Hip Hop,News

Tyler, the Creator i A$AP Rocky w wyjątkowej kampanii Gucci! „Męska elegancja może być czymś nieprzewidywalnym”

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Tyler, the Creator i A$AP Rocky w wyjątkowej kampanii Gucci! „Męska elegancja może być czymś nieprzewidywalnym”

Najfajniejsza reklama w tym roku? No właśnie ta. Wczoraj (29 września) przekonaliśmy się, że Gucci po raz kolejny stworzyło spot, od którego trudno się oderwać. Rap i punk rock znowu się przecięły. I to w jakim stylu!

Na planie spotkali się Tyler, the Creator, A$AP Rocky i… Iggy Pop. Ta trójka do kampanii Gucci Tailoring pasuje idealnie. Ekscentryczny styl artystów zupełnie wpisuje się w nową, żywą i elegancką kolekcję włoskiego domu mody. W trwającej 90 sekund reklamie raperzy przyjeżdżają Rolls-Royce’em do kalifornijskiego domu starszego muzyka, gdzie jedzą spaghetti i tańczą w towarzystwie papug. Jedna z nich to Biggy Pop, towarzysz i współpracownik Iggy’ego. Za reżyserię reklamy odpowiada Harmony Korine, twórca m.in. „Spring Break” i „The Beach Bum”.

Gucci znane jest z zacierania granic między tym, co męskie a tym, co kobiece. Przy czym ostatnio dom mody stawia na nieco bardziej odważne i eleganckie formy. Wybór queerowej ikony punk rocka, ekscentrycznego rapera i przełamującego stereotypy OG, był więc niezwykle trafny.

„Pracuję nad różnymi sposobami bycia eleganckim i ci trzej mężczyźni ucieleśniają ten pomysł idealnie. Lubię opowiadać historię elegancji w zupełnie dowolny i nieoczekiwany sposób (…) Męska elegancja może być czymś nieprzewidywalnym i dziwnym” – mówi Alessandro Michele, dyrektor kreatywny Gucci.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Tau jak Białas albo Paluch? „Kod” to kolejny dowód na to, że raper mógłby znaleźć się w czołówce sceny
Tau - Kod

Obecnie na scenie mamy wielu raperów, którzy przeszli wewnętrzną przemianę, zostawiając za sobą toksyczną przeszłość. O abstynencji rapuje przecież Białas, KęKę czy Pezet. Żaden z nich jednak nie odmienił się tak bardzo, jak Tau, który przecież po nawróceniu zmienił nawet ksywkę z Medium.

Tym samym artysta zaczął tworzyć rap o tematyce stricte katolickiej, przesiąknięty religijną treścią. Tau w zasadzie o niczym innym nie nawija, nie porusza innych kwestii, a nawet jeśli czasem to zrobi, to i tak patrzy na nie przez pryzmat wiary. Cały czas jednak jest w tym niezwykle jakościowy i przy każdym kawałku udowadnia, że gdyby jego muzyka była bardziej przystępna i mniej ortodoksyjna, dziś byłby w absolutnej czołówce sceny, gdzieś obok Białasa i Palucha.

Dowodzi temu też jego nowy singiel. „Kod” zapowiada nadchodzący album pt. „Ikona”. Co ciekawe, za podkład do tego utworu odpowiedzialny jest jego 14-letni syn. Trzeba przyznać, że chłopak już w tym wieku zna się na rzeczy, bo uraczył tatę bardzo zachodnio brzmiącym, melodycznym bitem ubranym jednocześnie w potężne basy. Na takim podkładzie śmiało nagrałby Polo G, a Tau nie odnajduje się na nim gorzej od tegorocznego Freshmena. Wraz z basem wchodzi jego delikatny wokal, tworząc niezwykle przyjemny refren. Ten fragment brzmi tak dobrze, że ten kawałek spokojnie mógłby stać się wielkim hitem, ale niestety z powodu tematyki numer będzie szlagierem tylko w wąskich kręgach. Nie mniej jakościowa jest nawijka – spokojna, dostojna i bardzo charyzmatyczna. Facebook pękałby w szwach od udostępnień tej piosenki z wyróżnionymi pojedynczymi cytatami.

