Felieton,Hip Hop

5 rapowych numerów na Dzień Kobiet!

Jakub Purłan -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Jakub Purłan

5 rapowych numerów na Dzień Kobiet!

8 marca to, jak wiadomo, międzynarodowy Dzień Kobiet. Bez płci pięknej świat byłby nudny, trudno sobie go właściwie wyobrazić. Raperzy nierzadko poruszają w swoich utworach tematy dotyczące ich najbliższych, również kobiet. I nie mówię tu wyłącznie o partnerkach, ale także o tych kobietach, które towarzyszą im od ich pierwszych dni. Z tej okazji, oprócz najlepszych życzeń, przedstawiamy 5 utworów na ten szczególny dzień.

Nasze 5 propozycji

Quebonafide, nagrywając „Candy”, chyba sam się nie spodziewał, że to będzie jeden z jego najpopularniejszych numerów. W tamtym czasie większość jego nowych utworów osiągała imponujące liczby.

Hitem okazał się numer Bedoesa, który nagrał swojej dziewczynie z okazji urodzin. „Jesteś ładniejsza niż na zdjęciach” to bardzo szczery i emocjonalny utwór, dlatego nie dziwi to jak pozytywnie został odebrany.

Nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu utworu poświęconemu najważniejszym kobietom, czyli mamom. Avi stworzył tak piękny numer, że trudno cokolwiek napisać, tego trzeba posłuchać. A jeśli macie możliwość, to puśćcie ten utwór swojej mamie.

Kolejny numer poświęcony rodzicielce. Tym razem od Solara i Białasa utwór „Mama”. Przyjemnie się słucha takich szczerych wersów i tego, że mimo wielkiego sukcesu, raperzy pamiętają o swoich najbliższych.

I na koniec „Bali”. Gedz trochę zaskoczył tym numerem, jest on całkiem inny od stylu do jakiego nas przyzwyczaił. Ale jak to u Kuby, świetne brzmienie gwarantowane.

Fot. Okładka płyty Quebonafide „Dla fanek euforii”

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Weź Oskara, Steeza, stare hity i masz kawał płyty – PRO8L3M „Art Brut 2” [Recenzja]

Pierwsza część „Art Brut” uchodzi obecnie za jedną z najważniejszych płyt rapowych tego millenium. Trzeba mieć ogromne ambicje, wielką pewność siebie i trochę tupetu, by nagrywać sequel płyty tak kultowej, że według niektórych nie da się nagrać lepszej. Osoby zatwardziale zakochane w pierwszej części projektu faktycznie mogą być nieco zawiedzione, bo dwójka ma mniej klimatycznych wstawek z filmów i piosenek, a także jest bardziej melodyjna, a momentami nawet skoczna. To jednak elementy, które mogą wpłynąć co najwyżej na subiektywną opinię na temat tego krążka, bo oceniając go obiektywnie, niewiele można mu zarzucić, a już na pewno nie to, że nie odzwierciedla swojej nazwy. To w końcu piękny kawał sztuki, który wcale nie opowiada o pięknych rzeczach.

Teraz mamy wolność

Płyta sięga po inspiracje do końcówki ubiegłego wieku nie tylko jeśli chodzi o muzykę. Znaczna większość tekstów opowiada o mniej lub bardziej prywatnych sytuacjach z PRLu i czasów, które bezpośrednio po nim nastąpiły. Jak można było się spodziewać, znając umiejętności storytellerskie Oskara, historie wspomniane na albumie są niemalże namacalne. Spokojnie możecie wyrzucić swoje podręczniki od WOSu, bo nic nie nakreśli Wam lepiej tego, jak w tamtych czasach faktycznie się żyło. „Na Rympał” opowiada o tym, jak wtedy trzeba było kombinować, a w „Domach z betonu”, które są z kolei niezwykle szczerą opowieścią z dzieciństwa Oskara, możemy usłyszeć o błahych sprawach z trudnego życia codziennego. Jeśli z kolei zastanawiacie się, jak wyglądało życie nieco starszego dzieciaka, uważnie wsłuchajcie się w „Matchboxy”.

Cisza jest jak Toyota Prius

Oskar na przestrzeni ostatnich płyt stworzonych ze Steezem zdążył oczarować słuchaczy nie tylko umiejętnością niezwykle obrazowego opisywania sytuacji, ale również wplatania w te opowieści niebanalnych spostrzeżeń, rzucających nowe światło na pewne sprawy, czego dowodem jest chociażby powyższy cytat z „Dymu”. Nie mniej wymowny jest wers ze „Street Fightera”, który motywuje słuchacza na swój wyjątkowy sposób: „Ogarnij się milcząc, a nie wzywasz Maryję”. Temat nieba jest zresztą poruszany kilkakrotnie i za każdym razem nieoczywiście, jak na przykład we wspomnianym już wyżej kawałku „W domach z betonu”. Oskar nawijając w nim o odejściu swojej mamy, opowiada o postrzeganiu śmierci z perspektywy dziecka, czyli być może właśnie o najsłuszniejszym sposobie jej postrzegania: „Gdy wszyscy płakali, ja chciałem się bawić, no bo w sumie jest w niebie”. Raper potrafi też w namacalny sposób opisać rzeczy niefizyczne, które w standardowy sposób trudno jest zdefiniować. Wyobrażaliście sobie kiedyś smutek? Oskar zrobił to za was: „Jej smutek płynie powoli, jak moja krew po jej dłoni”.

