News,Streetwear

Mokasyny i Dad Shoes w jednym? Nowe buty od Maisona Margieli

Filip Kowalski-Ocneanu -
News,Streetwear - - Dodane przez Filip Kowalski-Ocneanu

Mokasyny i Dad Shoes w jednym? Nowe buty od Maisona Margieli

Hybrydy na rynku obuwia to dziś nic specjalnie nowego. Weźmy chociażby Louis Vuitton i nowy model marki – Archlight, czy sandały od Gucci. Kolejną marką, która podjęła się tego rodzaju projektu, jest Maison Margiela. 

Spliced Tassel Loafer Sneaker – bo tak właśnie nazywa się nowy model – to połączenie obuwia sportowego z linią zdecydowanie elegancką. Górna część buta wykonana jest z połączenia cielęcej i płytkowej skóry, zaś podeszwa, pochodząca z modelu Retro Fit, zrobiona jest z gumy. W ten sposób Maison Margiela połączył dwa trendy w aktualnej modzie: Dad Shoes i mokasyny.

Buty są dostępne w wersji czarnej w internetowym sklepie marki  i w wersji białej w serwisie Farfetch. Ich cena to 1090 dolarów, czyli około 4100 zł.

fot. Maison Margiela

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Szpaku, Bezczel i MMA: Beef skończy się na ringu?

Muzyczny konflikt pomiędzy Szpakiem a Bezczelem może przenieść się na deski. Po pierwsze, obaj panowie dość dosadnie wyrazili chęć spróbowania się w już nie słownym, a fizycznym pojedynku. Po drugie – Fame MMA (organizacja zrzeszająca freak fightowców) wysłała im zaproszenie na galę.

Wszystko zaczęło się niemal miesiąc temu. Bezczel, zapytany o wspólny kawałek ze Szpakiem, odpowiedział, że „nie nagrywa z lamusami”, a następnie dodał jeszcze, że “Szpaku jest parówą”. Białostoczanin zdaje się żałować featu u Bezczela (kawałek “Schumacher”), a swój żal przelał na kawałek „Alicja”. Do niego z kolei – tym razem na Instagramie – odniósł się Bezczel. I tak sobie zaczęli dissować, o czym pisaliśmy szerzej. W końcu przeszło do konkretów.

„Wyzywam cię na solo, nagrywamy to i wrzucamy w internet. A jak się zesrasz, to jesteś parówka” – wyśpiewał w kierunku Szpaka Bezczel w kawałku „Don CweliSzon”. „Chcesz to damy se po mordzie” – odpowiedział krótko i na temat Szpaku w kawałku „Klęska”.

I tu pojawił się trzeci gracz, który przejął piłkę, a następnie do jej odbioru zaangażował jednocześnie obu raperów. Wojciech Gola – współwłaściciel Fame MMA – na swoim instastory zamieścił zaproszenie skierowane bezpośrednio do raperów: „Bezczel, Szpaku, zapraszamy do sprawdzenia się na sportowych warunkach na Fame MMA” – napisał. To, że raperzy z propozycji skorzystają, jest raczej mało prawdopodobne. Szpaku preferuje rozwiązanie konfliktu z daleka od świateł reflektorów, co zresztą też wyrymował (wcześniej Bezczel proponował starcie przed kamerami).

Nie znaczy to jednak, że na najbliższej gali w łódzkiej Atlas Arenie (30 marca) nie zobaczymy przedstawicieli polskiej sceny hip-hopowej. Jakiś czas temu swój udział w niej ogłosił Filipek (zmierzy się z mistrzem z zeszłego roku – Rybą), w połowie marca zaś (dokładnie 16) na warszawskim Torwarze, na zasadach bokserskich, zawalczą w czasie gali FEN24 Wujek Samo Zło i Arab.

Jakieś zakłady?

fot. Bezczel fest. Szpaku, “Schumacher”/YouTube

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Lil Pump: najbardziej liryczny raper wszech czasów

To nie jest clickbait, naprawdę. Inaczej – może jest, ale nie my zarzuciliśmy haczyk. Zrobił to sam Lil Pump na swoim Twitterze. Żal było nie wziąć tego za pretekst do artykułu o czymś… nieco innym.

