Rap

Hodak jest najlepszy, kiedy rapuje prosto z serca i z płuc [RECENZJA]

Michał Szyndler -
moody tapes
moody tapes
Rap - - Dodane przez Michał Szyndler

Hodak jest najlepszy, kiedy rapuje prosto z serca i z płuc [RECENZJA]

Jak podkreśla, to jego trzeci album w ciągu roku. Po mocnych „Custom” i „zapachu zimy i papierosów” przyszedł czas na „Moody Tapes, Volume One”. Jak Hodak poradził sobie z tak dużym nakładem pracy i czy zwyczajnie nie zabrakło mu przeżyć do opisania?

Trzeci album studyjny Hodaka ukazał się 11 czerwca. Promowały go kawałki takie, jak „Oh No!”, „C.R.E.A.M.” z Paluchem, „Bez Zarzutów” z Schafterem i „Nieważne” z Dziarmą. Ten pierwszy zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko – pokazał to, co w twórczości Hodaka zdaje się być najważniejsze w najlepszy możliwy sposób. Stąd też moja obawa, czy „Moody Tapes” okaże się albumem ciągniętym przez single.

Co mnie bolało w „Moody Tapes” (i dlaczego nie powinno)?

Rap jest autotematyczny, a raperzy posługują się metajęzykiem – rapują o rapowaniu. Słuchacze znają tę konwencję i mniej lub bardziej ją akceptują, a raperzy wykorzystują ją z mniejszym lub większym powodzeniem. Trzeba jednak przyznać, że jest ona jednym z najsilniejszych fundamentów rapu i „bycia raperem”. Jest to też równocześnie największy problem „Moody Tapes, Volume One”. Przy pierwszym odsłuchu było to dla mnie rapowanie o rapowaniu. Rapowanie o pisaniu rapu, o graniu rapu, o zarabianiu na rapie, rapowanie o tym, że kiedyś było ciężko, ale teraz będzie lepiej, bo Hodak jest w dobrej formie; rapowanie o tym, że Hodak zaraz świetnie zarapuje. Czułem ulgę, kiedy zaczynało się rapowanie o tym, na co wyda zarobione pieniądze, rapowanie o tym, jak spędzi czas z dziewczyną i rapowanie o ekipie Hodaka, która jest lepsza od innych ekip.

Gdyby ktoś rozpoczął słuchanie Hodaka od najnowszego albumu, mógłby mieć z tym „rapowaniem o rapowaniu” spory problem. Hodak to chłopak, który nawija o wychodzeniu na prostą i radzeniu sobie z trudną przeszłością z taką pewnością siebie, jakby kilka razy wyprzedał Narodowy. Czasami nawet można tę twórczość odebrać tak, jak gdyby pieniądz nie miał być środkiem, a stał się celem sam w sobie.

Zobacz typie, gdzie to poszło

Ale prędko zrozumiałem, że to „rapowanie o rapowaniu” jest tutaj całkiem uzasadnione. Bo przecież historie Młodego H są historiami, z którymi wielu słuchaczy będzie się utożsamiać. Będą dla nich uniwersalne tak samo, jak uniwersalna będzie dla nich chęć wyrwania się z „getta”. „Moody Tapes, Volume One” to wyrwany z serca opis burzliwej drogi, którą Hodak przeszedł w ciągu poprzednich lat z naciskiem na ostatnie 12 miesięcy, które przyniosły nam jego najnowsze albumy. A w takim właśnie wydaniu Hodak jest najlepszy – kiedy rapuje prosto z serca, z płuc i z wnętrzności. Kiedy rzeczywiście po raz kolejny przeżywa swój sukces, bo poświęcił mu całego siebie.

Największą perełką albumu jest dla mnie „flow na wydechu” Młodego H z tych momentów, w których dosłownie chwilę wcześniej wypruł się ze wszystkich emocji. Od „Oh No!” do „Ciepłego Letniego Deszczu” Hodak przekazuje nim wartość konkretnych słów i linijek. Brzmi tak, jakby chciał zaznaczyć, że teraz będzie rapował na poważnie. W „Oh No!” słychać je tutaj:

„Dlatego piję skromnie, częściej wino niż goudę/Typy z tym drinem, jointem, a chcieli pchać biznes w Polskę”

A w „Ciepłym Letnim Deszczu” tu, gdzie dwa jego wersy są tak długie, że inni raperzy mogliby je podzielić na cztery:

„Myślałem, że w końcu zadzwonię, kiedy siedziałem pijany w środku maja gdzieś pod twoim domem/
Zabrałbym cię na przejażdżkę znów, nieważne już, czy to Mercedes-Benz czy też Citroën”

Autorefleksja

Cieszy to, że w całym rapowaniu o karierze Hodak jest bardzo samoświadomy. Ten motyw najbardziej przewija się w „Wolności”, która pokazuje jego życiową ostrożność i pozwala sądzić, że jest gotowy na nadchodzący sukces, jeszcze zanim ten sprawi mu więcej szkody, niż pożytku.

„Znów się czuję, jakbym wygrał na loterii kasę/Chociaż mi z nieba nie spadło, w sumie szanuję pracę/Zdążyło nie raz się toczyć melanż, na grubym gazie/W porę hamulec do zera, z lękiem, że dużo stracę”

Czy „Moody Tapes” trzymają poziom poprzednich albumów?

Już na „Prologue” Hodak pokazuje, że jest w stanie kleić bardzo dobre i wpadające w ucho wersy. Te poniżej (głównie ze względu na to, że ciężko przeczytać je nie zachowując rytmu) to jeden z moich faworytów:

„Pyta, czy mam duże łóżko i lustro/Czy obok jest jakieś bistro i bus stop/Czy wolałbym dzisiaj Heathrow czy Houston/Gdybym mógł w ogóle wyjść stąd i pójść w to”

Natomiast zestawiając „Moody Tapes, Volume One” z poprzednimi albumami, zauważyłem, jak bardzo odmienne odczucia wywołały u mnie pierwsze odsłuchy. Bo „Moody Tapes, Volume One” to nie jest album gorszy, tylko po prostu zupełnie inny. Kiedy przy pierwszym przesłcuhaniu „Custom” zostawiło mnie ze zwrotem „Co Hodak właśnie zrobił?” (Michała Fitza również). Przy „Taśmach Nastrojowych” pytałem raczej „co przeżył i jak to opisał?”. I to w taki sposób chcę patrzeć na nowy album Łukasza. A w kontekście poprzednich albumów dodam jeszcze tylko tyle, że bardzo ceniłem sobie również jego anglojęzyczne wstawki w „mercedes benz (why i love you)”. I z radością mogę powiedzieć, że te z „Oh No!” uważam za równie udane. „Nie znałeś tego, ya done know „.

Pracoholik, który się nie wypalił

Ostatecznie mogę powiedzieć tyle, że trzeci album w ciągu roku nie rozczarowuje. Nie jest ani wybrakowany, ani nie sprawia wrażenia, że Hodakowi brakuje materiału. Wycofuję się nawet z początkowego zarzutu, że to „Oh No!” miałoby sprzedać cały album – Młody H zostawił nam takie perełki, jak choćby „Wolność” i „Ciepły Letni Deszcz”.

„Taśmy Nastrojowe” to bardziej burzliwa podróż, niż krążek do przyjemnego, pojedynczego odsłuchu. Mojemu pierwszemu odsłuchowi towarzyszyły raczej mieszane uczucia i sceptycyzm, ale prawdziwość i szczerość tego albumu obroniły się bez problemu. Ja takiego Hodaka kupuję.

Zostaw komentarz

Udostępnij
Rap
„Harry Angel” Quebonafide. Dlaczego na koncertach krzyczeliście „Magda Gessler” i „Power Rangers”?
Harry Angel

Co łączy 1987 rok z 2015? "Harry Angel", czyli thriller z Mickeyem Rourke i Robertem De Niro w rolach głównych. Jak Quebonafide zmieścił dwugodzinny film w czterominutowym kawałku? I skąd wzięła się w nim Magda Gessler?

Lifestyle
Eriksen padł na ziemię. Chwile grozy na Euro 2020
Eriksen padł na ziemię

Podczas meczu Dania - Finlandia rozgrywanego w ramach Mistrzostw Europy w piłce nożnej, który odbył się na stadionie w Kopenhadze doszło do wydarzenia, które fani zapamiętają na długo. Bez kontaktu z przeciwnikiem na ziemię padł Christian Eriksen, kluczowy zawodnik duńskiej reprezentacji. Piłkarz był nieprzytomny i natychmiast podjęto reanimację.