Hip Hop,News

W którym momencie #hot16challenge powinno się skończyć?

Michał Fitz -
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

W którym momencie #hot16challenge powinno się skończyć?

Solar rozpoczął drugą edycję #hot16challenge 28 kwietnia, a to oznacza, że od ponad trzech tygodni jesteśmy zalewani masą szesnastek. W zasadzie wszyscy topowi raperzy, którzy przyjęli wyzwanie, wzięli już udział w tej zabawie, a od jakiegoś czasu prym wiodą zwrotki youtuberów, polityków, aktorów i wszelkich innych osób publicznych. Dostaliśmy nawet szesnastkę od parówek, która spowodowała drugą sporą falę oburzenia, bo przyczyną pierwszej była oczywiście twórczość Pana Prezydenta.

Berlinki nie są zresztą jedynym koncernem, który tę akcję charytatywną próbuje wykorzystać w celach reklamowych. Nominował je przecież Bard od Lecha, który reprezentuje popularny browar. Wielu raperów było już zniesmaczonych faktem, że akcja zaszła tak daleko, że zdążyli się do niej włączyć politycy. Szesnastka Berlinek odbiła się podobnym echem, na co zareagował chociażby Kafar, jasno przy tym zaznaczając, że akcja powinna zostać jakoś oficjalnie zakończona.

Nie ma się co kłócić, że zwrotki takie, jak powyższa zaniżają poziom całej edycji. Nie można się też spierać z tym, że udział polityków, to głównie próba ocieplenia ich wizerunku, bo przecież sami są współodpowiedzialni za sam fakt, że ta zbiórka ma miejsce. Gdyby więc głównym celem tej akcji był poziom rapowy i pokazówka skilli, powinna ona być już oficjalnie zamknięta przez Solara jakieś półtora tygodnia temu.

Sęk w tym, że absolutnie nie jest to priorytetem tej edycji. Solar sam zaznaczył na początku i przypominał o tym również w trakcie jej trwania za pomocą swojego Instagrama, że głównym celem #hot16challenge2 jest zebranie pieniędzy na pomoc medykom. Dziś zbiórka przebiła 3 miliony złotych, choć wstępnie zakładano, że jej celem jest dobicie do jednej bańki. Gdyby więc Solar zarządził jej zamknięcie ze względów rapowych, zebranych pieniędzy byłoby pewnie o połowę mniej, co z kolei znacząco odbiłoby się na pomocy otrzymanej przez służbę zdrowia. Myślę, że żaden opiekujący się chorymi na koronawirusa lekarz nie ma za złe Berlinkom, że wrzuciły szesnastkę, bo po prostu jest wdzięczny, że akcja jako całość zapewniła mu sprzęt, dzięki któremu może w miarę bezpiecznie walczyć z pandemią. Jeśli więc mamy słyszeć, jak nawija Krowa z Milki czy Zebra z Wedla, by zagwarantować medykom pomoc w postaci kolejnych kilkuset tysięcy złotych, zrobimy to z przyjemnością.

fot. kadr z klipu „Berlinki #hot16challenge2”, YouTube.com/Berlinki

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Raprospekcja: „RAP NOT DEAD” dalej przewodnim hasłem Borixona?

Borixona chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Chociaż ostatnio jest bardziej znany z działalności CHILLWAGONU, to postanowiłem wrócić do jednej z jego solowych płyt, która jak uważam była zalążkiem tego, co Ojciec CHILLWAGONU tworzy obecnie.

„RAP NOT DEAD” to szósty, solowy album Borixona, który został wydany z ramienia wytwórni StoproRap. Borygo tą płytą udowodnił, że jest naprawdę wartościowym raperem i na scenie zostanie jeszcze długo. Ten krążek był moim zdaniem furtką, za którą znalazł się jeszcze utwór „Nie lubimy robić” z płyty Donatana, który otworzył drogę do naprawdę ogromnej kariery.

