Felieton,Hip Hop

Tau odmówił featu przez egzorcystę. I co z tego?

Kajetan Szewczyk -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

Tau odmówił featu przez egzorcystę. I co z tego?

Wielki kubeł szlamu wylał się na rapera rodem z Kielc, kiedy ujawnił, że mógł nagrać z Quebonafide, ale odmówił po konsultacji z egzorcystą. Słuchacze, apeluję, opanujcie się!

Przyznaję, że i dla mnie przemiana Medium w Tau była jednym z dziwniejszych wydarzeń w historii całego polskiego rapu. “Świadectwo”, które raper wstawił na YouTube i które swego czasu uważnie przesłuchałem, wzbudziło we mnie tak mieszane uczucia, że odbiłem kompletnie od twórczości tego jegomościa.

Polecam do obiadu

Potem wróciłem, bo jednak mam w sobie silny imperatyw nakazujący sprawdzać, co tam się na naszej rodzimej scenie dzieje. Jest tak silny, że przesłuchuję nawet takie wycieczki jak “Kameleon 2” Olsena i Fu. Tak silny, że mimo wszystko wróciłem i posłuchałem sobie co Medium Tau ma do zaoferowania. A jako raper (i producent!) wciąż ma bardzo dużo, bo jego projekty to często jakościowe perełki. Treściowo to nie mój lot, nigdy nie dałem się porwać w nurt chrześcijańskiego rapu (ani żadnego religijnocentrycznego).

Do czego jednak zmierzam – oczywiście, radykalne uwikłanie swoich poglądów w sztukę nigdy tej sztuce dobrze nie zrobi. Nie zmienia to jednak faktu, że Tau rap robił, robi, i zapewne będzie robić, na poziomie. Kwestia doboru featów to już zupełnie inna para kaloszy – trochę pisałem o tym TUTAJ. Co tak naprawdę zmieniłby wspólny kawałek Quebonafide i Tau? Hmm, pomyślmy. Trochę przemalowałby obraz komentarzy. Z “co za dzban, powołał się na egzorcystę, hehe, debil” na “Quebo, nagrałeś z tym nawiedzonym typem?!”. Nawet nie mówcie, że byłoby inaczej. Polskie piekiełko dawno odseparowało Tau od grupy “tych spoko raperów”.

Czy fakt, że Tau słucha porad egzorcysty jest godny napiętnowania? Cholera, po co ja w ogóle muszę stawiać to pytanie? Przyznaję – to jest bardzo radykalne podejście do swojego życia, wiary, podejmowanych decyzji itd., ale na Boga (sic!), nikogo nie krzywdzi. Więc dajcie człowiekowi spokój.

Krucjata

Coś dziwnego stało się z kompasem moralnym słuchaczy polskiego rapu. Jeszcze kilka lat temu tysiące jarały się wizją odzyskania Lwowa, którą szerzył przed nami KęKę. Zresztą radomianin to w ogóle latał wysoko.

Czy dzisiaj zdobyłby się na tak twarde statementy polityczne? Śmiem wątpić. Niby w Internecie nic nie ginie, ale posty z facebooka można kasować. Szukałem, szukałem i nie znalazłem, ale – możecie wierzyć mi na słowo – Kę kilka lat temu obawiał się o Gurala, który użył w kawałku “Trochę Czasu” zwrotu “szalom”. Poznaniak w ogóle grubo obrywał od słuchaczy za swoje poparcie dla przyjmowania imigrantów. Powiedzmy wprost – KęKę miał podejście mocno narodowe. Mało przykładów? Dobra, to może taki koronny:

Gadka o rapie, ten Mudżin niby Brooklyn
Nawija mi, że widział, jak Notorious kręcił “Juicy”
Ja luks napruty, w stylu ‘nie wierzę’
Z dobrego materiału, to ty widziałeś bawełnę

Tak nawijał Kę gościnnie u Kubiego, w kawałku “Mądry Polak po szkodzie głupi po gołdzie“. Zresztą polecam całość, bo tam właściwie wychodzi ksenofobia od lewej od prawej do prawej.

Pod kawałkiem same propsy i śmiechy. Taki radykalizm słuchaczy nie boli. Ten katolicki, już tak. No dobra, to co powiecie na to, że KęKi także miał problem natury religijnej – konkretniej – z odwróconym krzyżem na koszulce Wac Toji w klipie do “Wilczego Sezonu“?

