News

Meghan Markle: czy księżna znów włoży garnitur?

Izabela Smolińska -
News - - Dodane przez Izabela Smolińska

Meghan Markle: czy księżna znów włoży garnitur?

Chociaż wydaje się to mało prawdopodobne (zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę sztywny protokół brytyjskiej rodziny królewskiej), producenci popularnego szczególnie w Stanach serialu „The Suits” zdają się nie poddawać. Wierzą, że ściągnięcie Meghan Markle na plan wciąż jest jeszcze możliwe.

Póki co, ze względu na życie prywatne (chociaż znów aż tak prywatne to ono raczej nie jest) i małżeństwo z księciem Harrym, amerykańska aktorka musiała zawiesić karierę po siódmym sezonie serialu. A ósmy – i jak na razie ostatni – sezon “Suits”, podobnie jak szósty “House of Cards”, musiał poradzić sobie bez jednej z głównych gwiazd obsady.

“Suits” season 7, NETFLIX

Co ciekawe, Meghan Merkle to nie pierwsza aktorka, która została księżną. I nie pierwsza, którą – już jako arystokratkę – świat filmu próbował skusić intratnymi propozycjami. W latach 60. amerykański przemysł filmowy robił wszystko, by ściągnąć do siebie Grace Kelly, księżną Monako. Sam mistrz Alfred Hitchcock próbował przekonać ją do powrotu do gry! Niestety, nieskutecznie. Teraz Ameryka ponownie wierzy, że ma szanse w przekonać Meghan.

Oczywiście, rozważając obecność (byłej już chyba) aktorki i (obecnej) księżnej na planie, nie mówimy o całym kilkunastoodcinkowym sezonie serialu. I nawet nie o jednym pełnym odcinku. Mówimy o kilku minutach na planie. A te, jeśli wierzyć doniesieniom zza Oceanu, warte byłyby miliony. I to dosłownie. Za kilka minut czasu księżnej producenci serialu gotowi są zapłacić od 2 do 6 milionów dolarów. Pytanie więc brzmi: co na to królowa?

fot. kadr z serialu “The Suits”

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Noon wraca do produkcji bitów? “Taki plan też jest”

Noon, czyli Mikołaj Bugajak, to legendarny polski producent, który ostatnimi czasy częściej udziela się jednak pod własnym imieniem i nazwiskiem niż pseudonimem. Wiele wskazuje na to, że w tym roku ten stan rzeczy ulegnie zmianie!

Czy Noon dostarczy sporo podkładów? Tego nie wiemy, ale… jednemu ze słuchaczy 1/3 Grammatika udało się wyłuskać wystarczająco istotną informację. – (…) mam nadzieję, że będzie miał Pan więcej takich hip-hopowych “incydentów” jak moja historia 2 – napisał na oficjalnym profilu wykonawcy (pisownia oryginalna).

Moja historia 2” to utwór nagrany z okazji 20-lecia zespołu Grammatik. Jest to jednocześnie ostatni utwór tej grupy. Analogicznie do części pierwszej, która znalazła się na płycie “EP+” zespołu, tutaj również nawija tylko jeden z raperów tworzących grupę – tym razem zwrotki położył Jotuze.

Na pytanie zadane przez słuchacza Noon odpowiedział krótko, ale dla nas wystarczająco. – Bardzo dziękuję. Taki plan też jest – napisał.

"Armageddon jest już blisko".https://bit.ly/2Aywt9F

Opublikowany przez NOON Poniedziałek, 7 stycznia 2019

Taki stan rzeczy zdecydowanie cieszy. Poza “Moją historią 2”, ostatnio nowe produkcje Noona, na których ktoś nawijał, można było usłyszeć na płycie duetu Noona z Hatti Vatti w 2014 roku. Ostatni album producenta, czyli “Algorytm” z roku ubiegłego, był wyzbyty rapujących gości, ale i pełen zaskoczeń. Pojawienie się Adama Struga na płycie było równie niespodziewane co ewentualny udział DonGuralesko (zwłaszcza po ostatnich wyczynach) na albumie tego wykonawcy – niby w połączeniu nie ma nic dziwnego, ale kto by się spodziewał?

Zostaw komentarz

Felieton,Wyróżnione
Koszykarz, który zapomniał jak się rzuca

W 2017 roku Philadelphia 76ers przehandlowali w drafcie pierwszy wybór bojąc się, że Boston Celtics lub Los Angeles Lakers sprzątną im sprzed nosa utalentowanego rozgrywającego z Upper Marlboro – Markelle Fultza. Dziś zrobiliby wiele, żeby móc cofnąć czas i swoją decyzję.

