Felieton

Podwójne standardy: Komu (nie) wolno skręcać jointy

Izabela Smolińska -
Felieton - - Dodane przez Izabela Smolińska

Podwójne standardy: Komu (nie) wolno skręcać jointy

Meghan Markle nie ma łatwo. Były już pogłoski o tym, że nienawidzi księżnej Kate, że jej z kolei nienawidzi królowa Elżbieta (ta miała ponoć zaoferować Amerykance całkiem pokaźną kwotę 37 mln dolarów za rozwód z księciem Harrym jeszcze przed porodem), a nawet że – delikatnie mówiąc – nie przepada za nią ekipa pałacu Buckingham – na wszystkich szczeblach, od managerów, po służące. Nie lubi jej brytyjska prasa, która z lubością drukuje wciąż nowe pikantne nagłówki o życiu księżnej. Plotek nie brakuje. Ostatnio było nawet o tym, że…udaje ciążę (koronnym dowodem miały tu być zbyt szczupłe kostki Markle). No lekko nie jest.

Gościom na zdrowie

Amerykance nie pomagają też, trzeba przyznać, najbliżsi. Jak mówi stare porzekadło – z nimi najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Kłopot w tym, że pałacowa etykieta nie bardzo pozwala księżnej na wspólne fotki poza protokołem, czego ani „kochający” ojciec ani stęskniona przyrodnia siostra nie są w stanie pojąć. Ta druga ma nawet za sobą próbę sforsowania bramy do Buckingham Palace, z papierowymi podobiznami power couple Meghan i Harrego. Jak się domyślacie – skutek był mizerny. Na wyspach sytuacja Meghan jest na tyle trudna, że w jej obronę zaangażował się niedawno publicznie sam George Clooney, który skrytykował zachowanie mediów i opinii publicznej w wywiadzie w australijskim magazynie “WHO”:

(Paparazzi – red.) prześladują Meghan Markle na każdym kroku. To kobieta w siódmym miesiącu ciąży, która jest ścigana, szkalowana i prześladowana, tak samo jak Diana. Ta historia znowu się powtarza.


Anglią to nie wstrząsnęło. Stanami chyba też nie, bo właśnie one zadały ostatnio Meghan decydujący cios, może jeszcze nie w serce, ale na pewno w wątrobę.

Wygląda na to, że amerykański przemysł filmowy właśnie – a więc matecznik i Clooney’a i samej Markle – zwietrzył okazję, by z weselnego tortu rodziny Windsorów ukroić kawałek dla siebie. Zamierza właśnie wprowadzić nowy film z udziałem księżnej, w którym ta… wyzywająco się ubiera, imprezuje, sypia z przypadkowymi mężczyznami i… wciąga narkotyki [!] Dear god, please save the queen!

Skąd myśl, że to nie przypadek a wykalkulowane działanie producentów, którzy chcą wykorzystać wizerunek Markle? Ano stąd, że „The Boys & Girls Guide To Getting Down” na swoją premierę czekał blisko dekadę (8 lat). Wcześniej materiał był emitowany w formie serialu. Pomysł by zmontować go w fabułę narodził się razem z tytułem księżnej Sussex. Przypadkowa koincydencja? Wątpliwe.

Warto napomknąć, że to nie pierwsza „narkotykowa” afera Meghan. Krótko po ślubie z Harrym do mediów (a jakże!) dotarły plotki, jakoby na swoim pierwszym (tak, tak księżna jest rozwódką) weselu z Trevorem Engelsonem państwo młodzi rozdawali gościom trawkę! Ani to są plotki potwierdzone, ani obalone – ale grzeją, a tym samym stały się obiegową prawdą.

Podwójne standardy

Sądzicie że tylko Wielka Brytania jest tak skostniała? Nic z tego. „Miękką” aferę zaliczyła ostatnio Miley Cyrus. A właściwie jej…rodzice. Ojciec piosenkarki – Billy Ray Cyrus – wrzucił bowiem na Twittera zdjęcie swojej żony (i matki wokalistki), Tish, na tle szafy wypełnionej workami z marihuaną.

Myślicie, że poszło o ilość i posiadanie? To jesteście w błędzie. Sprawa obróciła się w dyskusję o rasizmie. Bo to, że w jednych stanach (np. Nevada) wolno wszystko, a w innych idzie się siedzieć za gram na własny użytek to jedno. Drugie – zdaniem Kolorowych internautów – to lepsze według prawa traktowanie białych.