Dojrzałość

Selektywny dobór tego, co nas w idolu cieszy, a o czym wolelibyśmy nie wiedzieć, prowadzi do kompletnego wykoślawienia postrzegania raperów, których stawiamy na świeczniku. Sam jestem fanem Kę od czasów “Woogie Boogie” i tak – nie ze wszystkim się zgadzam, ale gość nie robi nikomu krzywdy. Od tamtego czasu zresztą sporo się zmieniło i Siara statuśkował się nam nieco. Analogicznie – uważam, że radzenie się egzorcysty w sprawie featu to dosyć duże ekstremum, ale co mi do tego? Ludzie, dajcie żyć – raperzy wykręcają na Waszych oczach większe bzdury, za które na zawsze powinni wylecieć ze środowiska i wówczas jesteście niewidomi. Ktoś jeszcze pamięta, że Bas Tajpan w kawałku “Chwasty” nawoływał do palenia homoseksualistów? Jak to ocenicie? “Lol, spoko” czy “obrzydliwe, iks de”?

fot. kadr z wideo “Raport z Wojny o Duszę – Tau w głównym wydaniu Wiadomości TVP1”, youtube.com/Bozon Records

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Polskie beefy to ustawki? Liczy się hajs

W wywiadzie dla portalu CGM, Donatan wspomniał o propozycjach, które dostawał kilka lat temu. Spokojnie, spokojnie! Nie o tych, o których teraz pomyśleliście. Chodziło o ofertę dołączenia tzw. “ustawionego beefu”.  Konfliktu, który będzie sztucznie wykreowany wyłącznie na potrzeby zyskania większej popularności i co za tym idzie – zarobienia większych pieniędzy. Ile w tym prawdy, a ile medialnej gry?

Gdy po raz pierwszy usłyszałem słowa Donatana, przyjąłem je z dużą dozą podejrzliwości – przecież producent Cleo od kilku lat działa poza środowiskiem hiphopowym. W tym czasie kilku raperów zaczepiało go na przeróżne sposoby, ale zwykle głównie krytykując jego nachalną promocję “słowiańskiego stylu bycia” i pójście w totalną komercję. Dodajmy jeszcze mocny egocentryzm twórcy “Równonocy” i jego specyficzne poczucie humoru. To wszystko złożyło się na tezę, którą postawiłem początkowo że Donatan wypowiedział swoje tezy jedynie po to, by wywołać medialny szum. Jednak, gdy przypomniałem sobie ostatnie konflikty pomiędzy polskimi raperami, coraz bardziej zacząłem skłaniać się ku temu, żeby potraktować słowa kolegi Maryli Rodowicz poważnie. Przekonajmy się więc wspólnie jak jest, przyglądając się ostatnim beefom na polskiej scenie. Trzy punkty za i trzy punkty przeciw.

ZA – Dissy głównie w internecie

W ciągu ostatniego roku ilość beefów pomiędzy popularnymi raperami nagle zdecydowanie wzrosła. Sam konflikt na linii SB Maffija – reszta świata, miał ponad 30 wypuszczonych dissów. Ok, Beef SBM vs.Dixon 37 miał jakieś sensowne podłoże na gruncie pozamuzycznym. Jednak znaczna część pozostałych wojenek wybucha często z błahych powodów, co potem również słyszymy (niestety) na poszczególnych trackach. Kto za rok/dwa będzie pamiętał o beefie Szpaku – Bezczel? Sorry, kto teraz jeszcze w ogóle o nim pamięta? Jeśli są jednak tacy słuchacze, to niech bez ponownego przesłuchania odpowiedzą, o co chodziło w tej walce?

Coraz częściej beefy trwają góra tydzień. W tym czasie jedna i druga strona wypuszcza po 2-3 kawałki. Oczywiście, można uznać to za super skill naszych raperów: po kilku godzinach są wstanie już odpowiedzieć na diss oponenta. Taaak, skil… Do tych wszystkich zakończonych (chyba?) już konfliktów dodajmy jeszcze “beef” Tedego i Weny, który przecież ciągnie się już z rok i na razie wciąż więcej było wpisów na portalach niż wersów na trackach.