Zaczęło się od tego, że zawodnik, który miał walczyć o tytuł najlepszego pierwszoroczniaka, praktycznie stracił swój debiutancki sezon. Przez ciągnące się problemy zdrowotne wystąpił wyłącznie w 14 meczach. Fultz miał problemy z ramieniem, co wpływało bezpośrednio na jego technikę rzutu. Fani Philly byli jednak (w miarę) spokojni, w ostatnich latach w ten sposób „kończył” (z kontuzją) praktycznie każdy z ich nowych zawodników. Ostatnie lata nauczyły ich cierpliwości.

Oczekiwania przed nowym sezonem były ogromne. Zawodnik ćwiczył pod okiem Drew Hanlena – trenera, o którym mówi się, że jest najlepszy jeżeli chodzi właśnie o rzut. Markelle miał być upgradem, który pozwoli 76ers zrobić level up w swojej konferencji. Mówiło się nawet o wygraniu fazy zasadniczej. Po opuszczeniu wschodu przez Lebrona Jamesa nastąpiło bezkrólewie i to drużyna dowodzona przez Joela Embiida była przed sezonem jednym z faworytów do zajęcia pierwszego miejsca i ustawienia się w najlepszej pozycji przed fazą Play Off.

Dwudziestoletni zawodnik od początku został rzucony na głęboką wodę. Pomimo, że ustawienia z nim w pierwszej piątce były minusowe, trener (chociaż niektóre źródła donoszą, że właściciele) forsował właśnie takie ustawienie. Kibice zgromadzeni w Well Fargo Center nie zobaczyli jednak rzutu, którym Markelle groził w koledżu (tak, wcześniej był co najmniej bardzo dobrym rzucającym). Zobaczyli za to, że ich młoda gwiazda, która przez całe wakacje uczyła się na nowo rzucać, nadal ma z tym poważne problemy, podczas gdy sztab medyczny zakomunikował, że zawodnik jest w 100% zdrowy. Wróciły więc domysły, że za wszystkim może stać psychika gracza. Szczególnie, że usilne granie zawodnikiem przed dwudziestotysięczną publiką na meczach i wielomilionową w telewizji wydawało się być nie do końca sensownym rozwiązaniem. W czasach, gdy tylu profesjonalnych zawodników otwarcie zaczęło przyznawać się do problemów psychicznych, w Filadelfii coraz częściej to wyglądało na celowe robienie krzywdy zawodnikowi. Gdy tylko Fultz miał piłkę w dłoniach i pozycję do oddania rzutu, kibice podnosili się z krzesełek, a internetowi dziennikarze dokładnie analizowali każdy jego ruch.

Dopiero przyjście do drużyny Jimmyego Butlera pozwoliło „odpocząć” Fultzowi i został przesunięty do drugiej piątki. W międzyczasie wydarzyło się to…

I to…

To nie są ujęcia z zapowiadanej drugiej części Kosmicznego Meczu. Dostaliśmy kolejny dowód na to, że coś jest nie tak ze zdrowiem zawodnika. Lekarze mówią, że jesteś zdrowy, więc co z Tobą do cholery nie tak? Jesteś bustem – krzyczał internet. Z Fultza nabijali się też inni sportowcy. Amari Cooper w meczu z Washington Redskins uznał, że nowy sposób rzutu gracza Filadelfii może być niezłą cieszynką.

Miarka przebrała się w listopadzie. Źródła związane z zawodnikiem zaczęły donosić, że ten chciałby świeżego startu w innej drużynie. Wirtualna transferowa maszyna od ESPN zapłonęła, a z siedziby Phoenix Suns (która cierpi na brak rozgrywającego i ma jeden z najlepszych sztabów medycznych) z pewnością wykonano telefon. Ostatecznie Markelle nie zmienił klubu, ale „wziął wolne” od drużyny i wybrał się na kolejne spotkania z lekarzami.

4 grudnia poznaliśmy kolejną diagnozę i bardzo możliwe, że ostatnią. Według lekarzy Fultz zmaga się z zespołem górnego otworu klatki piersiowej (TOS). Jest lepiej niż to brzmi, bo obejdzie się bez skalpela i wystarczy rehabilitacja. Zawodnik wkrótce ma wrócić do pełnej sprawności.

Cała historia jest wręcz nieprawdopodobna. Pierwszy numer draftu, potencjalnie najlepszy zawodnik z klasy, dotychczas świetny shooter, przez półtora roku nie potrafi oddać poprawnego rzutu. Jest narażony na potężną presję, a dowodzący wielomilionowym biznesem nie potrafią określić przyczyny jego problemów. Trzymam kciuki, żeby ta historia miała dobry koniec i 20-letni Markelle jeszcze zrobił cieszynkę z Amari Coopera. Film z tego będzie na pewno. Oby ze szczęśliwym zakończeniem.

Politolog Na Rapie

Zostaw komentarz