Felieton

Blaze 813 – siedmioletni „profesjonalny” atleta

Politolog Na Rapie -
Felieton - - Dodane przez Politolog Na Rapie

Blaze 813 – siedmioletni „profesjonalny” atleta

W recenzji „Plansz” od duetu Jan Rapowanie i Nocny pisałem, że podoba mi się to jak artysta nie próbuje, jak co drugi młody polski raper, wchodzić w nie dość, że nie swoje, to jeszcze za duże buty. Niedługo później zobaczyłem innego chłopaka, który prężył na Instagramie (gdzie śledzi go ponad pół miliona osób) swoją kratę na brzuchu odziany w ciuchy od sponsorów i wyglądał jak żywcem wyjęty z ligi NFL. Nic dziwnego, no może poza wiekiem, bo Rudolph „Blaze” Ingram ma… 7 lat.

Nie lubię pompowania baloników, szczególnie tak wcześnie, bo zostaje dużo czasu, kiedy wszystko może z pójść z hukiem. Ale z drugiej strony, to właśnie teraz może być jedyny moment dla “przedsiębiorczych” rodziców, żeby coś ugrać na talencie swojego dziecka. Nie będę oszukiwał, chłopak jest atletycznym freakiem i to, jak odstaje od swoich rówieśników, wzbudza podziw. Mierzi tylko ta nakręcona do granic możliwości komercyjna otoczka. Zaczniemy od sportu…

Następny Usain Bolt lub Odell Beckham Jr

Niesamowicie zdziwiłem się, że o chłopaku można przeczytać nawet w polskiej prasie. W tym roku pisały o nim zarówno serwisy sportowe, jak i duże portale. Wszystko zaczęło się od filmu, w którym Blaze „bierze” innych rówieśników startujących w biegowym wyścigu jak maszyna do gier Twoje złotówki w zadymionej kanciapie.

To wtedy pojawiły się pierwsze porównania do najszybszego z najszybszych. Nawet nie próbowano z niego robić Bena Johnsona ani Maurice Greena. Świat obiegła informacja o „nowym Bolcie”, bo skoro przebiegnięcie 100 metrów zajmuje mu 13,48 sekundy to tylko kwestią czasu jest aż w stroju USA będzie bił kolejne rekordy w bieganiu.

Taaa, tylko ile takich historii było wcześniej.

Sorry, zapomniałem się, pesymizm miał być później! Oczywiście bieganie nie ma aż tak wielu fanów jak sporty zespołowe. Nic też dziwnego, że chłopak bardziej niż biegaczem chce zostać zawodowym futbolistą. I to właśnie od filmów z podwórkowych gierek, a później treningów i meczy zaczęła się jego internetowa sława. Od wkręcania swoich kumpli w ziemię po zdjęcia z gwiazdorami NFL, którzy często mają mniejszą ilość fanów niż sięgający im do pasa chłopak.

Niestety komercja…

Bije po oczach jak Mike Tyson za swoich najlepszych czasów. Z jednej strony, ojciec menadżer pozujący do zdjęcia ze swoim dzieckiem piszący o skromności.

Z drugiej strony własna odzież w wieku 5 lat, korki ze swoją podobizną okraszone licznymi tandetnymi znaczkami LV do pary z ochraniaczem na szczękę opisanym jako GOAT (Greatest Of All Time – przyp. autora), czy mokasyny i złoto na szyi.

Z jednej strony tu i teraz podpierane wizją wspaniałej przyszłości, którą może przekreślić tak wiele rzeczy (jednocześnie siejąc spustoszenie w psychice chłopaka), że wymieniając je zanudziłbym Was na śmierć. Z drugiej strony… no właśnie nie mogę znaleźć drugiej strony, podobnie jak chyba zrozumieć czasem amerykańskiego state of mind. Mam uczulenie na motywacyjny bullshit, a kiedy widzę go w opisach zdjęć 7-latka, to nie pozostaje zrobić nic innego niż życzyć chłopakowi wielkiej kariery i tego, aby ojciec przez cały czas był dla niego wyrozumiały. Wszystko inne będzie cholernie trudne.

Na zakończenie chciałbym polecić Wam dokument „At All Costs”, który znajdziecie na Netflixie. Trailer odkrywa część kart, ale nie wszystkie… 😊

Fot. Blaze Fan Trivia / YouTube

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton
Cringe tygodnia vol. 7: Masłowska z panczlajnem Mesa

Siemanko, sportowe świry! Spośród singli, które wyszły w minionym tygodniu, wybieramy najdziwniejszy/najbardziej facepalmowy/zasługujący na uśmiech pełen żenady.

A właściwie nie wybieramy, a wybieram ja – Kajetan.