ZA – Stare steki, niekrwiste

Przypomnijmy sobie beef VNMa z Jimsonem, czy Tedego z Płomień 81, w nich aż roiło się od zakulisowych smaczków. A dziś? Najczęściej padają puste wyzwiska i przekręcanie ksywek jak u dzieci z podstawówek. Ewentualnie rapowane są wersy, które w tym środowisku raczej nikogo nie przekreślą wśród słuchaczy jak: “Pamiętam jak się nawaliłeś i przede mną spie*doliłeś”, “Ty ćpunie nie pal/nie wciągaj tyle”. Wszystko jest tak podane, że niby się dissujemy, czuć ten posmak wołowiny, ale robimy to tak, aby sobie zbytnio nie zaszkodzić. Halo Pogotowie?! To mięso jest już mocno nieświeże.

ZA – Hajs się zgadza

Nie ukrywajmy i – jak mawiał kiedyś Tede – “nie palmy Jana”. W okresie ostatnich dwóch/trzech lat w polskim rapie, pieniądze do wyjęcia są coraz lepsze, ale i konkurencja jest też coraz większa. Dla gości, którzy kilka lat temu świecili triumfy, a dziś poprzepadali, taki beef z (najlepiej) młodym wilkiem na scenie jest świetną okazją do przypomnienia o sobie i zgarnięcia części jego słuchaczy.

PRZECIW – “A polski raper, proszę pana… To jest pustka… Pustka proszę, pana… Nic! Absolutnie nic”

Scena się rozwija (tyle razy już dziś to pisałem, że zaraz sam w to uwierzę), ale nie wszyscy jej członkowie rozwinęli swoje umiejętności razem z nią. Część raperów jest zbyt leniwa, za słaba i nie jest wstanie nagrać lepszego dissu. Takiego, który by zawierał soczyste panczlajny i zapadające na dłużej wersy – nawet jeśli siedzieliby nad poszczególnymi kawałkami tydzień. Brak “smaczków” w numerach wynika głównie z braku znajomości swojego oponenta. Dlatego wersy brzmią jak pisane z poradnika: “Jak pojechać przeciwnika, Szach-mat panie raperze”.

PRZECIW – JEST SZTYWNIUTKO

Gdy porównuję polskiego rapera z niemieckim czy amerykańskim, to zawsze ten polski raper wydaje mi się osobą unikającą jakichkolwiek kontrowersji. Żadnych sztucznych potyczek – a jeśli już mamy ze sobą problem – to lejemy się po mordach poza kamerami. Oczywiście, scena ewoluuje, wchodzą do niej coraz to młodsi gracze, którzy prowadzą już trochę inny styl życia. Jednak wciąż mam w głowie, że gdyby miało dojść do ustawionego beefu, to tylko wśród tych “raperów” z youtube’a. No, może jeszcze Donatan z jakimś innych producentem na Pudelku coś tam by zrobił.

PRZECIW – polski słuchacz hip hopu, to zamknięty słuchacz

Nie ukrywajmy – duża część polskich słuchaczy, ogranicza się tylko do sprawdzania swoich idoli. Zbyt często beef wygrywa ten raper, który ma więcej oddanych fanów, a nie ten, który nagrał lepsze numery. Również konflikt musi być na tyle duży (Peja – Tede), żeby zainteresować słuchacza, który nie jest związany z żadną ze stron. Jak już wspominałem – “hajs się zgadza”, ale jest go wciąż za mało, aby zawodnik z drugiej, trzeciej ligi nagle przez udział w beefie wskoczył do pierwszej i zaczął poważnie zarabiać. Pamiętacie ostatnie dissy Śliwy na Białasa? Raper z Poznania zebrał po nich bardzo dużo propsów. Jednak czy przełożyło się to na wyniki sprzedaży jego najnowszej płyty? Wątpię.

Czy część beefów w polskim rapie jest ustawiana? To oceńcie już sami. Ja, mimo pojawiających się wątpliwości, uważam jednak, że słowa Donatana były tylko medialną prowokacją. Aha, drodzy raperzy, którzy naprawdę to robicie! Jeśli już kręcicie sztuczny beef, to zadbajcie o jego poziom, bo po tych ostatnich wczorajszych stekach to ja mam mocną niestrawność w żołądku.

Foto. Insagram/Don.Donatan

Zostaw komentarz

News
Raperze! Daj se luz!

