Felieton,Hip Hop

„Gorzka prawda nigdy tak nie bujała” – Tede „Disco Noir” [Recenzja]

Michał Fitz -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

„Gorzka prawda nigdy tak nie bujała” – Tede „Disco Noir” [Recenzja]

Choć oczywiście promocja płyty Tedego nie mogła obejść się bez kontrowersji, to dziś całą otoczkę odstawiamy na bok i skupiamy się wyłącznie na muzyce i treści w niej zawartej. Jest się bowiem na czym skupiać, więc niech nie zwiedzie Was nazwa i dyskotekowe brzmienia. TDF zapowiadał, że ta płyta będzie „bardzo o czymś” i śmiało można teraz stwierdzić, że nie kłamał nawet w jednym procencie. Treść jest mocna, momentami bolesna i wbrew pozorom idealnie pasuje do dudniących brzmień, które w niektórych momentach jeszcze ją podkręcają, a w innych odpowiednio łagodzą. Tworzy to kompozycje, która jest dosyć specyficzna, ale przy tym naprawdę dobra.

To konkluzja może smutna

„Disco Noir” jest jest płytą pełną gorzkich i boleśnie prawdziwych refleksji. Takie pojawiają się chociażby w „Liczy się hajs”, gdzie Tede dobitnie tłumaczy, ile w dzisiejszych czasach znaczy pieniądz: „Świat pokazał mi: kasa to władza absolutna”. W tym samy kawałku możemy też usłyszeć brutalną, ale mająca wiele wspólnego z prawdą ocenę naszego społeczeństwa: „Żyję w takim społeczeństwie, w którym cieszą straty innych”. Ta teza potwierdza się zresztą w wersach z innych kawałków, jak chociażby w „Ja będę tańczył”, gdzie Tede otwarcie mówi, jaką przyszłość wróżą dla niego inni: „Ponoć dają mi 5 lat i to max, kumple z branży”. Te życzenia od „kolegów” mają z kolei związek ze słodko-gorzkim trybem życia, który prowadzi Tede. Słodkim, bo zabawa jest przednia, a gorzkim, bo konsekwencje mogą być dramatyczne. O zgubnych nawykach, które potrafią artystę dogonić wszędzie jest zresztą numer „Jak zawsze”, który zaczyna się niewinnie, a grubo kończy, niemalże obrazując na osi czasu silną wolę, która w końcu się łamie.

Kociołki pełne kwitu pichcą

O Tede można powiedzieć sporo negatywnych rzeczy, ale na pewno nie można przyczepić się do jego techniki. To raper, jakich teraz już naprawdę niewielu, bo mało kto potrafi tak bawić się słowem i wręcz modelować je, na potrzeby własnych kawałków. TDF tworzy rymy, o których byś nie pomyślał, ze słów, które nie powinny się rymować, czego dobrym przykładem jest chociażby fragment z tytułowego kawałka: „Wpie*dolić pitu pitu mi chcą/ kociołki pełne kwitu pichcą”. Innym przykładem wybitnego warsztatu lirycznego są też wersy z „Nie znam ich”: ” Gratuluję subskrypcji, gratuluję wyświetleń/ Gra tu luje was zweryfikuje mordeczki co do jednej”. Wiedzieliście, że z jednego „gratuluję” da się zrobić trzy słowa? No właśnie, ja też nie. Takich przykładów jest oczywiście sporo, więc żeby wyłapać wszystkie, musicie uważnie przesłuchać album, ale na zachętę dorzucę Wam jeszcze jeden, niezwykle bystry rym z „Allinki”: „Ale resztę mam swoją pracą, wyrapowałem sam se to/ Ziemia jest małą planetą, gdzie zasnę to przyglądam się sunsetom”.