Czy tak jest? Trudno sądzić. Zdaje się, że to dyskusja na zupełnie inny artykuł. Pewnym jest, że podwójne standardy są, ale w nas wszystkich, niezależnie od statusu majątkowego, kraju pochodzenia i rasy. Bo to niby z jednej strony panuje generalnie deklarowana niechęć wobec narkotyków, z drugiej – pasjami wciągają nas historie o wojnach narkotykowych gangów, narkotykowych bossach, czy chociażby drobnych dealerach, nawet nie zawsze bardzo ogarniętych. Dowody? Proszę: „Trawka”, „American Gangster”, „Wilk z Wall Street”, „Breaking Bad”, które niebawem ma stać się pełnometrażowym filmem, „Narcos”.

Za tym ostatnim wystartowała wielka marketingowa machina. Po serialu powstał więc film „Kochając Pabla, nienawidząc Escobara”, w którym Penélope Cruz wcieliła się w dziennikarkę przez lata pozostającą kochanką bossa, wyszła książka o tym samym tytule, a także druga ze… wspomnieniami syna („Mój ojciec, Pablo Escobar”) i kilka innych pozycji. Umówmy się – nikt by ich nie wydał, gdyby nie sprzedaż. A tę generuje popyt. Zdaje się, że na kanwie historii w tv przewinął mi się nawet jakiś film opowiadający o dwóch kanadyjskich braciach – surferach, z których jeden miał pecha zakochać się w siostrzenicy króla koki. Jak to się skończyło dla niego (i dla jego wybranki), domyślcie się sami.

Zostawiając na moment gorącą Kolumbię. Narkotykowych historii nie brakuje i na naszym polskim poletku. Dopiero co wyrósł przecież serial „Ślepnąc od świateł”, będący ekranizacją bestselerowej książki Jakuba Żulczyka pod tym samym tytułem. Pisaliśmy o tym trochę np. tu i tu. Historia czerpie zresztą (nie wprost, ale wystarczy chociaż odrobinę śledzić plotkarskie media, by łatwo doszukać się powiązań) z rzeczywistości i afery, w której środku stanął diler gwiazd Cezary P. (nota bene kilka dni temu dzięki wpłaconej kaucji wyszedł na wolność). W realu sprawa z trupem w tle (bardzo dobrze wpleciona zresztą w fabułę serii). No to co? Ręka w górę, kto nie kibicuje serialowemu Kubie (w tej roli Saful)? Nie ma? Tak myśleliśmy.

Nie tylko w kinie prochy ścielą się gęsto. Szybki przegląd rapu: wśród tekstów o jaraniu możemy dryfować jak po krainie mazurskich jezior. Tak np. O.S.T.R zagorzałym krytykiem gandzi stał się dopiero na 13-tym w karierze albumie “Życie po śmierci”, gdzie wyśpiewał zresztą, że „od jarania wybuchło mu płuco”. Trochę mu to zajęło. Okoliczny Element popełnił zaś przecież kawałek „Drzewa Andzi”. I nie, nie ma tu literówki. To znaczy jest, w pełni celowa.

No a „Sprawa w toku” Pezeta? Tylko dla porządku przypomnijmy – wydana została przez… Grube Jointy.

To teraz uwaga – SPOILER: W finałowej scenie „Ślepnąc od świateł” gangster Dario (w tej roli świetny Jan Frycz) mówi do Kuby, że fajnie sobie wymyślił świat, a w nim siebie – dilera, który nie jest pospolitym przestępcą, a kumplem celebrytów, artystów, polityków a nawet policjantów – słowem: warszawskiego światka – przynoszącym im spokój i ukojenie pod postacią białego proszku, jak lekarz. „Fajnie to sobie wymyśliłeś, Kubuś. Fajnie sobie siebie wymyśliłeś” – mówi Dario. I mówi to niby do Kuby, ale też trochę do nas.

Bo kolumbijska ulica widziała w Escobarze filantropa, Miley Cyrus to dla nas wciąż niewinna Hannah Montana, a Walter Hartwell White z „Breaking bad” to tylko biedny nauczyciel chemii, próbujący zabezpieczyć rodzinę na wypadek, jeśli umrze na raka. I tylko ta biedna Meghan jest zawsze winna. Chociażby dlatego, że ma zbyt zgrabne nogi.

fot. “Narcos”, official trailer Netflix

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
“Nie jestem ptakiem dodo” – Offset krytykuje parodię w SNL

Aby promować niedawno wydany debiutancki solowy krążek, Offset – członek grupy Migos – pojawił się w programie GQ w najnowszym odcinku “Actually Me”, gdzie odpowiedział m.in. na pytanie o parodię Migosów w SNL. Artysta stwierdził, że nie podobał mu się ten występ.