Siódma niedziela z Cringem Tygodnia zobowiązuje do czegoś specjalnego. A właściwie Wy, drodzy czytelnicy, zainspirowaliście mnie do popełnienia odcinka specjalnego. Z miejsca gratuluję Depsowi fanbazy, która była gotowa “bronić” go za wszelką cenę. “Nigdy nie kupią nas mass media za żeton/To jest rap, a recenzentem zawsze jest beton” – nawijał w 2011 roku Eldo. Wówczas pewnie nie zdawał sobie sprawy, że jego słowa są w pewien przewrotny sposób prorocze. Faktycznie – dzisiaj recenzentem także jest beton, ale nie w rozumieniu ulicy, a czegoś na kształt partyjnego betonu, na który w tym przypadku składają się oddani fani danego wykonawcy.

Opinia

Dalej uważam, że “NIEPRZESPANENOCE” są generycznym numerem z grubą kalką z Bedoesa. Nawiązanie do litanii Kaabana i jego zarzutów w stronę Diseta było celowym zabiegiem, który miał pokazać, że podchodzę do tego w nieco przerysowany sposób.

Bardzo istotną rzeczą jest to, że odnosiłem się do konkretnego utworu. Ktoś może nieświadomie podłapywać czyjąś stylówkę, a nawet sposób pisania, i warto wówczas mieć osobę, która to zauważy i zwróci uwagę. Tak się złożyło, że jako branżowy publicysta mam do tego pewną legitymację – a na pewno nie mniejszą niż fani takiego wykonawcy.

Politolog na rapie stwierdził, że z szacunku do siebie nie będzie nawet odpakowywal mojej płyty, która dostał od QQ….

Filipek 发布于 2019年4月13日周六

Dostało się ostatnio Politologowi za jedno zdanie z TEGO tekstu. Armia fanów podniosła larum. To jest zrozumiałe w jakiś sposób, ale emocjonalnie zareagował również Filipek. Skoro jest taki żądny emocji, to zapraszam go TUTAJ. Bartek nie przedstawiał żadnej krytyki, a jedynie zaznaczył swój gust, ogólną opinię. Ma do tego prawo. Wy macie do tego prawo. Ja mam do tego prawo. Jeśli ktoś mnie nie czyta, to nie jest dla mnie dzbanem. Nie jest moim czytelnikiem – tylko i aż.

Portale hiphopowe w Polsce zachowują się trochę jak sami raperzy. TDF określił to jako “bycie Szwajcarią”. Większość z nich podaje informacje, które nie są opatrzone żadnym dodatkowym komentarzem. Są po prostu hubem, z którego możecie czerpać jakąś doraźną wiedzę, ale – tu jedna bardzo ważna kwestia – powoli przestają być Wam potrzebne. Dlaczego? Bo jeśli jesteście słuchaczami danego wykonawcy, to macie polubiony jego fanpage i wiecie, że wyszedł nowy klip. Informowanie Was o tym dodatkowo jest zbędne. Co innego jeśli ktoś, kto wnikliwym słuchaczem jest od wielu lat – ja sam od przeszło dekady – pokaże Wam, co kryje się za danym kawałkiem. Może jest tam jakiś zakamuflowany follow-up, może ktoś robił coś podobnego pięć lat wcześniej?

Obecnie brakuje redaktorów wyrażających opinie uderzające wprost w twórców. Od lat mam za to szacunek do Marcina Flinta. Teraz pojawił się Wini, ale… jeden Wini wiosny nie czyni.

Picasso

“Dobry artysta kopiuje, świetny artysta kradnie” – powiedział Pablo Picasso. Rzeczywiście trochę tak to wygląda. Twórcy nasiąkają obecnymi trendami i, czasami, być może bezwiednie, naśladują. Ci najbardziej bezczelni faktycznie kradną. Czy spotyka ich za to jakaś reprymenda? Bardzo rzadko od słuchaczy. Częściej od dziennikarzy i recenzentów, ale… nie spotyka się to raczej z dobrym odbiorem. Najlepiej obrazuje to chyba Gargamel, który chciał nagłośnić sprawę ReTo i podwędzonego bitu.

Jimson, w ostatnim dissie na VNMa, wytyka oponentowi kopiowanie flow i słabą argumentację: “Pisałeś, że to flow to hołd dla Małolat & Ajron“. Do bajtowania sam przyznał się swego czasu Bonson: “Taka branża, ktoś brzmi jak Małpa/Ktoś brzmi jak ja, a sam podpie*dalałem z Małolata“.

