Hip Hop,News

Sokół: Nie byłem nigdy typowany na człowieka sukcesu

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Sokół: Nie byłem nigdy typowany na człowieka sukcesu

Parę miesięcy temu Sokół został ambasadorem Samsunga i w ramach kampanii Na Twoich zasadach, promował serię Galaxy Note 10. Założeniem akcji było wychodzić poza konwenanse i działać – oczywiście – na własnych zasadach. Założyciel Prosto wystąpił także w cyklu krótkich wideo, a teraz w wywiadzie dla naTemat opowiedział szerzej o swoim podejściu do biznesu.

Zaczynając nie bałem się niczego, bo byłem młody, głupi i wydawało mi się, że wszystko jest oczywiste. To domena ludzi niedoświadczonych, wszystko wydaje im się łatwe. Im lepiej znasz się na czymś, tym więcej wiesz też o zagrożeniach. 

Mówi o początkach Prosto. Sokół nie miał w końcu żadnego doświadczenia, dlatego najtrudniejsze jego zdaniem było to, gdy firma zaczęła się rozrastać, a pieniądze w grze stawały się coraz większe. Jednak mimo tego, że zarządza jedną z największych marek streetwearowych, Wojtek nie czuje się biznesmenem.

Najlepiej czuję się w kreacji i szeroko pojętym wizerunku. Nie czuję się typowym biznesmenem, to określenie kojarzy mi się z kimś kto dobrze liczy, odkłada, rozważnie inwestuje (…) działam o wiele bardziej intuicyjnie. 

Przyznaje też, że w przeszłości zdarzało się, że nie był traktowany poważnie ze względu na to, że jest raperem. Ale początki i tak wspomina z nostalgią. Swoją drogą często żałował, że nie został… grafikiem.

Nie mam kompleksów, wchodzę i rozmawiam, jeśli czegoś nie wiem, to nie udaję, że wiem i nie robię z siebie idioty. Ale dziś to podejście do gościa w czapce i sportowej bluzie się zdecydowanie zmieniło, mam wrażenie, że ludzie po drugiej stronie stołu szanują profesjonalizm, a nie fajerwerki i fasadę.

Często żałowałem, że nie poszedłem drogą projektowania, które od dziecka było dla mnie ważne. Myślałem sobie, że grafik może siedzieć z laptopem na końcu świata na plaży i zamykać sobie po kolei projekty. 

Sokół opowiada także o tym, jakimi kryteriami kieruje się przy podejmowaniu współpracy, jakie ma zasady, i co sprawia mu przy tym największą radość. Jak się okazuje, muzyka, wytwórnia i marka odzieżowa to jeszcze nie koniec jego możliwości. Całą rozmowę możecie przeczytać TU.

W rodzinie nie byłem nigdy typowany na człowieka sukcesu, byłem raczej czarną owcą, choć nie jedyną. Fajnie jest czuć, że wbrew wielu przewidywaniom, całkowicie po swojemu, udaje ci się robić coś dobrze.

fot. kadr z klipu „Sokół – Rób to, w co wierzysz”, youtube.com/ProstoTV

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
DaBaby zatrzymany przez policję

DaBaby namieszał w 2019 roku, dlatego słusznie oczekuje się, że w 2020 znów będzie na ustach wszystkich. Trzymamy za to kciuki i jednocześnie mocno liczymy, że ewentualny szum wokół artysty będzie wygenerowany wyłącznie przez jego muzykę, a czasem przez kolejne dobre uczynki. Na razie jest jednak bohaterem głośnego zatrzymania przez policję.

Wczoraj internet obiegło nagranie, na którym widać, jak DaBaby zostaje zatrzymany przez policję. W interwencji brało udział kilka radiowozów, policjancji skuli rapera w kajdanki i odprowadzili go do jednego ze swoich samochodów.

W pierwszej chwili brakowało konkretnych, a przede wszystkim rzetelnych informacji na temat tej sytuacji. Pojawiały się podejrzenia, że raper został aresztowany ze względu na posiadanie narkotyków lub w związku z pobiciem i rabunkiem, w który miał być zamieszany. Policja postanowiła sama wyjaśnić to zamieszanie przyznając, że artysta został jedynie zatrzymany, a nie aresztowany i sprawa faktycznie dotyczy wyżej wspomnianej kradzieży. DaBaby nie jest jednak prawdopodobnie brany pod uwagę jako winny, a przesłuchiwany jest jedynie w charakterze bliskiego sprawie świadka.

