Felieton,Hip Hop

„Patointeligencja” – wystawiamy Macie ocenę [Trzy Grosze]

Klementyna Szczuka -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Klementyna Szczuka

„Patointeligencja” – wystawiamy Macie ocenę [Trzy Grosze]

W momencie, w którym rap zaczyna trafiać do ludzi ze wszystkich sfer, pojawia się Mata. Zaczyna mówić o tym, z czym do czynienia ma na co dzień. Trochę żartem, ale jednocześnie zupełnie na poważnie. I nagle nagrywa singiel, który wydaje się swego rodzaju ciekawostką oraz skandalem. Opublikowana wczoraj „Patointeligencja” może wywoływać mieszane uczucia, ale jedno jest pewne – w polskim rapie nie było wcześniej chyba nikogo, kto mógłby o niej nawijać.

[Trzy Grosze] Klementyna

Tych samych ludzi raper opisywał już w „White Mint”, kawałku z jego debiutanckiej, nielegalnej epki „Fumar Mata”, do którego zresztą nawiązuje, kiedy wspomina o korkach i butelkach. Jednak w „Patointeligencji” problem tak powszechnie występującej, lecz – co ważne – nie nazywanej, patologii wśród „klasy wyższej”, przedstawia już znacznie dosadniej.

Oczywiście, że treść utworu jest przerysowana. Mimo wszystko przywoływane przez Michała sytuacje mają pokrycie w rzeczywistości, a chodzi tu przede wszystkim o zwrócenie uwagi na zjawisko. Kawałek nie jest też, w moim odczuciu, żadną próbą udowodnienia, że pochodząc z „dobrego domu”, również „zna się życie” – jest raczej ironicznym komentarzem do buntu „niewinnych ofiar adolescencji”. Widać to zwłaszcza w ostatniej, można byłoby dodać, że najbardziej bulwersującej, części:

I pie*dolę mamę i tatę za te rododendrony, jacuzzi, trzy piętra/Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już dość tego piękna i ciepła/A nigdy nie chciałem być biały, i zawsze tu chciałem być gangsta

Mata w całej powadze tematu potrafi jednak zachować pewien dystans, przez co jego wersy nie brzmią naiwnie albo banalnie. I chociaż ładnie gra słowem, jego brzmieniem („Ojciec był maklerem, a mama lawyerem/I grube portfele”), to momentami zdarza mu się na bicie nie wyrobić. Mam tu na myśli na przykład te linijki o kluczykach od Merca albo kradzionych flaszkach. Czasem wystarczyłoby jedynie skrócić pojedyncze wyrazy lub popracować nad tempem.

„100 dni do matury” to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier przyszłego roku. Zaryzykowałabym też stwierdzenie, że „Patointeligencja” to do tej pory najlepszy z singli Maty. Zdecydowanie brakuje świadomego hip-hopu w tym stylu.

[Trzy Grosze] Michał

Zdecydowanie bliżej mi pochodzeniem do bananów i ciepłego domowego ogniska, niż ciężkich, brutalnych, ulicznych klimatów i zwyczajnie jestem zawiedziony, że grupa społeczna, z którą mogę się utożsamić przedstawia się w taki sposób. „Patointeligencja” jest dla mnie obrazem przedstawiającym ubranego w drogie ciuszki od rodziców chłopaka, który pod klatką próbuje się nieudolnie popisać przed typami zaliczanymi do tzw. „patusów”. Zamiast nawijać o braniu narkotyków w apartamentach, za które zapłacił tata czy dilowaniu dla sportu, można było pokazać fakt, że „banany” też są spoko na podstawie jakichś wartości, na przykład lojalności czy świadomości ciężkiej pracy, o brak których często się ich posądza. Niestety, to „Montana” miała być w założeniu bardziej dziecinna, a taka wyszła „Patointeligencja”. Niemniej jednak, bardzo podoba mi się styl nawijania Maty i częściej powinien wprowadzać się w kawałkach w taki humorek, bo dobrze wtedy wypada. Wciąż śledzę jego karierę z wypiekami na twarzy i mam nadzieję, że ostatni raz zostały one spowodowane przez zażenowanie.