Tak się robi marketing

Patrząc na treść tweeta, należy się zastanowić, co kierowało Pumpem (a raczej jego managementem). Wieje od tego trollowaniem na kilometry. Samo stwierdzenie, że jest to “naukowo udowodnione” powoduje uśmiech na twarzy.

Tweet idealnie wpisał się w obecny trend raperskich deliberacji na temat statusu części środowiska. Burzę w szklance wody wywołał Tory Lanez, który stwierdził, że jest najlepszy i przy okazji, że nikogo się nie boi (łącznie z Eminemem, a na przestrzeni kilku kolejnych dni do grona ludzi, od których Tory jest – zdaniem samego siebie – lepszy, dołączyli Pusha T i J. Cole).

Piszemy: “burza w szklance wody”, bo cieszy nas wiara w siebie kanadyjskiego wykonawcy, ale nie ukrywajmy – to po prostu przechwałki. Nie ma w nich nic złego, stara undergroundowa mądrość głosi, że każdy raper powinien sądzić, że jest najlepszy.

Gucci Gang, Gucci Gang, Gucci Gang

Lil Pump również ma do tego prawo, choć mamy przeczucie – bardzo mocno graniczące z pewnością – że to po prostu wypowiedź dla podkręcenia hypu. Z drugiej strony, talent Pumpa nie uszedł przecież uwadze takiego tuza, jak Marian Litchtman. Sprawdźcie sami.

Faktem jest jednak, że Lil Pump zwyczajnie nie może być najbardziej lirycznym raperem i… nie zgadniecie, ale zostało to naukowo udowodnione! Jeśli spojrzymy na zasób słów danego rapera, to przyjmując, że wprowadzimy je do jakiegoś generatora tekstów – lepszy bicz ukręcimy z większej ilości składowych.

Lorem Ipsum

Jakiś czas temu powstało regularnie aktualizowane zestawienie raperów, którzy mogą pochwalić się największym wokabularzem. Znajdziecie je TUTAJ.

Obrana przez autora metodologia nie jest może doskonała, ale zdaje się być wystarczająca do oddania skali. Wystarczy powiedzieć, że podług przyjętych kryteriów, Lil Pump nawet się nie załapuje do tabeli.

Sama klasyfikacja dostarcza jednak informacji skłaniających do pewnych przemyśleń. Przede wszystkim, próżno szukać w peletonie przedstawicieli nowej szkoły. Prym wiodą prawdziwi mistrzowie w fachu dłubania w słowie, więc mamy Aesopa Rocka, MF Dooma, czy też różnych członków Wu-Tang Clanu.

Liczba słów na godzinę

Taki stan rzeczy nie wynika, wbrew pozorom, z tego, że raperzy są teraz jacyś głupsi, czy mniej czytają (no dobra… nie wnikajmy w to. Ufamy, że ogarniają). Teraz do tekstów pakuje się po prostu mniej słów, a ich dobór często dyktowany jest przez flow. To już nie nizanie słów na każdą milisekundę bitu, żeby było gęsto i imponująco. Kawałki mają bujać, więc treść odchodzi na dalszy plan.

“Dam ci mój rap w tempie sto tysięcy słów na godzinę” – rapował kiedyś Eldo. Choć było to nadużycie, bo kilkudziesięciu słów na sekundę nie nawija nawet Eminem (wypluwa z siebie nieco ponad cztery), to dawało obraz tego, jak Leszek, i jemu podobni raperzy, podchodzą do rzemiosła.

Co z tą Polską?

Przytoczone wcześniej zestawienie bierze pod uwagę wyłącznie amerykańskich mistrzów pióra. Całkiem ciekawym pomysłem byłoby zbadanie tego w polskich warunkach – metodologia może pozostać ta sama (pierwsze 35 000 słów danego wykonawcy).

Kogo byście typowali? Nasze pierwsze strzały to: Bisz, Mes i Quebo. Trzy różne bajki – zamiłowanie do niestandardowych słów podobne.

fot. kadr z klipu “Lil Pump – “Butterfly Doors” (Official Music Video)”, youtube.com/Lil pump

Zostaw komentarz