Felieton,Hip Hop

Producent wykonawczy – dar czy klątwa?

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Producent wykonawczy – dar czy klątwa?

Wygodnie jest zrzucać odpowiedzialność za swoje ruchy na inne osoby. W ogóle wygodnie, kiedy robimy tylko to, co robić musimy, a całą resztę cedujemy na współpracowników. Jak wygląda to w przypadku rapera i jego – jak to kiedyś pięknie przetłumaczył Stasiak – producenta egzekutywnego?

Jeśli potraktujemy rapera jako samoobsługowy instrument, to, teoretycznie, możemy nim dyrygować jak np. trębaczem. Mając świadomość jego możliwości i potencjału, możemy tak kierować jego rozwojem, że osiągnie stopień, którego sam mógł sobie nie wyobrażać. Dlaczego? Bo z zewnątrz jesteśmy w stanie ocenić efekt jego pracy w sposób dla niego nieosiągalny. W końcu on pisał tekst, on wymyślał flow, on to potem wszystko wypluł do mikrofonu. Dla niego dany kawałek jest ważny, bo włożył w niego masę pracy. A dla nas? Dla nas może być totalnym gniotem, bo nic w nim nie działa.

Liczy się produkt…

Executive producer odpowiada za to, co dostajemy na samym końcu długiej, twórczej drogi. Jakie jest brzmienie płyty? Jaki jest jej klimat? Czy wizerunek wykonawcy spina się z treścią na niej zawartą? Można powiedzieć, że taki egzekutywny dba o wewnętrzną i zewnętrzną spójność rapera. Niby wszystko świetnie, bo to taki anioł stróż, ale czasami ten anioł ma zbyt dobre chęci i sprowadza wykonawcę do piekła. Tak było chociażby przy objęciu przez Eminema tej funkcji na debiutach Yelawolfa i Slaughterhouse. W obu przypadkach znacznie złagodził pierwotne brzmienie. Po latach tłumaczył się ze swoich decyzji w przypadku “Welcome to our house” Slaughterhouse. – Chciałem dodać trochę od siebie, zmiksować to, pozwolić produkcji wybrzmieć. W efekcie mówiono, że wszystko jest wygładzone – mówił Swayowi. – Co, jeśli przez to album się nie sprzedał? Nie chcę za to odpowiadać – przyznał, zaznaczając, że już nie będzie się wtrącał w produkcje swoich podopiecznych. Z wypowiedzi członków supergrupy można wnioskować, że Eminem ingerował w całość jednak mocniej. W końcu na intro do płyty nie ma jednego z raperów! Usunięto zwrotkę Buddena – zamiast niego pojawia się… Eminem.

To dosyć drastyczny przypadek, więc spójrzmy na tych egzekutywnych, którym poszło dobrze. Koronnym przykładem jest Sean Combs. Niech będzie z imienia i nazwiska, bo codziennie ma inną ksywę – Puff Daddy, P. Diddy, Puffy, Diddy, PD, Sean John, Love – masakra. Jak na współautora sukcesu Notoriousa BIG, strasznie niezdecydowany koleś. Trzeba jednak przyznać, że wizję ma, bo przez lata z sukcesem wymyślał samego siebie.

Pamiętacie numer “Tell me”? W 2006 roku prawie nie schodził z rotacji, a jeśli wakacje spędzaliście nad morzem, to pewnie do dzisiaj znacie go na pamięć. Otóż, po śmierci Biggiego, kiedy Diddy poszedł na swoje, można było się pukać w głowę. Jak to? Producent wykonawczy będzie teraz solowym wykonawcą? Jak? Otóż, Sean miał wizję, a rzeczy, których nie potrafił sam – zlecał innym. Bit? Oczywiście, że ówczesny nadworny dostawca killerów – Just Blaze. Co z rapem? Tą kwestią zajął się Royce Da 5’9, który napisał numer.

…produkt doskonały

Producent wykonawczy to w rzeczywistości osoba z dużym zmysłem biznesowym i z wielkim wyczuciem branży. Musi doskonale wiedzieć, co jest w jej zasięgu i jak to wykorzystać, by osiągnąć sukces. Ważne jednak, by nie szarżował, bo przede wszystkim ma uszanować samodzielność wykonawcy, którego bierze pod skrzydła. W wywiadzie, który przeprowadziłem z Winim (TUTAJ i TUTAJ), właściciel StoProcent tłumaczy, w jakim stopniu ingerował w kreowanie Soboty. Jak wyszło, wszyscy wiemy. SOB jest jednym z czołowych polskich raperów. W pewnym sensie przypomina to wkład Doktora Dre w kariery Eminema i Kendricka Lamara. Dobór bitów, zrozumienie umiejętności rapera i osadzenie ich w najbardziej korzystnym środowisku. Idealnie obrazuje to poniższy filmik:

O roli Rafała Grobla, jako producenta wykonawczego albumu “Wojtek Sokół” mówił popkillerowi sam Sokół. Określił go jako osobę, która ma szerokie horyzonty, wachlarz kontaktów i zmysł do poruszania się w branży. “Oddając” się w ręce takiej osoby, Sokół mógł całkowicie skupić się na części twórczej. Ledwie wczoraj dowiedzieliśmy się, że J. Cole będzie egzekutywnym nowej płyty Young Thuga. Patrząc na jego opinie o koledze po piórze, możemy spodziewać się dobrego przewodnictwa.

Szara eminencja

W polskim rapie executive producer to dalej dosyć niebywała sprawa. Tę rolę pełnił chociażby Mes przy swoim projekcie z Lepszymi Żbikami. Dobrał bity, pokierował tematami, obsadził numery raperami. Takimi producentami wykonawczymi są też właściwie wszyscy ci, którzy wydają płyty producenckie. To ich zmysł doboru sprawia, że goście są dobrze dobrani albo… fatalnie. Duet Whitehouse podjął się wyzwania pięciokrotnie na Kodexach i momentami słuchacze mieli pewne wątpliwości. Momentami piali też z zachwytu, co zaznaczyłem przy okazji chemii, jaka zadziałała we wspólnym numerze Fokusa i Gurala na trzecim Kodexie.

Za oceanem executive producer to taka osoba z gustem, na którą można się zdać i raczej nie powinno się wypaść źle. Na przykład Lil Kim podpisywała jako egzekutywa swoich płyt Notoriousa BIG… już po jego śmierci. Cóż, chodziło o to, że czuwał duchem. Jest to w jakiś sposób zrozumiałe, choć wciąż nieco upiorne.

Wydaje mi się, że rola tych szarych eminencji będzie rosła. Branża z roku na rok coraz bardziej się profesjonalizuje i w grę wchodzą coraz większe stawki. Wytwórniom zależy na dopieszczonych wizerunkowo i treściowo wykonawcach. Chcą mieć koła zamachowe do drukarek pieniędzy. Asfalt Records bardzo solidnie przykłada się do swoich podopiecznych. Na początku swojej drogi Quebonafide też nie działał przypadkowo, a za jego stylizacje odpowiadała ówczesna partnerka. Starzy, a przede wszystkim młodzi, raperzy zaczynają zauważać, że dobrze mieć kogoś, kto podejmie ostateczną decyzję albo chociaż w jej podjęciu pomoże. Kogoś, kto wyczuje czy to jeszcze nielot czy już odlot.

fot. kadr z wideo “Eminem x Sway – The Kamikaze Interview (Part 2)”, youtube.com/EminemMusic

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Ostatnie życzenie skazańca: 7 najdziwniejszych posiłków

Kara śmierci jest już coraz rzadziej stosowana na świecie. Większość krajów (zwłaszcza zachodniej cywilizacji) odchodzi od tego sposobu wymierzania sprawiedliwości, jednak w niektórych miejscach – szczególnie w krajach dyktatorskich, a także i w niektórych stanach w USA – ten rodzaj odwetu za przestępstwa jest nadal stosowany. I to właśnie w Ameryce narodziła się tradycja, która później przerodziła się w prawo. Skazany na śmierć, przed egzekucją, może zarządzać dowolnego ostatniego posiłku i musi go dostać. Większość zamawia po prostu swoje ulubione danie, ale zdarzają się wyjątki, których żądania są dość… niecodzienne. Przyjrzyjmy się zatem siedmiu najciekawszym zamówieniom.

7. Ledell Lee

fot. pixabay

Jeden z “najświeższych” skazańców na naszej liście. Jego egzekucja została wykonana w 2017 roku, mimo że Lee został skazany już 20 lat wcześniej. W 1997 roku zasądzono mu karę śmierci za zabicie sąsiadki, Debry Reese, którego to czynu dopuścił się z kolei w roku 1993. Jego ostatnim kulinarnym życzeniem była… sama eucharystia. Skąd taki pomysł? To efekt nawrócenia, które nastąpiło u Lee w więzieniu, w ciągu lat spędzonych na oczekiwaniu na egzekucję. Więzień stwierdził, że chce odejść z tego świata, mając w sobie jedynie ciało swojego Boga.