[Trzy Grosze] Kajetan

Dwa słowa: „W końcu”. Przez lata zachodziłem w głowę, jak mógłby wyglądać rapowy numer, który da legitymację do uprawiania tego rzemiosła nastolatkom z tzw. dobrych domów. Potencjalnie pierwszym gościem, który mógł tego dokonać był B.R.O, ale nie ukrywajmy, że tu jednak trzeba mieć większe jaja i pomysł niż tylko umieć nawijać od werbla do werbla. Mata zrobił coś, czego też nie musiał robić – nie kieruje się w jego stronę hejtów, że jest bananowcem. Nie krył tego od samego początku i trochę wytrącił ewentualnym przeciwnikom oręż z łapy. Jednak to właśnie gość, który w sumie mógłby przejść nad tym faktem do porządku dziennego, nagrywa numer o patologii w wyższych sferach (czy też w bardziej zamożnej klasie średniej). Numer, który ani przez chwilę nie wydał mi się fałszywy, bo znam setki opowieści z liceum i z przynajmniej 1/3 przypadków podanych w tym utworze sam się spotkałem. Co do reszty, no cóż, nie jestem z – jak to się teraz modnie określa – high society. Jeśli numer dobrego chłopaka z dobrego domu jest autentyczny, to robota została wykonana więcej niż dobrze i z uśmiechem na ustach zastępy podobnych Macie będą mogli bez żenady wchodzić do środowiska – to znaczy bez żenady o ile sami sobie nie strzelą czymś w stopę.

Jeśli chodzi o treść, to nie zgadzam się z Michałem w tym sensie, że punkt wyjścia był inny, więc jak można spodziewać się punktu dojścia, w którym wychwalane są pozytywne cechy lepiej usytuowanej młodzieży. Kawałek miał pokazać właśnie to, że ich dotyka brud i mają prawo się w nim taplać (i robią to) co najmniej na równi z dzieciakami w gorszej sytuacji finansowej. Co najmniej, bo przez finansowy parasol mogą tak naprawdę odwalać większą patologię. Paradoks.

Technicznie rzecz ujmując zgadzam się z Klementyną, bo Mata nawija odważnie, pomyka po perkusji niestandardowo i miło odbija od siebie rymy, ale zdarza mu się wypaść z bitu albo ledwo coś dorapować, co skutkuje cięciem. Jednak wybaczam. Dzisiaj trochę tak jest, że najpierw kariera, a potem skille. Choć oczywiście odmówić ich Macie nie można. Ode mnie piąteczka na szynach.

fot. kadr z klipu „Mata – Patointeligencja”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop
Słoń otwiera pub w Poznaniu!

Rap może zagwarantować naprawdę solidne pieniądze, ale nie jest źródełkiem bez końca. Kariera, hype i popularność przemijają, w pewnych przypadkach zaskakująco szybko. Niektórzy artyści są tego wyjątkowo świadomi, dlatego inwestują swoje pieniądze, rezygnując z kupowania n-tej pary drogich sneakersów. Słoń postanowił swoje fundusze włożyć w otworzenie lokalu w Poznaniu.

Raper zakomunikował nam to za pośrednictwem swojego Facebooka. Wrzucił krótki filmik, w którym informuje, że już w najbliższy piątek (akurat będzie to niesławny piątek trzynastego) otwiera w swoim rodzinnym mieście pub, w który zainwestował wraz ze swoim wspólnikiem. Lokal będzie nosił nazwę „Złe Miejsce” i klimatem będzie odpowiadał muzyce Słonia, gdyż znajdziemy w nim wiele nawiązań do horroru. Możemy więc przypuszczać, że „Krwawej Mary” na pewno tam nie zabraknie.

Otwieram PUB moi drodzy ♥️🥂Razem z moim człowiekiem Gruchą z TATTOO-ZONE, postanowiliśmy otworzyć Złe Miejsce 😱🖤 otwarcie jest w NAJBLIŻSZY piątek (13’stego 😈) o godzinie 20:00 🔥Pub znajduje się w Poznaniu, na ulicy WRONIECKIEJ 22, obaj zdecydowaliśmy żeby żeby pójść w klimat nam najbliższy czyli HORROR/SCI-FI 👽🤡🔪 W menu znajdziecie autorskie jak i klasyczne koktajle/drinki, fani piwa również dla się znajdą „coś na ząb” 🍻 Od piątku ruszamy 🔥⚰️

Posted by SŁOŃ WSRH D666a on Wednesday, December 11, 2019

Słoń nie jest jednak jedynym raperem, który postanowił swoje pieniądze włożyć w lokal gastronomiczny. Nie tak dawno temu dowiedzieliśmy się, że Quebonafide zostanie współwłaścicielem nowego lokalu w Warszawie, „Mr Oh”. Lata temu w tę branżę wszedł już jednak Bilon. Jego „Gringo Bar” zdążył już nawet zebrać pewne nagrody gastronomiczne i otworzyć się w więcej niż jednym miejscu. Z niecierpliwością czekamy na kolejne takie działalności ze strony artystów. W końcu oprócz słuchania dobrej muzyki, lubimy też smacznie zjeść i przyjemnie się napić, więc dlaczego tego nie połączyć?

fot. kadr z klipu „Słoń feat. Szpaku – Sicario | Prod. Gibbs (OFICJALNY TELEDYSK)”, YouTube.com/BrainDeadFamilia

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Bedoes: W większości przypadków druga zwrotka to po prostu freestyle

Bedoes wydał wraz z Lankiem „Opowieści z Doliny Smoków” już dwa tygodnie temu, ale echa tego albumu absolutnie nie milkną. My już swoje zdanie wyraziliśmy, ale opinie na jego temat w rozmowach z raperem przedstawiają również inni. Gargamel dyskutował o płycie z Lankiem i Bedoesem w ramach „Pogłosu” w radiowej „Czwórce”. W trakcie tej rozmowy dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy, między innymi o procesie twórczym albumu, zawodach jakie towarzyszyły temu krążkowi oraz planach na stworzenie kolejnego.

Wyszedłem ze swojej strefy komfortu. W większości przypadków druga zwrotka to po prostu freestyle. W kabinie Johny zapętlał mi bit, a ja nawijałem wersy bez pisania. To była zupełnie inna praca, niż się spodziewałem.

Borys wspomina wcześniej, że wydawało mu się, że najlepsze kawałki jest w stanie napisać tylko w domu. Jak widać, przy tej płycie znacząco zamieszał w swoim procesie twórczym, co bez wątpienia wyszło mu na dobre. Kto nie chciałby mieć platynowej płyty za krążek w połowie oparty na freestyle’u?

Bedoes już wcześniej zdradzał słuchaczom, że koncepcja płyty zmieniła się w trakcie jej tworzenia. Przy okazji eventu promującego jej premierę przyznał również, że pierwotnie miała nazywać się ona „Akademia Sztuk Pięknych”. Raczej jednak nie przypuszczaliśmy, że wyżej wspomniana zmiana była tak drastyczna, jak stwierdził raper.

Na początku to miał być projekt, który robimy w miesiąc i puszczamy. […] Zaczęliśmy nagrywać, zrobiliśmy szybko projekt, ale jak po miesiącu przynieśliśmy gotową płytę, to po rozmowach, po namowach tak naprawdę, stwierdziliśmy, że robimy pełnoprawny projekt. Mieliśmy płytę już gotową i prawie wszystko wyrzuciliśmy.

To zresztą nie jedyny dowód na to, że w krążek zostało włożone więcej pracy, niż mogłoby się wydawać. Jak się okazuje, niektóre numery pierwotnie miały inne brzmienie niż to, które ostatecznie znalazły się na albumie. O tym wspomina akurat zwykle milczący Lanek.

Dzień przed oddaniem płyty do tłoczni zrobiliśmy ostateczną wersję „1998”. Było chyba z pięć wersji. Była taka grime’owa, brytyjska, inna była powolna, na pianinie, a ostateczną zrobiliśmy w niedzielę, a w poniedziałek oddawaliśmy płytę do tłoczni.

Choć ostatecznie płyta przyjęła się fantastycznie i szybko zebrała zasłużone wyróżnienia, artyści przyznają, że teraz widzą w niej sporo mankamentów. Jak się okazuje, działa to też odwrotnie, ponieważ na płycie jest kawałek, z którego są bardzo zadowoleni, choć raczej nie przypadł do gustu słuchaczom.

To jest chyba najgorsze. To jest mój największy ból przy powstawaniu płyty. Nic mnie tak nie zabolało, że Hardcore Pleasure nie przyjęło się tak, jak myślałem, że się przyjmie.

Jak wspomniałem we wstępie, od premiery płyty minęły ledwie dwa tygodnie. Mogłoby się wydawać, że teraz artyści powinni dać sobie sporo czasu, by odpocząć, zanim wezmą się za kolejny projekt prawda? Nic bardziej mylnego. Bedoes zdradził nam, że pracę nad nowym albumem mogą ruszyć już bardzo niedługo.

Chcę trochę odetchnąć, spojrzeć na ten projekt. Wydaje mi się, że następny zaczniemy tworzyć, gdy będzie trwała nasza trasa koncertowa, bo mamy taki plan, by stworzyć projekt w trakcie trasy.

W takim razie czekamy z niecierpliwością, bo przecież przy kolejnym wywróceniu procesu twórczego do góry nogami, znów może powstać coś wyjątkowego.

fot. kadr z klipu „Bedoes & Lanek – Opowieści z Doliny Smoków”, youtube.com/SBM Label

Zostaw komentarz