Hip Hop,Ranking

W grupie raźniej – największe hiphopowe drużyny [infografika]

Damian Kaźmierczak -
Hip Hop,Ranking - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

W grupie raźniej – największe hiphopowe drużyny [infografika]

W grupie siła – taka mawia legendarne powiedzenie, ale czy faktycznie tak jest? Dziś przyjrzymy się najliczniejszym grupom hiphopowym. Pamiętacie nasze zestawienie największych polskich posse-cutów? Stwierdziłem wtedy, że trudno jest stworzyć dobry numer, gdy za mikrofon chwyta tylu raperów o różnych umiejętnościach. A teraz pomyślcie o sytuacji, że tylu gości postanawia nagrać wspólnie całą płytę.

Polskie zespoły hip-hopowe

Jeśli przyjrzymy się dokładniej historii polskiego rapu, to możemy dojść do wniosku, że początki naszego hip hopu mocno związane są z powstawaniem lokalnych grup. Mieliśmy na scenie dużą gwiazdę w postaci Liroya, a poza tym głównymi przedstawicielami rodzimego hip hopu były takie składy jak: Kaliber 44, WYP3, Molesta czy Zip Skład. No właśnie Zip Skład – czyli warszawski uliczny skład, gdzie swoje pierwsze kroki stawiali m.in. Sokół, Pono czy Jędker. Panowie wspólnie wydali tylko jedną płytę „Chleb powszedni”, gdyż plany na kolejne produkcje zwykle spalały na panewce. W temacie ZIPów warto dodać, że obok jednego dużego „składu” w jego obrębie pojawiło się jeszcze kilka mniejszych, z czego najbardziej znane to WWO (Sokół, Jędker, Dj Deszczu Strugi) i Zipera (Pono, Fu, Koras). Zipy nie są jednak najliczniejszą polską grupą hiphopową. Pierwsze miejsce ex aequo należy do Szybkiego Szmalu i PCP.  Kolektyw PCP tworzyli członkowie takich ekip jak: JWP, Deluks i Intoksynator. Nazwa grupy nawiązuje do pochodzenia poszczególnych reprezentantów. Odpowiednio – JWP (Warszawa), Deluks (Trójmiasto), Intoksynator (Kraków). Panowie wspólnie nagrali jeden album „Północ Centrum Południe” i po zakończeniu trasy promocyjnej, już nic więcej w tak dużej ekipie nie wypuścili. Nie oznacza to jednak, że poszczególni członkowie już nigdy ze sobą nie współpracowali. Wręcz przeciwnie – było kilka featuringów, aczkolwiek słaba aktywność chłopaków z Krakowa i Trójmiasta, sprawiła, że skończyło się zaledwie na kilku gościnnych występach.

W przypadku Szybkiego Szmalu skład na poszczególnych etapach się zmieniał, ale zawsze cechowała ich różnorodność styli. Szybki Szmal reprezentowały takie osobistości jak refleksyjny Mały Esz Esz, hustlerski Ciech, pierwsza dama rapu Wdowa, uliczny Rest czy epikurejski Proceente. Nie można również zapomnieć o Szogunie, producencie dziś już lekko zapomnianym, ale w swoim czasie potrafiącym dostarczyć mega bangerowe i nowoczesne bity. Szmalowcy mimo szacunku u mainstreamowych graczy jak Pezet, Onar, czy Mes – nigdy nie osiągnęli dużego komercyjnego sukcesu. Swoje solowe pięć minut miała WdoWa, a z całego składu w rapie najlepiej poszło chyba Restowi. Raper, który na płytach Szmalu zbytnio się niczym nie wyróżnił, tworząc ekipę Dixon37 trafił już do znacznie większej grupy słuchaczy. Wychodzi na to, ze lepiej posiadać spójny klimat, który trafi do konkretnych odbiorców, aniżeli stawiać nie mieszankę stylówek. A szkoda.

Wśród dużych polskich ekip należy jeszcze wspomnieć o WCK (składzie nawiązującym nazwą do super grupy Boot Camp Clik – Sean Price RIP), który powstał z inicjatywy ludzi satelitujących w pewnym momencie wokół młodej Alkopoligamii pod wezwaniem Zetenwupe (sprawdźcie ich najnowszy krążek!). Kilka słów należy się również Brudnemu Zachodzowi, czyli Wielkopolskiej odpowiedzi na duże ekipy ze stolicy. Brudny Zachód w swoich szeregach miał dobrze znane twarze ze znienawidzonego UMC (Doniu, 52 Dębiec, Owal) a także mniej znanych graczy (m.in. Dima, Vito Vs, Orzech) – ostatecznie jednak nie wypłynęli na szerokie wody.

