Wywiad

Portretował Taco, Otsochodzi, czy Dawida Podsiadło. Bartosz Żuber o pasji, która zaprowadziła go z Koszalina do Detroit

Kajetan Szewczyk -
Wywiad - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Portretował Taco, Otsochodzi, czy Dawida Podsiadło. Bartosz Żuber o pasji, która zaprowadziła go z Koszalina do Detroit

Historia Bartka jest inspirująca z kilku powodów. Po pierwsze jego rozpoznawalność jest wynikiem pracy nad warsztatem, co specjalnie nie powinno dziwić, ale – po drugie – sytuacja mogła potoczyć się inaczej, gdyby nie jeden z projektów, które musiał zrobić na studia. Jeśli nie wiecie, o kim mowa, to wkrótce się to zmieni. Jest szansa, że będziecie oglądać okładki płyt ulubionych raperów, które wyszły spod jego ręki. Nam opowiedział o tym, dlaczego polski hip-hop inspiruje do tworzenia sztuk wizualnych.

Pod TYM linkiem znajdziecie Instagram Bartka.

Z jednej strony obrazy, rysunki, ręcznie robiony zeszyt, a z drugiej animacja o Kaczce Dziwaczce. Do tego portrety wykonane w minimalistycznym stylu. Gdyby ktoś zapytał Cię, czym właściwie się zajmujesz, to co odpowiesz?
Zajmuję się grafiką ogólnie pojętą. Nie chciałbym odpowiedzieć, że sztuką, bo nie czuję się za bardzo artystą – raczej projektantem. Gdzieś jednak przewija się pokazywanie moich uczuć i tego, co chcę przekazać ludziom, bo na tym chyba jednak mi zależy, żeby te moje prace jednak wisiały gdzieś na świecie, tak by ludzie mogli je widzieć i reagować. Więc coś artystycznego w tym jest, ale bardziej czuję się projektantem, grafikiem, który robi wszystko to, co potrzeba i na co ma teraz ochotę.

Nie chcesz nazywać się artystą, bo uważasz, że masz do tego po prostu za mały warsztat czy po prostu to, co robisz, ma po prostu inny kontekst?
Chyba ten kontekst bardziej, bo warsztat ciągle rozwijam i nie wydaje mi się, że to on tworzy artystę. Po prostu to nie jest jeszcze to. Usłyszałem kiedyś w wywiadzie… z bodajże Mateuszem Holakiem, że on się sam nie określa, nie nadaje sobie łatki i czeka na to, co powiedzą inni.

Jasne. Czyli jeśli ktoś powiedziałby o Tobie, że jesteś malarzem, to byś nie zaprzeczył.
Tak. To, co robię, reprezentuje to, kim jestem. Jednak bardziej czuję się grafikiem ze względu na to, że tworzę różne rzeczy i chciałbym też, żeby były praktyczne.

Fakt, masz w dorobku takie użytkowe rzeczy. Co do wyrazu, potrafisz stworzyć coś bardzo obrazowego, jak czaszka układająca się z dymu, który wylatuje z przemysłowych kominów. Jednocześnie malujesz światła odbite na tafli wody jak w “Gwiaździstej Nocy nad Rodanem” Van Gogha. Ten rozstrzał jest spowodowany tym, że obie te rzeczy Cię satysfakcjonują, czy to jest tak, że właśnie ta sztuka użytkowa jest docelowa, a ta, nazwijmy ją: impresjonistyczna, to odskocznia?
Wydaje mi się, że to jest równorzędne. Pewnie fajnie by było, gdyby artysta był jednowymiarowy; wchodzisz na profil i masz na przykład same portrety i mówisz: O, on tworzy w takim stylu. Może łatwiej byłoby mnie wtedy określić i mnie samemu się wyróżnić, ale dla mnie te dwie sfery się łączą i żadna nie jest odskocznią. Po prostu potrzebuję obu, żeby dobrze się czuć. Żeby czuć się usatysfakcjonowanym.

Czyli to się uzupełnia.
Tak, czasami na przykład zrobię więcej projektów typu logo i myślę że czas na przerwę. Znajduję sobie coś, co mogę narysować bardziej artystycznie, luźniej, od ręki. A potem znowu znajduje sobie coś do zrobienia myszką, w wektorach i to się uzupełnia. Czuję się bardziej spełniony.

