Felieton,Hip Hop

YouTube odchodzi do lamusa

Damian Kaźmierczak -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

YouTube odchodzi do lamusa

W pradawnych czasach, gdy polscy raperzy sprzedawali po 100-200 tysięcy płyt, pierwszy album Liroya znalazł nawet 500 tysięcy nabywców. Czy wtedy polskie społeczeństwo było bogatsze? No nie, raczej było wprost odwrotnie. Ktoś odpowie, że Internet dopiero raczkował, więc nie było możliwości piracenia. Niezupełnie – wtedy za piractwo odpowiadały płyty/kasety sprzedawane na rynkach i targach, a największym był ten na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia. Dziś jednak nie o latach 90., a o roli jaką pośrednio odegrał YouTube w zwalczaniu piractwa.

Jak za darmo, to biorę

W powyższym wstępie opisałem Wam, jak pokrótce wyglądało
piractwo w latach 90. Powodzenie stadionowych handlarzy zmieniło się wraz z rozwojem Internetu. Dodatkowo w pewnym momencie koniunktura na polski hip-hop chyliła się ku upadkowi. W okresie 2006-2009 tylko nieliczni raperzy sprzedali 15 tysięcy płyt. Słuchacze, zamiast kupować albumy, woleli je ściągać z torrentów i ze specjalnych pirackich serwisów. „Płyta za 40 zł? To ja podziękuje, z neta mam za darmo”.

YouTube na ratunek

Legale się nie sprzedawały, a albumy regularnie po premierze lądowały na pirackich serwisach i YouTube. Raperzy i wytwórnie próbowały reagować, usuwać nielegalne wstawione materiały, ale po czasie wracały one jak bumerang. W pewnym momencie „eureka, czaderski pomysł rzucił kolega” dlaczego dawać zarabiać innym, jeśli można było samemu umieszczać materiał na YouTube i zarabiać na reklamach? Proste, logiczne i opłacalne. Oczywiście, nie sprawiło to, że fani przestali pobierać całe materiały z torrentów. Jednak część słuchaczy, którzy nie wiedzieli czy album jest warty kupienia, zamiast pobierać płytę z nielegalnego źródła, mogła ją sprawdzić w całości z oficjalnego kanału wytwórni.

Było miło, ale się skończyło

Powyższy stan utrzymywał się w Polsce przez kilka lat. Ostatnio zauważyłem jednak pojawiające się zmiany. Polscy raperzy zaczynają przechodzić na model niemiecki, amerykański. Na oficjalnych kanałach na YouTube lądują głównie single, a pozostałe kawałki trafiają na serwis po czasie lub w ogóle. Prosty przykład – niedawno wyszedł nowy album VNMa. W celu sprawdzenia płyty, trafiłem na jego kanał DeNekstBestTV i… płyty tam nie ma. Podobnie sprawa wyglądała również z nowym projektem Otsochodzi i kilkoma innymi produkcjami.

Serwisy streamingowe na ratunek

Na szczęście, na ratunek przychodzą nam serwisy streamingowe. Najnowsze albumy raperów wciąż możemy sprawdzać za pomocą np. Spotify. Nie jestem wróżbitą Maciejem, ale przepowiadam, że za 3-4 lata YouTube będzie służył tylko jako miejsce, gdzie wrzucane będą wyłączenie teledyski.

Czy Wy również macie podobne przemyślenia? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach pod artykułem na Facebooku.

Foto. klip. „VNM/B.Melo – Tresz Tok feat. Michał Lange”, youtube.com/DeNekstBestTV

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Cringe tygodnia vol. 6: Deps kseruje Bedoesa

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady.

Felieton
Jan Serce: Podsiadło z Asfaltu

Kiedy w ubiegłym roku na kanał Asfalt Records wjechała "Katana" od Jana Serce, słychać było inspiracje Dawidem Podsiadło, ale to tylko jeden numer, więc nic nie było przesądzone. Teraz na kanał Asfaltu wleciał "Niepoważny porządek" i nie mam wątpliwości - Tytus ogarnął sobie nadwornego Dawida Podsiadło.