O co dokładnie chodzi z tym występkiem? Toczona jest sprawa związana z pobiciem i obrabowaniem pewnego mężczyzny w Miami. Miał on zostać obezwładniony przez jednego z członków ekipy DaBaby, a następnie okradziony. Dwóch innych mężczyzn miało się temu przyglądać. Gdy dostali to, czego chcieli, szybko ulotnili się do auta i uciekli z miejsca zdarzenia. Choć DaBaby pewnie nawet nie przyłożył ręki do tej kradzieży, może sporo wiedzieć o tym zamieszaniu, jeśli brali w nim udział jego koledzy. Choć nawet jeśli wie, to raczej wiele nie powie. Nie wygląda na drugiego 6ix9ine’a.

fot. kadr z klipu „DaBaby – Off Da Rip (official music video)”, YouTube.com/DaBaby

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
„Yeezus” Kanyego miało nazywać się „Thank God For Drugs”
Kanye West

No dobra, tego raczej nikt się nie spodziewał. Jeden z najbardziej rewolucyjnych albumów w dyskografii Kanyego Westa, niesławny Yeezus – który przy okazji premiery mocno podzielił słuchaczy, a potem okazało się, że pan West znowu przewidział przyszłość i wiele osób z branży zafascynowało to minimalistyczne i dzikie brzmienie – miał pierwotnie nazywać się „Thank God For Drugs”. Choć wydaje się to szokujące (zwłaszcza dzisiaj, kiedy West jest już oficjalnie piewcą gospelu), to właściwie miało wówczas duży sens. Kanye zawsze balansował tematycznie na granicy sacrum i profanum. Ewentualnych korzyści płynących z życia i ewentualnych reperkusji podejmowanych decyzji. „Dziękuję Bogu za narkotyki” to chyba najkrótsze zdanie, które może ująć tę filozofię.

Pierwotnym założeniem podzielił się Joe Perez, projektant okładki albumu. Jeśli posiadacie oryginał, to pewnie byliście zdziwieni jego zewnętrzem, jak i wnętrzem/zawartością krążka. Płyta była bowiem wypuszczona w niesamowicie ubogo – ot pudełko z krążkiem zalakowane pomarańczową naklejką. Jak widać powyżej, to założenie było akurat bardzo podobne.

Dlaczego West zdecydował się na zmianę tytułu? Nie wiemy, ale pamiętamy kontrowersje, jakie były z tym związane i głosy o tym, że Kanyemu „odbiło”. Yeezus wzięło się oczywiście od ksywki Yeezy, a ta powstała w oparciu o – jakżeby inaczej – pomysł Jaya-Z. Jay zwykł mawiać o sobie w tekstach per Hova bądź Young Hov. To oczywiście wynik gry słów i połączenia „Jay” z „Hova”, co daje „Jayhova”, innymi słowy, „Jehovah”, JHWH, czyli po prostu „Bóg”. To tyle a propos manii wielkości obu panów.

Powyżej znajdziecie jedno z najciekawszych wykonań „live” numeru „New Slaves”. Kiedy teraz go słucham i patrzę na zawartość Thank God For Drugs Yeezusa, widzę co najmniej dwa uzasadnienia dla pierwotnego tytułu – mowa o numerach „Hold My Liquor” i „Guilt Trip”, choć w starym kontekście równie ciekawie wypadałaby „I Am God”, „Blood on the Leaves”, czy właśnie „New Slaves”. Jeśli zinterpretujemy tytułowe Drugs jako ogólnie środki zmieniające świadomość (a dobra materialne też wykrzywiają percepcję), a całe zdanie potraktujemy jako ironiczne, to całość wydaje się być bardzo smutną konstatacją – dobrze, że Bóg dał nam możliwość do ogłupiania się, bo moglibyśmy nie znieść prawdy.

Fot. z filmu „Kanye West’s speech on Ellen.” [youtube]

Zostaw komentarz