Skąd w takim razie ta Kaczka Dziwaczka?
Kaczka Dziwaczka była zadaniem na studiach. Skończyłem drugi rok grafiki na ASP we Wrocławiu. Czyli dopiero zaczynam z tym wszystkim, chcę się pokazać na szerszym planie. To było zadanie na studiach, a motywy dziecięce zawsze mnie interesowały. Poza tym, że chcę współpracować z raperami i z muzykami, to zawsze interesowały mnie ilustracje do książek dla dzieci i motywy tego typu. Coś co można pokazać w fajnej i prostej formie.

Mówisz o ilustracjach do książek dla dzieci czy też o animacjach, które robią Pixar i Disney?
Obie te rzeczy mnie ciekawią, ale bardziej skłaniam się ku wydawniczej formie.

TACO HEMINGWAY

Wcześniej poruszyłeś kwestię portretów. No właśnie, odzew od fanów tych wykonawców jest. Holak, Podsiadło, Taco, Otsochodzi, Jan-Rapowanie – a jak od samych artystów?
Wcześniej nie wrzucałem zbyt dużo rzeczy do sieci, a te portrety… też były zadaniem na studia. To nie jest coś, co zrobiłem, żeby się wybić, a sam dla siebie. Miałem temat „Pięć fan-artów”, a że zawsze chciałem jakoś związać się z tym muzycznym polem, to zdecydowałem się właśnie na to. Pierwszego wrzuciłem Janka, nie spodziewałem się, że to zobaczy, ale i on i Nocny polubili moje zdjęcie i było mi bardzo miło. Potem był Otsochodzi, który udostępnił post na swojej osi, co było już duże, bo jednak zainwestował czas, żeby tam kliknąć. Potem wstawiłem Taco i Dawida, ale wydaje mi się, że nie siedzą tak na IG, więc od nich nie było odzewu. Najmilszym zaskoczeniem był Holak, który udostępnił moje prace z dopiskiem w stylu: „Super artysta, sprawdźcie to”. Potem wymieniliśmy się wiadomościami, komentuje mu czasami profil, także z nim było największe zaskoczenie, że ten kontakt da się fajnie złapać. Do tego zawsze oznaczałem wytwórnie, do których należą dani artyści i odezwało się do mnie Asfalt Records. Że fajny styl i dobra ręka, dali mi swojego maila, poprosili o cennik – to było miłe.

Będziecie coś teraz robić razem?
Tytus napisał mi, że póki co zbierają portfolia i jeśli będą ciekawe projekty i artyści będą chętni do wykorzystania moich prac, to gdzieś tam jestem w pamięci. Bardzo było mi miło, bo to jest dla mnie zaszczyt, że gdzieś tam jestem zauważony.

Wspominałeś o tym, że studiujesz we Wrocławiu. Jesteś stamtąd?
Nie, pochodzę z Koszalina, czyli w ogóle z drugiego końca kraju. (śmiech) Chciałem po prostu uciec jak najdalej od domu, żeby się znaleźć w ciężkiej sytuacji: z nowymi ludźmi, z inną stroną polskiej kultury. Nie żałuję, Wrocław jest świetnym miastem.

Pytam z dwóch powodów. Po pierwsze sam jestem z Wrocławia, a po drugie zdaje się, że jest z niego taki raper wszedzieZUBER. Przez Twój pseudonim przez chwilę myślałem, że to jakieś Twoje alter ego. Kojarzysz go?
Nawet nie wiedziałem! Bardzo ciekawe, aż sobie zapiszę. (śmiech) Wiem też, że „Zuber” i „Żuber” to dwa nazwiska…

…tak, ale zdaje się, że on też ma na „Ż”, bo wcześniej działał po prostu jako „Żuber”. Jeśli się mylę, to przepraszam, nie chcę nikogo obrazić. (śmiech)
W sumie też zawsze miałem „Żuber”, ale to „Zuber” jest jednak takie… łatwiej to przeczytać, można szerzej wykorzystać.

I nie ma skojarzeń z żubrem.
Tak, tak! Ludzie często mylą i mówią właśnie Bartek Żubr zamiast Żuber, albo idę gdzieś i mówią, że idą z Żubrem, dlatego to samo „Z” jest po to, żeby ciekawiej to ugryźć. A tego rapera sobie obczaję, dobra historia. (śmiech)

