Hip Hop,News

Okładka „Die Lit” Playboia Cartiego zdjęciem z protestu? Konserwatywny fanpage chciał ostrzec przed zamieszkami

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Okładka „Die Lit” Playboia Cartiego zdjęciem z protestu? Konserwatywny fanpage chciał ostrzec przed zamieszkami

To, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych po śmierci George’a Floyda, zaczyna powodować realną zmianę. Wczoraj informowaliśmy na przykład, że powoli przemysł muzyczny znosi podziały na pop i muzykę miejską. Nie wszyscy jednak popierają trwające obecnie antyrasistowskie protesty i – jak to zwykle bywa – przeciwnicy ruchu przedstawiają go w jak najbardziej brutalnym świetle.

Pewien konserwatywny profil na Instagramie (@conservative.genius) udostępnił na przykład grafikę z dramatycznymi zdjęciami ulic USA. Nie wzbudziłaby ona jednak większego zainteresowania, gdyby nie to, że jedna z fotografii to… okładka „Die Lit”, debiutanckiego albumu Cartiego z 2018 roku.

Mem szybko rozprzestrzenił się po sieci, a pod postem ludzie zaczęli pisać cytaty i adliby z płyty. Sam raper jednak jeszcze nie zareagował, tak samo jak nie wypowiedział się na temat obecnej sytuacji w kraju.

Inspiracją do okładki „Die Lit” była fotografia z lat 80.. Jak mówił Nick Walker, który odpowiadał za nią podobnie jak za teledysk „R.I.P.”, wiele dzisiejszych koncertów hip-hopowych ma energię tamtych ówczesnych, punkowych. Twórcy grafiki, która trafiła na profil, chyba za długo się więc nad nią nie zastanawiali.

fot. kadr z klipu „Playboi Carti – R.I.P.”, YouTube.com/Playboi Carti

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Twoi ulubieni raperzy w nowym hicie naprawdę śpiewają o samogwałcie – (nie)przeinterpretacja #10

Na łamach tej serii zawsze starałem się doszukiwać głęboko ukrytej, często wręcz kuriozalnej treści w tekstach artystów. To nie jest łatwa praca i wymaga dużo kminienia, a z niektórych kawałków po porstu nic nie da się wycisnąć. W dziesiątym, jubileuszowym odcinku z pomocną ręką, niemalże dosłownie, wyszli do mnie reprezentanci SBM Label, którzy w trakcie nagrywania Hotelu Maffija popełnili piosenkę, która tylko pozornie jest o silnej woli i braniu się w garść.

Choć może to brzmieć jak mój żenujący wymysł spowodowany brakiem weny, tym razem nie będziemy przeinterpretować, a po prostu interpretować tekst, gdyż „Biorę się w garść” naprawdę jest piosenką o robótkach ręcznych, o czym zresztą powiedzieli sami artyści we vlogu, o notabene wiele mówiącym tytule „Koń Trojański”, który ukazał się dzień po premierze kawałka.

Czy więc faktycznie tekst nawiązuje do samozaspokojenia czy jesteśmy może podwójnie trollowani przez naszych ulubionych artystów? Nie, dlatego już zagłębiamy się w tekst, żebym Wam to udowodnić. Zacznijmy od refrenu. Mata nawija: „Pora już wstać, biorę się w garść”, czym sprytnie nawiązuje do tak zwanego stanu gotowości, w jakim często budzą się mężczyźni. Niektórzy decydują się, by ów stan wykorzystać od razu i nie zwlekać z tym, więc momentalnie po przebudzeniu, biorą go w garść. Nie mniej wymowny jest też wers: „Zaciskam pięść w dłoniach mam cały świat, mały jest świat”, który nie tylko po raz kolejny naprowadza nas na wspomnianą czynność, dzięki „zaciśniętej pięści”, ale również może kojarzyć się z innymi wersami Maty, który przecież w „Bibliotece Trap” rapował już o tym, że jego sprzęt ma 14,5 centymetra. Czy to mało? No nie wiem, ja bym się kłócił!