„Kod” to zresztą nie jedyny dowód na to, że Tau potrafi iść z biegiem czasu i ewoluuje muzycznie nie gorzej, niż jego koledzy po fachu, którzy zaczynali mniej więcej równo z nim. Świetnym przykładem jest też jego gorąca szesnastka. Tau rzuca na niej szybkimi i jednocześnie fajnie przekminionymi wersami, a przy tym jeszcze bawi się formą oraz serwuje miło nastrajający refren. „Mam flexxxxxx” zostaje w głowie na dobre kilka minut po przesłuchaniu.

Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że Tau spokojnie mógłby dziś mieć przynajmniej kilka numerów o wielomilionowch wyświetleniach i przynajmniej ze dwie platynowe płyty, gdyby tylko jego twórczość była bardziej uniwersalna. To, że nie jest, świadczy tylko o poświęceniu artysty, które tym bardziej należy docenić. Świadomie bowiem zrezygnował z wielkich tantiem, by być w zgodzie z samym sobą. No, ale na jakąś luźniejszą, mniej religijną, ale wciąż zgodną z jego wartościami EPkę, mógłby dać się przekonać, żeby zabawić większe grono słuchaczy. Oj, słuchałbym.

fot. kadr z klipu „Tau – Kod”, YouTube.com/BozonRecords

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Przypomnieliśmy sobie 3 numery z udziałem Quebonafide, o których możecie nie pamiętać

Od premiery „Romantic Psycho” minęło blisko pół roku. Od tego czasu nie otrzymaliśmy żadnego nowego numeru od Quebo i raczej ta sytuacja w najbliższym czasie się nie zmieni. To jest więc dobry moment, aby przypomnieć sobie kawałki, do których się dograł, ale które z jakiegoś powodu nie odbiły się szerszym echem wśród słuchaczy.

„Autentyk”

Data publikacji: 25.06.2018
Album: Dj Decks „Mixtape 6”
Wyświetlenia: ok. 202 400

Aż dziwi liczba odsłon. Można byłoby przecież powiedzieć, że tam gdzie szef QQ, to co najmniej bańka wyświetleń. Nie tym razem. Jestem szczerze zaskoczony, że ten numer nie odbił się szerszym echem wśród słuchaczy, zwłaszcza, że kawałek jest oldschoolowy. Swoją zwrotkę dołożył jeszcze Sitek, a Sztoss wykonał refren, i ten nie do końca pasuje do całości. Swoją drogą chciałbym usłyszeć więcej kolaboracji ciechanowskiego i wrocławskiego rapera. Dobrze mi się ich słucha razem na bicie.

„EFEKT DOPPLERA”

Data publikacji: 07.05.2018
Album: Gedz „247365”
Wyświetlenia: ok. 645 550


Można powiedzieć, że ponad 600 tysięcy odsłon to nie jest wcale zły wynik. Prawda, ale nie w przypadku tych raperów. Gdy po raz pierwszy usłyszałem ten kawałek, przez długi czas nie schodził mi z głośników. Quebo w swojej zwrotce przekazał sporo emocji, a przy tym fajnie bawi się w niej flow.

„Atropina”

Data publikacji: 11.01.2012
Wyświetlenia: ok. 88 630


Poprzednie utwory miały zaledwie ponad dwa lata i zostały wydane, kiedy Kuba był już absolutnie mainstreamowym raperem. Natomiast „Atropina” to kompletnie inna bajka. Jest to ponad ośmioletni kawałek z czasów początków Quebo na scenie i faktycznie mało kto może wiedzieć o istnieniu tego numeru. Jednak mimo upływu lat, „Atropiny” wciąż się przyjemnie słucha. Ma ona swój klimat. Już wtedy można było wysnuć wniosek, że raper z Ciechanowa namiesza na polskiej scenie hip-hopowej. Ale kto by się spodziewał, że aż tak? Jeśli chcielibyście odkryć kawałki Quebo z tamtego okresu, polecam kanał DobryBeat. Znajdziecie tam kilka perełek.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz