News

Kiedyś Małolat, dziś Kaz Bałagane: Czy raperzy będą ścigani za teksty?

Kajetan Szewczyk -
News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Kiedyś Małolat, dziś Kaz Bałagane: Czy raperzy będą ścigani za teksty?

Internet momentalnie zwariował, kiedy gruchnęła informacja o aresztowaniu Kaza Bałagane. Warszawski raper miał zostać ujęty przed wrocławskim klubem Akademia (kiedyś Alibi). Na Instagramach hashtag #FreeBałagane udostępnili już m. in. Kukon, KPSN czy ekipa Aclomindz.

Przy takich historiach pojawia się jedno pytanie: Czy raper czasem sam się nie wkopał, nawijając o bardzo określonych (i nielegalnych) rzeczach, które mają miejsce w jego życiu? Małolat wylądował w więzieniu, w ubiegłym roku skazano Bonusa RPK, teraz ważyć mają się losy Kaza Bałagane. Informacje o jego zatrzymaniu potwierdziła narzeczona rapera.

Choć dotąd nie wykorzystywano tekstów w sprawach, to ta sytuacja powoli ulega zmianie. W USA mieliśmy chociażby przypadek Bobby’ego Schmurdy czy – niebezpośrednio – Tekashiego (z tym, że tu uwagę zwracała cała otoczka, nie tylko słowa piosenek, począwszy od wideo przedstawiającego stosunek z nieletnią). O podobnym przypadku pisała niedawno Ania -> TUTAJ. Lata temu powoływanie się na teksty utworów byłoby nie do pomyślenia, co świetnie udowadnia casus Jaya Z. Nic dziwnego, że w ubiegłym roku szok wzbudziło przytoczenie tekstów kawałka Bonusa RPK na rozprawie, w wyniku której został skazany.

Czy przeciwko Kazowi obrócą się wszystkie teksty typu “mój człowiek Iphone wydzwania mojego człowieka mąkę“? Oczywiście wątpliwe jest, by stanowiły materiał dowodowy, ale z pewnością mogą dostarczyć śledczym wielu inspiracji. Nieprzypadkowo Lil Wayne nawinął ikoniczny wers “Real G’s move in silence like lasagna“.

Czekamy na dalsze informacje w tej sprawie. Część osób stara się powiązać zatrzymanie Bałagana z akcją, o której pisze dzisiaj CBŚP. Z treści wynika jednak, że zatrzymań dokonano na terenie województwa mazowieckiego, co nie zgadza się z wczorajszym miejscem przebywania warszawskiego rapera.

Przykry zbieg okoliczności

Niezależnie od samego powodu zatrzymania, niestety, powtarza się w związku z nim inny dramat – rodzinny. Kiedy w 2015 roku Bonus RPK trafił na 9 do miesięcy do aresztu, jego żona była w ciąży. – Nie było żadnych okoliczności łagodzących. Nawet przykra historia, która nas spotkała. Straciliśmy dziecko, kiedy moja Dominika była w 34. tygodniu ciąży. Dwa miesiące temu je pochowaliśmy – mówił w rozmowie z “Wprost” latem ubiegłego roku.

Kaz również został oddzielony od rodziny. Niedawno informował, fanów że urodziła mu się córka. Życzymy szybkiego powrotu do bliskich.

fot. kadr z klipu “W.E.N.A. – Dobry rok x Kaz Bałagane prod. J.F. (Official Video)”, youtube.com/Wudoe

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Jestem polskim hip-hopem. Sentino, cz. 2

W poprzednim odcinku serialu o Sentino opisałem pierwszy etap jego kariery, związany z niemieckim rapem i tamtejszą sceną. Jak wspomniałem pod koniec felietonu, niepowodzenia na rodzimym rynku sprawiły, że Sentence z bardziej przychylnym okiem zaczął spoglądać na Polskę.

Po raz pierwszy drogi Sentino z polskim hip-hopem oficjalnie splatają się w 2008 roku. Dogrywa się na drugie solo Teki. W utworze„Kadencja”, nawija jednak jeszcze po angielsku. Możemy go też usłyszeć w numerze „Szczecin, Berlin, Poznań”, gdzie rapuje m.in. obok Peji czy Soboty. Dziś kolabo Sentino-Peja wzbudziłoby duże zainteresowanie, ale wtedy większość polskich słuchaczy osłuchiwała się jeszcze w „Kwiatach zła” Piha.

W tym czasie w warszawskim podziemiu działa raper o ksywce Diho Raz. Sentino spotyka się z nim po raz pierwszy w 2010 roku. Najbardziej znanym owocem tej współpracy jest kawałek „Szampan do ręki”. Utwór ten, jak i cała płyta Diho, przechodzi bez większego echa, a Sentino w Polsce dalej zna tylko kilku fanatyków zachodniego rapu.

Lata 2010 – 2013 to czas, gdy raper szlifuje swoje kawałki w języku polskim, przymierzając się do nagrania pierwszej solowej płyty. Pierwotnie miała nosić tytuł „Duc De Polonge”, pomysł jednak spalił na panewce. W 2011 roku oprócz pierwszych solowych kawałków Sebastiana na jego kanał trafia również kultowa już dziś “reklama“, w której to po raz pierwszy możemy zobaczyć Malika Montanę – wtedy działającego jeszcze pod ksywką Slice Cakes. Jednocześnie w Niemczech Sentino traci powoli resztki kiedyś uzyskanego fejmu. Natomiast polska scena powoli (i jak się okaże – chwilowo) zakochuje się w dubstepie, mocno czekając na nową płytę Pezeta. Sentino jest na uboczu zarówno w Polsce, jak i za zachodnią granicą.

Mimo to wspólnie z Dihem zakłada skład Dziki Wschód. Część powstałych wtedy numerów przetrwała do dziś na kanale GM2L. U Alvareza przejawia się styl dotąd nieobecny na polskim rynku – mocne wersy oparte na panczlajnach, dużo gangsterskich nawiązań i przechwałek o bogatym sposobie życia. Owocem tego stylu jest pierwsza płyta Sebastiana nawinięta po polsku – „Zabójstwo liryczne” – wydana w 2014 roku.

Sentino zaprezentował na niej zupełnie inną lirykę i technikę, niż większość polskich raperów. „Zabójstwo liryczne” to przede wszystkim materiał z dużą ilością niuskulowych bangerów z wpadającymi w ucho refrenami. To tutaj po raz pierwszy (niestety tylko w refrenie) słyszymy (po polsku) Malika Montanę w kawałku „Nie płacz za mną”.

Żeby dobrze zrozumieć dlaczego styl GM2L był u nas z jednej strony czymś świeżym, z drugiej czymś tak kontrowersyjnym, wróćmy jednak jeszcze na chwilę do niemieckiej sceny. Zarówno Malik, jak i Sentino wychowali się w Niemczech i przejęli standardy związane z tamtejszą sceną. Czołowi niemieccy raperzy (Bushido, Farid Bang, Kollegah) w swoich tekstach już wtedy nie mieli prawie żadnych granic. Wersy typu “f*ck deine mutter”, były tam na porządku dziennym. W Polsce raper musiał bardziej ważyć słowa, o czym doskonale w przyszłości przekona się sam Sentino. W 2014 roku mainstreamowi raperzy w Polsce wciąż “wstydzą” się rapować bezpośrednio o hajsie. Estetyka GM2L jest więc dla nich nie do przyjęcia. Sentino i Malik od razu dostają łatkę pozerów lub “nieprawdziwych raperów” – jak stwierdził Dj Decks w wywiadzie dla CGMu.

Przeróbka oryginalnej okładki singla Sentino. Telefon pokazany w formie broni nieprzypadkowo

Jednak o ile Diho i Malik (nie licząc sytuacji z Paluchem) “kozaczą” głównie na trackach, Alvarez robi to chętnie również w social mediach. W przypadku internetowej konfrontacji z Paluchem, Sentino jeszcze nie stracił u słuchaczy twarzy. Nawet w pewien sposób podjął rękawicę na płaszczyźnie muzycznej (co mu się później nie zdarzało), zaczepiając Poznaniaka w kawałku „Ludzie z Gór”. Jednak już podczas konfliktu z Sagem, gangsterski image członka GM2L został mocno nadszarpnięty. W tym okresie Sentino mimo, że w „Liczę ten hajs” nawija: ” Je*ać Niemcy ja chcę ku*wa szacun w Polsce”, po raz kolejny próbuje wybić się na niemieckiej scenie. I po raz kolejny nawiązuje współpracę z Flerem. W tym czasie główną twarzą GM2L zaczyna powoli stawać się Malik, o którym robi się coraz głośniej w mediach. 

Jak łatwo wywnioskować z wcześniejszych historii, i tym razem “pech” staje na drodze dużej kariery Sebastiana. Spotykają go kolejno: zerwanie kontaktu z Flerem, powrót do Polski i trwająca ponad rok sądowa batalia z dawnym biznesowym i muzycznym partnerem. To, co dla małej grupki niemieckich fanów Alvareza było rozczarowaniem, dla polskich słuchaczy staje się nadzieją na nowe kawałki Sentiego. 2017 ma być przełomowy nie tylko dla Senitno, ale i dla całego składu GM2L. Bardzo dobrze przyjęty zostaje numer „Zapytaj o mnie”. Pod koniec wakacji wychodzi jeszcze „Skąd ty to znasz”, gdzie obok Sentino pojawia się Diho. Jednak kilka dni po publikacji tego kawałka, Alvarez po raz kolejny wpada w tarapaty: konflikt z niejakim Wujkiem Ali, zerwanie relacji z Malikiem i Diho, do tego dissy od Toonyego czy zaczepki od Bałagana. Sebastian znowu zostaje “wygnany” z kraju i znowu przekracza granicę – tym razem z Polski do Niemiec. W rok 2019 polscy fani wchodzą z obietnicą, że dostaną kilka nowych kawałków, ale jak to często bywa u Sentino, na obietnicach się kończy.

Można stwierdzić, że to, że GM2L zostało zauważone na polskim rynku, to zasługa rapera pochodzącego z Berlina. To on, jako jeden z pierwszych, przeniósł mroczny i gangsterski klimat na rodzimy rynek. Ale to Malik po czasie zebrał jego plony. To jego kawałki trafiły na rotację Eski, to on udzielił wywiadu Kuźniarowi, to on współpracował z popowymi znanymi piosenkarkami. Fejm Malika wykroczył zdecydowanie poza środowisko hiphopowe. Sentino natomiast z czasem zaczął usuwać się coraz bardziej w cień.

Nie wspominałem tu nic o życiu prywatnym rapera, które na pewno mocno wpłynęło na to, gdzie Sentence znajduje się dziś. Jednak jeśli mówimy o raperze, który w wieku 17 lat miał kontrakt w dużej wytwórni, współpracował (lub wręcz pisał teksty) z czołowymi niemieckimi raperami, jeśli mówimy o artyście, który potrafił nadać nowy styl polskiej scenie, o artyście, który tworzy muzykę już 20 lat, to musimy też powiedzieć o człowieku, który mimo sporego talentu, przez tyle lat nie potrafił na dłużej ugruntować swojej pozycji na żadnej ze scen. Pech? Niefortunny zbieg okoliczności? Hmm… aż chciałoby się w odpowiedzi zacytować jeden z fragmentów Poranku Kojota:
“-Cóż za przypadek – A kto mówił, że to przypadek?”

Fot. kadr. Wywiad “Sentino über “El Malo”/YouTube/rap.de

Zostaw komentarz

News,Streetwear
Szalone lata 90′: Nike Air Max 2 Light

Dziś trochę historii i nowości w jednym – w końcu na rynek trafiła trochę zapomniana, a ważna dla rozwoju technologii Air, sylwetka. I jako redakcja chętnie dołożymy swoją cegiełkę do jej popularyzacji. Oto Air Max 2 Light – nostalgiczny powrót do początku lat 90′.

Wczoraj…

Wracamy do lat 90′, a dokładnie do roku 1994. Masywne biegowe sylwetki wyrastają z ofertach największych brandów jak grzyby po deszczu. Technologia Air już od prawie dekady święci triumfy na nogach biegaczy, koszykarzy i “normalsów”. Pomysł Tinkera Hatfielda był przełomowy. W końcu bowiem pojawił się system zdolny zagwarantować wygodę w zasadzie każdemu – od sportowców, po ludzi ganiających po mieście za codziennymi obowiązkami. Team swoosha wciąż próbuje ulepszyć swój wynalazek. I tak na rynek trafia model Air Max2 lub Air Max Squarted.

Skąd ta nazwa? Od całkowitej zmiany podejścia do poduszki powietrznej. W klasycznej wersji Air zbudowany był z komór wypełnionych powietrzem o identycznym ciśnieniu. W Square postanowiono na radykalną zmianę techniczną: zastosowano cztery komory o dwóch różnych ciśnieniach. Zewnętrzne wypełniono powietrzem o ciśnieniu 25 psi, zaś środkową i tylną – 5 psi. Dlaczego tak? Dwie pierwsze miały zapewniać stopie odpowiednią stabilizację, zaś pozostałe – wygodę i amortyzację. I wybaczcie rozmiar poniższego zdjęcia, ale to prawdopodobnie jedyne, jakie znajdziemy dziś na ten temat w sieci.

Po premierze łącznie czterech kolorystyk – dwóch damskich i dwóch męskich – w 1994 i 1995 roku, na rynek trafiły Air Max 2 Light. Zmian, patrząc na pierwowzór, było sporo. Cholewkę zaczął zdobić mesz, zamsz i skóra. Dość spory wcześniej swoosh ustąpił miejsca mniejszemu i zgrabniejszemu bratu, zaś język, stanowiący wcześniej część neoprenowej cholewki, oddzielono. Przebudowie uległa też konstrukcja podeszwy – w pierwowzorze dość toporna, w nowszym wydaniu została zastąpiona o wiele lżejszą pianką Eva, nazywaną przez Nike “Phylon”. Całość uzyskała dużo bardziej agresywny shape.

Niedługo później projekt umarł. Po prostu. Dlaczego? Na tamten moment ciężko było ocenić czy nowy Air faktycznie działa lepiej. Biegacze, którzy testowali buty, nie potrafili wskazać żadnej znaczącej różnicy pomiędzy tym, a innymi modelami. I tak się to skończyło. Przez długie lata sylwetka spoczywała w archiwach – aż do teraz, gdy retro-modele mają się lepiej, niż kiedykolwiek. To złoty czas dla Air Max 2 Light – sylwetce stuknęło już przeszło ćwierćwiecze.

Dziś…

Pierwsze wieści o reedycji zaczęły trafiać do mediów wraz z końcem ubiegłego roku – i są to (w większości) pary bliźniaczo podobne do oryginalnych wydań. Na ten moment doczekaliśmy się łącznie pięciu kolorystyk Air Max 2 Light. “Blue Dragon“, “Black/White” i “University Gold/Flash Crimson-Racer Blue” stanowią “wersje podstawowe”, dostępne aktualnie w oficjalnym sklepie Nike, w cenie 589 zł.

Ostatnie dwie pojawiły się na rynku pod nazwą “Hornets”. Połączenie kilku motywów kolorystycznych zastąpiły tu monochromatyczne barwy, uzupełnione o kontrastowe motywy w postaci loga Air Max na językach i kolorowych (choć wciąż bliskich barwą całości) swooshach. Swoją drogą – to przeźroczyste zabezpieczenie sznurówek zdecydowanie robi tu robotę. Pary trafiły do kilku wyselekcjonowanych sneakershopów (m.in. Sneakersnstuff) w cenie 139 euro. I wyprzedały się na pniu.

I w przyszłości

Następne wydania już czekają w kolejce. Dwie pierwsze z nich to mrugnięcie okiem do wydań “OG”. Biało-czerwone i biało-fioletowe pary powinny trafić do sprzedaży w ciągu najbliższych tygodni, w tej samej cenie, 589 zł.

Najciekawsze zostawiliśmy na koniec. Nike utrzymuje tendencję koronowania retro-wydań kolaboracjami i w tym przypadku robi to lepiej niż dobrze. Bo jeszcze w tym miesiącu do sprzedaży mają trafić pary powstałe przy współpracy japońskiego butiku atmos. Dostaniemy mocno chaotyczny, gęsto zdobiony logami wzór, utrzymany w kontrastowych barwach – my jesteśmy na tak. Premiera najprawdopodobniej na znanym (i mało lubianym) Nike SNKRS, w tej samej cenie, co poprzednicy.

Na ten moment, to by było na tyle. O kolejnych premierach (i oficjalnej dacie odnośnie powyższych) poinformujemy Was, tradycyjnie, na naszym Instastory. I już teraz zapraszamy na kolejny odcinek “powrotów z przeszłości”, który już wkrótce zagości na naszych łamach.

Nike/Sneaker News fot. Nike/Sneaker News/Sole Collector/ Noir Fonce

Zostaw komentarz