Ja nie czekam aż ktoś zauważy, co robi, przyzna się, cokolwiek. Nie trzeba mi mówić, co się dzieje, żebym umiał to opisać. Cringe Tygodnia nie jest czepianiem się na siłę, ma zwracać uwagę na rzeczy, które można poprawić – dla kultury. Przy okazji – nie ma dla mnie znaczenia, kto jaką ma pozycję. Słabe podziemie jest słabym podziemiem, słaby mainstream boli jeszcze mocniej. Sokół jest jednym z tych raperów, którzy posiadają naturalny zmysł do pisania w bardzo klimatyczny sposób bez potrzeby uciekania się do fajerwerków technicznych. Okej, ale dalej czułem się źle, kiedy nawinął “nagrody komuś dawno już rozdano po kryjomu w domu” w “Świadomym śnie”. Po prostu “komuś/domu/kryjomu/nikomu” to poziom “kolego/lego” – dajcie spokój.

Picasso?

“Mieszkanie wypasione, meble jakieś dziwaczne, obrazy po*ebane/Picasso by się uśmiał, że do góry nogami chyba mają je popowieszane” – to cytat z książki “Inni Ludzie” Doroty Masłowskiej (Dorota Masłowska, Inni Ludzie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018, s. 12).

“Picassa – tak to się odmienia łbie barani/kupiłeś, lecz powiesiłeś do góry nogami” – to cytat z utworu “Lecisz na Ryj” Łysonżiego, a konkretniej ze zwrotki Mesa (Łysonżi, Dżonson, Aloha Ent., Warszawa 2009).

Masłowska nasłuchała się Mesa? Panczlajn odgrzała po niemal dekadzie? Być może. A może przyszło to do niej nieświadomie? Być może. A może oboje posłużyli się jeszcze starszym dowcipem? Być może. Niezależnie od przyczyn – moją rolą jest również zauważanie takich rzeczy. “Dobry artysta kopiuje, świetny artysta kradnie” – Pablo Picasso? Nie do końca, co tym bardziej wzmacnia tę maksymę. Tak naprawdę pochodzi ona od W. H. Davenporta.

źródło: Instagram.com/mestentyp, fot: Instagram.com/wiktorfranko

Zostaw komentarz

Felieton
Kodeinowy Cobain – co zostało nam po Lil Peepie?

Kiedy w czerwcu 2017 roku pierwszy raz usłyszałem “benz truck” oszalałem. Kawałek wkręcił mi się tak bardzo, że bałem się przełączać na inne utwory Lil Peepa. Bałem się, że nie będą tak dobre. Hipnotyzujące flow, zblazowany wokal i teksty, które nie zwiastują najlepszej przyszłości. Momentalnie pomyślałem o Kurcie Cobainie. Pomyślałem, że gdyby tworzył dzisiaj, to żarna świata przemieliłyby go właśnie w kogoś takiego. W kogoś takiego jak Lil Peep.

Po kilku godzinach zapętlania i wysyłania utworu do każdego znajomego, zdecydowałem się kliknąć w coś innego. “witchblades” – nazwa dobra jak każda inna? Nic z tego. Oszalałem ponownie i teraz słuchałem już dwóch numerów na zmianę. W krótkim czasie okazało się, że dotyczy to tak naprawdę lwiej części twórczości tego pogubionego chłopaka.

Oni grają grunge

– Kiedy media coś podłapują, to muszą to jakoś nazwać. Podoba mi się to tak samo jak “nowa fala”, byłbym dumny móc się nazywać nowofalowcem – odpowiedział Kurt Cobain zapytany o to, skąd wzięło się określenie “grunge”. Wielu muzyków, których twórczości nie da się jasno zaklasyfikować, odpowiada po prostu, że robi… muzykę. Że muzyka jest dobra albo zła. Podział gatunkowy jest sprawą drugorzędną.

Poza tym chodzi też o specyficznego “ducha”, klimat, który jest wyczuwalny z danej muzyki. Nie uprzedzajmy faktów, ale w tym tekście przewinie się jeszcze Dave Grohl, który uważa, że coś może być rockowe… nie będąc rockiem stricte gatunkowo.

– “Grunge” jest dla nas nudny. Oczywiście będziemy grać stare piosenki na koncertach, nie odcinamy się, ale sztuka się ciągle zmienia, więc i my eksperymentujemy – mówił Cobain.

Teksty, z którymi można się utożsamiać

Cobain przyznał w wywiadzie, że przez długi czas pisał kompletne bzdury, dla których potem znajdywał wyjaśnienie, interpretację. Był leniwy i teksty układał ze skrawków różnych pomysłów, które gromadził. Pasjonował się anatomią, więc często wędrował w dziwne, naturalistyczne rewiry, momentami nieco upiorne. Kurt zwrócił też uwagę na to, że fani i tak często nie rozumieją o czym jest piosenka, kiedy ta już faktycznie o czymś jest. – To trochę żenujące, że czasami muszę być bardzo, bardzo wprost, żeby to dotarło – przyznał.

