverze (Childish Gambino). Nikt nie odmówi tym panom umiejętności – tutaj zwłaszcza liczy się przykład Drake’a, który zanim rozpoczął rapową karierę, występował w serialu Degrassi. Można? No pewnie, że można.

Trial by fire

Shia faktycznie dał popis w programie Swaya, bo chyba nikt nie spodziewał się, że ten gość tak rozkręci się w trakcie show. Dostaliśmy coś między późnym Asherem Rothem a bardzo wczesnym Eminemem .

I teraz tak – nieistotne, czy Shia miał wcześniej przygotowane wersy czy tylko część freestylował. Dajmy mu fory. Pamiętam polskie audycje sprzed lat, w których freestylowali Te-Tris i Pogz, a wcześniej, czasami nawet przez słuchawkę, O.S.T.R., Peja czy Mezo. Co jakiś czas zdarza się podobna inicjatywa, ale koncept powoli się rozwiązał, co jest o tyle ciekawe, że polska scena freestylowa właściwie ma się nieźle, a scena w formule Rap Nokautu Winiego prężnie rośnie i też wkrótce wyłoni swoich wielkich zasłużonych. I tu pojawia się misterny plan.

Fame MMA

Co gdyby w którym z tych formatów (radiowych bądź bitewnych) wystąpił Sebastian Fabijański? Jeśli nie wiecie dlaczego część słuchaczy ma z aktorem problem, to odsyłam tutaj – DEKALOG SEBASTIANA FABIJAŃSKIEGO [LIST OTWARTY].

Formuła, którą proponuje Wini byłaby dla aktora pewnie bardziej przystępna. Wersy uciułałby sobie w domu, Sebastian wie, jak się gra, więc charyzma sceniczna załatwiona (może zdeklasowałby to, co zaprezentował VNM w walce z Wudoe?), właściwie startowanie z pozycji underdoga też daje pewien lewarek do przewagi – czego chcieć więcej? Zwycięstwo to oczywiście szmal, ale też prestiż i street credit spłacony do jakiegoś tam stopnia. Problem mógłby być w wyłonieniu przeciwnika, ale może Sebastian miałby własne preferencje w tym zakresie?

Ktoś może powiedzieć – hola, ale tu wchodzą kwestie wizerunkowe, ten aktor zarabia w poważnych produkcjach, nie będzie się woził po jakichś klubach i walczył na słowa (mam słabość do tego określenia). Otóż jeśli ten aktor faktycznie chce zostać raperem, to… no… jakby to… no właśnie będzie jeździł po klubach i grał swój materiał. Przynajmniej tego jemu i nam życzę, kiedy już ten krążek wyjdzie. Chyba że to taki kaprys na zasadzie: “walnę sobie płytę z O.S.T.R’em, obrażę się na scenę i nigdy nie powiem tego z estrady”. Byłoby szkoda. Zwłaszcza, że aktor ostatnio zarapował fragmenty swojej twórczości i zdecydowanie jest grindtime’owo, a wrzutka hashtagu #incepcja w sensie rozwiązania interpretacyjnego jest godna pochwały. [od 0:54 w poniższym wideo]

Sebastian ma styl na zasadzie “co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, ale w takim kontekście, że raczej można mieć obawy przed pogonią. To specyficzny rodzaj charyzmy, który cechował Kaietanovitcha na pierwszym Zetenwupe. Cwaniackie podejście wynikające z pewności siebie, a nie tylko z brawury. To może magnetyzować, może ciekawić. Jak sam mówi:

Chciałbym być usłyszany, a nie ma lepszej formuły niż na hip-hopowym bicie. (…)

Zgadzam się, ale mam pewne obawy. O ile te wstawki acapella pokazują, że Sebastian umie oddać ekspresją sedno swoich wersów, to w określonych tempach może się okazać, że jest zamknięty, że nie ma czasu na pointy, nie ma czasu na pauzy. Ale, z drugiej strony, aktor grać pauzą winien potrafić, więc może moje obawy są nieuzasadnione.

