Hip Hop,News

Singiel Kanyego Westa będący częścią jego kampanii już jest! „Chcą mnie ignorować, przepisać historię”

Klementyna Szczuka -
Hip Hop,News - - Dodane przez Klementyna Szczuka

Singiel Kanyego Westa będący częścią jego kampanii już jest! „Chcą mnie ignorować, przepisać historię”

Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych trwa i choć Kanye West na wygraną szans nie ma, wciąż się nie poddaje. Kilka dni temu artysta wypuścił spot prezydencki oraz powrócił na Instagrama, gdzie 14 października podobnie jak na Twitterze, udostępnił wraz z viarlowym wideo teaser nowego kawałka.

„Nah Nah Nah” odsłuchać można już w całości na streamingach. A warto, bo numer nie tylko celebruje wyniki jest motywem kampanii Ye, ale także komentarzem do kwestii poruszanych ostatnio mediach. „You are talkin’ to a presidental candidate” – zaczyna, a później nawiązuje do jednej ze scen z „Gwiezdnych Wojen”, dyskusji na temat nierówności w branży muzycznej i zakłamanych mediów. Podkreśla przy tym, jakie znaczenie dla kultury ma Black Community:

„All the stars came from us/All the styles came from us/All the talent came from us/All the shoes came from us/But the news ain’t on us”

Kawałek został wyprodukowany przez samego Westa i Dem Jointza oraz jest kolejnym singlem po również politycznym „Wash Us in the Blood” wydanym w lipcu w atmosferze zamieszek. W między czasie Ye publikował jedynie od czasu do czasu teasery, jak ten z samplem „Doo Woop (That Thing)” Lauryn Hill czy „Dondę” zadedykowaną jego matce w dniu jej urodzin. O mającej mieć premierę w tym roku płycie niestety niczego nie słychać.

fot. kadr z „Kanye West releases presidential campaign ad, invokes God, prayer, family”, YouTube.com/The Hill

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
P. Diddy zakłada partię dla Afroamerykanów. To kolejne ważne wydarzenie w historii Black Community
Diddy talks Joe Biden, Donald Trump and the launch of a Black Political Party

Obecnie w Stanach Zjednoczonych trwają wybory prezydenckie, w które usilnie próbował wmieszać się Kanye West. Raper narobił jednak dużo więcej zamieszania niż pożytku, spóźnił się ze zgłoszeniem, a w kilku stanach jego kandydaturę unieważniono z powodu niepoprawnych podpisów. Jak widać, artysta dał jednak bodziec do działania swoim kolegom po fachu, bo w politykę zamierza się teraz zaangażować P. Diddy.

Puff nie zamierza startować w wyborach prezydenckich, a przynajmniej nie tych. Ale kto wie, co wymyśli za cztery lata, tym bardziej, że do tego czasu jego projekt może być już prężnie działającą organizacją. Zakłada on bowiem partię polityczną. Co ciekawe, w kraju, który jest podzielony w zasadzie na dwa obozy, Demokratów i Republikanów, ruch Diddy’ego chętnie przyjmie zarówno jednych, jak i drugich. Warunek jest za to jeden: trzeba być Afroamerykaninem. Partia nazywać się będzie Our Black Party i w założeniu ma być złożona jedynie z czarnoskórych aktywistów. Jej działanie będzie skupiało się przede wszystkim na doprowadzeniu do całkowitej równości rasowej, by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji, jak te, które są konsekwencją śmierci George’a Floyda. Więcej informacji znajdziecie na jej oficjalnej stronie.