Zagraniczne zespoły hip-hopowe

W momencie, gdy ktoś rzuca hasło „wymień duże amerykańskie grupy hiphopowe” – to co przychodzi Wam od razu do głowy?  Starsi słuchacze jednym tchem zapewne wymienią takie ekipy jak Wu-Tang Clan, Onyx, Group Home czy N.W.A. Młodsi możliwe, że wskażą na Odd Future czy A$AP Mob. Nie można również zapomnieć o Three 6 Mafia, De La Soul, D12 czy 2 Live Crew. Podobnie jak w Polsce, również w Stanach w rapie na początku do głosu dochodziły głównie grupy. Powód jest prosty – wygoda i znajomość swoich możliwości. W skrócie: jeden gość miał sprzęt, drugi miejsce do nagrywania, trzeci umiejętności, a czwarty kleił bity. Do tego najczęściej były to grupy ziomków, którzy wspólnie pragnęli wyrwać się z biedy lub po prostu bawić się muzyką.

Co ciekawe na naszej liście górują głównie drużyny współczesne. Numerem jeden w naszym zestawieniu okazał się skład Beast Coast. Zrzesza on 18 raperów, a wśród nich znajdują się m.in. Joey Badass, Denzel Curry czy CJ FLy. Beast Coast wywiązało się z połączenia Flatbush Zombies z ekipą Pro Era oraz duetem The Underachievers. Panowie nawiązali ze sobą współpracę już kilka lat temu, ale dopiero w tym roku dostaliśmy od nich pełnoprawny materiał „Escape from New York”.

Wspomniane już Odd Future czy A$AP Mob na pewno wiele razy leciały nie tylko w moich głośnikach. W przeciwieństwie do Brockhampton, czyli składu, do którego nigdy specjalnie nie mogłem się przekonać. Trzeba jednak panom oddać, że faktycznie ciągle żyją jako zespół. W przypadku ekip Tylera i Rocky’ego, na polu muzycznym jest to raczej luźna współpraca, która owocuje co jakiś czas w wrzucenie mikstejpu do sieci. Aczkolwiek w 2016 i 2017 dostaliśmy od Asapów dwa duże albumy, więc możliwe, że w przyszłości również wspólnie usiądą w studiu i stworzą kolejny materiał.

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o jeszcze jednej ważnej ekipie – The Diplomats. Cam’ron, Julez Santana i kilku może mniej istotnych pojedynczo graczy, ale już mocnych jako kolektyw. Mieli duży wpływ na brzmienie i modę amerykańskiego rapu z początków XXI wieku.

Na koniec pytanie do Was, drodzy czytelnicy. Które składy polskie i zagraniczne uważacie za najlepsze i najchętniej sprawdzacie ich wspólne materiały? Swoją odpowiedz zostawcie pod artykułem na Facebooku.

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
Koniec Lil Nas Xa? Recenzujemy 7 EP!

One Hit Wonder? Być może część branży będzie musiała to odszczekać. Jednak nie dlatego, że 7 EP jest takim dobrym projektem, po prostu prawdopodobnie znowu chwyci, a wizja marketingowa jest dosyć konsekwentna w swojej niekonsekwencji.

Przede wszystkim Lil Nas X nie odcina się na epce od swojej bogatej jednostkowej spuścizny, jaką jest „Old Town Road”. Otwiera projekt remixem z Billym Rayem Cyrusem, a oryginałem zamyka album. Jednak to tyle z bycia kowbojem rodem z Read Dead Redemption 2, bo w środku epki dzieją się rzeczy raczej futurystyczne, choć to trochę tak, jakby technologię tłumaczył nam jakiś amisz. Niby nowocześnie, ale na patentach tak nieodkrywczych, że konie mechaniczne w stajni rżą niemiłosiernie.

Panini” może przykuć uwagę jakichś psychofanów Nas Xa, ale jest generycznym numerem, któremu więcej dobrego (?) robi klip niż on sam w sobie (co zresztą tyczy się lwiej części projektu). Teraz, kiedy piszę te słowa, ma niemal 3 miliony wyświetleń na Youtube w mniej niż dobę od premiery. Oczywiście – hype nie zawiódł. Ciekawostka – w creditsach wpisany jest Kurt Cobain, bo kawałek korzysta z fragmentu „In Bloom” Nirvany, choć, jak twierdzi sam Lil Nas X – taką samą melodię ułożył nieświadomie. Miło, że zaakceptował istnienie kawałka, który miał ją wcześniej.

Dalej mamy „F9mily (You and Me)„, gdzie za podkład odpowiada… Travis Barker, niepokorny perkusista znany m. in. z Blink-182 i współpracy z Yelawolfem, a także z całkiem ciekawej płyty producenckiej „Give the Drummer Some”. Kawałek jest tak przedmiejski i „biały”, że aż się zdziwiłem. Jest to banalna potupajka z nieagresywnymi gitarami i nieszkodliwym tekstem. To taki wstępniak do kreskówki o ratowaniu świata, w której jest dużo wybuchów i bohater jest nieśmiały, ale potem się okazuje, że odziedziczył po ojcu kosmonaucie moc ratowania świata. Potencjalnie numer może wywołać większy buzz niż „Panini”.

Kick it” to ciekawa propozycja, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, że całość nawija Kanye i byłby to wówczas wielki hit (choć pewnie nie wszystkie rozwiązania produkcyjne zostałyby w obecnej formie – ten bridge z trąbkami prawdopodobnie byłby bardzo agresywny i na ośmiu przesterach). Od tego numeru mogłaby zaczynać się EPka.

Wracamy do bycia kowbojem, bo na odsłuch wjeżdża „Rodeo” z udziałem wszędobylskiej Cardi B. Raperka dała zwrotkę na miarę kawałka i swoich możliwości, więc się nie czepiam. Sam Lil Nas X wita nas flow przywodzącym na myśl lasso kołujące w powietrzu, a brzmienie zahacza nawet o pewne stonerowskie patenty.

Bring U Down” przywraca sound zespołów z zeszłej dekady i każe się zastanowić nad tym, co Lil Nas X powinien robić w życiu, bo być może więcej zyskałby zakładając zespół pop-rockowy, post-rockowy, j-rockowy, punk-rockowy, rockowy, jakikolwiek tylko nie oscylujący w pobliżu rapu. Ciężko mi się ustosunkować do tego numeru, bo porusza struny jakiejś nastoletniej nostalgii, jakichś zespołów sprzed lat i miękkich brzmień, które brało się za „hardkorowe”.

Nie ma jednak co rozpamiętywać, bo na odsłuch wjeżdża „C7losure” i… dołącza do reszty numerów, będąc kawałkiem tak generycznym, że gdyby ktoś wcisnął mi „shuffle” i puszczał utwory, to nie byłbym pewien czy go nie mylę z którymś innym. Cała EPka jest dostępna na YouTube, więc możecie sprawdzić sami, choć nie zachęcam szczególnie.

Z tego projektu ocaliłbym „Kick it” i „Bring U Down”, ale ten drugi raczej jako guilty pleasure. 7 EP boleśnie pokazuje, że „Old Town Road” był łutem szczęścia w życiu młodego rapera (?). Zobaczymy, co będzie dalej, bo zapowiada się mimo wszystko na sukces, ale tu szybko trzeba znaleźć jakąś formułę, bo bycie retrofuturystycznym kowbojem, to trochę za mało. A może się mylę. Fajnie, że to nie brzmi jak projekty wiodących w tym momencie młodych graczy, ale to też nie jest tak, że Lil Nas X ma swoje brzmienie. Czerpie garściami z muzyki, która – jeśli dobrze liczę – wychodziła, kiedy był dzieciakiem i nasiąknął takimi wpływami. Nic złego w tym nie ma, ale banku nie rozbija.

Czy doczekaliśmy się chociaż jednego numeru, który ma szansę na viral? Nie, ale nic w tym dziwnego. Spece od internetu już dawno stwierdzili, że viralowości nie da się wykreować – musi wyniknąć z przypadku. Old Town Road było właśnie czymś takim. Przypadkiem Wypadkiem przy pracy. Szczęśliwym wypadkiem, bo dało asumpt do rozmów na temat hermetyczności środowiska country i kolejnej dyskusji o granicach hip-hopu, ale o tym pisałem już TUTAJ.

fot. kadr z klipu „Lil Nas X – Kick It (Official Audio)”, youtube.com/Lil Nas X

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Na grobie XXXTENTACIONA zamontowano… kamery

Kilka dni temu minął rok od tragicznej śmierci XXXa. Przez ostatnie 12 miesięcy fani dostawali niepublikowane wcześniej kawałki, a nie tak dawno zapowiedziano dokument o raperze, w którym znajdują się również momenty z jego udziałem, a których nigdy wcześniej nie dane nam było zobaczyć.

Hype jest mocny i żywy – bez przerwy dowodzą tego fani, którzy w dzień śmierci rapera, masowo przybyli na jego grób. A raczej pod jego mauzoleum, bo w nim właśnie spoczywa XXX. Do środka miała wstęp tylko rodzina. Jak możemy zobaczyć na zdjęciach dostarczonych przez serwis TMZ, na mauzoleum zamontowano kamerę. Prawdopodobnie w obawie przed profanacją bądź próbą dewastacji wejścia.

View this post on Instagram

LOVE IS WAR

A post shared by MAKE OUT HILL (@xxxtentacion) on

Post na Instagramie, który zapowiadał dokument, zniknął tak szybko, jak się pojawił. Mamy jednak nadzieję, że film wyjdzie. Przy okazji kibicujemy też temu poświęconemu Macowi Millerowi, bo – jak przyznał sam pomysłodawca – trochę pośpieszył się z dobrą nowiną, a ogłoszenie pracy nad projektem było zaledwie ogłoszeniem „pomysłu”.

fot. kadr z klipu „XXXTENTACION – MOONLIGHT (OFFICIAL MUSIC VIDEO)”, youtube.com/XXXTENTACION

Zostaw komentarz