Felieton,Hip Hop

Jak brzmi przyjaźń? O, właśnie w ten sposób – UNDADASEA „DA GROOVEMENT” [RECENZJA]

Michał Fitz -
UNDADASEA — ZAPALNICZKA
UNDADASEA — ZAPALNICZKA
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Jak brzmi przyjaźń? O, właśnie w ten sposób – UNDADASEA „DA GROOVEMENT” [RECENZJA]

Undadasea nie jest mainstreamową grupą i spora część z Was może ten kolektyw kojarzyć głównie z tym, że to z niego na szersze wody wypłynął Miły ATZ. To bardzo niedobrze, bo ten skład zasługuje na uwagę ze względu na to jaki jest, a nie kogo wypromował, czego najlepszym dowodem jest ich najnowszy album „DA GROOVEMENT”.

To jedna z tych pozycji, która może nie wszystkim podejdzie do gustu, ale nikt nie będzie w stanie jej pomylić z niczym innym. To mocno funkowe, eksperymentalne, a momentami nawet dzikie brzmienia okraszone nawijką osób o przeróżnych stylach utrzymanych w jednej tematyce. Mówiącej po prostu o tym, że fajniej się żyje, jeśli to życie można dzielić z kimś, kto traktuje je podobnie do nas.

Jest ekipa i humor non stop

Powyższy wers z kawałka pt. „Pawulon” w zasadzie podsumowuje klimat tej płyty. Choć jest kilka numerów z ewidentnym motywem przewodnim, jak chociażby „997” czy „Zapalniczka”, to słuchając pozostałych można odnieść wrażenie, że są o niczym. To błędne wrażenie. One są po prostu o fajnym spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Każdy widzi, odczuwa i zapamiętuje to trochę inaczej, a że członków składu jest wielu, to liryka może wydawać się niespójna. Taka jednak nie jest dzięki przewijającemu się w tle motywowi przewodniemu całej płyty, czyli właśnie rzeczonej przyjaźni. Liczne wersy o paleniu trawki, waleniu wódy i kompletnie bezstresowym stylu życia można byłoby uznać za miałkie, gdyby próbować ten album odbierać jako poważną próbę wydania wartościowego materiału. Nie należy tego robić w ten sposób, bo ta płyta to po prostu efekt uboczny wspólnych chwil w zgranym gronie spędzonych na odprężaniu się. Dlatego tematy dotyczące używek i błogiego nic nierobienia tak się powtarzają, podobnie zresztą jak kompletnie odjechane momentami zwrotki, które wręcz ciężko zdefiniować. Są one ewidentnym dowodem na to, że tworzenie tego albumu było zabawą, a nie pracą, choć oczywiście poziom wykonania pokazuje, że ta niewątpliwie została w produkcję włożona.

Ten absolutny brak spiny czuć w każdym momencie odtwarzania tego ponad godzinnego materiału, co sprawia, że idealnie nadaje się on do odtworzenia w podobnych warunkach, w jakich został stworzony. Najlepiej z przyjaciółmi. Najlepiej nad wodą. Najlepiej przy piwku i czym tam jeszcze wolicie. Dopiero wtedy te teksty nabierają większego sensu.

Czujesz ten groove?

Mocną stroną tego kolektywu jest fakt, że jego członkowie, Guacamole i Pers, odpowiadają również za bity. Gdyby podkłady były załatwione od producentów spoza towarzystwa na pewno nie lepiłyby się tak z tekstami i nie pasowałyby tak dobrze do całości. Poza tym, nikt inny by takich bitów nie zrobił. Te są bowiem kompletnie nieszablonowe, choć jak nazwa płyty zobowiązuje, wszystkie utrzymane są w klimatach groove’owo-funkowych. Gdybym miał opisać, jak brzmią, to powiedziałbym, że nieświadomie relaksują każdy mięsień w ciele poza tymi w okolicach szyi. Te odpowiadają za to, by głowa cały czas się kiwała, a zaczyna robić to sama, nie wiedzieć nawet kiedy. W samych superlatywach jednak nie mogę ich określać, choć to akurat subiektywna opinia – są bowiem na tyle zmyślne i kombinowane, że słuchanie ich przez ponad godzinę zwyczajnie męczy. Z tego powodu do tej płyty dużo chętniej będę wracał w częściach, do poszczególnych kawałków, aniżeli do całego materiału. No chyba, że faktycznie puszczonego w tle, na działeczce, jako akompaniament do błogiego chillu.

Przyjaciół tu ciągle dodajemy

Pomimo niezwykle licznej kadry, Unda i tak zdecydowała się na dorzucenie na płytę kilku gości. Nie są to osoby od czapy, czy te z kategorii „zawsze chcieliśmy z tobą nagrać”. To artyści żyjący w imię podobnych zasad, w nieskrępowany i nienapięty sposób. Właśnie dlatego zwrotki Kosiego czy Kuby Knapa pasują tutaj tak idealnie. Kapitalnie wkleja się też Leh, którego krótki epizod wręcz wzrusza, bo tylko przypomina o tym, ilu niezwykle przyjemnych i chillowych tracków nie będzie temu artyście już dane zrobić. Show kradnie jednak samozwańczy „Młody Ryszard Kalisz” vel. Gruby Mielzky. Mielon już na płycie Taco udowodnił, że ma głód nawijania, w związku z czym wypuszcza zwrotki na niezwykle wysokim poziomie i tu tylko to potwierdził, błyszcząc nie tylko charakterystycznym dla siebie humorem, ale i nienaganną techniką nawijania. Ile fani jeszcze mają dopraszać się o nowy album?

fot. kadr z klipu „UNDADASEA — ZAPALNICZKA”, YouTube.com/UNDARECORDS

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Taki jest nowy pop. Czy właśnie jesteśmy świadkami tego, jak rap zmienia muzykę popularną w Polsce?
rap pop

Pierwszy popowo-rapowy kawałek? "I Need Love" LL Cool J (1987). Polski? "Jak zapomnieć" Jeden Osiem L (2004). Wtedy, gdy w Stanach Zjednoczonych już conajmniej od dekady artyści wykonujący pop czy R&B łączyli siły z raperami, a od prawie dwóch ci drudzy sporadycznie nagrywali bardziej melodyjne kawałki, u nas poza pojedynczymi rapowymi numerami, popularność zdobywało jedynie niechlubne "hip-hopolo".

Hip Hop,News
6,45 milionów dolarów za 35 skradzionych kawałków… Three 6 Mafia pozywają $uicideboy$
Three 6 Mafia Suicideboys

Three 6 Mafia to grupa, bez której nie byłoby trapu. Nic dziwnego, że ich muzyka dla wielu jest dużą inspiracją i często legalnie bądź nie jest samplowana. $uicideboy$ akurat mieli mieć na to pozwolenie, ale... w między czasie relacje między składami chyba nieco się popsuły.