LIFE ON THE BLOCK

Polecam. A wracając już do meritum, czyli Twoich prac – szczególnie wpadło mi w oko “Life on the Block”. Prosta kompozycja, kwadraty w kwadracie, ale każde okno, choć współgra z pozostałymi, może stanowić osobną, równie interesującą historię. Można się spodziewać więcej takich rzeczy od Ciebie?
To jest ciekawy temat. Z tego powodu, że studiuję grafikę projektową i warsztatową naraz, czyli projektowa jest powiedzmy na komputerze, a warsztatowa to wszystkie rzeczy na prasach, które robi np. Patrycja Podkościelny, czyli litografie. Ja robię akwafortę na blaszkach. Więc na grafice projektowej robię sobie te portrety, a na warsztatowej skupiłem się na tej formie, którą będę rozwijał dalej, czyli właśnie „Ludzie w bloku”. Zawsze mieszkałem w bloku i mnie to ciekawiło. Ludzie wystawiają głowy i można zobaczyć ich samych z różnej strony albo to, co chcą nam pokazać. Ta praca była zakończeniem serii, którą robiłem cały II rok studiów. Dlatego też miała większy format niż poprzednie. Na moim profilu na IG można zobaczyć kilka innych. Potem zszyłem z tego książkę. Na nich skupiam się tylko na pojedynczych oknach. Chciałem to zakończyć właśnie takim współgraniem i wykorzystałem wcześniej użyte postaci. Zresztą ta praca znajdzie się na wystawie w Detroit.

Jak to trafiło do Detroit?
Na moich studiach jest taka asystentka Sarah Michelle Cook, która zajmuje się grafiką warsztatową. Zebrała parę osób z różnych roczników. Mój wykładowca mnie lubi, więc zostałem polecony i poszedłem na warsztaty – przez cały semestr współpracowaliśmy i każdy zrobił pracę poświęconą narzuconemu tematowi, którym było „Identity and place”. Wszystkie te grafiki lecą do Detroit, a prace studentów z USA lecą do nas. Póki co jest to jednorazowa akcja, ale być może będzie miało kontynuację.

Planujesz lecieć?
Wydaje mi się, że to byłby za duży trud, żeby zobaczyć swoje prace w szkole. Ale może kiedyś – fajnie by było. (śmiech)

Czy praca „Bird and chaos on the block” też jest z tego projektu?
Tak, tak. Myślałem, że to ona będzie podsumowaniem tej serii, ale jednak wybrałem tę drugą. Początkowo chciałem po prostu zakończyć całość inną techniką – ten sam temat, inne podejście.

BIRD AND CHAOS ON THE BLOCK

Gdyby ktoś mi pokazał te dwie prace, bez podawania autora, to bym powiedział, że to są dwie różne osoby. Obie łączy tylko to, że są to prace monochromatyczne, ale obie przedstawiają zupełnie inne patrzenie na rzeczywistość. Czy masz w ogóle potrzebę konkretyzacji stylu? Tego, co mówiłeś na początku, że ktoś wejdzie na Twój profil i od razu skojarzy z określonym typem twórczości.
Chciałbym ciągnąć te dwa style naraz. Ten z ptakiem jest podobny do tego dymu z kominów, o którym mówiłeś. Wydaje mi się, że chciałbym ciągnąć dwa, albo parę stylów naraz.

Kiedy myślę o kimś, kto zajmuje się sztukami wizualnymi, to przychodzi mi do głowy proste pytanie – jakie filmy oglądasz?
Wiesz co, bardziej się skupiam na komiksach. Od dzieciństwa to z nich czerpałem inspirację. Lubię wszystkie motywy superbohaterów i jakichś mroczniejszych światów – jak z DC Comics. Rzeczy od Alana Moore’a jak „V jak Vendetta”. „Watchmen”…

…jak Ci się podobał film Zacka Snydera?
Podobał mi się, ale komiks jest znacznie ciekawszy. Filmy oparte na komiksach są fajne, ale jednak wolę obcować z kreską.

No tak, „Watchmen” komiksowy ma bodaj 11 tomów.
Tak! Czekam, bo teraz ma być serial. Ciekawy jestem, jak podejdą do tego świata.

A z polskich komiksiarzy kogoś kiedyś czytałeś?
Tak – np. Marcina Podolca. Z polskich artystów ogólnie to Patryk Hardziej, Gosia Herba, Michał Loba, Olek Pujszo – świetni artyści. Rysują w swoim stylu, a to potem idzie na koszulki, okładki, plakaty. Chciałbym pójść w tym kierunku.

O właśnie, plakaty. Zwrócił moją uwagę Twój font, którego nazwę zaczerpnąłeś… z gwary lwowskiej. Znasz tylko słowo “kalamacja”, czy więcej? Skąd w ogóle zajawka w tę lingwistyczną stronę?
Może nie mam zajawki, ale zawsze brałem różne słowa z różnych światów. Siedzę w Internecie, znajduję i wplatam w swój język. Stąd wzięła się „kalamacja”, choć nie pamiętam dzisiaj skąd to wziąłem, a używam z pół życia. (śmiech) Stąd właśnie wziąłem nazwę na font, bo patrząc na niego, od razu mi się z tym skojarzyło.

cof

Jak już jesteśmy przy fontach, to wróćmy trochę do tej sztuki „twardej”. Skąd wziął się wspominany na początku własnoręcznie wykonany zeszyt?
Zajęcia z introligatorstwa. Tam zajmuje się takimi rzeczami trochę dodatkowo.