Sobota, godziny przedpołudniowe. Za oknem świeci słońce, a temperatura oscyluje wokół 14-16 stopni #żyć nie umierać. Tak ładny dzień najlepiej spędzić na świeżym powietrzu, z przyjaciółmi lub podczas sportowej rekreacji. Dzwonisz po znajomych, zgadujecie się na kosza lub deskę. Jedno, czego Ci dziś jeszcze brakuje, to dobra muzyka w tle. W taki dzień najlepiej posłuchać czegoś lekkiego i mówiącego o “lajtowych” sprawach. Załóżmy, że dzisiaj masz dzień postny od amerykańskiego rapu, stawiasz twardo na nasz polski. Odpalasz swoją playlistę i zauważasz, że po raz kolejny składa się on w większości z samych starych kawałków. Myślisz: “czy to znaczy, że jestem już zgredem?” I wtedy wchodzę ja, i odpowiadam: “Nie, to nie Twoja wina, brachu. To polski hip-hop zatracił jakikolwiek pozytywny vibe”.

W polskim rapie na początku obecnego wieku występował podział na: hardcorowych uliczników z przekazem i raperów z luźniejszym podejściem. Jak to określił DJ 600V: była jasna i ciemna strona sceny. Dzisiaj ciemna strona jest bardziej na uboczu, cieszy się popularnością głównie wśród “koneserów” takiego stylu. A jasna strona? Parafrazując Bonsona – Jej już nie ma.

To nie jest kraj dla miłych ludzi

Aktualnie powstaje sporo płyt o przekazie hedonistycznym, ale ten swoisty epikureizm opiera się głównie na zasadach: “mam to, mam tamto”, “wydaję hajs tu, wydaję hajs tam”. Newschool stał się przede wszystkim przekazem pokazywania wartości materialnych. Natomiast polski trueschool stracił już sympatyczną twarz Wankeja z zespołu Dinal. Dziś hasło “trueschool”, zamiast łączyć się z luźną nawijką, kojarzy się z krytykowaniem nowych nurtów w rapie. Może chociaż weterani sceny nas poratują? A gdzie tam! To 40-letni faceci, którzy w kawałkach o dawnych czasach, połowę wersów poświęcają na dissowaniu młodego pokolenia. Raperzy już nie chcą być dla słuchaczy jak kumpel z podwórka, szkoły, boiska – oni chcą być ponad nimi. Jeśli już nie nawijają o swojej “zaje*istości”, to wchodzą do studia jak do konfesjonału i płaczą nad swoim losem. Gdzie tu miejsce na luźną gadkę?

Tylko hajs, hajs, hajs, jak u Tedego

Zastanówmy się więc dlaczego w Polsce nie powstają już takie krążki jak:
“Najebawszy”, “W strefie jarania i rymowania”, czy już bardziej oldskulowa produkcja “Wilanów… zobacz różnicę”. Dlaczego nikt nie nagrywa numerów o błahostkach codziennego życia? Dlaczego nikt nie nagrywa utworów o swoich zajawkach? Dlaczego nikt nie nagrywa spontanicznych kawałków o jeździe na desce z ziomkami? Smarki Smark, rapując o ostatnim roku szkoły, brzmiał jak nasz kolega z ławki. Nie chciał być przesadnie “cool” ani prawić nam morałów. Dzisiejsi młodzi raperzy żyją szybko i nie mają już czasu, aby “dać se luz“. Trzeba głównie zarabiać i wydawać hajs. Mr. Young nagra kolejny track o nowej bluzie Givenchy, a nie o gierce w kosza z kumplami.

Nie ma sianka, nie ma granka

W Polsce ciężko jest tworzyć luzacki rap i liczyć na większe profity. Udało się przebić tylko nielicznym, a wyjątkiem potwierdzającym regułę jest popularność duetu Dwa Sławy. Płyty: Dinali, Smarkiego, Ortegi Cartel, Rena, stały się klasykami, ale tylko dla wąskiego grona. Większość z wyżej wymienionych, widząc że z muzyki ciężko jest się utrzymać, w pewnym momencie porzuciła rap.

Hip Hop cały ewoluuje i przyciąga nowych słuchaczy. W tym ciągłym postępie brakuje jednak chwili wytchnienia i momentu na to, by spojrzeć wstecz. Na polskiej scenie nastąpił deficyt produkcji, które są oparte na zabawie słowem i na mikrofonowym luzie. No cóż, ja dalej czekam na zapowiadany solowy debiut Wankeja, to już tyle lat…

Fot. Insagram/wnkz

Zostaw komentarz