Hi- Fi Superstar super hit

Istnieje przekonanie, że klasycznych numerów nie powinno się tykać, zupełnie jak obiektów kultu. Steez zdecydowanie tak nie uważa, bo odważnie zabiera się za wielkie hity i robi z nich wyjątkowe, ale przede wszystkim niebanalnie klimatyczne podkłady. Refren Wandy i Bandy wpleciony w „Przebój Nocy” tylko podkreśla opowiadaną w nim historię. Jeszcze lepszą robotę robi Majka Jeżowska, który otula szorstkie historie Oskara delikatnym, ale bardzo mocnym refrenem w „Piekło jest w nas”. Śpiew Marleny Drozdowskiej w „Zadzwoń do mnie” idealnie pasuje za to do groteskowej sytuacji o gorejącym uczuciu, którą opowiada Oskar w tym kawałku. Wszystkie sample kleją się do nawijki jak kciuki od jointów, o których raper sam zresztą wspomina w „Dymie”.

fot. zdjęcie z Instagrama, Instagram.com/pro8l3m

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
DaBaby znowu rozrabia! Uderzył fankę w twarz

W zeszłym roku mogliśmy wypowiadać się o DaBaby tylko w samych superlatywach. Raper wydał dwie świetne płyty, którymi wbił się do mainstreamu z buta. Wydawało się, że w tym roku również będzie o nim głośno i w zasadzie to jest, ale niestety bardziej ze względu na jego wybryki, niż muzykę. Tym razem znów narozrabiał, uderzając kobietę w twarz.

Jak do tego doszło? DaBaby miał grać koncert w jednym z lokali w mieście Tampa na Florydzie. W trakcie przechodzenia przez zatłoczony klub ze swoją świtą, fani robili mu zdjęcia. Jedna z kobiet nieco przesadziła i próbowała zrobić mu fotkę z bardzo bliskiej odległości, używając jednocześnie flesza. Nieszczęśliwie uderzyła przy tym rapera w oko. Artysta nie zastanawiał się ani chwili i na ogień odpowiedział ogniem, wymierzając w stronę kobiety potężny cios. Chwilę po tym wydarzeniu opuścił klub, nie dając ostatecznie koncertu.

Raper zdecydował się tę sprawę wyjaśnić za pośrednictwem Instagrama. Najpierw poprosił fanów o lepsze ujęcie, które miałoby dowieźć temu, że nie miał prawa widzieć, że uderza kobietę, ze względu na to, jak bardzo zbliżyła mu flesz do oka. Artysta zaoferował za taki filmik bagatela 10 tysięcy dolarów. Następnie wystosował poważniejsze przeprosiny, w których oczywiście wyraził swój żal, że uderzył akurat kobietę, ale zaznaczył po raz kolejny, że kompletnie o tym nie wiedział. Wystosował też apel do swoich fanów, w którym poprosił o to, by szanowali jego przestrzeń osobistą i robili tyle zdjęć oraz filmików, ile chcą, ale z dalszej odległości, by takie sytuacje już się nie powtórzyły. Zwrócił się też bezpośrednio do uderzonej dziewczyny, by ta odezwała się do niego, żeby mogła odebrać osobiste przeprosiny.

Choć tłumaczenie rapera ma ręce i nogi, jego zachowanie i tak należy jednoznacznie potępić. Abstrahując już od tego, że po drugiej stronie ciosu była kobieta, raper wcale nie musiał wymierzać uderzenia. W przypadku naruszenia jego przestrzeni osobistej, co przecież u gwiazd jego formatu zdarza się notorycznie, powinien po prostu szybko się ulotnić. Jakiekolwiek rękoczyny nie były potrzebne. Tak samo jak w przypadku napastowania pracownika hotelu, który też przecież sprowokował artystę. DaBaby powinien być bardziej świadomy swojej wybuchowości i po prostu nawet nie dopuszczać do sytuacji, w których ktoś może wyprowadzić go z równowagi, no chyba, że chce być bardziej postrzegany jako uliczny wojownik, niż poważny artysta.

fot. kadr z klipu „DaBaby – BOP on Broadway (Hip Hop Musical)”, YouTube.com/DaBaby

Zostaw komentarz