Jak kiedyś zaczną Ci się rozpadać komiksy, to będziesz mógł sobie je skleić.
(śmiech) Tak, tak. Nawet bym o tym nie pomyślał, siedząc sam w domu, że to może być taką pomocą dla mnie i środkiem do pokazywania moich prac.

Jesteś świetną „wizytówką” uczelni, bo wygląda na to, że naprawdę podchodzicie do całości bardzo wszechstronnie.
Tak, szczególnie na początku każą nam robić sporo rzeczy, żebyśmy mogli się określić i znaleźć swój język.

A jak wygląda sprawa z wystawami? Są organizowane przez uczelnię czy masz jakieś zewnętrzne?
Głównie na uczelni, ale miałem też poza… choć, też organizowali to moi prowadzący. To była wystawa fotografii, moja praca tram trafiła. Odbyła się we wrocławskich Imparcie. Potem pojechało to jeszcze do dwóch mniejszych miast. Niedługo będzie wystawa w rodzinnym Koszalinie, ostatnio sami się odezwali. Powinno to być na przełomie sierpnia i września.

Gratuluję! Chyba wycisnąłem już wszystko, więc pozostaje mi życzyć powodzenia na dalszej drodze.

Dzięki bardzo! Na koniec chciałem tylko dodać, że to niesamowite, jak rap inspiruje młodych artystów do tworzenia i… zostania w kraju. Scena rozwija się tak, że masz całą identyfikację wokół muzyki. To nie są tylko kawałki. Zdjęcia, okładka, logo. To jest bardzo inspirujące, napędza do pracy w kraju. Dość ciekawe, jak muzyka inspiruje mnie do tworzenia sztuki „fizycznej”.

Poza muzyką oferuje się pełen pakiet zmysłowy, że tak to ujmę. Może kiedyś się doczekamy zajęć na uniwerkach, na których profesorowie literatury będą wykładać teksty raperów. (śmiech)
Tak. (śmiech)

fot. archiwum Bartosza Żubera

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Gruppo Tredici dissują Młode Wilki! Raperzy odwracają się od draftu Popkillera?

Młode Wilki to inicjatywa, która wielu polskim raperom pozwoliła wypłynąć gdzieś szerzej, choć w pewnym momencie, podobnie jak w przypadku Freshmenów XXLa, szeregi kolejnych edycji zaczęli zapełniać młodzi zawodnicy, którzy na samej akcji nie mieli już nic do ugrania – tak było chociażby w przypadku Bedoesa. Z drugiej strony nie wszystkim udział opłacił się tak, jak mógł – “Młode Wilki to nie był draft, sukces wpadł tylko po kilku z nas” – nawijał uczestnik pierwszej edycji, Gedz, w “Akrofobii“. Czasy się zmieniają i należy zadać sobie pytanie, czy w dobie tak rozwiniętego marketingu internetowego, inicjatywa Popkillera ma jeszcze sens dla samych raperów, bo dla portalu ma bezspornie.

Ale po kolei. Zaczęło się od występu Młode Wilki AllStars na Open’erze. A właściwie zaczęło się od obecności duetu Syny pod sceną, co zaowocowało szyderczym filmikiem i dosadnym porównaniem części przedsięwzięcia do disco polo. Pisałem o tym TUTAJ. W perspektywie ostatnich lat umiem przywołać momenty, kiedy raperzy nawijali, że nie są młodymi wilkami, a <wstaw coś mocniejszego>. Hade aka Kaietanovitch w utworze “Chwast”, mlodyskiny w “dvd” z Schafterem itd., zresztą wpiszcie sobie w google frazę “żaden młody wilk genius”, a wyskoczy mnóstwo linijek w popularnym serwisie z tekstami. W tym kontekście nie dziwi, że Gruppo Tredici też wpisuje się w ten trend, ale pokazuje pewną tendencję, która niejako pokrywa się z wideo-statementem Synów – otóż Młode Wilki być może nie kojarzą się już z czymś wartościowym, a wybór raperów pozostawia wiele do życzenia.