Choć klimat tej płyty różni się brzmieniowo od aktualnych utworów Borixona, to ma naprawdę świetny klimat. Jest zdecydowanie spokojniejsza, można powiedzieć, że bliżej jej do oldschoolu niż newschollu, to jest naprawdę ciekawą pozycją, którą warto sprawdzić. Uważam, że była to jedna z lepszych, rapowych płyt w 2012 roku. Album składa się z 16 numerów, a wśród gości znaleźli się na nim: Popek, Bosski Roman, Paluch, Wini, Gedz, Sobota, Ten Typ Mes, Julita Woś, Kajman, Luka, Ramzes i DzikiChór. Ciężko jest mi wskazać 3 najlepsze utwory z tej płyty, ponieważ lubię do niej wracać i każdy kawałek – w większym lub mniejszym stopniu – przypadł mi do gustu.

  1. Mimo że jest to bonus track, to chyba ten utwór podoba mi się najbardziej. „Mój przyjacielu” z gościnnym udziałem DziekiegoChóru jest połączeniem ciekawego brzmienia poprzez melodyjny refren oraz szczerego, prawdziwego przekazu. Refleksje Borixona na temat dawnej przyjaźni, której już teraz nie ma trafią chyba do każdego, ponieważ większość z nas mogła również tego doświadczyć. „Mój przyjacielu” ma aktualnie ponad 1 400 000 wyświetleń.

2. „Znowu teraz chcę” to kolejny utwór, który musi znaleźć się na podium tego albumu. Są to przemyślenia rapera na temat tego jak kiedyś żył, widzi osoby, które teraz żyją podobnie, ale on sam zmienił swoje podejście, obrał cele i walczy o swoje marzenia i pracuje by być na szczycie. Świetne połączenie całkiem spokojnych zwrotek z mocniejszym refrenem nadają ogromnego charakteru nie tylko samemu utworowi, ale przekazowi, który jest w nim zawarty. Szkoda, że ten numer ma tylko około 317 tysięcy wyśietleń.

3. Z trzecią pozycją miałem największy problem, dlatego umieszczę tu dwa utwory. „Nie mogę przestać” to przede wszystkim ciekawe wykonanie refrenu na podstawie wierszyka dla dzieci „Lokomotywa”, a w zwrotkach Borixon przedstawia to, czego nie może rzucić, zostawić i co zamierza robić. Jest to też po części opowieść o drodze jaką przeszedł, by stworzyć ten krążek. Drugi numer to „Jestem w domu”, na którym gościnnie udzielił się Gedz. Opowieść o spostrzeżeniach raperów z miejsca, które zamieszkują. Przedstawienie osób, miejsc i chwil, do których są przyzwyczajeni raperzy. Mega fajny, oldscholoowo-newschoolowy bit robi tu świetną robotę. Jednak warto zaznacyć, że obaj panowie w chwili obecnej mają o wiele większe skillsy w rapowaniu niż 8 lat temu.

Można powiedzieć, że od „RAP NOT DEAD” przez inne projekty muzyczne Borixona powstał CHILLWAGON i cała postać jaką jest Borygo. Przygodę w rapie zaczynał w momencie, gdy rap w Polsce nabierał tempa, a mimo upływu lat on swojego tempa nie zwalnia, a nawet je zwiększa!

fot. stoprocent.com

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Debiutancki album młodego reprezentanta QueQuality. Przyłu „Juniper” [RECENZJA]

Jeśli młodzi zawodnicy mają w taki sposób meldować się w mainstreamie to mówię – ZDECYDOWANIE TAK! Przyłu to zawodnik, którego nie trzeba przedstawiać zwłaszcza ze względu na udział w akcji „Popkiller Młode Wilki”, ale to nie wszystko. Raper znany jest również z wielu ciekawych featów chociażby z Deysem, Filipkiem, Szymim Szymsem czy działalności z Kartkym, a także z wydaną wspólnie z VBSem płytą „Stowarzyszenie Umarłych Raperów”. Jednak to właśnie teraz on sam wydał swój debiutancki album, na który zaprosił ciekawych gości: Aviego, Deysa, Kariana, Zethe i Kartkyego. Chociaż oficjalna premiera sklepowa odbędzie się jutro (22 maja), to już dziś otrzymałem wersję preorderową i chętnie podzielę się wrażeniami!

