Hip Hop,News

Pierwszy efekt europejskich wojaży Malika. Czy „Mordo Weź” zapowiada wielkie rzeczy?

Michał Fitz -
Mordo Wez
Mordo Wez
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Pierwszy efekt europejskich wojaży Malika. Czy „Mordo Weź” zapowiada wielkie rzeczy?

Kilka tygodni temu środowisko hip-hopowe w Polsce żyło głównie służbowymi podróżami Malika Montany, który współpracował w ich trakcie z bardzo szanowanymi i rozpoznawalnymi artystami z Niemiec oraz Francji. Strzelił też fotkę z Neymarem, ale z nim tracka raczej nie będzie. Inne za to wyjdą, a jeden już jest. Jak prezentuje się „Mordo Weź”?

Szukając przymiotników do określenia tego kawałka, kilka wskoczyło do głowy, ale chyba ten najlepiej opisujący nowy numer artysty to „malikowy”. Utwór jest bowiem esencją stylówki Malika, który pod tłusty bit Olka płynie sobie powoli, bez większej spinki, rzucając mocnymi, często zabawnymi wersami, w których nie zabrakło również miejsca na twardy flex. Trudno bowiem inaczej odebrać linijki typu: „Moet to kiedyś, dzisiaj Ace of Spades”. Dla niewtajemniczonych, do których przed posłuchaniem tego kawałka zaliczałem się też ja, to drugie to również szampan, z tym, że kosztuje jedynie około 1000 złotych za butelkę. Uśmiech na twarzy pojawia się też w momencie, gdy Malik krótko komentuje ostatnie wybryki młodego raperskiego narybka, nawijając: „Do kasyna wbijam, Remo daj zaliczkę”.

Nie można też zapominać o tym, że na tracku znajduje się też zwrotka LX’a, co jest dla całego kawałka kluczowe. Niemiecki raper był bowiem najczęściej pojawiającą się przy Maliku postacią w trakcie wyżej wymienionych wojaży po Europie. To, jak nawija, choć oczywiście robi to na standardowym dla siebie, dobrym poziomie, nie ma jednak większego znaczenia. Liczy się to, że dysponuje potężną, znaną na całym Starym Kontynencie ksywką, której obecność po prostu pomoże wypromować ten kawałek poza granicami Polski. Istotne jest też to, że bit bardzo pasuje do zachodnich standardów, a zwrotka Malika jest prosta i melodyczna. Nie chodziło bowiem o napisanie filozoficznego wywodu z potrójnym dnem, bo nowych odbiorców, do których Montana chce dotrzeć i tak to nie obchodzi. Istotne jest natomiast to, że po odpaleniu numeru ze znanym sobie LX’em usłyszą przyjemną nawijkę, do bujającego bitu, przez co wrócą, by sprawdzać kolejne kawałki.

Na tej samej zasadzie Malik stworzył już rok temu numer z innym przedstawicielem 187 Strassenbande, nawet chyba bardziej znanym od LX’a, Bonezem MC. Bit bujał, a refren był prosty, ale chwytliwy. Ten numer brzmi dosyć zachodnio, ale oczywiście w Polsce też przyjął się bardzo dobrze. Dzięki takim zabiegom Malik może umacniać swoją pozycję w kraju i przecierać szlaki poza jego granicami, co już nawet w niedalekiej przyszłości może mu się bardzo opłacić. Nie tylko pod względem finansowym, choć o to zadbał na pewno, ale także wizerunkowym i artystycznym.

fot. kadr z wideo „Mordo Wez”

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Zamieszanie wokół „Jarmarku”. Czy okładka nowej płyty Taco Hemingwaya to plagiat?

W środę 29 lipca Taco Hemingway zapowiedział dwa nowe albumy. Przy okazji zaprezentował również ich okładki. Jedna z nich, a mowa tu o okładce „Jarmarku”, wywołała ogromne poruszenie spowodowane rzucającym się o oczy podobieństwem do pewnej fotografii.

