Lifestyle,Wywiad

Telezakupy Mango i „Ręce, które leczą”? Jakub Żwirełło wytłumaczył nam, dlaczego tak lubimy tę estetykę!

Michał Szyndler -
Lifestyle,Wywiad - - Dodane przez Michał Szyndler

Telezakupy Mango i „Ręce, które leczą”? Jakub Żwirełło wytłumaczył nam, dlaczego tak lubimy tę estetykę!

Jakub Żwirełło zajmuje się produkcją teledysków, a razem z Bartłomiejem Maczalukiem współtworzy muzyczny duet Wczasy. Dotychczas współpracował m.in. z takimi artystami, jak Schafter, Król i Kacperczyk. Jego prace charakteryzują się surową estetyką nawiązującą do lat 90.

Rozmawiamy o kulisach powstawania teledysku Schaftera „Eskeemos”, o tym, dlaczego w świecie pełnym „gładkich” obrazków lubimy oglądać te „brudne i szorstkie” i o tym, jaki wpływ na twórczość Jakuba miały… Telezakupy Mango.

Który z twoich teledysków jest twoim ulubionym?
Zupełnie szczerze – nie wiem. Z teledysku do „Eskeemosa” Schaftera jestem nawet zadowolony.

Nawet?
Zawsze wydaje mi się, że mogłem coś zrobić lepiej. Pewnie dlatego nie mam teledysku, z którego byłbym najbardziej dumny. Mam natomiast takie, które lubię, i do których wracam. Taki klip to na przykład ten do kawałka ORŁA i RESZKI pt. „NOCY STÓŁ”, który zrobiliśmy z bardzo niskim budżetem. To wideo dobrze oddało atmosferę Gorzowa i ludzi, którzy wtedy tam byli, a to było dla mnie ważne. Wracam też do „Głodnych dusz” Króla.

Najczęściej sięgam do swoich starych klipów przed rozpoczęciem prac nad kolejnymi projektami. Zastanawiam się, co z dzisiejszej perspektywy mógłbym w nich poprawić. Staram się być zdystansowany względem swojej pracy, czy to na płaszczyźnie filmowej, czy muzycznej. Uważam, że to jest dobre podejście, bo pomaga mi się rozwijać.

Kiedy słuchasz danego utworu, masz w głowie pomysł na teledysk?
Różnie bywa. Zazwyczaj mam jakiś pomysł i wiem, co mniej więcej chciałbym pokazać – czasami są to konkretne sceny, czasami sam klimacik. Natomiast nie zawsze robię profesjonalny storyboard, a samym artystom, z którymi mam okazję pracować, raczej opisuje swój pomysł na klip i ewentualnie dodaję zdjęcia, które obrazują to, co chciałbym osiągnąć. Praca ze mną polega na zaufaniu do mnie i mojej stylówki.

Wiele rzeczy na planie robię spontanicznie, nie siedzę z kartką i nie sprawdzam czasówek, tylko jadę z jakimś tam swoim flow. Na przykład to, że Schafter włożył palce w rozgrzany wosk miałem przemyślane, ale kilka innych scen, typu włożenie ręki do spaghetti, wyszło niespodziewanie. To był fajny moment do nakręcenia i to, że Wojtek uśmiechnął się na klipie też wyszło całkowicie naturalnie. Od razu wiedziałem, że to będzie śmieszna scena i się obroni. Kiedy pracuję, staram się, żeby atmosfera na planie była swobodna, bo wtedy wszyscy lepiej się czują i nasza praca przynosi lepsze i ciekawsze efekty.

Klip do „Z Tobą/DO DOMU” Króla również wyszedł bardzo naturalnie.
Z Błażejem i Iwoną znamy się całkiem dobrze, przeżyliśmy razem kilka fajnych przygód, graliśmy wspólne koncerty. Ten teledysk powstał tak, że po prostu odwiedziłem ich w ich domu, bawiliśmy się i w międzyczasie nagrywaliśmy różne rzeczy na przykład ładowanie drewna na taczkę. Chodziło mi właśnie o to, żeby pokazać, jak żyją. To naprawdę sympatyczni ludzie i mają bardzo fajną relację, dlatego tak dobrze się z nimi pracowało. Oczywiście, wcześniej rozpisałem sobie, co mniej więcej chciałbym nagrać.

Z teledysków dla Króla zrobiłem jeszcze jeden, do „Głodnych dusz”. Ten akurat nagrywaliśmy na greenscreenie i od początku miałem zamiar, żeby zrobić go z przymrużeniem oka, w kampowej stylistyce. Praca przebiegała bardzo dobrze, fajnie się bawiliśmy. Samej edycji i tego, co się stało potem, nie miałem do końca zaplanowanego, wszystko wyszło dopiero podczas montażu.

Czym różni się praca nad teledyskami dla Wczasów a tymi dla innych?
Jeśli robię klip dla nas, to zazwyczaj nie mam żadnych ograniczeń i mogę spróbować rzeczy, których czasem z różnych powodów nie dałoby się spróbować z kimś innym. Istotne jest to, że w naszych produkcjach nie ma ograniczenia humorystycznego, to znaczy możemy cisnąć w kierunku tzw. beki czy słabego aktorstwa i nikt nie przyczepi się, że za mało poważnie taki klip wyszedł. Oprócz tego duże znaczenie ma to, że spora część rzeczy, które nakręciłem dla Wczasów, powstała z niewielkim budżetem i w bardzo krótkim czasie. Wiele z nich nawet w dwie, trzy godziny. W porównaniu do tego, w ile obecnie powstają teledyski dla innych artystów, to bardzo szybko. Mimo to wiele osób mówi mi, że w teledyskach dla innych artystów czuć ten mój styl, który widać w klipach Wczasów. Ciężko od tego uciec i czasem w sumie szkoda mi jakiegoś pomysłu, który mogłem wykorzystać dla siebie.

Czy ten brak czasu i środków jest dla ciebie motywujący?
Kiedy masz do dyspozycji większy budżet, zaczynasz za bardzo skupiać się na technicznych aspektach, ciągle zastanawiasz się nad lepszym sprzętem. Duży budżet oczywiście może być dobry i szanuję wszystkich, którzy potrafią go odpowiednio wykorzystać, ale według mnie i bez tego można robić fajne rzeczy. Liczy się przede wszystkim pomysł. Na przykład teledysk do kawałka „Praise You” Fatboy Slima miał budżet wysokości około 800 dolarów, nagrano go kamerą z ręki. Ale przyjął się świetnie i na MTV Awards w 1999 zdobył trzy nagrody. Z drugiej strony, przyznaję, że chciałbym kiedyś zrobić produkcję na „hollywoodzkim” poziomie. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek tak się stanie. Na razie robię tak, jak robię i bardzo dobrze się czuję w mojej estetyce.

W warstwie wizualnej twoich klipów przeważa brudna estetyka kamer  lat 90. i kaset VHS. Bardzo często jedne obrazy przeskakują w drugie, wiele z nich występuje jednocześnie, a na ekranie mamy prawdziwe zatrzęsienie i z pozoru nic do siebie nie pasuje. Jeżeli coś jest zbyt „gładkie”, widza to nie ciekawi i nie trzyma w napięciu?
Estetyka moich klipów wynika z tego, że ja sam nie jestem fanem jakichś bardzo „wygładzonych” produkcji i wyścigu technologicznego. Co więcej, po prostu taki jestem prywatnie. Nie wszystko w życiu muszę mieć gładkie i dopieszczone. Lubię klimaty typu „found footage”, wszystkie niedoskonałe reklamy telewizyjne z lat 90., amerykańską telewizję tamtych lat, która była totalnie amatorska, jej brzydką scenografię i rzeczy pokroju Telezakupów Mango czy „Rąk, które leczą”. Przesiąkłem takim treściami oraz tym, że swoją pracę z kamerą zaczynałem od nagrywania deskorolkowych wygibasów na kamerę mini dv i dużo wtedy chłonąłem tzw. skate videos, które były nagrywane VHS-em czy później właśnie mini dv.