Do „głównego dania”, którym jest oczywiście CD w preorderze znajdowały się wlepki, pocztówka z autografem i immieną dedykacją oraz owoce JUNIPERA, czyli jałowca pospolitego, a wrac z nimi instrukcja co ciekawego można z nich przyrządzić. Ostatni „gadżet” jeśli tak to można nazwać jest świetnym nawiązaniem do samego autora, ponieważ nie tylko stworzył płytę o takiej nazwie, ale wiele razy na jego Instagramie można zauważyć jak przygotowuje różne dania, smakołyki, napoje, a to dlatego, że Przyłu gotować po prostu potrafi! Na co przepis dostali preorderowicze? Na GIN!

Jednak nie dodatki, a muzyka jest tu najważniejsza. Płyta to 16 utworów (w tym 2 skity) oraz bonus track. Jeśli miałbym opisać całość, to powiedziałbym, że jest to coś do czego Przyłu zdążył nas już przyzwyczaić, czyli melodyjność, różne style, emocje, świetny klimat, który raz pozwoli nam wychillować, a raz skakać pod sufit. Jednak w każdym numerze można zauważyć odrębność, coś nowego, jakieś inne brzmienie. Świetnym przykładem na to mogą być dwa single porównane ze sobą. Ten, który pierwszy pojawił się w sieci, czyli „Wiara” z gościnnym udziałem Zethy jest bardzo emocjonalny, z mocnym brzmieniem, a bit jak i nawijka są agresywne. Natomiast przedostatni singiel „Carnival” jest spokojny, ze śpiewanym refrenem, zwrotki są wolne, ale za to bardzo klimatyczne. Mamy więc tu przykład dwóch zupełnie różniących się brzmieniowo utworów, a takich przykładów na płycie jest więcej. Wydaje mi się, że Przyłu chciał w swoim debiucie przekazać to, co działo się w jego życiu kiedyś, a jak jest teraz, pokazać to, co ukształtowało jego charakter, jego twórczość, przedstawić emocje jakie towarzyszyły mu w różnych etapach jego życia. Cała płyta jest pełna szczerego i prawdziwego przekazu i widać, że oddał serce tworząc ten projekt.

Jeśli miałbym przedstawić swoje TOP 3 z płyty „JUNIPER”, wyglądałoby to następująco.

  1. „Huty, zaplecza, amfibie” feat. Avi. Numer, który z pewnością trafił z przekazem do wielu osób i sam mogę to potwierdzić, ponieważ osobiście utożsamiam się z tym kawałkiem. Ponadto gościnnie udzielił się Avi, którego również lubię posłuchać.
  2. „Wiara” feat. Zetha to kolejny przemawiający do mnie numer. Agresywnie brzmiący, przekazujący wiele wartości oraz dający innym (tak jak w tytule) wiarę. Oby więcej takich numerów panowie!
  3. Nie pamietam kiedy ostatnio słyszałem tak dobry refren jak w numerze „Leszy”. Świetny kawałek, dający do myślenia, a przy tym świetnie brzmiący.

Poza TOP3, całą płyta jest naprawdę na najwyższym poziomie, a każdy kawałek ma w sobie „to coś”. Nie zawsze podobają mi się wszystkie kawałki z jakiejś płyty, jednak tu z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że chętnie wrócę do każdego z nich. Warto też zwrócić uwagę na utwory „Pada elektryczny deszcz”, „Bis”, a także na „Shire”, ponieważ słuchając ich póki co tylko raz, cały czas grają mi w głowie na zmianę!

Jutro premiera sklepowa więc życzę Wam miłego odsłuchu, a tymczasem ja uciekam odpalić sobie jeszcze raz debiut z ramienia QueQuality, czyli Przyłu – „JUNIPER”!

fot. queshop.pl

Zostaw komentarz