Rap

To miał być rok Janusza Walczuka, ale „Janusz Walczuk” jednak nie przekonał [RECENZJA]

Klementyna Szczuka -
Janusz Walczuk
Janusz Walczuk
Rap - - Dodane przez Klementyna Szczuka

To miał być rok Janusza Walczuka, ale „Janusz Walczuk” jednak nie przekonał [RECENZJA]

Janusz Walczuk miał być naszym nowym idolem. Jego droga jest inspirująca. W końcu aby znaleźć się w miejscu, w którym jest teraz, od dawna ciężko pracuje. Ma dopiero 22 lata, z pewnością przyczynił się do sukcesu Twojego ulubionego rapera, a debiutanckim albumem spełnia swoje kolejne marzenie. Tylko, że paradoksalnie może wydawać się, że na „Januszu Walczuku” brakuje… jego samego.

Trudno było w niego nie wierzyć. Zanim nagrał swój oficjalny debiut, był znany jako hypeman Żabsona i inżynier dźwięku w studiu NOBOCOTO. Z SB związany jest od wielu lat, był uczestnikiem SBM Starter 2, aż w końcu w marcu tego roku podpisał kontrakt wydawniczy. Został także jednym z Młodych Wilków. Wydawałoby się, że wyrazista osobowość i duże doświadczenie w muzyce sprawią, że jego album będzie jednym z ciekawszych tegorocznych projektów. Niestety, „Janusz Walczuk” jest jedynie autoprezentacją Janusza Walczuka, a to, co mogłoby być mocną stroną płyty, rozpływa się gdzieś na bezbarwnych, generycznych bitach.

Cześć, oto ja, a to moja stylówa

O ile wydany rok temu „Szary Blokk” brzmi dość ciekawie, tak zapowiadający album „Janusz Walczuk” jest niemalże jak piosenka z reklamy. Trochę nostalgiczny i trochę oniryczny niczym „Haute Couture” Tuzzy jest po prostu przyjemnym, całkiem chwytliwym kawałkiem. Do tego slogan, który aż prosi się o wykorzystywanie w tytułach artykułów – „Janusz Walczuk to twój nowy idol”. My też to zrobiliśmy. Dziś myślę jednak, że Janusz Walczuk bardziej niż naszym nowym idolem jest po prostu jego uosobieniem. Bo teoretycznie wszystko się zgadza – konsekwentnie dąży do celu, a obok ma najlepszych friends i jakieś kobiety. W rzeczywistości jednak czegoś brakuje. A myślę, że nie brakowałoby, gdyby pisał on bardziej obrazowe teksty i lepiej przekazywał emocje za pomocą muzyki.

Cały materiał utrzymany jest w popowo-rapowym stylu, zakrawając przy tym o r’n’b. Za produkcję w największym stopniu odpowiadał Pedro i choć utwory są dopracowane, zlewają się ze sobą. Kończy się jeden i zaczyna drugi, podobny. Wyjątkiem jest „MDK”, który wyrywa słuchacza z marazmu zaskakująco długim instrumentalnym intro. Ten klubowy kawałek zupełnie odstaje od pozostałych i jeśli miał aspirować do imprezowych bangerów Sobla, to ani trochę im nie dorównuje. Znacznie lepiej w tej roli powinien sprawdzić się za to „Offside” lub „Amsterdam”.

Ale to nie tak, że utwory Janusza Walczuka w ogóle się nie bronią. Dziś one po prostu niczym się nie wyróżniają. I to również nie tak, że nie ma on nic do powiedzenia. Ma prawo chwalić się swoimi sukcesami, ale zamiast jego unikalnej historii, dostaliśmy uniwersalne i oczywiste linijki o dziewczynach, które chcą z nim spać, marihuanie i wpierdalaniu na mapę Żoliborza. Brakuje napięcia, emocji. Brakuje ich nawet w „Nie wiem jak” o samotności i poczuciu pustki. Janusz Walczuk znacznie lepiej wypada, kiedy nie znajduje się na pierwszym planie. Odpalmy sobie „Candy Sour” Żabsona albo nawet „Pierwszy raz” stworzony w ramach Młodych Wilków. Bo na „Januszu Walczuku” jest po prostu taki, jak na jego okładce. Zbyt idealny. Opowieści o spełnianiu marzeń są nudne, jeśli są tylko opowieściami o spełnianiu marzeń.

Zostaw komentarz

Udostępnij
Lifestyle
Jak Bartosz „xntentacion” Rudecki zdobył Twitcha?

Swoimi streamami podbił polską scenę Twitcha dosłownie w chwilę. Bartosz „xntentacion” Rudecki z transmisji na transmisję rozwija się coraz szybciej i pokazuje, że wcale nie ma zamiaru zwolnić. Przeciwnie, do głowy wpada mu coraz więcej pomysłów na rozwój swojej działalności w internecie i poza nim. W jaki sposób odniósł sukces i zjednał sobie tak dużą rzeszę fanów w tak krótkim czasie?

Rap
Blendy przeżywają drugą młodość. Northboii i jego zabawa muzyką
blendy

W ostatnich tygodniach sporą popularność zaczyna zdobywać kolejny po Młodym Klaksonie kanał z remiksami. Northboii zaprasza nas do swojej krainy nietuzinkowych połączeń, które pozornie nie powinny brzmieć dobrze. Jak się okazuje, jest zupełnie inaczej. Mogą zwiastować również powrót blendów na salony.