To nie Młode Wilki, to młode cipki

wpadają we wnyki, gdy nawijają swe linijki

Słyszymy w kawałku “Lupo” Gruppo Tredici. Jeśli ktoś chciałby zauważyć, że te “Młode Wilki” to tam przypadkowo, bo cały koncept numeru oparty jest na skojarzeniach z fauną, to… no dajmy spokój, przecież to jest na tyle znana akcja, że pisząc wersy doskonale wie się, do kogo są mimochodem skierowane. Świadczy zresztą o tym szereg nawiązań u wielu raperów, o których pisałem już wyżej.

Sama grupa też ma dobry powód, żeby coś takiego nawinąć – wydając pod skrzydłami Aviego i Louisa Villaina, jasno dają do zrozumienia, że jest to dołączenie do pewnej bardzo określonej i dosyć niezależnej drogi, jaką nakreśla nam ostatnio duet.

Obecnie raperzy w Polsce muszą się sporo natrudzić, by “wymyślić” nie tylko siebie, ale i cały rap na nowo. Jasno określić, że “my jesteśmy tutaj, a wy tam”. Konkurencja jest tak duża, że trzeba dbać o to, gdzie się jest widzianym i z jakiego powodu, a nawijanie pod skrzydłami starszego kolegi z Raszyna, do czegoś zobowiązuje. Zresztą, patrząc na kawałek czysto technicznie, Avi miał nosa do wyboru chłopaków – choć nie jest to nic zaskakującego, to brzmi bardzo dobrze, a przecież nie zawsze musi być nowatorsko w treści, jeśli jest solidnie w każdym innym wymiarze – no i trzeba przyznać, że z flow dzieją się różne miłe rzeczy. Czuję, że jeśli tak dalej pójdzie, to Avi zredefiniuje kontekst wyrażenia “Faszyn from Raszyn”.

fot. kadr z klipu “Gruppo Tredici – Lupo ft. Rizi Beizetti (Official Video)”, youtube.com/Avi

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
A$AP Rocky wrócił do USA, ale wyrok jeszcze nie zapadł

Słuchacze odetchnęli z ulgą, kiedy Donald Trump poinformował, że Flacko wraca do USA. Jednak jest to spowodowane raczej dobrą wolą szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości niż realnym powodem do radości, bo wyrok w sprawie rapera jeszcze nie zapadł. W tym momencie nie możemy być niczego pewni, choć dzieje się mniej więcej to, co przewidywałem jakiś czas temu – po rozpatrzeniu wszystkich “za” i “przeciw” prokuratura dała za wygraną, a Rocky w podzięce nie wytoczy procesu o odszkodowanie.

Nie zmienia to faktu, że wyrok poznamy 14. sierpnia. Prawdopodobnie będzie uniewinniający, bo jak podaje TMZ, Rocky nie będzie musiał wracać do Szwecji na rozprawę – orzeczenie zostanie wydane w formie papierowej. Deklaracja braku dochodzenia odszkodowania też na to wskazuje. Podziękowania dla sądu również:

Jakiś czas temu przewidywałem również, że Trump wykorzysta sytuację, by zyskać w oczach prasy i ewentualnych wyborców. Okazuje się jednak, że mógł się na tym mocno przejechać, bo pod jego tweetem o powrocie Flacko do domu, rozgorzała dyskusja, piętnująca podejście prezydenta Stanów Zjednoczonych do sprawy, jako niegodne i powodowane wyłącznie chęcią zysku:

Trump faktycznie robi wszystko, żeby sprawiać wrażenie, jakoby uwolnienie Rocky’ego było jego zasługą, ale jest to przede wszystkim zasługa materiałów dowodowych i zeznań obu stron. Niemniej werdykt poznamy dopiero 14. sierpnia i choć Rocky może nie zostać osadzony, to być może będzie musiał zapłacić poszkodowanemu odszkodowanie, o które się ubiegał.

Całą historię A$AP Rocky’ego opisywaliśmy na bieżąco:

  1. Areszt. Zakaz wizyt i telefonów. Widmo sześciu lat odsiadki i wrogi prokurator. Sytuacja A$AP Rocky’ego w pigułce
  2. Donald Trump zawalczy o uwolnienie A$AP Rocky’ego? Kim Kardashian i Kanye West prowadzą negocjacje!
  3. Przedłużono areszt A$AP Rocky’ego. Szwedzka prokuratura leci w kulki?
  4. A$AP Rocky oskarżony! Zarzut o napaść, areszt do rozprawy
  5. “Myślałem, że mnie zabiją” – poszkodowany o A$AP Rockym. Na sali sądowej doradca Trumpa

fot. kadr z klipu “A$AP Rocky – Fukk Sleep (Official Video) ft. FKA twigs”, youtube.com/ASAPROCKYUPTOWN

Zostaw komentarz