W kolejnych wpisach na Twitterze Diddy określił też pierwsze cele partii. Jak sam pisze, priorytetem jest pozbawienie Donalda Trumpa prezydentury, gdyż według artysty obecny szef państwa działa tak, by podzielić społeczeństwo, a nie je łączyć. Raper użył nawet dużo mocniejszych słów, twierdząc, że USA jest o krok od wojny rasowej…

fot. kadr z wideo „Diddy talks Joe Biden, Donald Trump and the launch of a Black Political Party”, YouTube.com/REVOLT TV

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
3 nieoczywiste popowo-rapowe kolaboracje, które z pewnością odniosłyby sukces
Kukon x Magiera - Manekin (Official Video)

Kiedyś współprace między popowymi artystami a MCs były rzadkością, ale od kiedy rap stał się muzyką totalnie mainstreamową, jest ich coraz więcej. Zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. DaBaby na przykład właśnie zdradził na Twitterze fanom, że ma nagranych przynajmniej pięć piosenek z Justinem Bieberem. Śmiało mogłyby być one przecież epką…

Te dwie ewidentnie wielkie gwiazdy Stanów Zjednoczonych to połączenie nieoczywiste. Wydaje się, że ci artyści do siebie nie pasują, ale ich współpraca mogłaby jednak uwypuklić mocne strony obydwu, przyćmiewając te słabsze, w efekcie czego otrzymalibyśmy naprawdę solidny projekt. A jakie tego typu kolaboracje mogłyby odnieść sukces w Polsce? Myślę, że na przykład te.

Tymek x Sanah

Sanah jest w zasadzie jedyną artystką spoza rapu, której piosenki osiągają liczbę wyświetleń porównywalną do kawałków hip-hopowych. Potencjał jest więc gigantyczny, ale żeby go wykorzystać, trzeba byłoby dobrać do niej kogoś, dla kogo nabicie kilkunastu baniek pod piosenką nie jest żadnym problemem, bo sam dobrze wie, jak robić hity. Jednocześnie wypadałoby, żeby był to ktoś, kto nie jest przesadnie szorstki i od czasu do czasu umie zaśpiewać. Tymek pasuje do tej charakterystyki idealnie. Gdyby ta dwójka miała wydać album, moglibyśmy być pewni, że znajdą się na nim zarówno ckliwe, ale hitowe kawałki, jak i typowe, taneczne szlagiery, które grane w rozgłośniach byłyby przez kilka lat.

Kukon x Mery Spolsky

Piosenki Kukona cechują dwie rzeczy: wysublimowane chamstwo w tekstach i, o ile oczywiście nie mamy do czynienia z „Ogrodami”, elektroniczne, niemalże rave’owe bity. Dobranie popularnej artystki, która w tych klimatach by się odnalazła było jednak dosyć proste, ponieważ mamy na scenie panią, która charakteryzuje się tym samym, choć oczywiście w mniejszym stopniu, bo jej liryka aż tak ordynarna nie jest. Mimo to Mery Spolsky potrafi odnaleźć się na mocnym, szybkim, elektronicznym podkładzie, a jej piosenki są wzbogacone o dwuznaczne wersy, jak na przykład ten: „Za to, że mówisz, że zatruty, i dlatego nie zjesz zupy, dałam jemu… swój numer”. Kto wie, może z Kukonem jej teksty nie puszczałyby nam już oczka niczym popularna, weselna przyśpiewka o gondoli, a waliły prosto w twarz?

Zetha x Kamil Bednarek

Pisałem już kiedyś o tym, że flow, którym dysponuje Zetha, jest najciekawszym w Polsce. Żabson określa je mianem „ragga flow” i ma w tym sporo racji, bo melodie młodego członka chillwagonu faktycznie zakrawają o przystępną, nieco popową wersję reggae. A kto z jednego z tych gatunków na przestrzeni swojej kariery powoli przeszedł w drugi? No właśnie. Kamil Bednarek bez problemu powinien z Zethą odnaleźć wspólny, muzyczny i co najważniejsze melodyjny język, który pomógłby stworzyć wiele hitów. Te jednocześnie wpadałyby w ucho i przy tym zaskakiwały sposobem nawinięcia lub zaśpiewania każdego kolejnego wersu.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz