Hip Hop,News

Tracklista „ROMANTIC PSYCHO”. Co to za featy? Tylko się domyślamy

Jakub Purłan -
Hip Hop,News - - Dodane przez Jakub Purłan

Tracklista „ROMANTIC PSYCHO”. Co to za featy? Tylko się domyślamy

Skoro już w sieci widnieje tracklista najnowszego albumu Quebonafide, to pokusiliśmy się o rozszyfrowanie tych nieoczywistych featów. To tylko nasze domysły, potraktujcie to jako zabawę. Poniżej zdjęcie prezentujące utwory i gościnne udziały.

Pominiemy te oczywiste, które wszystkim są dobrze znane. Zaczniemy od tego co wydaje się pewne, a mianowicie Bogaty Ziomek Tomba. Pod taką ksywą startował na WBW już zawodnik, a okazał nim się Solar. Tutaj chyba bez wątpliwośći. Chips i Denis to kumple Quebo, o których możemy usłyszeć w numerze „Wesoła Ekipa”. Idąc tą drogą to Kamix również może należeć do tego grona, ze względu, że na tym numerze jest Denis, a także Dj Moyes. No i teraz zaczyna się dopiero zabawa i gdybanie. Zbyt Mocne możemy rozumieć jako feat, który jest na tyle ciekawy, aby go nie ujawniać od razu. Bo po w pisaniu tej „ksywki” na YT nic konkretnego nie znajdziemy. Rapa Nui to rdzenna ludność Wysp Wielkanocnych, co kompletnie nic nam nie mówi. To także tytuł filmu. Dwight Eisenhower to były dowódca amerykańskiej armii wojskowej. Czy ten numer będzie w takiej tematyce? Bo co innego może sugerować nam ten feat. Po wpisaniu „Kamil DSP” pojawia się kanał z dwoma filmikami. Z czego jeden zapowiada w najbliższym czasie rapowe utworu, a tam padają pozdrowienia dla całego Ciechanowa. Rodzinnego miasta Quebonafide. Graba, jeśli chodzi o tę samą osobę, to raper, który ma na swoim koncie już muzyczną przygodę. Ostatni jego numer wleciał 7 miesięcy temu. A TPWD nie mam pojęcia jak rozszyfrować. Quebo na pewno nas zaskoczył doborem gości, pozostaje mi tylko czekać do jutra na preorder.

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Czy słuchacz popsuł polski rap?

Rap jest bez wątpienia jednym z najszybciej ewoluujących gatunków muzycznych. Zmieniają się brzmienia, poglądy i w zasadzie wszystko inne, co z nim związane. Oczywiście nie każdemu pasuje kierunek w jakim zmierza polski rap i pojawiają się opinie, że jest on zepsuty. Ostatnio głos w tej sprawie zabrał Kizo, rzucając na to zagadnienie ciekawe światło. Według niego rap zepsuł się nie przez goniących za nowymi brzmieniami artystów czy ich coraz bardziej błahe podejście do tworzonej muzyki, a przez ich słuchaczy? To mocne, dla niektórych na pewno krzywdzące stwierdzenie, które w pierwszej chwili ubodło i mnie, ale po dłuższym zastanowieniu można w tej tezie znaleźć wiele bolesnej prawdy.

fot. Instagram.com/kizo_wnik_058

Uściślijmy, że Kizo mówiący o zepsuciu rapu nie ma wcale na myśli tego, jak brzmi, a jedynie to, co sobą reprezentuje. Podane przykłady są bardzo wyraziste, ponieważ nie sposób nazwać zarówno Sentino, jak i Belmondo nienagannymi ludźmi. Obaj mają swoje za uszami i są to występki, które jeszcze kilkanaście lat temu przekreśliłyby kompletnie ich szanse na robienie muzyki. Nie dość, że nikt nie chciałby z nimi współpracować, to jeszcze nikt nie miałby zamiaru ich słuchać, ponieważ rap wtedy niósł wartości, które nie dopuszczały pewnych zachowań.

Realia jednak się zmieniły i w tym momencie nie ma już znaczenia, kim jest osoba, która nagrywa muzykę. Liczy się jedynie to, co nagrywa. W ten sposób Belmondo, który swoim unikatowym stylem zaskarbił sobie rzeszę wiernych fanów może dopuszczać się z w zasadzie wszystkiego, a będzie mu to wybaczone, o ile nagra kolejny, charakterystyczny dla siebie hit. Nie ma znaczenia fakt, że jego nawijka o pieniądzach jest nieautentyczna przez machlojki, których rzekomo się dopuścił. Nikogo nie interesuje też fakt, że w utworach przedstawia siebie jako nie lada playboya, podczas gdy jego słynne wybryki nie do końca to potwierdzają. Dopóki rzuca fajnymi, chwytliwymi i zabawnymi wersami, dociera do swoich odbiorców.

Belmondo jest oczywiście jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Jest multum raperów, którzy w swojej twórczości nie są autentyczni, a nawet przekazują treści, które mogą być szkodliwe. Jeśli jednak ich utwory bujają, śmieszą lub po prostu trafiają w określoną, przyzwyczajoną do tego typu muzyki niszę, będą miały słuchaczy, niezależnie od tego, kto stoi za ich stworzeniem. Odbiorcy z kolei przeliczają się na kliknięcia, które następnie idzie już przekalkulować bezpośrednio na pieniądze. Wiadomo, jeśli coś przynosi hajs, a przy okazji nawet jest zgodne z prawem, to dlaczego nie robić tego dalej?

Spojrzenie na tę sprawę z drugiej strony niestety utwierdza nas w tej tezie. Możemy mieć rapera, który tworzy zgodnie ze swoją aktualną weną i humorem, przez co jego muzyka jest różna lub całkowicie zmienia się po czasie. Taki artysta jest przy tym zgodny sam ze sobą, a przy okazji nikomu niczym nie szkodzi. Słuchacze jednak spodziewają się od niego konkretnej muzyki, niemalże identycznej do tej, która kiedyś im się podobała. Jeśli jej nie dostają, rzucają się na artystę, jak gdyby był on winny jakiejś zbrodni. Z takim problemem borykał się chociażby Otsochodzi, który spotkał się z gigantycznym hejtem, w momencie gdy zaczął tworzyć inne utwory od tych, których oczekiwali od niego jego słuchacze. Podobnie po uszach dostaje też Quebonafide, choć jego gigantyczna popularność sprawia, że nie jest to tak uciążliwe. Niemniej jednak raper z Ciechanowa notorycznie musi czytać o tym, że „ludzie mają już dość jęczącego Queby” i że „on się skończył na Eklektyce”. Sam nawija zresztą o „roszczeniowych fanach” w swoim ostatnim singlu pt. „Przy Tobie”

Jaka jest więc odpowiedź na zadane w tytule pytanie? Czy słuchacz faktycznie zepsuł polski rap? Nie użyłbym tak mocnego stwierdzenia, bo w końcu w ostatnich latach ten gatunek muzyki prosperuje u nas wyjątkowo dobrze. Trzeba jednak przyznać, że słuchacze mieli kolosalny wpływ na jego rozwój w kierunku, który rozgranicza twórców od ich muzyki, a co za tym często idzie, również wartości od muzyki, a to przecież one były jednym z podstawowych założeń rapu, prawda?

fot. kadr z filmu „Polish Hip-Hop Festival / Official Aftermovie / Płock 2019”, YouTube.com/9LITERFILMY

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Stary nowy Quebonafide! „Romantic Psycho” [RECENZJA]

Wszyscy spodziewali się, że Quebonafide zaskoczy preorderem. Nikt nie mógł przewidzieć co znajdzie się na najnowszym krążku rapera. Przyznaję, że chyba tylko Quebo mógł sobie pozwolić na taką akcję.