Mocnych analogii do masturbacji nie brakuje też w zwrotkach. Bedoes stanowczo, a wręcz rozpaczliwie wykrzykuje do adresatki zwrotki: „Uratuj mnie albo strzele sobie w twarz”. Tego oczywiście nie życzymy ani jemu, ani nikomu innemu, ponieważ takie postrzelenie na pewno nie będzie śmiertelne, ale boleć może przez bardzo długi czas, a paradoksalnie bardziej ucierpi na tym godność, niż twarz. White z kolei nawija: „Biorę w rękę co moje jak skarb”, co również jest bardzo sugestywne, bo przecież typowo męska część ciała często jest uznawana przez mężczyzn za ich najważniejszą. Nie dziwi też fakt, że akurat White tak śpiewa o swoim atrybucie, bo wspominał o tym już chociażby na kawałku „Blabla” wydanym z okazji Młodych Wilków, gdzie rapował: Nie znalazłem ch*ja w Cheetos”.

Solar z kolei bardzo sprytnie ubiera samogwałt w szatę prowadzenia własnej działalności gospodarczej, jednocześnie rzucając mocnymi, ale gdy już zostaną odpowiednio zrozumiane, tekstami jak: „Nie ma na kogo zwalić” czy „Jak dobrze zrobisz swoje, spokojniej uśniesz”. Drugi z podanych wersów świetnie nawiązuje do jednej z odwiecznych prawd mówiących, że po seksie lepiej się śpi. Nie ważne, że z kimś czy ze sobą. Ciekawych analogii nie brakuje też Januszowi Walczukowi, który porównuje opisywaną czynność do tak zwanej „Boskiej Ręki” Diego Maradony, którą Argentyńczyk strzelił gola Anglikom. Nie sposób nie uśmiechnąć się też, gdy nawija o dziewczynie, która wszystko, co narobiła, musiała brać na klatę. Takie poświęcenie należy po prostu docenić. Polotu nie brakowało też Adiemu Nowakowi, który nawet zdecydował się nawinąć o kategoriach, które przegląda korzystając z popularnych w internecie stron: „Zerkam w ekran, bardzo piękne Europejki”. Nie bez powodu też co chwila przewija w swojej zwrotce niczym mantrę wyrażenie: „Put your hands up”. Na końcu jeszcze daje sygnał widzowi, że tekst jest dwuznaczny, rzucając bardzo bystrą linijką: „Puszczam Ci oczko, jak Karol Bielecki”.

fot. kadr z filmu „Hotel Maffija: Koń Trojański”, YouTube.com/SBMLabel

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
rybagazowana już na YouTubie! Kolejny projekt Borixona?

Jakiś czas temu Borixon założył Instagrama oraz kanał w serwisie YouTube o nazwie „rybagazowana”, a także zaczął wrzucać rzeczy właśnie z tym napisem. Nikt jednak nie wiedział, o co dokładnie chodzi.

W końcu karty po części zostały odkryte, ponieważ na kanale pojawił się krótki utwór o nazwie „lyk herbatki”. W opisie możemy przeczytać tylko „mniam mniam” oraz znaleźć link do profilu „rybygazowanej”, a także skromne „XD” na końcu, które też jest jedynym opisem instagramowego profilu.

W utworze Borixon robi dość nietypowy dla siebie refren, który jest raz krzyczany, a raz mega spokojny, jakby nawijał od niechcenia. Zwrotka natomiast należy tu do najmłodszego reprezentanta chillwagonu – Qry’ego.

Niedawno ukazała się płyta Borixona w kolaboracji z ReTo – „Dzika Korea”. Czyżby „rybagazowana” będzie wspólnym dziełem Borixona i Qry’ego? Miejmy nadzieję, że już niedługo się o tym przekonamy, bo póki co zbyt wiele kart nie zostało odkrytych.

fot. kadr z klipu „rybagazowana – lyk herbatki”, YouTube.com/rybagazowana

Zostaw komentarz