Okładki albumów Taco Hemingwaya niemal zawsze idealnie oddawały klimat jego muzyki. Trzeba przyznać, że są dosyć charakterystyczne. Poza tym, nie licząc drobnych wyjątków, wcześniejsze wydawnictwa rapera wizualnie były niezwykle spójne. Od pierwszego wypuszczonego w obieg “Who Killed JFK” (wtedy jeszcze pod pseudonimem Food Villian), przez „Young Hems”, „Trójkąt Warszawski”, „Umowę o dzieło”, „Wosk,” „Szprycer”, a na „Café Belga” i „Flagey EP” kończąc, stylistycznie przyświecała im ta sama wizja. Malowane zamaszystymi pociągnięciami pędzla, ekspresyjne, czasami jakby brudne i surowe, przedstawiały zazwyczaj podobiznę samego rapera. Wprawdzie okładka „Marmuru” odstawała stylistycznie od reszty albumów, jednak w dalszym ciągu była jedynie grafiką.

View this post on Instagram

Witaj w Hotelu Marmur.

A post shared by tacohemingway (@tacohemingway) on

Artysta zaczął pojawiać się na nich „osobiście” stosunkowo niedawno. Miało to miejsce w kwietniu 2018 roku na okładce „Somy”, jednak pierwszym samodzielnym wydawnictwem Taco Hemingwaya, na którym nie krył się pod warstwą grafiki komputerowej, była „Pocztówka z WWA, lato ’19”. Sesję okładkowa z „Pocztówki” wykonał Paweł Fabijański, który już wtedy miał na koncie kapitalne współprace ze znanymi markami i artystami.

Na „Jarmark” czekają wszyscy

Nie da się ukryć, że z nadchodzącym tegorocznym albumem Taco związane są wielkie oczekiwania. Liczba teorii dotyczących powstających płyt jest ogromna. Pojawiały się one niemal codziennie, zwłaszcza wśród fanów Szcześniaka. Było ich tak wiele, że większość z nich nie mogłaby zostać spełniona, a na ich podstawie z powodzeniem można byłoby napisać tekst pt. „kogo zawiódł Taco Hemingway”. Ostatecznie okazało się, że „Jarmark” i „Europa” zadowoliły słuchaczy trzydziestoletniego rapera samym pojawieniem się, a „Taco Hemingway nie zawiódł nikogo”.

Plagiat?

Okładki „Jarmarku” chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Stylistycznie nawiązuje ona do Polski lat 90. i ukazuje przepełnioną wydarzeniami, postaciami i szczegółami scenę, odbywającą się na wielu planach. W tle widnieje róg budynku, skomponowany centralnie w bardzo charakterystyczny sposób. Internetowa społeczność prędko zauważyła podobieństwo wykonanej przez Annę Witko i Łukasza Partykę okładki do pewnego znanego zdjęcia. Mowa tu o pracy Alex Prager, uznanej i wielokrotnie nagradzanej amerykańskiej fotografki, która została opublikowana 28 stycznia 2020 roku i opisana jako: “THE EXTRAS, 2019 /// PLAY THE WIND”. Fotografia Prager również przedstawia wielowątkową scenę, ukazaną na tle skomponowanego w charakterystyczny sposób budynku.

View this post on Instagram

THE EXTRAS, 2019 /// PLAY THE WIND @alexpragerstudio

A post shared by Alex Prager (@alexprager) on

Pod postem amerykańskiej artystki ciągle widnieją ironiczne komentarze dotyczące „Jarmarku”, odnoszące się bezpośrednio do Szcześniaka i jego albumu.

Co na to autorzy?

Anna Witko i Łukasz Partyka szybko wydali oświadczenie, w którym ustosunkowali się do stawianych im zarzutów. Wspominali między innymi o tym, że świadomie odwoływali się do zdjęć Alex Prager i innych artystów, a okładka „Jarmarku” bezpośrednio nawiązuje do zdjęcia amerykańskiej fotografki.

„Informacja o inspiracjach znajdzie się na fizycznej wersji płyty, ale żałujemy, że nie zakomunikowaliśmy tego również przy okazji pierwszej publikacji zdjęcia” – dodali.

O tym, jak należy traktować tego typu działania, jasno mówi Amerykańskie prawo autorskie (American Copyright Act 1976):

  •  Nadaje [ono] twórcy wyłączne prawo do rozporządzania swoim dziełem w zakresie podejmowania decyzji o:
  • reprodukcji dzieła – kopiowaniu
  • wykonaniu utworów pochodnych, opartych na dziele oryginalnym
    (…)
  • odtwarzaniu lub przedstawianiu dzieła publicznie

Wynika z niego, że chcąc świadomie i bezpośrednio nawiązać do zdjęć Alex Prager (do czego twórcy okładki przecież się przyznali), powinni oni wcześniej otrzymać jej zgodę. Jeżeli polscy fotografowie jej nie otrzymali (bądź nawet o nią nie wystąpili), Alex Prager będzie miała wiele możliwości, aby egzekwować należną ochronę swojej własności intelektualnej. A jeżeli Anna Witko i Łukasz Partyka o taką zgodę wystąpili i ją otrzymali, to serdecznie im gratuluję i uprzejmie proszę, aby nie wstydzili się nią pochwalić i raz na zawsze rozwiali wszystkie wątpliwości.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz

News
TikTok naprawdę może zostać zdelegalizowany!
https://1000logos.net/tiktok-logo/

TikTok u wszystkich wzbudza bardzo podobne uczucia. Niby fajnie zabija się dzięki niemu nudę, ale po pewnym czasie trzeba zrobić sobie od niego przerwę, gdyż stężenie cringe’u we krwi jest zwyczajnie zbyt duże i prawdopodobnie zagrażające życiu. Amerykanie już niedługo mogą tego problemu nie mieć.

Wcale nie dlatego, że tę popularną apkę zaleje fala sensownego i faktycznie zabawnego, a nie żenującego contentu. Może być ona prawnie zakazana i nie jest to tym razem kolejny żart o delegalizowaniu czegoś. Prezydent USA, Donald Trump, ogłosił bowiem oficjalnie, że usunie TikToka ze swojego kraju, jeśli w ciągu 45 dni nie przejmie go amerykański inwestor. Brzmi to trochę jak mem, trochę jak internetowa pasta, ale to faktyczny, autentyczny plan. Co ciekawe, stoją za nim bardzo poważne powody i nawet oskarżenia.

Według badań przeprowadzonych przez amerykańskich specjalistów od programowania, TikTok ma bowiem pozyskiwać gigantyczną liczbę prywatnych danych każdego swojego użytkownika. Tak przecież mówiło się też o Instagramie czy Facebooku, ale okazuje się, że akurat ta aplikacja jest w stanie zebrać znacznie więcej informacji niż te wyżej wspomniane. Poza tym, należy ona do Chińczyków, więc w Stanach zaczęto obawiać się, że TikTok to po prostu sprytnie wprowadzone na rynek narzędzie szpiegowskie, które ma pozyskiwać wszelkie wiadomości na temat jego użytkowników, które później rzekomo trafiają do chińskiego rządu. Tak, to zdecydowanie brzmi jak teoria spiskowa, ale skoro Prezydent Trump zdecydował się już na tak drastyczne kroki, musiały do niego dojść dowody, które faktycznie tę tezę potwierdzają lub chociaż sprawiają, że jest bardzo prawdopodobna.

Twórcy aplikacji mają być tym faktem zszokowani i na razie, co oczywiście nie dziwi, niezbyt chętnie przymierzają się do sprzedaży aplikacji. XXLMag podaje, że w sprawą TikToka zainteresował się już Microsoft i to prawdopodobnie on będzie głównym kandydatem do przejęcia go. Na negocjacje z obecnymi właścicielami ma półtora miesiąca, w trakcie których miliony nastolatków będą drżały nocami, nie śpiąc w obawie o tym, że nie będą miały gdzie wrzucić filmiku ze smutną muzyczką w tle, gdy po miesiącu związku zerwie z nimi ich druga połówka.

fot. https://1000logos.net/tiktok-logo/

Zostaw komentarz