Pierwsze odczucia

Nie będę się skupiał na singlach, które wyszły przed premierą. Powiem tylko, że całkowicie się różnią od reszty. Przede wszystkim jakością. Pozostałe numery brzmią jak nagrane w piwnicy przy ulicy Płońskiej w Ciechanowie. A część jak nagrane na starym telefonie. W sumie utwory to w większości za duże słowo, po prostu Quebo wrócił do początków przygody z rapem i rzuca sobie freestyle. Ale od początku. Pierwsze odczucie to zdziwienie jakością, brakiem mixu i masteringu. Generalnie w głowie pojawia się taka myśl: Co jest nie tak? Brzmi to wszystko jak pierwsze nagrywki z kumplami na mikrofonie za 10zł. I to uczucie pozostaje przez kilka numerów, a potem zaczyna pojawiać się uśmiech na twarzy. Przynajmniej u mnie. A to dlatego, że czuć klimat ziomali co mają zajawkę na rap i przestaję traktować album jako produkt. Tylko słucham tego jak kumpla, który chce sobie po protu ponawijać, bo to lubi. Próżno szukać wyszukanych wersów, niesamowitych bitów i jakości. Jednak nie można odmówić klimatu jaki panuje przez większość numerów. Cała akcja promocyjna polegała na powrocie do wizerunku Kuby sprzed lat. I na płycie to słychać. Brakuje tylko jakiejś ustawki freestyle’owej za zamkiem, tak jak za dawnych czasów.

Nietypowe numery

Cały album jest co najmniej inny. Nie jest to najlepsze co wypuścił przez swoją karierę Quebonafide. Ale do tej płyty chyba trzeba podejść trochę inaczej niż do poprzednich produkcji. Poprzeczka po „Egzotyce” i Taconafide była zawieszona bardzo wysoko. Zaskoczyć słuchaczy było trudno, ale się udało. Tylko nikt nie przewidział takiej niespodzianki. Naprawdę to wszystko brzmi jak grupa kumpli, która w 2010 roku chciała sobie zrobić kilka numerów i nie interesuje ich brzmienie, tylko egzekwowanie zajawki. Numer „Złote Maliny” to naprawdę hit. Kuba puścił sobie na telefonie zwrotkę Kukona i potem nawinął swoją. Tak po prostu. To samo dzieje się w następnym numerze z Kamilem DSP. W kawałku „Nie rozumie, nie rozumuje” puszczony w tle jest bit, na którym Quebo już nawijał w kawałku „Vanilla Sky”, a Kuba leci jak gdyby nigdy nic. Goście dopasowali się do konceptu albumu i jest to wszytko, jeśli można w ogóle tak to nazwać, spójne. A utworem, który powoduje najwięcej uśmiechu na twarzy jest „Noc”. Jeśli ktoś chce usłyszeć śpiewającego, z wielkim wczuciem Quebo, to właśnie tutaj ma okazję. Pozostałe numery brzmią bardzo podobnie i nie ma nad czym się szczególnie rozwodzić. Wszystko pozostaje w tym samym ziomalskim klimacie.

Zawód czy zachwyt?

Trudno jednoznacznie ocenić ten album. Rozumiem tych, którym się on nie podoba i cena była wygórowana za to co otrzymaliśmy. Wielu osobom może być niezwykle ciężko przebrnąć przez całość. Bo nie jest to najprzyjemniejsze dla ucha i raczej mało, który utwór zawita na codzienną playlistę. Warto jednak zaznaczyć, że wiele osób czeka na drugą paczkę niespodziankę od QueQuality i wszystko wskazuje na to, że to nie koniec muzycznych doznań. Spekuluje się, że to będzie właściwa płyta, a „Romantic Psycho” to tylko aperitif. Pozostaje czekać, bo jeśli ten preorder to już całość projektu, to posypie się trochę negatywnych komentarzy w stronę Quebonafide.

Zostaw komentarz