Teksty, które w założeniu nic nie oznaczają, a znajdują szeroką interpretację i posłuch wśród odbiorców, to zazwyczaj głęboka grafomania. Tylko że nie ma w niej nic złego, jeśli od początku takie jest założenie. Mike Patton przyznał, że wiele tekstów “Faith No More” ma tekst, który po prostu dobrze brzmi. Słowa, a nawet całe wersy, nie oznaczają nic konkretnego – po prostu pasowały do melodii.

Kurt Cobain na klipach i koncertach sprawiał wrażenie pogubionego. Reporterka, która przeprowadzała rozmowę, przyznała, że jest zdziwiona tym, jaki jest opanowany, miły i pogodzony ze sobą. Muzyk nie zrozumiał tej wypowiedzi. Stwierdził, że zawsze taki był.

Come Over When You’re Sober

Podejście Lil Peepa do tworzenia i muzyki jest bardzo podobne. Nigdy nie klasyfikował się jako raper. Jego wizerunek był popkulturowym koktajlem, tolerował homoseksualistów, transseksualistów i transwestytów. Do GOTHBOICLIQUE trafił, bo grupa szukała… wokalisty. Nagrania Peepa z czasem zaczęły coraz bardziej skręcać w mroczne gitarowe granie, a w głosie było słychać emocje, które kiedyś kryły się w piosenkach Nirvany. Co ciekawe Peep wymieniał wśród swoich inspiracji raczej takie zespoły jak Fall Out Boy i Riadiohead niż grupę Cobaina. Być może omijał te skojarzenia celowo. Mimo depresyjnych treści, Peep również był uznawany za pogodnego, towarzyskiego i bardzo miłego gościa, ale również świadomego otoczenia. – Myślę, że planeta jest bardzo smutna. (…) Myślę też, że wiele osób jest bardzo niewdzięczna – mówił przed śmiercią.

Kwestia śmierci obu wykonawców nie jest najważniejsza w ich zestawieniu. Oczywiście dzisiaj momentalnie się nasuwa i kojarzy, ale te porównania zaczęły krążyć po sieci zanim Peep zmarł. Jego śmierć przyszła szybko, w momencie największego sukcesu. Gdyby nie odszedł, być może Dave Grohl wypowiadałby się dzisiaj o nim.

Lil Peep Billie Eilish

Wielkie koncerny muzyczne nie śpią – dziesiątki tysięcy pracowników działu A&R poszukuje kolejnych talentów, które można wysłać do podziemnego laboratorium i przemienić w prawdziwe gwiazdy, symbole swoich czasów. Tak było chociażby z Laną Del Rey, kiedy idealnie wstrzelono się w potrzebę retro. Zimna elegancja, która zawładnęła słuchaczami na całym świecie, była ściśle przeprowadzoną kampanią sprzedażową prowadzoną pod okiem największych ekspertów.

Kiedy zaczęto zauważać, że nastolatkowie milionami słuchają smutnych wykonawców z soundclouda, wytwórnie stanęły przed dużym wyzwaniem. Potrzebowali tego narkotycznego emo, tego quasi-samobójczego klimatu. Potrzebowali jednak kogoś autentycznego. Kogoś, kto już to w sobie ma i wystarczy wpompować w jego rozwój pieniądze i speców od reklamy. Billie Eilish pochodzi z rodziny, która sprzyjała jej rozwojowi bardziej niż jest to wyobrażalne. Wystarczyło w odpowiednim momencie oddać ją w ręce specjalistów z Interscope (wytwórnia odpowiada za sukces lwiej części wykonawców, którzy rewolucjonizowali popkulturę – Nine Inch Nails, Marilyn Manson, No Doubt, Dr Dre itd.).

Billie zaczęła się rozkręcać w podobnym okresie co Peep. Chodzi o drugą połowę 2017 roku. Jednak tak naprawdę wybuchła dopiero ostatnio. Wypełniła idealnie lukę i została głosem pokolenia wysoko funkcjonujących dzieci z depresją. Jej fankami są córki Dave’a Grohla, więc były członek Nirvany i frontman Foo Fighters udał się na koncert młodej wokalistki.

Tak dzisiaj wygląda rock n roll, a Billie… cóż, Billie jest bardzo blisko do zostania Kurtem Cobainem w spódnicy. O ile kiedykolwiek takową założy.

fot. kadr z wideo “LIL PEEP x MONTREALITY ⌁ Interview”, youtube.com/MONTREALITY

Zostaw komentarz