6. Velma Barfield

Kolejne miejsce na naszej liście zajmuje seryjna morderczyni, Velma Barfield. Była sądzona za zabicie swojego chłopaka, Dolliego Edwardsa w 1978 roku, jednak w trakcie procesu przyznała się do… jeszcze sześciu innych morderstw, których dokonała w latach 1969-1977. Sześć z siedmiu swoich ofiar otruła. Jej ostatnie życzenie było wyjątkowo proste – co, biorąc pod uwagę, że więźniowie mogą zażyczyć sobie dowolnego posiłku – mogło zaskakiwać. Velma zarządała miski Cheez Doodles, czyli popularnych w Ameryce chrupek oraz puszki Coca-Coli.

5. Gary Carl Simons

fot. pixabay

Tu bohaterem jest Gary Carl Simmons oraz jego wielki apetyt. Mężczyzna został skazany na śmierć za morderstwo swojego dłużnika – Jefferiego Wolfe oraz za gwałt na jego dziewczynie, którego dopuścił się w 1996 roku. Simmons, w przeciwieństwie do swoich poprzedników z pozycji 6 i 7, naprawdę zaszalał. Zamówił: średnią pizzę super supreme z Pizza Hut z dodatkową papryką, cebulą, jalapeno i pepperoni, pizzę z potrójną porcją sera, oliwkami, cebulą i kiełbasą, 10 puszek parmezanu, 10 butelek sosu czosnkowego, duże Doritos, jedną puszkę sosu serowego, jedną puszkę papryczek jalapeno, dwa duże truskawkowe shake, 2 butelki Coca-Coli, duże frytki z McDonald’s oraz dwie porcje lodów truskawkowych. Co więcej, podobno udało mu się zjeść prawie wszystko!

4. Ricky Ray Rector

fot. pixabay

Ricky’ego Ray Rectora skazano za morderstwo, którego dopuścił się w 1981 roku na przypadkowym mężczyźnie spotkanym w barze i na policjancie, który próbował wynegocjować poddanie się zabójcy. Po zbrodni Rector próbował popełnić samobójstwo, jednak próba była nieskuteczna. Dlaczego znalazł się w naszym zestawieniu? Naszą uwagę zwróciła nie tyle sama kompozycja zamówienia, ale to, co Ricky z nim zrobił. Na ostatnią wieczerzę zarządał steku, smażonego kurczaka w panierce, wiśniowego Kool-Aid oraz kawałka ciasta dyniowego. Natomiast gdy funkcjonariusze przybyli, aby zabrać skazanego na egzekucję, okazało się, że ciasto pozostało nietknięte. Zapytany, dlaczego je zostawił, odpowiedział, że teraz nie ma ochoty i że zje później. Gdzie jest haczyk? Późniejsze analizy badań psychologicznych wykazały, że Ray Rector nie był świadomy popełnionego czynu oraz tego, że został skazany na śmierć.

3. Adolf Eichman 

No to wchodzimy na podium. Na jego najniższym szczeblu znalazł się były niemiecki funkcjonariusz nazistowski, główny koordynator i wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, czyli Adolf Eichman. Jego ostatnie życzenie, mimo że dość nietypowe, wydaje się jednak dość racjonalne. Otóż, skazany na ostatni posiłek poprosił jedynie o… butelkę wina, ponieważ nie chciał przechodzić przez egzekucję na trzeźwo.

2. Victor Feguer

fot. pixabay

Na drugim miejscu znalazł się Victor Feguer – ostatni skazany na karę śmierci w historii stanu Iowa. Zabił lekarza, Edwarda Bartelsa, żeby ukraść mu leki. Jedyne, czego Feguer zarządał, to… oliwka z pestką. Jak się później okazało, skazany chciał zjeść ją razem z pestką, aby po śmierci z jego ciała wyrosło drzewko oliwne… jako znak pokoju. Niestety jednak z pięknego planu nic nie wyszło. Po wykonaniu egzekucji funkcjonariusze znaleźli pestkę w kieszeni płaszcza skazanego. Nie wiadomo czy o niej zapomniał, czy jednak miał na nią inny pomysł.

1. James Edward Smith

fot. flickr

I wreszcie numer jeden – James Edward Smith – skazany za napad na biuro dyrektora ubezpieczeniowego, Larriego D. Rohusa i za zabicie mężczyzny w 1983 roku. Już podczas rozprawy wątpliwość wzbudzało zdrowie psychiczne oskarżonego. Obawy te potwierdza jego ostatnie życzenie kulinarne. Smith na ostatni posiłek poprosił o… garść ziemi. Wytłumaczył, że potrzebował jej do rytuału voodoo, w którym naznaczył swoją duszę, aby ta mogła spokojnie powędrować w zaświaty i nie musiała się tułać po świecie na wieki. No cóż, można i tak.

A Wy? Czego byście sobie zażyczyli? Jakieś pomysły?

fot. pixabay


Zostaw komentarz

News,Streetwear
Nike SB x Air Jordan: premiery nadchodzącego tygodnia

Rozkład jazdy na pierwszy tydzień kwietnia gotowy. I zdecydowanie będzie to tydzień dominacji Nike. Zapraszamy do lektury!

Nike Air Vapormax Flyknit 3.0 “Moon Landing” & “Laser Fuchsia”

Zaczynamy w ciepłym klimacie. Vapory chwaliliśmy już w naszym rankingu butów na cieplejsze dni wiosny, więc przechodzimy od razu do technicznych szczegółów. Dostajemy dwie nowe kolorystyki trzeciej wersji Vapormax Flyknit, która zadebiutowała w tym roku (obok Vapormax 2019). Pierwsza z nich, “Moon Landing” (jak sama nazwa wskazuje), inspirowana jest motywem księżyca. W skrócie – pomarańczowy Air i detale, księżycowy nadruk na swooshu i zapiętku oraz szary, przewiewny upper. Premiera 1 kwietnia, w cenie 190 dolarów.

Druga kolorystyka – “Laser Fuchsia” – to kolejne odwołanie do kosmicznych tematów. Metaliczna czerń, fuksja i róż – that’s all. Premiera tego samego dnia, w tej samej cenie. Oczywiście – na oficjalnej stronie Nike.

Nike Air Max 95 “Summit White”

95-tki zdążyły już lekko wypaść z obiegu. Ale to nic, bo ich najnowsza wersja to zdecydowanie ogień. Biały upper wykonany w całości z meszu, skóry i neoprenu, wsparty gumową podeszwą i – klasycznie – widoczną poduszką Air, to miła odmiana od wypuszczanych ostatnio multi-kolorowych wersji. Premiera znów 1 kwietnia, w cenie 170 dolarów.

Nike Air Max 2 Light x atmos & “White/Purple/Pink”

Ten model doczekał się już porządnego artykułu na naszych łamach. Teraz nadszedł moment na premierę dwóch nowych wydań, które były wtedy jeszcze na etapie “coming soon”.

Pierwsze (i najciekawsze) to kolabo z japońskim butikiem Atmos (przedstawiać chyba nie musimy?). Chaotyczny, zdobiony logotypami wzór i sporo zabawy kolorami. Zdecydowanie jest dobrze. Premiera 5 kwietnia na oficjalnej stronie i w stacjonarkach Atmosa oraz na apce Nike SNKRS. Retail? 160 dolarów. Będzie dropione (czytaj: wleci kolejna “L-ka”).

Druga para to powrót do wydania “OG”, które trafiło na rynek w 1995 roku. Comeback po 15 latach powinien cieszyć, choć biorąc pod uwagę skromny marketing Nike, jeśli o ten model chodzi, to będą sobie spokojnie wisiały na stronie. Te także trafią do sprzedaży 5 kwietnia, w cenie 589 zł.

Bodega x New Balance 997S

Krótka przerwa od swooshy – na jedną z najciekawszych kolaboracji w tym roku, która w Polsce przejdzie (zapewne) bez echa, a szkoda. Drużyna New Balance’a połączyła siły z amerykańskim sneakershopem, Bodega. Model? 997S. Efekty? – Widoczne na zdjęciach. Przyjemna, dość masywna konstrukcja, cholewka wykonana z wysokogatunkowego zamszu i meszu, żelowy motyw “N” na boku i gumowe detale. Do kupienia w stacjonarkach (LA i Bostonie) 6 kwietnia, za 160 dolarów.

Nike SB x Air Jordan 1 Low

Na koniec kolabo skateboardingowego Nike SB i Air Jordan. Cztery kolorystyki – “Pine Green”, “Taxi”, kultowe “Black Toe” i “Gum/Hyper Pink”, wykonane dla odmiany z zamaszu. Jedynki i niska cholewka to niespecjalnie lubiane połączenie, ale “Black Toe” sami chętnie zobaczylibyśmy w swoich rotacjach. Premiera 1 kwietnia, w cenie 110 dolarów.

A tak w ogóle, to wysokie Jordany też doczekają się deskorolkowego wydania. Ale o tym w naszej rozpisce premier AJ1 na pierwszą połowę roku.

Wszystko na dziś. W wolnej chwili rzućcie okiem na nasz ranking najdroższych case’ów na iPhone’a od domów mody (w formacie infografiki!). No i koniecznie na artykuł o Air Max Day od naszego redaktora, Damiana – jest co czytać!

fot. Nike/New Balance

Zostaw komentarz