W każdym razie – Wini – wiem, że to możliwe, na Rap Nokaucie w 2020 roku chciałbym zobaczyć Sebastiana Fabijańskiego przeciwko, dajmy na to, Pryksonowi Fiskowi. Może zbiegnie się to z premierą płytki Sebastiana, więc przyda się w promocji?

fot. kadr z wideo “MOWA PTAKÓW (oficjalny zwiastun), w kinach od 27.09.2019”, youtube.com/METROFILMS1

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Jego prywatny weksel – Schafter “Audiotele” [RECENZJA]

Jeśli „Audiotele” było najbardziej oczekiwanym albumem tego roku, to spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego jest też albumem najbardziej przełomowym. Schafter konsekwentnie względem „Hors D’oeuvre” maluje rzeczywistość, do której ostatecznie i tak nas nie wpuszcza. Codzienność miesza z fikcją, wachlarz zupełnie oderwanych od siebie inspiracji wpisuje w nowoczesną, trapową formę, ocierającą się o alt r’n’b (którego u nas praktycznie nie ma), i na swoich zasadach wyprzedza pozostałych w grze. I gra przy tym bardzo dobrze sam, ale też z innymi. Nie tylko w kwestii featuringów.

To już futuryzm

To już trzeba wiedzieć, w którym miejscu podzielić, jak w „Kwaśnym Dieslu”. Album złożony jest z utworów, które właściwie bardziej przypominają szkice niż zamknięte kompozycje. W dodatku na pozór od siebie oderwane – i tego trochę też obawiałam się przed premierą. Jako singiel „Short & Bittersweet” nie satysfakcjonuje, chociaż ujmuje zmianą bitu i uniwersalną treścią. Jednak między „Pejzażem” a „Aktem Zgonu In Blanco” odnajduje się bardzo ładnie. Z kolei kawałki jak „Double D’s” albo „Hot Coffee”, którego pierwsza zwrotka jest chyba najmocniejszą na płycie, zamiast się z niej wyłamywać, stanowią pewne punkty odniesienia.

Proszę bilet do kontroli, to jest metro/Metro buli, dzisiaj każdy trwoni bankroll

“Double D’s”

Tutaj nie pyta o bilet, mnie nikt/Nie pyta, czy żyję, mnie nikt/Żeby wyjść z koła, trzeba wiedzieć, gdzie go podzielić/W którym miejscu podzielić

“Kwaśny Diesel”

Do tego „Martin Shkreli Freestyle” staje się ładnym podsumowaniem i niejakim outro. Niejakim, bo jego funkcję na poziomie istoty albumu pełni naturalnie „Spumante”. A monotematyka, na tle koncepcji, która jest po prostu ilustracją wewnętrznych przeżyć Wojtka, i bogatej produkcji, nie nuży. Może jedynie zastanawiać, dokąd w przyszłości go zaprowadzi, bo na dłuższą metę niekoniecznie musi się sprawdzać.

Modern Talking

Natomiast język sprawdza się doskonale i, nawiązując do słów Schaftera z wyżej wspomnianego “Freestyle’u”, po angielsku wchodzi na banię. Jego zaletą są proste, ale niebezpośrednie linijki – są dziewczyny, są samochody, jest bragga, ale jest też pokój, przytłaczające emocje, impresje; metro, restauracje, elektronika. Poza zgrabnymi rymami, wplatane w teksty cytaty, hasła, odniesienia składają się w wielką postmodernistyczną siatkę, która jednocześnie stanowi podstawę autorskich motywów i metafor. To jest coś, o czym w wywiadzie mówił mi Ozzie z Bypass, i co artyści tacy jak na przykład Koza powoli wdrażają do mainstreamu. Nawet jeśli odbiorcy nie do końca zrozumieją treść, to mają wrażenie przestrzeni. Mogą ją poczuć.

Konkurs audio

Każdy z gości „Audiotele” występuje na zasadach Schaftera i mimo nazwisk, to nie oni są główną atrakcją materiału. Wszyscy również, mimo różnorodności, pięknie wpasowują się w atmosferę danych kawałków. Każdy jest tu najlepszy.

I chociaż Schafter od rapu i całej tej rywalizacji się dystansuje, to w jakiś sposób bierze w niej też udział. To jak użyty w „Kwaśnym Dieslu” fragment audycji konkursu telewizyjnego Telewizji Polskiej z 1997, od której zresztą pochodzi tytuł albumu:

– Czy brał pan udział w konkursie abonenta audiotele związanym ze świętym mikołajem?
– Nie wiem, dobranoc

Jeśli Wojtek przyrównuje polską scenę do znanego cyrku, to jego tytułem nazywa swój najbardziej rapowy i przepełniony braggowymi wersami kawałek. Swoją drogą flow Okiego świetnie w nim kontrastuje.

Skrobię coś na CD, bo ich rzeczy to jest Cirque du Soleil

“Bigos”

Ten kawałek na wypadek, gdyby któryś z tych laików/Zdecydował się napisać, że Wojtek nie umie w rap

“Cirque du Soleil”

Schafter popełnił bardzo mocny debiut. Nowoczesny, bogaty i spójny, ale przede wszystkim zagraniczny – a to w końcu coś, do czego nieustannie dążymy. Przy tym rozegrał to w sposób taki, w jaki nikt u nas na scenie jeszcze tego nie zrobił.

fot. kadr z klipu “schafter – cirque du soleil (feat. OKI)”, youtube.com/restaurant posse

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Spotify z własnymi nagrodami. Pierwsza gala, która faktycznie odda wybór słuchaczy?

Streamingi zmieniły grę i chyba każdy się z tym zgodzi – doszło do tego, że odtworzenia wliczają się do statusów złotych, platynowych czy diamentowych płyt. Okazuje się, że była jeszcze jedna kwestia do zrewolucjonizowania i Spotify zdecydował się zagospodarować tę lukę. Kojarzycie Fryderyki? Pewnie tak. A Grammys? Pewnie też. Otóż w obu przypadkach za nominacje i nagrody odpowiadają kapituły. Ich decyzje często są podważane przez wykonawców czy słuchaczy. Tym razem to będzie raczej niemożliwe – dlaczego?

Liczby nie kłamią

Spotify regularnie dzieli się podsumowaniami i rozmaitymi zestawieniami – kto górował w tym miesiącu, kto w tym roku, ile razy odtworzono “Old Town Road” itd. Jasne, to ciekawe dane, ale przede wszystkim – no właśnie – to są dane. Spotify jest olbrzymim bankiem wiedzy o tym, czego najchętniej słuchamy. I na tej podstawie wręczane będą nagrody. Dostaną je wykonawcy, którzy realnie wpływają na nasze codzienne życie, wlewając nam do uszu swoją muzykę.

Gala 5 marca 2020 roku w stolicy Meksyku. Dlaczego tam? Bo, jak się okazuje, tam jest najwięcej słuchaczy Spotify. Więcej niż w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu. To rodzi pytanie, czy doczekamy się nagród dla poszczególnych krajów. Tego obecnie (jeszcze) nie wiadomo, ale jeśli tak, to gratulujemy polskim raperom. Ostatnio zdaje się, że Bedoes rozbił ten bank…

Sens całej tej zabawy

Nagrody Spotify mają szansę podważyć sens póki co bardziej popularnych konkurentów. Tutaj faktycznie zdecydują słuchacze, to będą wyłącznie nagrody publiczności – jednoznacznie pokażą, czego się na świecie słucha, co jest pożądane i w którą stronę zmierzają trendy. Przestanie mieć znaczenie wartość artystyczna (która i tak jest obecnie niedookreślonym pojęciem), zyska na znaczeniu gust odbiorców. Nagrody Spotify mogą sprawić, że runie wieża z kości słoniowej, w której siedzą wszyscy krytycy i znawcy tego świata, a o istotności utworu będzie decydować wyłącznie jego odbiór. Co o tym sądzicie?

fot. WikipediaCC

Zostaw komentarz