Felieton,Hip Hop

„Tęsknię za moim bratem”. Przedstawiamy burzliwą historię przyjaźni Kanye’ego Westa i Jaya-Z

Klementyna Szczuka -
Kanye West Jay-Z
Kanye West Jay-Z
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

„Tęsknię za moim bratem”. Przedstawiamy burzliwą historię przyjaźni Kanye’ego Westa i Jaya-Z

Nie ma wątpliwości, że to jeden z najbardziej ikonicznych duetów. Przyjaźń Kanye’ego Westa i Jaya-Z miała wzloty i upadki, w tym kilka poważnych konfliktów. Wczoraj Kanye wyznał na Twitterze, że tęskni za swoim mentorem i zamieścił zdjęcie z ich wspólnego koncertu…

Miesiąc temu, gdy Kanye ogłosił, że startuje w tegorocznych wyborach prezydenckich, powiedział, że chciałby, aby Hova został jego zastępcą. Zapytany, czy jego przyjaciel o tym wie, odpowiedział, że nie rozmawiali ze sobą od wielu lat, ale to, że ich stosunki i tak są w porządku, jest dowodem na to, że są prawdziwymi braćmi. Historia ich relacji trwa już prawie 20 lat, a my postanowiliśmy Wam ją przybliżyć.

Roc-A-Fella

Gdyby nie Jay-Z, prawdopodobnie Kanye West nie osiągnąłby tego, co zbudował do tej pory. To w końcu starszy od niego o 8 lat raper z Brooklynu odkrył jego talent i w 2000 roku wziął pod skrzydła swojej wytwórni Roc-A-Fella. Ye robił w niej za producenta i szybko zasłynął ze swojego unikalnego stylu – wykorzystywał soulowe nagrania oraz przyspieszał ich wokale, dzięki czemu rozpopularyzował chipmunki. Szczególną popularność przyniósł mu wkład w jeden z największych klasyków Jaya-Z, „The Blueprint”, wydany w 2001 roku. Ostatecznie to również u boku Hovy w 2004 West wydał swój debiutancki album, „The Collage Dropout”. Następnie w „Big Brother” („Graduation”, 2007) oddał przyjacielowi hołd i opowiedział ich dotychczasową historię. Ich relacji nie zaburzyła nawet rywalizacja o numery z Coldplay.

Raperzy współpracowali ze sobą regularnie, aż w 2011 ukazał się ich wspólny album „Watch the Throne”, który zresztą właśnie obchodził 9. urodziny. Projekt oczywiście cieszył się ogromnym sukcesem, przy czym zdobył 7 nagród Grammy.

Braci się nie traci

Pierwsze napięcia między raperami zaczęły pojawiać się jednak już w 2009, kiedy to Ye wtargnął na scenę podczas gali MTV VMA, bojkotując wygraną Taylor Swift i domagając się, aby otrzymała ją Beyoncé – żona Jaya-Z. Był to zresztą ciężki emocjonalnie czas dla Westa – musiał on zmierzyć się ze śmiercią matki i rozstaniem z narzeczoną, które były głównym tematem „808s & Heartbreak” (2008). Pierwszym dzielącym przyjaciół incydentem było natomiast to, gdy w 2014 Jay-Z i Bey nie pojawiła się na ślubie Kanye’ego i Kim Kardashian, składając im jedynie życzenia w social mediach.

Kanye do zaprzyjaźnionej pary miał duży żal. Ostatecznie jednak w wywiadzie dla GQ powiedział, że nie jest to dla niego aż tak istotne, bo najważniejsza była dla niego obecność samej ukochanej. Dwa lata później miał również pretensje do Jaya-Z, że ten nie pomógł im ani nie pytał jak się czują, gdy Kim została ofiarą ataku w Paryżu. Podczas trasy koncertowej Saint Pablo w Seattle Kanye błagał go na scenie, aby ten do niego zadzwonił. Krótko po tym West trafił do szpitala psychiatrycznego.

Do tego wydarzenia Jay-Z odniósł się pół roku temu w pierwszym kawałku ze swojego trzynastego albumu, „4:44”, nawiązując jednocześnie do ich sporu finansowego…

You gave him twenty milion without blinkin’/He gave you twenty minutes on stage, fu*k was he thinkin’?

