News,Streetwear

Szalone lata 90′: Nike Air Max 2 Light

Łukasz Orawiec -
News,Streetwear - - Dodane przez Łukasz Orawiec

Szalone lata 90′: Nike Air Max 2 Light

Dziś trochę historii i nowości w jednym – w końcu na rynek trafiła trochę zapomniana, a ważna dla rozwoju technologii Air, sylwetka. I jako redakcja chętnie dołożymy swoją cegiełkę do jej popularyzacji. Oto Air Max 2 Light – nostalgiczny powrót do początku lat 90′.

Wczoraj…

Wracamy do lat 90′, a dokładnie do roku 1994. Masywne biegowe sylwetki wyrastają z ofertach największych brandów jak grzyby po deszczu. Technologia Air już od prawie dekady święci triumfy na nogach biegaczy, koszykarzy i “normalsów”. Pomysł Tinkera Hatfielda był przełomowy. W końcu bowiem pojawił się system zdolny zagwarantować wygodę w zasadzie każdemu – od sportowców, po ludzi ganiających po mieście za codziennymi obowiązkami. Team swoosha wciąż próbuje ulepszyć swój wynalazek. I tak na rynek trafia model Air Max2 lub Air Max Squarted.

Skąd ta nazwa? Od całkowitej zmiany podejścia do poduszki powietrznej. W klasycznej wersji Air zbudowany był z komór wypełnionych powietrzem o identycznym ciśnieniu. W Square postanowiono na radykalną zmianę techniczną: zastosowano cztery komory o dwóch różnych ciśnieniach. Zewnętrzne wypełniono powietrzem o ciśnieniu 25 psi, zaś środkową i tylną – 5 psi. Dlaczego tak? Dwie pierwsze miały zapewniać stopie odpowiednią stabilizację, zaś pozostałe – wygodę i amortyzację. I wybaczcie rozmiar poniższego zdjęcia, ale to prawdopodobnie jedyne, jakie znajdziemy dziś na ten temat w sieci.

Po premierze łącznie czterech kolorystyk – dwóch damskich i dwóch męskich – w 1994 i 1995 roku, na rynek trafiły Air Max 2 Light. Zmian, patrząc na pierwowzór, było sporo. Cholewkę zaczął zdobić mesz, zamsz i skóra. Dość spory wcześniej swoosh ustąpił miejsca mniejszemu i zgrabniejszemu bratu, zaś język, stanowiący wcześniej część neoprenowej cholewki, oddzielono. Przebudowie uległa też konstrukcja podeszwy – w pierwowzorze dość toporna, w nowszym wydaniu została zastąpiona o wiele lżejszą pianką Eva, nazywaną przez Nike “Phylon”. Całość uzyskała dużo bardziej agresywny shape.

Niedługo później projekt umarł. Po prostu. Dlaczego? Na tamten moment ciężko było ocenić czy nowy Air faktycznie działa lepiej. Biegacze, którzy testowali buty, nie potrafili wskazać żadnej znaczącej różnicy pomiędzy tym, a innymi modelami. I tak się to skończyło. Przez długie lata sylwetka spoczywała w archiwach – aż do teraz, gdy retro-modele mają się lepiej, niż kiedykolwiek. To złoty czas dla Air Max 2 Light – sylwetce stuknęło już przeszło ćwierćwiecze.

Dziś…

Pierwsze wieści o reedycji zaczęły trafiać do mediów wraz z końcem ubiegłego roku – i są to (w większości) pary bliźniaczo podobne do oryginalnych wydań. Na ten moment doczekaliśmy się łącznie pięciu kolorystyk Air Max 2 Light. “Blue Dragon“, “Black/White” i “University Gold/Flash Crimson-Racer Blue” stanowią “wersje podstawowe”, dostępne aktualnie w oficjalnym sklepie Nike, w cenie 589 zł.

Ostatnie dwie pojawiły się na rynku pod nazwą “Hornets”. Połączenie kilku motywów kolorystycznych zastąpiły tu monochromatyczne barwy, uzupełnione o kontrastowe motywy w postaci loga Air Max na językach i kolorowych (choć wciąż bliskich barwą całości) swooshach. Swoją drogą – to przeźroczyste zabezpieczenie sznurówek zdecydowanie robi tu robotę. Pary trafiły do kilku wyselekcjonowanych sneakershopów (m.in. Sneakersnstuff) w cenie 139 euro. I wyprzedały się na pniu.

I w przyszłości

Następne wydania już czekają w kolejce. Dwie pierwsze z nich to mrugnięcie okiem do wydań “OG”. Biało-czerwone i biało-fioletowe pary powinny trafić do sprzedaży w ciągu najbliższych tygodni, w tej samej cenie, 589 zł.

Najciekawsze zostawiliśmy na koniec. Nike utrzymuje tendencję koronowania retro-wydań kolaboracjami i w tym przypadku robi to lepiej niż dobrze. Bo jeszcze w tym miesiącu do sprzedaży mają trafić pary powstałe przy współpracy japońskiego butiku atmos. Dostaniemy mocno chaotyczny, gęsto zdobiony logami wzór, utrzymany w kontrastowych barwach – my jesteśmy na tak. Premiera najprawdopodobniej na znanym (i mało lubianym) Nike SNKRS, w tej samej cenie, co poprzednicy.

Na ten moment, to by było na tyle. O kolejnych premierach (i oficjalnej dacie odnośnie powyższych) poinformujemy Was, tradycyjnie, na naszym Instastory. I już teraz zapraszamy na kolejny odcinek “powrotów z przeszłości”, który już wkrótce zagości na naszych łamach.

Nike/Sneaker News fot. Nike/Sneaker News/Sole Collector/ Noir Fonce

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Kiedyś Małolat, dziś Kaz Bałagane: Czy raperzy będą ścigani za teksty?

Internet momentalnie zwariował, kiedy gruchnęła informacja o aresztowaniu Kaza Bałagane. Warszawski raper miał zostać ujęty przed wrocławskim klubem Akademia (kiedyś Alibi). Na Instagramach hashtag #FreeBałagane udostępnili już m. in. Kukon, KPSN czy ekipa Aclomindz.

Przy takich historiach pojawia się jedno pytanie: Czy raper czasem sam się nie wkopał, nawijając o bardzo określonych (i nielegalnych) rzeczach, które mają miejsce w jego życiu? Małolat wylądował w więzieniu, w ubiegłym roku skazano Bonusa RPK, teraz ważyć mają się losy Kaza Bałagane. Informacje o jego zatrzymaniu potwierdziła narzeczona rapera.

Choć dotąd nie wykorzystywano tekstów w sprawach, to ta sytuacja powoli ulega zmianie. W USA mieliśmy chociażby przypadek Bobby’ego Schmurdy czy – niebezpośrednio – Tekashiego (z tym, że tu uwagę zwracała cała otoczka, nie tylko słowa piosenek, począwszy od wideo przedstawiającego stosunek z nieletnią). O podobnym przypadku pisała niedawno Ania -> TUTAJ. Lata temu powoływanie się na teksty utworów byłoby nie do pomyślenia, co świetnie udowadnia casus Jaya Z. Nic dziwnego, że w ubiegłym roku szok wzbudziło przytoczenie tekstów kawałka Bonusa RPK na rozprawie, w wyniku której został skazany.

Czy przeciwko Kazowi obrócą się wszystkie teksty typu “mój człowiek Iphone wydzwania mojego człowieka mąkę“? Oczywiście wątpliwe jest, by stanowiły materiał dowodowy, ale z pewnością mogą dostarczyć śledczym wielu inspiracji. Nieprzypadkowo Lil Wayne nawinął ikoniczny wers “Real G’s move in silence like lasagna“.

Czekamy na dalsze informacje w tej sprawie. Część osób stara się powiązać zatrzymanie Bałagana z akcją, o której pisze dzisiaj CBŚP. Z treści wynika jednak, że zatrzymań dokonano na terenie województwa mazowieckiego, co nie zgadza się z wczorajszym miejscem przebywania warszawskiego rapera.

Przykry zbieg okoliczności

Niezależnie od samego powodu zatrzymania, niestety, powtarza się w związku z nim inny dramat – rodzinny. Kiedy w 2015 roku Bonus RPK trafił na 9 do miesięcy do aresztu, jego żona była w ciąży. – Nie było żadnych okoliczności łagodzących. Nawet przykra historia, która nas spotkała. Straciliśmy dziecko, kiedy moja Dominika była w 34. tygodniu ciąży. Dwa miesiące temu je pochowaliśmy – mówił w rozmowie z “Wprost” latem ubiegłego roku.

Kaz również został oddzielony od rodziny. Niedawno informował, fanów że urodziła mu się córka. Życzymy szybkiego powrotu do bliskich.

fot. kadr z klipu “W.E.N.A. – Dobry rok x Kaz Bałagane prod. J.F. (Official Video)”, youtube.com/Wudoe

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Pytać raperów? Można, tylko (p)o co?

Czasami oglądając wywiad z polskim raperem zastanawiam się jaki jest cel takiej rozmowy? Jaka płynie z niego wymierna korzyć zarówno dla rozmówcy, jak i dla widza. Zwykle ciekawe pytania i odpowiedzi można policzyć na palcach jednej ręki. W jednym z instagramowych “lajfów” Kaz Bałagane stwierdził (w sumie nie on pierwszy), że nie widzi sensu rozmowy z dziennikarzami, gdyż do komunikacji z fanami wystarczą mu social media. Taka postawa obrazuje dzisiejsze podejście części polskich raperów do udzielania (a raczej nie udzielania) wywiadów.

Dobry dziennikarz, to grzeczny dziennikarz

Jeśli trafiliście kiedyś na stary wywiad z polskim raperem np. dla magazynu “Ślizg” i porównacie go z dzisiejszymi rozmowami, to możecie srogo zdziwić się “pikantnością” pojawiających się w nich pytań. W starych czasach padały takie, po których niejeden dzisiejszy raper wyszedłby obrażony ze studia lub odmówił autoryzacji. Przypomnijmy chociażby wywiad Włodiego i Pelsona, gdzie rzucone zostały mocno niecenzuralne słowa pod adresem np. Eldo. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o nadmierną agresję i wywoływanie konfliktu. Chodzi o jakikolwiek pomysł na przeprowadzenie rozmowy. Tak, żebyśmy dostali coś więcej niż tylko towarzyską pogawędkę dwóch gości. Rozumiem konwencję np. Yurkoskiego (nasza rozmowa z nim tutaj), taka luźna forma również jest przydatna. Jednak w pewnym momencie większość dziennikarzy zaczęła zachowywać się jak niewolnicy raperów, którym nie wypada zadawać niewygodnych pytań.

Pytanie czy jest to ich wina? Raczej nie. To raperzy odpowiadają za taki stan rzeczy. W większości niemieckich rozmów nie omija się trudnych zagadnień i nie udaje, że nie było tematu. Niemieccy raperzy wykładają kawę na ławę, jak kiedyś polscy politycy u Bogdana Rymanowskiego. W kraju Nietzschego social media są rozwinięte jeszcze bardziej niż u nas, a jednak – gdy przychodzi do wywiadu – raperzy potrafią przyjść i powiedzieć w temacie coś więcej niż: “wybrałem ten singiel jako pierwszy, ponieważ…”

Pierwsza zasada podczas wywiadu: unikaj kontrowersyjnych tematów

W ubiegłym roku śledziliśmy aferę na linii Quebonafide – Duży w Maluchu (później dołączył do niej jeszcze Paluch). Youtuber robi raczej lajtowy kontent, ale w jego rozmowach zwykle pojawiają się jedno czy dwa trudniejsze, bardziej dociekliwe pytania. Mniejsza o to, kto miał rację w tym konflikcie. Przywołuję go jako przykład pewnej autocenzury naszych mistrzów ceremonii, np. gdy przychodzi do rozmów o kwestiach światopoglądowych. Damn, jeśli robimy rap i jeśli nie unikamy kontrowersji w tekstach, to dlaczego nagle, tak boimy się szczerości w wywiadach? Oczywiście, rapera, który robi “milusi” rap i nie wchodzi nikomu w paradę, raczej nie ma sensu ciągnąć na siłę za język. Jednak, gdy siada hiphopowiec, który co drugi kawałek ostro krytykuje scenę, mamy prawo wymagać od niego szczerości. I mamy prawo się wściekać, gdy proszony o podanie konkretnej ksywki, do której się odnosi w rozmowie, odpowiada: “to tak ogólnie, do nikogo konkretnego” lub: “nie będę robił im promocji”. No to co to za raper? – to jest

A może raperzy mają rację?

To krytyka za nami. A może trzeba jednak (próbować) zrozumieć naszych rodzimych raperów? Zatem tu jako argument przypomnijmy wywiad jednego z naszych redaktorów z Sitkiem. Rozmowa przysporzyła mu wielu wrogów, tak naprawdę z błahego powodu. Padło w niej zwykłe stwierdzenie, że następuje zmiana pokoleniowa na scenie i niedługo część doświadczonych graczy będzie usuwać się w cień na rzecz młodych. Każda normalna osoba po chwili namysłu stwierdziłaby, że to prawda, że coś w tym jest, ale “polskim chłopakom brakuje luzu”.

Sitka spotkała nagła fala hejtu (pif paf z Fejsbuka strzał) i nawet “zakaz” wjazdu do jednego z polskich miast. Bycie Szwajcarią jest jednak bardziej opłacalne i bezpieczne zarówno w sferze kariery muzycznej, jak i na stopie prywatnej. Po co raper miałby brać udział np. w politycznej dyskusji, jeśli jego odważne wypowiedzi mogą nie przypaść do gustu słuchaczowi o określonych poglądach? Po co tym samym narażać się na utratę ewentualnego zysku?

Wywiady jako forma internetowego show

Raperzy dużo zawdzięczają rozwojowi mediów społecznościowych. Dały im niezależność i możliwość stałego dotarcia do odbiorców. Również fani, gdy mają możliwość sami zadać pytanie przez chat, czują się bliżej swojego idola. Żyjemy w bardzo szybkich czasach. Dziś chyba łatwiej jest obejrzeć “lajfa” na Instagramie, czy nawet tylko jego najważniejsze fragmenty wrzucone na YouTube, niż poświęcać czas na 30 czy 40 minut rozmowy.

Dlatego warto zadać pytanie czy jest jeszcze w ogóle sens zapraszania raperów na wywiady? Może powinno się odejść od poważnych rozmów i skupić się na rozrywkowej formie, gdzie pytania będą tylko dodatkiem do dobrze opakowanego show? Świetnym przykładem takiego formatu są wywiady Winiego. Gospodarz często opowiada absurdalne i śmieszne historie. Z tym że też równie często potrafi pociągnąć swojego gościa za język. I to jest prawdziwa sztuka.

fot. kadr z “Wini x Belmondo – rozmowa”, youtube.com/WINI

Zostaw komentarz