Przez cały czas incognito na różnych platformach społecznościowych, Offset odpowiadał na pytania zadawane przez fanów. Jedno z nich dotyczyło ubiegłorocznego odcinka Saturday Night Live, zawierającego parodię hip-hopowej grupy z Donaldem Gloverem. Obok niego pojawili się stali bywalcy SNL, czyli Chris Redd i Kenan Thompson.

Offset przyznał, że ​​nie uważał tej parodii za zabawną, tak samo jak Quavo i Takeoff. “Muszę być szczery, nie podobał nam się ten skecz, to było jak przeciwieństwo Migosów” – wyjaśnił. “Razem wymiatamy. Nie kłócimy się” – kontynuował. “A potem poczułem, że zostało to zinterpretowane tak, jakbyśmy byli ptakami dodo, jakbyśmy wychodzili na przeciw siebie. Nie czuliśmy tego. “

To nie pierwszy raz, gdy artysta nie śmieje się z żartu. Tak samo było przy okazji kłótni z Chrisem Brownem, kiedy ten wstawił filmik wyśmiewający 21 Savage’a. Jeśli nie pamiętacie tej parodii z maja ubiegłego roku, to łapcie ją tutaj i sami oceńcie, czy Offset rzeczywiście ma rację.

Fot. Offset Goes Undercover on Reddit, YouTube and Twitter | GQ [youtube]

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
R. Kelly wyjdzie z aresztu jeśli…wykupią go fanki [!]

R. Kelly dostarcza nam co najmniej tylu emocji, co kolejne wieści o współpracy Tekashiego z władzami. Okazuje się, że fanki są gotowe wspomóc Kellsa w zgromadzeniu miliona kaucji!

A przynajmniej jej części, bo całość wynosi milion dolarów, a R. Kelly musi wpłacić 10% tej kwoty, żeby móc oddychać na otwartej przestrzeni.

O tym, że wokalista jest w bardzo złej sytuacji, pisaliśmy TUTAJ. Oczywistym jest, że w obliczu takich reperkusji, wygodniej byłoby Kellsowi spędzić jeszcze trochę chwil poza aresztem, bo wygląda na to, że na odsiadkę jeszcze będzie musiał znaleźć czas. Od niewątpliwych uroków celi chcą go uchronić… fanki, które – pomimo oskarżeń, dokumentu dotyczącego tychże i otwartego napiętnowania wokalisty w mediach branżowych (i nie tylko) – R. Kelly wciąż posiada. Ma szczęście, bo – jak się okazuje – nie posiada pieniędzy. W tej sytuacji pewnie nie posiada się też z radości, bo fundusze, których teraz bardzo potrzebuje, mogą się szybko znaleźć.

Dobra, dobra, ale pewnie zastanawia Was wciąż stwierdzenie, że R. Kelly nie ma pieniędzy. Ano nie ma, nie płacił alimentów i czynszu. Jak wynika z analiz CNN, w sumie wychodzi, że jest ponad 300 tys. dolarów na minusie więc tym bardziej nie ma 100 niezagospodarowanych kafelków na kaucję. Co ciekawe, te dwie rzeczy się nie pokrywają i w teorii mógłby wpłacić część zabezpieczenia i zastanawiać się, co dalej, a 300 tys. dolarów długu by sobie gdzieś tam lewitowało (ten moment, kiedy zawiłości prawne stawiają prawo… ponad prawem). Kelly jednak tych pieniędzy nie ma. A przynajmniej nie jest w stanie ich pozyskać samodzielnie.

Patrząc jednak po tym, co wydarzyło się na Tweeterze po ujawnieniu informacji o kobietach chcących wpłacać kaucję – bardzo możliwe, że uda mu się to kolektywnie, bo zadeklarowanych fanek przybyło i wszystkie chcą pomagać. Co tam przestępstwa seksualne i miganie się od alimentów. Nic dziwnego, że Kells tak w siebie wierzy:

Ktoś powinien mu przypomnieć, że rzeczywistość bardziej przypomina inny utwór, w którym się udzielił. Różnica jest taka, że tym razem R. Kelly raczej nie uniknie kary.

fot. kadr z klipu “JAY-Z – Guilty Until Proven Innocent ft. R. Kelly”, youtube.com/JAY-Z

Zostaw komentarz