Hip Hop,News

Wytwórnia Eminema wypuszcza najcięższy materiał roku!

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop,News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Wytwórnia Eminema wypuszcza najcięższy materiał roku!

Branża lekko oszalała, kiedy okazało się, że Shady Records podpisało Conwaya i Westside Gunna. Momentalnie pojawiły się wątpliwości – czy duet z Buffalo utrzyma integralność brzmienia i treści? Czy ewentualny projekt wypuszczony pod skrzydłami Eminema nie będzie wygładzony jak „Our House” Slaughterhouse albo „Radioactive” Yelawolfa? Pamiętajmy, że mówimy tu o ludziach, z których jeden wrzuca portrety Hitlera na okładki solówek, a drugi otwarcie przyznaje, że czarnoskórzy nie słuchają Eminema. O ludziach, którzy sami pchają swoje rzeczy przez Griselda Records i mają całą ekipę podobnych wyjadaczy na pokładzie.

WWCD (What Would Chine Gunn Do)

Już sam tytuł albumu jest kompletnie niemainstreamowy i staroszkolny. Nawiązuje do zmarłego Machine Gunn Blacka, kuzyna Westside Gunna, który został zamordowany w Buffalo. Poważnie, co? I, co najciekawsze, cała płyta taka jest. Tu nie ma półśrodków i kompromisów. Kiedy słuchasz tego albumu, faktycznie czujesz respekt. Tak prawdziwego materiału nie było w USA od dawna. Panowie dotrzymali słowa i dostaliśmy dokładnie to, z czego są znani. Daringer produkuje jakby był współlokatorem Buffalo Billa z Milczenia Owiec. Conway The Machine nawija jak Notorious B.I.G. na przerwie w szkole. Westside Gunn kładzie na bity jedne z najciekawszych obrazków tego roku, a Benny The Butcher udowadnia, że jest idealną „trzecią drogą” w tym zestawieniu. Nie mam pojęcia, jak wygląda kontrakt, ale panowie widzieli, co robili. To naprawdę jest w stu procentach projekt spod skrzydeł ich własnego labelu, ale jakimś cudem pchany przez gigantyczne Shady Records.

Koniec mumble rapu

Jakiś czas temu w sieci ukazał się kawałek „Bang” Conwaya z gościnnym udziałem Eminema. Na krążku znajdziemy poszerzoną wersję – obok powyższych panów dostajemy zwrotki resztki składu, czyli Westside’a i Benny’ego. I co? I nie uwierzę nikomu, kto powie, że król Detroit zjadł kolegów. Już z samym Conwayem obok miał ciężko. Jasne, Em gnie flow, bawi się podziałką bitu, aranż na jego zwrotce wielokrotnie się zmienia, ale to tylko zasłona dymna – coś, co musiało wyrównać szanse, jeśli chodzi o charyzmę i umiejętność pisania obrzydliwie fenomenalnych wersów. Jestem ciekaw ewentualnego komercyjnego sukcesu tego projektu, bo choć brzmi świetnie, to jest kompletnie niedzisiejszy, a skillsy wsadzają bardzo duży kij w mrowisko. Niewielu może się równać z ekipą Griselda Records na ich podwórku. Tym bardziej cieszy, że pozostałe featy (m. in. Raekwon i 50 Cent) pasują jak ulał.

To nie do końca jest recenzja, bo ewidentnie widać, że nie do końca chce mi się zbierać na choćby pozory obiektywizmu. Owszem, Jesus jest królem, ale dla mnie WWCD to zagraniczna płyta roku. Jest zimna, bezlitosna, bezkompromisowa i bije od niej prawdziwość, przy której wiele osób z branży mogłoby się zarumienić. Ta płyta przypomniała mi, dlaczego jako młody chłopak sięgnąłem po tę muzykę. Z takim arsenałem na słuchawkach można poczuć się niezniszczalnym. Dla fanów dobrych wersów, ciężkich bitów i dusznego klimatu, pozycja obowiązkowa. A ja zmykam ogarniać, kim jest Keisha Plum, bo dawno nie słyszałem tak chłodnej raperki.

fot. kadr z wideo „WWCD DOCUMENTARY: WESTSIDE GUNN – CONNIE’S SON (Episode 1)”, youtube.com/Griselda Records

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Kiedy kończy się rap, a zaczyna „alternatywa”

Jutro, czyli trochę ponad rok po premierze, spodziewamy się reedycji "Małomiasteczkowego", na której znajdą się wersje akustyczne znanych już piosenek oraz ich remiksy. Dla tych, którzy odpuścili sobie odsłuch oryginału, nakreślę szybko, że trzeci album Dawida Podsiadły to materiał w polskim popie ważny. Nieco eksperymentalny, dodałoby się, że również wyrafinowany, ale wciąż bardzo przystępny – zarówno na poziomie warstwy muzycznej, jak i tekstowej.