Sir Mich Industries presents

Jak przeczytaliście powyżej, za tę płytę można, a nawet trzeba pochwalić Tedego, uwzględniając ambitną treść i niezwykłą technikę. Nie wolno jednak przy tym zapominać o tytanicznej i przede wszystkim niezwykle imponującej pracy Sir Micha, który wyprodukował tę płytę. Głównie zajmuje się przecież brzmieniami bardziej zbliżonymi do hip-hopu, a stworzył kilkanaście różnorodnych, ale jednak utrzymujących się w jednym, deep house’owym klimacie beatów, jak gdyby urodził się pod konsoletą klubowego DJ’a. Wszystkie podkłady są oddzielnymi, wypieszczonymi i wymuskanymi dziełami sztuki, które są bardzo złożone, pomimo prostych i dudniących melodii. Na przykład, w tytułowym kawałku dopiero za którymś razem udaje się wychwycić klimatycznie grające w refrenie skrzypce, które w nieco mroczny sposób przegryzają klubową łupankę, co doskonale wpisuje się w koncepcję płyty. Takich smaczków jest jeszcze zresztą dużo więcej, więc na pewno będzie to spora gratka dla audiofilii. Ci, którzy nimi jednak nie są, też na pewno docenią pracę Micha, który tym albumem plasuje sam siebie na równi z czołowymi producentami sceny: Lankiem, Magierą i Matheo.

fot. kadr z klipu „TEDE & SIR MICH – NIE ZNAM ICH / DISCO NOIR”, YouTube.com/TEDEWIZJA

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Dlaczego jeszcze nie sprawdziłeś nowego albumu Golina?

W kwietniu Golin po 4 latach przerwy wrócił z nowym projektem. „Ogrody Drzewek Bonsai” to, jak sam informuje raper, zakończenie trylogii Sagi Tajemniczych Miejsc. W 2012 roku ukazały się „Katakumby” – gratka kolekcjonerska, o której reedycję ludzie stale się dopytują. Natomiast w 2016 premierę miał album „Miasta Krzywych Wież”.

Dalekowschodnie brzmienie

Trudno spodziewać się czegoś innego. Golin odbył długą podróż po Azji, gdzie poznał nową kulturę i zaczerpnął inspiracje. Nie ma wątpliwości, że takie przygody są źródłem przeróżnych refleksji oraz doświadczeń. Te z kolei pozytywnie wpływają na twórczość artystów, co zdecydowanie słychać na tej płycie. Pojawia się tu mnóstwo ciekawych nawiązań do azjatyckiej kultury i nie brakuje fajnych follow-upów jak na przykład „I’m in love with the Kyoto” w „Tam gdzie kwitną wiśnie”.

To właśnie produkcja w numerze z Oxonem siedzi mi najbardziej. Bity Szpalowsky’ego nadają dodatkowego vibe’u i współgrają z Golinem. Wyprodukował on większość numerów na płycie – swoją cegiełkę dołożył także Bryndal w „7 Lat W Drodze” i „Ostatnim Tracku”. Oprócz tego na projekcie pojawili się AdMa („Wioska W Laosie”) i Igrekzet („A mówiłem”).

„Ogrody Drzewek Bonsai” to spójny i przyjemny dla ucha album, zwłaszcza jeśli ktoś lubi dalekowschodnie klimaty. Patrząc na wyświetlenia pod numerami, jest mi więc trochę smutno. Nie można odmówić Golinowi tego, że potrafi rapować – jego wersy są zawsze na poziomie, a gry słowne i ciekawe nawiązania to coś, co cechuje jego twórczość. Michał staż na scenie ma spory, ale mało kto pamięta, że był on jednym z uczestników Młodych Wilków w 2013 roku. Warto zapoznać się z jego rapem. Odpalcie sobie ten najnowszy projekt, który zdecydowanie odbiega od obecnych muzycznych trendów.

fot. golinemce.com

Zostaw komentarz

Hip Hop,Ranking
5 remixów, których doczekałyby się pierwsze hity raperów, gdybyśmy przejęli ten trend z USA

Jeśli ktoś uważnie śledzi amerykańską scenę rapową, wie, że niektóre mechanizmy działają tam inaczej niż w naszym kraju. Dobrym tego przykładem są remixy. W Polsce wciąż pozostają rzadkością, co najwyżej dodawane są do wersji deluxe albumów. W Stanach jednak remix dostaje każdy hit wchodzącego na scenę rapera, czego dobrym przykładem są ostatnie przeboje Lil Nas X’a, NLE Choppy czy RMRa. Do ich przebojów gościnnie dogrywali się znani raperzy, by jeszcze bardziej wypromować utwór i artystę oraz po to, by zarobić na jednej piosence możliwie jak najwięcej pieniędzy.