Kanye nie był bowiem zadowolony z usługi, jaką zaoferował mu Tidal, którego współwłaścicielem jest Jay-Z. Raper miał nie zrealizować obiecanych teledysków, domagając się zapłacenia 3 milionów. Opuścił również firmę, przez co groziły mu konsekwencje prawne. Mimo wszystko przyjaciele pogodzili się, a w kolejnych latach odnosząc się w mediach do wydarzeń z przeszłości, ciepło się o sobie wypowiadali. W grudniu zeszłego roku po raz pierwszy od dawna wystąpili nawet razem publicznie. Było to na imprezie z okazji 50. urodzin Diddy’ego – „Damn, Yeezy and Hov, where the hell you been?”.

fot. kadr z klipu „JAY Z, Kanye West – Otis ft. Otis Redding”, YouTube.com/Kanye West

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Jedni z najbardziej perspektywicznych raperów w Polsce na wspólnym tracku. Jak wyszła im „Testarossa”?
https://www.instagram.com/p/CDuBSWnHn5B/

Patrząc na młode pokolenie polskich raperów, można odnieść wrażenie, że w nadchodzących latach zadowoleni powinni być wszyscy, bo takich, którzy dobrze prosperują jest sporo, a dodatkowo prezentują się jeszcze dosyć różnorodnie, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Trzech z nich postanowiło połączyć siły w kawałku pt. „Testarossa”. W teorii powinien być to murowany hit, a jak wyszło w praktyce?

Jak to lubią mówić piłkarscy eksperci, „na papierze” skład artystów do tego numeru wygląda bowiem bardzo imponująco. Wiatr, który przecież zdążył już pojawić się na kawałkach o wielomilionowych wyświetleniach, jak chociażby „Slow Mo” u Tymka, dobrał sobie dwóch, nie mniej popularnych kolegów. Be Vis ma przecież na swoim koncie Surfera, który w dwa lata nabił na YouTube już 28 milionów wyświetleń. To i tak nic, przy Sobelu Soblu, który w niecały rok na swojej „Imprezie” uciułał 37 milionów odsłon. Panowie umieją więc w bujające, zabawowe kawałki, a czy „Testarossa” to potwierdziła?

Tak, to potwierdziła na pewno, choć przede wszystkim dzięki bardzo klubowemu podkładowi Hubiego. Nie ma się co oszukiwać, że w przypadku takich imprezowych kawałków to właśnie bit ma najważniejsza rolę do spełnienia i jeśli robi robotę, to kawałek ma możliwość, by przysłowiowo „zażreć”. W tym wypadku tak jest, dlatego numer ma spore szanse, by do końca sierpnia pojawić się jeszcze na setkach domówek i kilkunastu klubach.

A co z tekstem? Ten z kolei nie powinien przeszkadzać bitowi i w refrenie mieć jakiś krótki chwytliwy frazes, który będzie można powtarzać. No i dokładnie to mamy, gdy Wiatr w charakterystycznym dla siebie tonie, pod koniec refrenu nawija, a w zasadzie to nawet mruczy: „mmmmm Testarossa”. Wiem, że to brzmi jak sarkazm i jawna szydera, ale naprawdę tym nie jest. Po prostu cel był taki, jak napisałem kilka zdań wyżej, a ten zabieg całkowicie go spełnia. Podobnie w klimat wpasowują się zresztą obydwaj goście. W ich zwrotkach nie znajdziemy jakichś filozoficznych wywodów czy ambitnych rozkmin, a proste wersy o zabawie, dupeczkach i używkach.

Wiadomo, takim kawałkiem panowie szacunku u weteranów sceny i świetnych tekściarzy sobie nie zaskarbią, ale nie o to w tym chodziło, bo tu miał być zrobiony track na melanż i dokładnie to się udało. Poza tym, artyści pokazywali już również, że potrafią nagrać ambitniejsze kawałki. O Soblu napisałem w tym kontekście nawet cały artykuł, a Wiatr udowodnił to chociażby przy okazji „Ikigai” nagranego z Kobikiem. Ich umiejętności, a tym bardziej przyszłości nie należy więc oceniać przez imprezowość „Testarossy”. Do niej po prostu trzeba się bawić.

fot. instagram.com/szymonsobel

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
4 raperów, którzy byli hejtowani, a teraz zgarniają propsy
bedoes

Chyba każda popularniejsza osoba ma swojego hejtera. Odczuć to można zwłaszcza w dobie internetu. Raperów również nie ominęło to zjawisko. Niektórzy jednak przebrnęli przez fale negatywnych opinii i aktualnie zbierają głównie propsy. O kim mowa?

Young Igi

Gdy utwory Igora zaczęły zdobywać coraz większą popularność, jednym z najczęstszych zarzutów było to, że według nich nadużywa autotune’a i tylko na tym buduje swoją twórczość. Średni argument, prawda? Teraz z tego efektu korzysta większość raperów i już mało kto ma z tym problem, jednak kilka lat temu stara gwardia rapu miała negatywne podejście do autotune’a. Young Igi olał negatywne komentarze i robił swoje. Aktualnie rzadko się spotyka jakieś nieprzychylne opinie na temat jego twórczości. Wręcz przeciwnie. Świadczyć może o tym jego zwrotka w #hot16challenge2, która przekroczyła już 16 milionów wyświetleń. Dodatkowym absurdalnym zarzutem w stronę Igora było to, że jest za młody. No tak, bo rap mogą tworzyć tylko ludzie po 30-stce.

Tymek

On przeszedł ciekawą drogę. Najpierw propsy za mniej znane numery, potem hejt, a aktualnie znów jest na fali wznoszącej. Największe zarzuty było o to, że robi muzykę, którą wielu nie nazywało rapem. Chodziło głównie o utwory z albumu „Klubowe”. „Język ciała” leciał wszędzie i to prawdopodobnie było głównym czynnikiem hejtu. Przesyt, przesyt i jeszcze raz przesyt. Ale czy to jego wina? No oczywiście, że nie. Tymek lubi eksperymentować z muzyką. Jedne rzeczy podobają się bardziej, a drugie mniej. Wtedy był na etapie robienia takiej, która miała po prostu bujać na imprezie. Teraz natomiast tworzy kompletnie inny klimatycznie projekt „Piacevole” i póki co opinie są bardzo pozytywne. Nie można mu odmówić też tego, że potrafi rapować. Za jego życiówkę uważam numer „Powietrze”.

Bedoes

Największy hejt na Borysa był po niefortunnych słowach wypowiedzianych na wydarzeniu SB w Stodole. Wiele osób z branży się oburzyło i nie ma co się dziwić. Jednak cała sprawa jest już wyjaśniona, więc nie ma co do tego wracać. Złe komentarze posypały się także w trakcie beefu z Filipkiem. Potem było już lepiej, zwłaszcza po numerach z płyty „Kwiat polskiej młodzieży”, która przyjęła się naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że Bedi się odkuł. Dodatkowe zarzuty dotyczyły schudnięcia Borysa. Wiele osób insynuowało, że to przez narkotyki. Aktualnie Bedoes w znacznym stopniu stanowi o sile SBM i jest w miejscu, o jakim pewnie nigdy nie marzył. Jeśli chcecie sobie przypomnieć jego ostatnią płytę, odsyłam do recenzji Michała Fitza.

Żabson

Mateusz spotkał się z hejtem z wielu, często dość absurdalnych, powodów. Nie da się ukryć, że Żabson rzadko kiedy gryzie się w język i po prostu mówi to, co myśli. Do tego jest dość kontrowersyjnym raperem, a to z kolei się wiąże z ryzykiem, że komuś będzie przeszkadzał jego rap, styl bycia czy wypowiedzi w social mediach. Nie będę wymieniał wszystkich zarzutów w jego kierunku, bo to dość długa lista – czepiano się m.in. o jego flow, sposób bycia czy ubiór. Po prostu się wyróżniał i pewnie w jakimś stopniu pomogło mu to się znaleźć w miejscu, w którym jest teraz. Zazwyczaj takie błahe zarzuty szybko mają swój koniec. Jeśli atakowana osoba sobie nic z tego nie robi, heter w końcu odpuści. Tak też jest w przypadku Żabsona. Aktualnie o wiele więcej można przeczytać o nim pozytywnych komentarzy niż kiedyś.

fot. Bedoes & Kubi Producent – „Kwiat Polskiej Młodzieży”, YouTube.com/SBM Label

Zostaw komentarz