Felieton,Hip Hop

Tede znów powrócił i uciszył hejterów

Damian Kaźmierczak -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Damian Kaźmierczak

Tede znów powrócił i uciszył hejterów

Równo tydzień temu wyraziłem swoje obawy odnośnie najnowszego wydawnictwa Tedego. Pod koniec stwierdziłem, że jeśli rzucone tam przeze mnie obiekcje okażą się przedwczesne, to posypie głowę popiołem. Ten czas właśnie nadszedł, to nie środa popielcowa, ale sypiemy, jak kiedyś w RRX u Krzysia Kozaka.

Dobry wybór singli – a komu to potrzebne

Kilka lat temu Tede stwierdził, że specjalnie wybiera najsłabsze kawałki na single i w przypadku jego najnowszej produkcji znajduje to potwierdzenie w 100%. Numery promujące “Karmagedon” poza dwoma wyjątkami (“Gangin”, “Tylko tyle”) specjalnie nie zachęcały do sprawdzenia całości. Dodatkowo, wypuszczony dzień przed premierą, numer ze Zbukiem był jak rzucenie białego ręcznika w ringu. Trochę nadziei wlał track “Hoespicjum“. Rozliczenie się z dawnym kompanem ze składu było jasnym sygnałem, że warszafski deszcz w najbliższym czasie już nie spadnie.

Z takim ostudzonymi oczekiwaniami, przystąpiłem do sprawdzania całości i już od pierwszego kawałka “Kartagedon” serduszko zaczęło się coraz bardziej radować. Tede przed oficjalna premierą “Karmagedonu” wypuścił dziewięć numerów, z czego do gustu przypadły mi trzy. Natomiast w przypadku pozostałych tracków (nie licząc posse-cutu) to oprócz dwóch kawałków (z czego taki “9iewieć ich” i tak jest o wiele lepszy od “One star” czy “Boatever”) reszta gra aż miło.

Więc co jest tak dobrego w tym całym “Karmagedonie”? Na pewno różnorodność – wreszcie całość nie brzmi monotonie, jak miało to miejsce przy dwóch ostatnich produkcjach rapera (i Sir Micha). Dodatkowym plusem jest to, że – podobnie do “VanillaHajs” – mamy tu dużo wpadających w ucho refrenów. Nawijka TDF’a dla mnie jest jak najbardziej na plus, na forach jest trochę opinii, że Tede męczy się na tej płycie, ale jest wprost przeciwnie. Raper raz przyśpieszy, raz położy nacisk na akcent – jest dobrze, jest dobrze w ch*j, cytując Bonusa BGC.

Niestety, ale patenty na poszczególne kawałki to już trochę powtórka z rozrywki. O lansie nastolatków już Tede nawijał, o tym, że wyprzedził scenę z nagrywaniem o hajsie – nawijał już praktycznie od czasów albumu “Hajs, Hajs, Hajs”. Zresztą motyw, że był kiedyś dissowany przez kolegów z branży, a teraz oni robią to samo, od czasów wyjścia z infamii, powraca jak bumerang.  

W kwestii produkcji, nic się nie zmieniło. Michu po raz kolejny nie zawiódł. Miło, że momentami jest trochę oldskulowo, potem bardziej nowocześnie, dzięki czemu nie męczy to ucha, jak w przypadku “Skrrrt”. “Skrrrt”. Nie “Skrr”, bo “Skrr” nigdy Was nie zmęczy, zapamiętajcie!

Diss za dissem

No dobra, teksty tekstami, bity bitami, ale wszyscy przy okazji “Karmagedonu” czekali na jedno – na soczystą wołowinkę.
Kogo ostatecznie pojechał Tede? Lista jest dość długa, ale większych zaskoczeń raczej nie było. Kto oberwał niespodziewanie? Chyba Kobra, bo tego “rapera” HCR z talent show to raczej poważniej traktować nie możemy. Tede wystrzelił w Kobrę kilka soczystych panczy. Natomiast, menago Ryszarda Peji to już bardziej rap-emeryt/rap-zajawkowicz, więc ewentualny beef raczej nie zatrzęsie polską sceną. Kobra dostał, Rychu dostał, Beteo dostał i kilku innych też dostało “kontrolnego” strzała, a W.E.N.A.? w końcu miał być beef, zapowiadany od prawie roku. Tymczasem na Wudoe mamy tu tylko jedną grę słowną w “One star” i wyzwanie od “pedałów” w “CA$HPIROV$KY”. Znając podejście i chęć podjęcia walki przez Wenę, to tyle wynikło z tego “beefu”.

Czy w ogóle po “Karmagedonie” Tede wpląta się w jakiś poważny konflikt? Wątpię, chyba że z Kubą W. lub Martą L., z raperów to może jedynie Young Multi zareaguje, ale też w sumie nie ma na co.  

Posse-cut

Ostatnio pisałem, czy aby Tedemu nie pomylił się motyw “dissowania łaków” z ich promocją. Lista zaproszonych gości sugerowała tę drugą opcję. Całe szczęście, że większość z nich została wrzucona do bonusowego posse-cutu. Natomiast chyba tylko przekora gospodarza sprawiła, że Dwa Sławy, Otsochodzi czy Te-Tris są umieszczeni w 10 minutowym numerze, a Zbuku trafił na oryginalna wersje. Jeszcze odnośnie “Je*ać Łaków (remix)” to najbardziej na plus wyróżniły się Sławy i JNR. W swoim stylu polecieli Otso, Włodi czy Te-Tris, ale połowa zaprezentowała nam “piękny” autodiss – zwrotki Fokus czy Tymka

W każdym razie – “Karmagedon” to dla mnie najlepsza płyta Tedego, od czasu “VanillaHajs”. Po kawałkach promocyjnych spodziewałem się klapy, a wyszło wręcz przeciwnie. Po ostatnich dwóch mizernych płytach warszawiaka, poprawa jest znacząca.  Nie wiem, czy już sprawdziliście “Karmagedon”, jeśli nie, to polecam.

Foto. Instagram/tedef

Zostaw komentarz

Udostępnij
News,Streetwear
Supreme x Nike: przewodnik po najdroższych sneakersach [infografika]

70 – tyle par otrzymaliśmy na przestrzeni 17 lat współpracy giganta z Oregonu i nowojorskiej legendy skateboardingu (i streetwearu). Wiele kolejnych (co do tego wątpliwości nie ma nikt) wydań przed nami, tymczasem sprawdźcie infografikę z topową siódemką, jeśli o ceny na rynku wtórnym chodzi. Lecimy!

Rok 2002. Początek nowego milenium. Stanowisko prezydenta USA piastuje George W. Bush (a w Polsce człowiek-kieliszek, Aleksander Kwaśniewski). Finał NBA wygrywają Lakersi. Buciarstwo (w porównaniu do tego, co widzimy dziś) znajduje się w fazie embrionalnej. Wtedy Supreme x Nike staje się faktem. Przed szczytem hype’u, na 15 lat przed kolabo z LV (o którym nikt z Supa wtedy nawet nie śnił).

View this post on Instagram

David Sims for Supreme

A post shared by Supreme (@supremenewyork) on

Ceny rynku wtórnego, jeśli chodzi o Supa – a zwłaszcza wydania sprzed dekady – zawsze są tematem ciekawym i wartym przeanalizowania. Stąd też zestawienie, które macie przed sobą. Siedem par, z których każda opowiada inną historię, zapisując się jako klasyk na kartach streetwearu.

Białych kruków nie brakuje, więc z miejsca odrzuciliśmy pomysł wsparcia się wyłącznie jedną platformą resellerską. Do zrobienia price checków skorzystaliśmy z ofert wystawionych na Goat, StockX, Grailed i Flightclub. Pierwsza szóstka poniżej:

Najciekawsze z powyższych? Zdecydowanie Foamposite One SP z 2014 roku. Buty, które podzieliły wielu, i które albo się kocha, albo nienawidzi. Podczas premiery zdecydowanie było grubo – pod sklepem w NY doszło do zamieszek, w których interweniowała policja, zmuszając Supa do anulowania stacjonarnego dropu.

Na Flyknit Lunar 1+ (najtańsza para w zestawieniu) też warto zwrócić uwagę – to pierwsze biegówki, przyozdobione logo skateboardingowego brandu. Mocno niedoceniane wydanie, a szkoda. Fani zdecydowanie spodziewali się Racerów czy innych, bardziej popularnych modeli, a Sup – jak zwykle – zrobił na przekór.

A na najwyższym stopniu podium stają…

Blazery SB w czerwonej kolorystyce. 13 letni klasyk i najlepsze (subiektywnie) buty skateboardingowe w historii. Wydanie premium – piękna, pikowana skóra, swoosh stylizowany na wzór skóry węża i metalowa klamra na zapiętku. Kult i klasyka. Po dziś dzień – czapki z głów.

W najbliższych tygodniach temat najlepszych kolaboracji (nie tylko Supreme!) podejmiemy jeszcze nie raz, więc trzymajcie rękę na pulsie (czyt. naszych socjalach). W temacie nowojorskiej legendy, sprawdźcie infografikę obrazującą drop Supreme x Swarovski. Mniej w temacie – rozkład premier na ten tydzień. Stay tuned!

fot. Supreme/Stockx/Goat/Flightclub

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
Eminem i Jay Z łeb w łeb jeśli chodzi o liczbę hitów na Billboard!

Dwie legendy obok siebie w legendarnym rankingu. Zarówno Eminem jak i Jay Z trafili na listę Billboard’s Hot 100 dokładnie 21 razy w ciągu swojej kariery. Taki wynik czyni ich… zdobywcami trzeciego miejsca. Tak, trzeciego.

Pierwszy jest Drake, który znalazł się w notowaniu 33 razy, a drugi Lil Wayne – 24 wjazdy na Billboard. Spodziewalibyście się?

Prestiż prestiżowi nierówny

Z jednej strony zdziwienie, a z drugiej – po chwili namysłu – absolutna zgoda. W końcu Drake faktycznie jest fabryką hitów. Co innego Billboard, co innego Grammy. No właśnie – jak na tym polu sprawdzili się wyżej wymienieni?

  1. Jay Z – 22 statuetki (77 nominacji)
  2. Eminem – 15 statuetek (22 nominacje)
  3. Lil Wayne – 5 statuetek (24 nominacje)
  4. Drake – 4 statuetki (42 nominacje)

Jak widać wybory kapituły są “nieco” inne niż słuchaczy. A Wy jak oceniacie tych zawodników? Czy któryś jest niedoceniony, a któryś przeceniony? Przypominamy, że ostatnio Billboard zyskał trochę złej prasy po aferze z “klasyfikacją” gatunkową “Old Town Road” Lil Nas X’a – KLIKNIJ.

fot. kadr z wideo “Jay-Z and Dean Baquet, in Conversation”, youtube.com/The New York Times

Zostaw komentarz