Przez to, że moje klipy nie są do końca „wygładzone”, nazwałbym to, co robię, stylistyką thrashową. Bardzo lubię artefakty, które tworzy zepsuty magnetowid i wszystkie te momenty, gdzie kolory się gubią albo gdzie widać, jak głowica chodzi na boki. Znajduję coś pociągającego w takiej niedoskonałości, w błędzie i w niechlujności, choć wiem, że niektórym takie rzeczy przeszkadzają i może nigdy by czegoś takiego nie wypuścili.

Jak myślisz, innych też to pociąga?
Tych artystów, którzy chcą ze mną pracować chyba tak. Myślę, że niektórych odbiorców też, zwłaszcza młodszych, dla których VHS nawet nie jest nostalgią, tylko jakimś reliktem przeszłości, o którym dowiedzieli się z Instagrama czy Tumblra. W świecie, w którym wszystko jest idealne, a gładkie i poprawne rzeczy są w zasięgu ręki, taka thrashowa estetyka jest interesująca, bo trzeba się natrudzić, żeby ją osiągnąć. To nie polega na nagraniu filmiku telefonem i dodaniu kilku filtrów. Trzeba mieć kamerę i magnetowid, które zresztą często się psują – sam zajechałem już z 10 magnetowidów i kilka kamer – a zgrywanie materiału następuje w czasie rzeczywistym, nie w kilka sekund.

Kiedy kręciłem dla Schaftera klip do „ridin' round the town w czyimś bel air”, wciągnęło mi taśmę, której nie zdążyłem jeszcze wtedy zgrać. Trochę się przestraszyłem, bo wiadomo, że nie miałem backupu i gdyby wciągnęło ją całą, część klipu byłaby nie do odzyskania. Na szczęście udało się to jakoś odratować, a moment wciągnięcia taśmy wykorzystałem w klipie jako dodatkowy „glitch”.

Dla jakiego artysty chciałbyś zrobić teledysk?
Z teledysków, które bardzo mi się podobają i sam chciałbym być ich autorem, to na przykład klip do kawałka „Signatune” DJ Mehdi’ego, którego reżyserem jest Romain Gavras. Ogólnie wszystkie jego prace mi się podobają. A z nowszych produkcji chciałbym zrobić klip do „Lost But Never Alone” od Oneohtrix Point Never. To jest teledysk zrobiony właśnie w takim VHS-owym i betcamowym stylu. Wprawdzie zmiksowany z ujęciami w HD, ale i tak uważam, że jest świetny.

Chętnie zrobiłbym też jakiś klip dla Primal Scream, tylko że w latach 90., ale wtedy byłem jeszcze dzieckiem. Fajne rzeczy mogłyby powstać jeszcze z takimi artystami, jak Tame Impala albo Ariel Pink, pod warunkiem, że okazałoby się, że dobrze się dogadujemy. Chociaż nawet ważniejsze od dogadywania się z artystą jest to, żebym po prostu czuł klimat danego utworu. Jeżeli już komuś odmawiam, to nawet nie ze względu na to, tylko dlatego, że sam kawałek niekoniecznie mi podchodzi.

fot. kadr z klipu „Schafter – Eskeemos”, YouTube.com/restaurant posse 

Zostaw komentarz

Udostępnij
Rap
Transfer roku? Def Jam UK ujawnił pierwszego zawodnika!
def jam uk stormzy

Legendarna wytwórnia szybko rozszerza swoją działalność na świecie. Po tym, jak w zeszłym roku otwarty został jej polski oddział, który zasilili mocni i różnorodni artyści, doczekaliśmy się w końcu oddziału w Wielkiej Brytanii. A jego start jest jeszcze bardziej imponujący!

Lifestyle
Kogo w 2020 roku słuchaliśmy najczęściej? Przyglądamy się globalnym i polskim wynikom Spotify!
Spotify 2020

Nadszedł czas na pierwsze końcoworoczne podsumowania! Z tymi naszymi wrócimy już niebawem, ale tymczasem sprawdziliśmy statystyki właśnie opublikowane przez Spotify, które całkiem ładnie obrazują panujące obecnie trendy.