Hip Hop,News

Żabson na „77747 Mixtape” Okiego! Raperzy nagrali nowy szlagier dla wszystkich ziomali

Klementyna Szczuka -
Oki Żabson
Oki Żabson
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Żabson na „77747 Mixtape” Okiego! Raperzy nagrali nowy szlagier dla wszystkich ziomali

Oki konsekwentnie rozwija swoją karierę. Po dobrze przyjętym debiucie, o którym pisał Michał, dołączył do labelu 2020, po czym wypuścił gorąco przyjęty „Siri”. Teraz, podczas gdy singiel wyprzedził na YouTubie „Whoop?”, my otrzymaliśmy kolejny nowy szlagier dla ziomali z osiedla.

„Dla Ziomali” to trzeci kawałek promujący projekt, którego premiera zaplanowana jest na 25 września, a nadchodzący „77747 Mixtape” zapowiada się bardzo obiecująco. Wydaje się, że Oki ma w sobie coraz więcej energii, choć ma ją „od dziecka, jakbyś faszerował władem”. Przy tym jest zwyczajnym chłopakiem, który nagrywa muzykę dla ziomali. Dla ziomali z klatek i tych, którzy z klatek wyszli. Dla wszystkich ziomali.

„Słuchają ci, co wagarują, no i kują też/Słuchają ci, którzy się kłują i suchoklates/Ci, co oddali życie garniturom, a kochają dres/Suki kochają ten flex”

Tym razem Oki pokusił się o mniej gier i zabaw słowem, ale nawet to nie sprawiło, że mniej imponuje. Numer w ogóle jest nieco inny – głos Żabsona został odpowiednio modulowany, przez co raper schodzi na drugi plan. Nieważne, czy kładzie zwrotkę, czy wykańcza refreny Oskara. Jak napisał na swoim Instagramie gospodarz, kawałek inspirowany jest twórczością Redmana z czasów lat 2006-2008, co zresztą dobrze słychać, zważając na klimat utworu.

fot. kadr z „OKI feat. Żabson – DLA ZIOMALI”, YouTube.com/2020

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Tory Lanez jest dowodem na to, że słuchacze rapu wciąż mają poczucie moralności
Tory Lanez - Broke In A Minute *Directed & Edited by Tory Lanez*

Ostatnimi czasy, kiedy już ucichła zażarta dyskusja na temat newschoolu i trueschoolu, pojawił się inny, tym razem naprawdę sensowny i wartościowy temat do rozważenia. Chodzi bowiem o rozgraniczanie artystów i ich muzyki, a w zasadzie głównie tego, czy należy słuchać kogoś, kto robi fajne piosenki, ale jest przy tym w jakiś sposób nieprzyzwoity w innych dziedzinach swojego życia.

Głównym prowodyrem do przedsięwzięcia tej dyskusji był oczywiście 6ix9ine, który przed sądem sprzedał wszystkich swoich ziomków, by ostatecznie nie siedzieć w więzieniu kilkudziesięciu lat, a raptem kilkanaście miesięcy. Według wielu niespisanych zasad, które przez dekady towarzyszyły hip-hopowi Tekashi nie powinien mieć żadnego posłuchu wśród dawnych fanów, a tymczasem ma ich nawet więcej. Bije kolejne rekordy wyświetleń, a jego pierwszy album, który wydał po wyjściu z więzienia, w zaledwie parę dni wyprzedał się 150 tysiącach kopii, oczywiście po przeliczeniu streamingów.

Ten temat mogliśmy też przełożyć na Polskę. Przy czym akurat „snitchwave” można wykluczyć, bo przecież Sobota został wręcz zmuszony do zakończenia kariery, to już wszelkie inne wybryki i machlojki są dopuszczane, czego dobrym przykładem jest Belmondo. Nie brakuje raperów, którzy nie chcą z nim już współpracować przez jego zachowanie, a sam artysta niestety parę razy też skompromitował się, chociażby słynną aferą wannową czy nawoływaniem do wyzwolenia Kurdystanu. Pomimo takich błazenad, wciąż ma wiernych fanów, którzy zachwyceni są jego twórczością i czekają na powrót z długogrającym albumem.

Mogłoby się więc wydawać, że prywatne zachowanie artystów i po prostu fakt, jakimi osobami są, nie ma już żadnego wpływu na odbiór ich kawałków, o ile te są dobre, zabawne lub po prostu bujające. Okazuje się jednak, że nie do końca, ponieważ są raperzy, którzy ponieśli konsekwencje muzyczno-marketingowe z powodu swoich występków. Dowodzi temu casus Tory’ego Laneza.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Kanadyjczyk jakiś czas temu awanturował się z koleżanką po fachu, Megan Thee Stallion i w efekcie postrzelił ją w stopę. To, że w internecie dało się znaleźć sporo głosów oburzenia na ten temat jeszcze nie świadczyło o słusznym napiętnowaniu rapera, bo zwykle głos zabierają ci, którzy są oburzeni, a nie ci, którym to nie przeszkadza, więc trudno było określić liczbę tych, którzy nic sobie z postrzelenia raperki nie robili. Niedługo potem pojawiła się dodatkowo petycja, która miała zebrać wystarczająco ilość podpisów, by umożliwić deportację Laneza z USA. Ta akcja została oczywiście przeprowadzona półżartem, półserio, ale już świadczyła o społecznym poglądzie w tej sprawie. Konkrety pojawiły się jednak dopiero niedawno, kiedy Forbes ujawnił, że odsłuchy kawałków Laneza na streamingach spadły aż o 40%. Biorąc pod uwagę pieniądze, które za oceanem artyści otrzymują z tych platform, raper na pewno odczuł to w portfelu i nie był w stanie tej sprawy zbagatelizować. To zjawisko dowodzi temu, że słuchacze rapu potrafią jeszcze rozgraniczać artystów od muzyki i w efekcie porzucać czyjąś twórczość, jeśli ten ktoś nie zachowuje się nawet w ułamku tak, jak na rozpoznawalną i mającą wpływ na odbiorców osobę przystało. Trzymajmy kciuki, by wreszcie przerodziło się to w trend, a nie tylko jednorazowy przypadek.

fot. Tory Lanez – Broke In A Minute *Directed & Edited by Tory Lanez*/ YouTube.com/ToryLanez

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Taki jest nowy pop. Czy właśnie jesteśmy świadkami tego, jak rap zmienia muzykę popularną w Polsce?
rap pop

Pierwszy popowo-rapowy kawałek? „I Need Love” LL Cool J (1987). Polski? „Jak zapomnieć” Jeden Osiem L (2004). Wtedy, gdy w Stanach Zjednoczonych już conajmniej od dekady artyści wykonujący pop czy R&B łączyli siły z raperami, a od prawie dwóch ci drudzy sporadycznie nagrywali bardziej melodyjne kawałki, u nas poza pojedynczymi rapowymi numerami, popularność zdobywało jedynie niechlubne „hip-hopolo”.

Dziś pozycje na OLiS-ie już aż tak nie zaskakują, a wraz ze zwiększającą się popularnością hip-hopu, pop i cała muzyka, którą określamy mianem alternatywy, coraz częściej przecina się z rapem. Wychodzi z tego coraz więcej dobrych kolaboracji, ale też choćby na przykładzie Kacperczyków i ich kontraktu z SBM, współprac między środowiskiem a artystami wcześniej nie mającymi z nim nic wspólnego. My za to możemy słuchać bez poczucia wstydu tego, co powstaje, i co raczej nie spotyka się z krytyką ze strony samej branży.

W niedzielę (6 września) premierę miał drugi singiel MaRiny promujący jej nowy album, który wyda pod własnym szyldem. Wcześniej, przy okazji „News”, artystka współpracowała z Kabe. W „Nigdy Więcej” natomiast udzielił się Young Igi, który m.in. razem z Gverillą odpowiadał także za muzykę i tekst. Kawałek traktuje przede wszystkim o tym, jak ludzie postrzegają innych przez pryzmat ich dóbr materialnych, nie patrząc na to, jaką drogę musieli przejść, aby znaleźć się tu, gdzie są.

Motyw jest więc znajomy i często przewijający się w rapie. W podobną konwencję weszła (ale ją przełamała) ostatnio także Margaret, która w tym roku również uruchomiła własny label, Gaja Hornby Records. O tym, dlaczego potrzebujemy kawałków takich jak „Reksiu” z Otsochodzi, pisał Michał. Ja dodam jedynie, że bez względu na treść ten artystyczny kierunek jest bardzo intrygujący. Wygląda bowiem na to, że podobnych transformacji jak w przypadku obu piosenkarek możemy wypatrywać więcej. Od razu przypomina się również Dziarma, która po prostu zmieniła się w raperkę.

Trudno więc nie pytać: jak i dlaczego? Najpierw w drugiej połowie ubiegłej dekady rap za sprawą takich artystów, jak choćby Quebonafide czy Taco Hemingway bardzo powoli zaczął wchodzić do rozgłośni i przede wszystkim zdobywać uwagę ludzi niezainteresowanych wcześniej hip-hopem. To wywoływało różne emocje, ale gdy ostatecznie podziały między słuchaczami zaczęły się coraz bardziej zacierać, rap słuchany był częściej, tę pewną postawę, charakterystyczną pewność siebie i vibe śmielej mogli zacząć przyjmować inni artyści. I artystki, bo głos kobiet również staje się coraz silniejszy.

fot. kadr z klipu „MaRina ft. Young Igi – Nigdy Więcej (Official Video) #NigdyWięcej”, YouTube.com/MarinaMusicChannel

Zostaw komentarz