Felieton,Hip Hop

Zbawienny trap i pułapka – Koza „Patologya” [RECENZJA]

Klementyna Szczuka -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Zbawienny trap i pułapka – Koza „Patologya” [RECENZJA]

A co, jeśli najgorszym albumem rapowym był „Mystery Dungeon”, a nie „Patologya”? Tę pierwszą płytę najlepiej podsumował Wini w rozmowie z Kozą właśnie: „Nic z niej nie zrozumiałem. Po prostu, ku*wa, nic. Ale zrozumiałem jedną rzecz: że jest ci smutno, i że masz dużo rozterek”. No to skoro rozje*aliśmy się na klatce od schodów do tych lochów, trap, po który tym razem sięgnął Koza, okazał się dla nas zbawienny. Dla niego zaś trochę zgubny.

Porównujemy obce archetypy

Pier*olone cwele nazywają mnie raperem/Niewiarygodne, udaję planetę tak jak Ceres

„Weź sobie zdanie z nagiego lunchu po prostu”

Wystarczyło zadbać o kontrowersję, wyrazisty wizerunek, być lepszym i niezrozumiałym, a w tym wszystkim, co najważniejsze, świadomym. Koza, chociaż tym, co robi może nawet bardziej interesuje ludzi nienależących do rapowego środowiska, musiał zostać wrzucony do hip-hopowej szufladki. A ona, wiadomo, nie jest zbyt wygodna. Przez to jednak, że do niej trafił, może hip-hop zmieniać, rewolucjonizować, poniżać, denerwować albo sprawiać, że będzie ciekawszy. „Patologya” demaskuje gatunkowe tendencje, ale Koza potrafi nieźle się w nich odnajdywać. W końcu spełnia pewne wymagania: ma trudną przeszłość, kompleks Boga i mesjasza, no i walczy ze swoimi demonami. Z tym, że to wszystko przedstawia na granicy żartu lub absurdu i ostatecznie, na przykład w „Outro”, zapobiegawczo wyśmiewa reakcje potencjalnych odbiorców.

Mimo to, na nowym albumie wydaje się bardziej bezpośredni. Raz nawet udaje mu się uciec z tej skandalizującej albo prześmiewczej formy, którą sam sobie narzucił, i którą z góry mu narzucono. W „Ania wiem że to czytasz” przez chwilę mówi bardziej dosłownie i wyraźnie. Co akurat wyszło mu fajnie i szkoda, że tego typu kawałków nie wypuszcza częściej. Wiadomo, że gdy wprost traktuje się o emocjach, łatwiej o naiwność. I, że odkrywanie się raczej nie jest wygodne.

Po co szybko nawijać, jak możesz drzeć ryja?

Nagrywam z wyznaczania granic let’s play i skaczę ci na mordę/Żaden Young Multi, bardziej młody prompter

„Fioletowa Fiolka 18L”

Krzyk jest jednym z elementów, które najbardziej do muzyki Kozy mogą przyciągać. Dzięki temu nie trzeba też analizować jej treści, aby odczytywać emocje i się w nie zaangażować. Kiedy jednak mamy do czynienia z regularnym bitem, cały kawałek łatwiej jest odebrać i tak właśnie jest z całą, wciąż totalnie eksperymentalną, „Patologyą”. Struktury utworów, z jakich się składa, są prostsze i mimo, że Koza stara się w nich jak najbardziej przekraczać granice, łatwiej się ich słucha. Zaśmiałabym się nawet, że „Nieodwracalne” oprócz tego, że kojarzy się z filmem Gaspara Noé o tym samym tytule, od razu przypomina refren „Jagodzianek” Malika Montany.

Koza znalazł sposób, aby wywalczyć sobie jakieś miejsce w rapie, a także poza nim. Można go nie szanować, ale sporo również można mu zawdzięczać.

fot. kadr z klipu „Koza – Fioletowa Fiolka (Prod. Jordan) (Official Video)”, YouTube.com/Hashashins

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
Pięciu raperów, których biografie byłyby bestsellerami

Choć polskie i zagraniczne gwiazdy oraz osoby do tego miana aspirujące zalewają nas swoimi książkami, raperzy wciąż mocno sceptycznie podchodzą do tego pomysłu. Na przelanie swoich przygód na papier w formie prozy zdecydował się chociażby Quebonafide czy O.S.T.R. Niedawno dowiedzieliśmy się też, że ukaże się publikacja o życiu Peji. Nie mamy pojęcia, kto następny pokusi się o książkę, ale wiemy, kto powinien to zrobić. Ich biografie z miejsca stałyby się bestsellerami.

Tede

TDF to jeden z tych raperów, którzy absolutnie nie gryzą się w język, co zresztą słychać chociażby po jego ostatnim wydawnictwie pt. „Karmageddon”, na którym artysta strzela w kierunku innych osób z branży. To samo mógłby zrobić w książce, mając do dyspozycji znacznie więcej słów, niż tyle, ile pomieści tempo bitu. Poza tym, w najnowszym singlu „Allinka” nawija: „Tata jest ze mnie dumny, choć jestem tak bardzo nie jak on/ Dragi, alkohol, melanże, ku*wy, sorry, wybacz mi tato.” Drugi z wymienionych wersów mógłby być prawdopodobnie streszczeniem tej książki, więc jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak mięsista publikacja by to była.

Belmondo

Młody G zdążył już w trakcie swojej kariery sporo nawywijać, przez co stał się bohaterem wielu afer obyczajowych. Nikt też chyba nie ma wątpliwości, że to postać wyjątkowa, co słychać po jego nawijce. Historie opowiedziane z jego perspektywy po prostu musiałyby być ciekawe, a dodatkowo mogłyby rzucić nowe światło na niektóre sytuacje. A gdyby jeszcze zdecydował się na autobiografię i napisał książkę takim językiem, jakim tworzy wersy? Pani Tokarczuk pewnie szybko stałaby się wtedy drugim najbardziej aktualnym polskim noblistą literackim.

Borixon

Ojciec Chillwagonu przeżył już więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Był jednym z prekursorów rapu w Polsce, potem zaliczył dołek w karierze, przez co musiał fizycznie pracować w Anglii, by ostatecznie wybić się na dwóch gigantycznych komercyjnych sukcesach. To musiałaby być niezwykła, pełna przekomicznych anegdot biografia, która niosłaby też bardzo krzepiące przesłanie. Tylko biorąc pod uwagę ilość przygód, przez które Borixon musiał przechodzić, trzeba byłoby się zdecydować na wydanie tej pozycji w kilku tomach.

Oskar (PRO8L3M)

Choć w sporej części swoich tekstów Oskar wychodzi na niemałego zawadiakę, potrafi też podzielić się ze słuchaczami swoimi, momentami nawet intymnymi przemyśleniami i przeżyciami. Książka będąca połączeniem opowieści z jego szybkiego, melanżowego życia z refleksjami na jego temat spokojnie mogłaby być cytowana na ustnej maturze z polskiego bez obaw, że polonistka skwituje ten przykład uśmiechem politowania.

Kizo

Choć Kizo dość krótko jest na scenie, już utworzył niezwykłą więź z fanami. Raper w zasadzie sam z siebie zrobił chodzącego mema, ale jedynie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Trudno nie odnieść wrażenia, że w zasadzie każda sytuacja, w której Kizo bierze udział, jest świetnym materiałem na anegdotę. Gdyby wszystkie te przygody okrasić jego humorem i komentarzami moglibyśmy otrzymać niezwykle poczytną książkę, która nawet otworzona na losowej stronie, wprawiłaby nas w uśmiech.

fot. kadr z klipu „Peja/Slums Attack – Game Changer (prod. Magiera)”, YouTube.com/Pejaslumsattack

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Post Malone o relacji z Mac Millerem: „Zróbmy jakiś pieprzony album”

Choć muzyki tworzonej przez Posta Malone’a nie da się jednoznacznie sklasyfikować, śmiało można powiedzieć, że jest jedną z największych gwiazd na świecie w tej branży. Swoją popularnością, charyzmą, ale przede wszystkim twórczością zasłużył sobie na okładkę magazynu „GQ Style”, dla którego udzielił też obszernego wywiadu. Raper zdradza w nim chociażby to, kim się inspirował we wczesnych etapach swojej kariery oraz wyjawia, że z jednym ze swoich idoli prawie nagrał wspólny album.

Post przyznaje, że pierwsza jego twórczość była silnie inspirowana Mac Millerem, Travisem Scottem i A$AP Rockym. Artysta bez ogródek stwierdził, że na początku chciał po prostu być jak oni, a jego własny styl wyewoluował z czasem. Podkreślił też, jak ważne dla niego było spotkanie z pierwszym z wymienionych idoli.

Mac był pierwszym, który się ze mną skontaktował. To było bardzo dziwne dla mnie, bo słuchałem go od samego początku, a potem miałem możliwość spotkać go i zakumplować się. Najpierw mnie inspirował, a teraz tak po prostu siedzieliśmy i graliśmy sobie w beer ponga. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas i w końcu uznaliśmy: „Zróbmy jakiś pieprzony album!”.

Słowa nie wyrażą tego, jak bardzo nam przykro, że ten album ostatecznie nie powstał. Post odważnie eksperymentuje ze swoim stylem i podobnie robił to śp. Mac, co słychać zresztą po jego dwóch ostatnich płytach, w tym jednej pośmiertnej. Ich wspólny materiał mógłby wnieść niezwykłą świeżość na scenę i stać się absolutnym hitem. Niestety, nie będzie dane go nam usłyszeć, choć nadzieja karze wierzyć, że panowie zdążyli chociaż nagrać jakiś kawałek, który leży gdzieś na dysku jakiegoś komputera w USA.

fot. kadr z klipu „Post Malone – Saint-Tropez (Official Video)”, YouTube.com/PostMalone

Zostaw komentarz