Zacząłem się więc zastanawiać, co by było, gdyby ten trend był popularny u nas. Kto dogrywałby się do przełomowych szlagierów wschodzących gwiazd sceny? Możliwości byłyby niemal nieograniczone, więc podzielę się pięcioma moimi pomysłami.

Biały i młody feat. Tede

To oczywiście nie pierwsza popularna piosenka Bedoesa, ale zdecydowanie ta, dzięki której wypłynął na najszersze wody. Melanż, fury i panienki to motyw przewodni tego imprezowego kawałka, więc kto inny odnalazłby się tam lepiej od samego Tede? Warszawski raper umiejętnie wkleiłby się w klimat i dodatkowo rzucił jeszcze jakąś gorzką refleksją. Pewnie nie odmówiłby sobie też zabawy z autotunem, czym jeszcze lepiej dopasowałby się to szalonej stylówki Borka. Nie mówcie, że nie chcielibyście tego usłyszeć.

Bajka feat. Quebonafide

Może na chwilę obecną romantyczny i nieco melancholijny Quebo nie byłby najlepszy dodatkiem do hitu Szpaka, ale pamiętajmy, że ta piosenka wychodziła niemal 3 lata temu. Wtedy Quebo był tuż po wydaniu Egzotyki, na której nie brakowało przecież agresywnej nawijki. Kuba na przestrzeni wielu kawałków udowadniał też, że nie obce my są bajki oraz kreskówki, więc sam mógłby dorzucić kilka ciekawych wersów do nich nawiązujących.

Język Ciała feat. Malik Montana

Hit Tymka świetnie poradził sobie sam, bijąc większość rekordów dotyczących singli, ale w trakcie ich bicia na pewno doczekałby się remixu. Kto więc idealnie wpasowałby się na ten klubowy bicik? Choć może Malik nie ujeżdża aż takich imprezowych podkładów, nie powinien mieć problemu z tym, tym bardziej, że idealnie wczułby się w tematykę. Uwodzenie w klubie to w końcu jedna ze specjalności Malika, nad którą dodatkowo zbytnio nie musi pracować. Dorzuciłby więc kilka wersów o lepiących się do niego paniach i może nawet wzbogacił utwór o jakiś melodyczny bridge, bo takich elementów w klubowych kawałkach nigdy za wiele, a wiemy przecież, że Montana ma ucho do ich tworzenia.

Kush feat. Żabson

Do remixów zaprasza się przecież nie tylko tych gwiazd z ustabilizowaną pozycją na scenie, ale także te, które dopiero się na nią wbiły. Kiedy Young Igi prezentował swój „Kush” takim zawodnikiem był Żabson, który był już po dwóch ciekawych EPkach, ale przed pierwszym poważnym LP. „Synek chillwagonu” jest znany ze swojego zamiłowania do rośliny będącej tematem przewodnim wspomnianego utworu, więc idealnie by się do niego dokleił, przy okazji pewnie nie odmawiając sobie ciekawych zabiegów z autotunem.

Idiotko Moja feat. Ten Typ Mes

Trudno nie docenić kunszty tego hitu, jak i zresztą całej EPki Adiego pt. „Nienajprawdziwsze”, skoro nawet Quebonafide przyznaje, że żałuje, że w niego nie zainwestował. Mamy tu chillowy bicik, który daje spore pole do popisu z flow i temat relacji damsko-męskich. Aż boje się w takim razie pomyśleć, co mógłby z tym kawałkiem zrobić Mes, gdyby zaczął kombinować z flow, jednocześnie rzucając niezwykle trafne i prawdziwe komentarze do wyżej wspomnianych relacji.

fot. kadr z klipu „Bedoes & Kubi Producent – Biały i młody [official video]”, YouTube.com/SBMLabel

Zostaw komentarz