Hip Hop,News

Do sieci trafił pośmiertny teledysk Leha. Wznowiono “Dziki & Nietoperze”

Damian Kaźmierczak -
Hip Hop,News - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Do sieci trafił pośmiertny teledysk Leha. Wznowiono “Dziki & Nietoperze”

Minęły już prawie cztery miesiące od tragicznej śmierci Leha. Młody gdyński raper związany z wytwórnią Alkopoligamia, zginął w wypadku samochodowym. Wśród fanów i bliskich pamięć o dokonaniach artysty wciąż trwa. Wczoraj do internetu trafił pośmiertny teledysk rapera do kawałka “Miasto nocą”.

Klip upamiętnia zarówno osobę Leha, jak i jego zażyłość z rodzinnym miastem. Utwór “Miasto nocą” znalazł się na wydanym pod koniec zeszłego roku albumie “Dziki & Nietoperze”. Wypuszczony wczoraj teledysk promuję reedycję wyżej wspomnianego krążka. Zysk ze sprzedaży materiału zostanie przekazany rodzinnie rapera.

O karierze Leha przeczytacie więcej w artykule Kajetana. Natomiast, jak ważną dla środowiska osobą był raper, niech świadczą takie obrazki jak ten poniżej.

Warto zaznaczyć, że jest to drugi klip Leha opublikowany po jego śmierci. Pierwszy został zrealizowany do utworu “26”:

foto. Instagram/ryszardleszner

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Dlaczego Zui jeszcze nie odniosła sukcesu?

Pierwsza dama SBM Label nie ma łatwo. Pod klipami więcej słów krytyki niż uznania, do tego krytyki w dużej mierze nieuzasadnionej, bo Zui wnosi do gry naprawdę sporo i nie do końca rozumiem, z czego wynika niechęć słuchaczy. Drugiej tak wszechstronnej dziewczyny w tej lidze trudno szukać.

A jaka to liga? Ano poważna, bo Zui jest właściwie od początku twórcą kompletnym. Jeśli nie produkuje swojego bitu, to odpowiada w nim za kompozycję, a trzeba przyznać, że podkłady hulają u niej naprawdę dobrze. Teksty pisze sama i ma do tego ewidentny dryg – wielokrotne rymy w śpiewanych kawałkach? Pokażcie mi drugą taką. Do tego klipy z amerykańskim sznytem, przywodzące na myśl wczesną Tinashe choreografie, a to wszystko ładnie oświetlone i podane widzom. Co w takim razie spowodowało, że to dalej nie leci tak szeroko, jak powinno?

Przyznaję bez bicia, że lubię ten numer od samego początku. Wers o zakładaniu peleryny, zamienianie nocy polarnych w blask itd., to wszystko jest nowatorskie, jeśli chodzi o, nazwijmy to, tekściarstwo piosenkowe. Pomijam poezję śpiewaną i różne artystyczne wygrzewy – porównuję Zui do wokalistek popowych, bo nie ma co ukrywać, że to jest pop, nawet jeśli z domieszką innych nurtów. Dzisiaj wszystko miesza się ze wszystkim, np. płyty typowo r’n’b, która odniesie niesamowity sukces, raczej już nigdy nie dostaniemy. Takie czasy.

Wracając do sedna – Zui nie rymuje czasowników, tu nie ma jakichś “się/cię”, tekst jest o czymś i… no właśnie, tu się zatrzymamy. Otóż tekst w tym numerze to typowe braggadocio. Zabieg dosyć niespodziewany i raczej niespotykany u polskich wokalistek. Takim pazurem jeździ po tablicy czasami Rihanna, ale też bez przesady. Mnie ten ruch wydał się ciekawy, a wyliczanka o “zaliczaniu” raperów na featach jest zabójczo dobra w swojej prostocie. Teoretycznie miała uciąć seksistowskie komentarze, w praktyce ludzie nie dosłyszeli, o co chodzi i poszły konie w ruch po betonie.

W kolejnym numerze Zui wchodzi w narrację w opcji: “Dobra, hejtuj, nie hejtuj, ja sobie robię, co chcę i gites”. Fajnie, ale trochę zbyt reakcyjnie na hejty, co automatycznie generuje nowe. Tylko że znowu – obserwowanie burzy, którą się wywołało, podziałki rytmicznie i bardzo chwytliwy refren, sprawiają, że to jest obiektywnie dobrze zrobiony numer z wielkim potencjałem radiowym. Co zawiodło? Promocja?

“Ring” jest niestety najsłabszym z kawałków, co nie wróży dobrze, bo jest najnowszy. Tekst jest właściwie zlepkiem przemyśleń z poprzednich utworów, a produkcja jest oczywiście porządna, ale też niestety szalenie przewidywalna. Życzyłbym Zui mocnego i różnorodnego strzału w postaci krótkiej EPki. W ogóle wyobrażam ją sobie, jako EPkową wokalistkę, która co pół roku odpala bombę do radia, do klubów i na parkiety. Na pewno nie życzę jej zostania dziewczyną od refrenów, bo potrafi o wiele, wiele więcej (choć refreny oczywiście w punkt). Trzymam kciuki i czekam na kolejne ruchy.

fot. kadr z klipu “ZUI – Ring”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Malik Montana kontra półmetrowy kebab. Naprawdę, nie zmyślamy

W dobie walk Fame MMA, dissów czy finałów beefów pod postacią rozwiązania siłowego, Malik Montana znalazł sobie innego przeciwnika, który właściwie przypadłby do gustu wielu zawodnikom. Super Mega Rollo to półmetrowa wersja znanego w całej Polsce dania. Wyzwanie poważne, bez dwóch zdań.

Do tej walki by nie doszło, gdyby nie lokal serwujący wielkiego kebaba. Zahir Kebab rzucił Malikowi wyzwanie, a raper je przyjął – no on by nie przyjął? Montana walczył z kebabem, ze swoimi możliwościami i z czasem. Finalnie, jak sam zdradził, napotkał pewne problemy. – Nie wiem, czy to jest kwestia tego, że jestem drugi dzień po poście Ramadanu i mam żołądek jeszcze ściśnięty, albo po prostu wymiękam i nie mam siły – mówił król streamingów kończąc pojedynek. Zegarek przekroczył nieco 9 minut i 30 sekund. Z Super Mega Rollo została część przypominająca rozmiarami standardowy, mały kebab.

Po walce zapytaliśmy Super Mega Rollo o jej przebieg i o rywala – Nigdy nie lekceważyłem Malika. Oglądałem jego stories. Wiem, że lubi dużo zjeść i umie to zrobić. Myślę, że chciał podołać, ale byłem po prostu bardzo dobrze przygotowany – odpowiedział nadgryziony walką kebab.

Czy dojdzie do rewanżu? A może promotorzy z Zahir Kebab załatwiają już kolejne starcia? No cóż, zobaczymy. Wojtku Golo, Fame MMA, strzeżcie się!

Ah, tutaj cały pojedynek – KLIK.

fot. kadr z wideo “Malik Montana vs Super Mega Rollo Zahir Kebab”, youtube.com/Zahir Kebab

Zostaw komentarz